Stefan Bratkowski: Dlaczego dzieci się nie rodzą

Print Friendly, PDF & Email

child22013-02-15.

Poglądy mało, albo i wcale nie zobowiązujące

Wszyscy to wiedzą – dzieci rodzi się w całej Europie za mało. Nie tylko u nas. U nas dzieci rodzą niektórym propagandowe pomysły miliardowych dopłat z budżetu, ale z propagandy nie rodzą się ani dzieci, ani pieniądze. Nawet Rybińskiemu. Systemy dopłat obciążają budżety i mogą sobie na to pozwolić tylko państwa bogatsze, a i tak nie pokrywają kosztów utrzymania dzieci już doroślejących. Na marginesie: dawniej starzy kawalerowie płacili tzw. „bykowe”, warto by taki podatek przywrócić, a dzisiaj może by i panie, które dzieci nie mają, dla równouprawnienia płaciły takie wyższe podatki. Byłbym zresztą rad usłyszeć, że osoby publiczne, nie obciążone dziećmi, same zadeklarują taką podatkową pomoc rodzinom z dziećmi…

Jak odnoszę wrażenie, Europa ukrywa przed samą sobą, że dzieci w Europie przegrywają z… samochodami. Nie przegrywają w Ameryce, bo do dziś Ameryka jednak jest zamożniejsza. I była już sto lat temu – nawet pierwsze fordy, które zmieniły życie codzienne w Stanach, trafiały w Ameryce do właścicieli o dochodach wyższych niż to, ile trzeba na utrzymanie rodziny.

Dziś Europa nie jest tak uboga, ale jej młodym rodzinom, którym rodzić się mogą dzieci, rodzą się samochody. Na średnią dochodów składają się w Europie przede wszystkim średnie pokolenia. Problemem są dochody tych młodszych. Przesunąć wiek rozrodczości biologicznej byłoby dosyć trudno, podczas, gdy młode rodziny za pierwszą potrzebę, życiową i ambicjonalną, mają kupno i utrzymanie samochodu. Kosztuje ich zakup samochodu, kosztuje benzyna, od czasu do czasu naprawy, plus garaż i parkingi. Satysfakcja, płynąca z samochodu, nie zostawia miejsca na radość z dzieci. Żaden zakaz aborcji tu nie pomoże. I nawet zakaz głupich pomysłów też nie.

Polityka przemysłu to polityka przedsiębiorców, nie można od nich wymagać decyzji mniej opłacalnych. Ale w rezultacie ciasnymi ulicami miast przepychają się powoli w korkach duże wozy, a każdy wozi dwa, trzy puste miejsca. I dobrze, jeśli tylko tyle. Zatykając miasta. Od sprzedaży tych samochodów zależy koniunktura. Jeśli Amerykanie kupią te parę milionów samochodów więcej, gospodarka światowa przestanie się krztusić.

Czy jest na to rada? Realnej nie ma, ale przyszło mi do głowy podzielić się tu – fantastyczną. Utopie czasem się sprawdzają, choćby nam w 1989, ale ta jest całkowicie nieprawdopodobna, tyle że może pobudzić co najwyżej wyobraźnię (kiedyś Juliusz Verne opisywał – w XIX wieku! – podróże kosmiczne i łodzie podwodne). Proszę sobie wyobrazić, że prezydent, burmistrz któregoś wielkiego, całkowicie zatkanego miasta zapowie, że od jakiejś daty do ruchu miejskiego w określonym zasięgu terytorialnym, w granicach jego obrzeży z garażami na duże samochody, dopuszczone będą wyłącznie jedno-, góra dwuosobowe minisamochody miejskie, ewentualnie elektryczne. I zapowie, że od dalszej, określonej daty miasto udostępni uruchamiane na kartę, miejskie minisamochody. Tak powstałby rynek na miliony, na setki milionów takich minisamochodów.

Każda korporacja ma jakiś prototyp, jeden, albo i więcej, minisamochodu miejskiego. Te, które oglądaliśmy niedawno, wywrotne jajka na kołach, nie nadają się do niczego. Ale nawet młodzież studencka potrafiłaby zmontować wartościowy prototyp. Są quady, gokarty, baza dla możliwości konstrukcji nieograniczona. Nie powiem, że każdy chłopak to potrafi, ale konstrukcja dziś to nie problem. Sprawa zresztą nie nowa. Kiedyś, w roku 1959, Gomułka rozpędził redakcję magazynu dla młodzieży „Dookoła świata” za to, że lansowała konstrukcję przez młodzież jedno-, dwuosobowego minisamochodu, właściwie czterokołowego autoskutera o nadwoziu wstępnie sprężanym (jedno z możliwych rozwiązań). Tym DODem, od skrótu nazwy pisma i nazwiska twórcy, Zbigniewa De Mezera, chcieliśmy zachęcić młodzież do własnej twórczości technicznej. Gomułka nie bronił interesów wielkich korporacji samochodowych, skądże. Kazał rozpędzić redakcję w imię równości poddanych reżimu wobec autobusów. Dziś mogliby tacy młodzi konstruktorzy założyć nawet własne przedsiębiorstwo, a pewnie i jakaś większa fabryka też odkryła by ten rynek…

Czy takie wózki pomogłyby dzieciom w konkurencji z dużymi samochodami? Ach, możemy dalej rozszerzyć tę utopię – a nuż wielkie korporacje obliczą, że sprzedaż minisamochodów miejskich, praktyczniejszych w ruchu miejskim i znacznie tańszych, także w eksploatacji, w liczbie trzy, cztery razy większej niż wieloosobowych, przy znacznie niższych kosztach własnych produkcji, opłaci się wcale nie gorzej…? Utopia. Ale utopia nikogo nie zobowiązuje, zaś fantazja kosztuje tanio.

Dzieci przegrywają w młodej rodzinie także w innej konkurencji. Ale już – poprawialnej. Próbowaliśmy razem z bratem przekonywać na łamach Gazety Wyborczej, że mieszkanie własnościowe – w odróżnieniu od własności na domku jednorodzinnym, willi, pałacyku, domku letnim – jest nieporozumieniem. 70% Szwajcarów, w najbogatszym kraju świata, mieszka w mieszkaniach wynajętych. Zadłużanie się młodych rodzin dla zakupu mieszkania pod hasłem „Rodzina na swoim” jest i z tego względu nieporozumieniem. Długoletnia spłata kredytów na mieszkanie eliminuje dziecko z planów rodzinnych równie skutecznie jak samochód.

Kto winien? Tryb finansowania budownictwa mieszkaniowego. Przedsiębiorcy budowlani muszą sami spłacać wysoko oprocentowane, średnioterminowe kredyty, starają się więc możliwie szybko i dobrze sprzedać swoją produkcję. I nie można mieć do nich o to żadnych pretensji. Dla taniego wynajmu jest mieszkań grubo za mało,  niedostateczna podaż winduje ceny i umożliwia bzdurne reklamy zadłużania się na spłatę zakupu. Dlatego przedstawiliśmy sprawdzony system długoterminowego kredytu hipotecznego, wypraktykowany w dawnej gospodarce rynkowej. Dzięki Towarzystwom Kredytowym Miejskim, z ich kredytów, w latach 1870-1939 zbudowano pół Warszawy i ze dwie trzecie Łodzi, zarówno luksusowe, pałacowe kamienice w centrach miast, jak slumsy na przedmieściach. Kredyty spłacano z pobieranych czynszów i jak ukazało ich doświadczenie ten tryb inwestowania bardzo się opłacał, był wysoce zyskowny, zwłaszcza przy szerokim programie budowlanym, nie przy pojedynczych tylko budynkach.

Szczegóły dla fachowców, włącznie z emisją listów zastawnych (dostępnych w tańszych odcinkach dla uboższych nabywców jako gwarantowana, nie podlegająca wahaniom kursowym lokata oszczędnościowa) postaram się przedstawić w kwartalniku, poświęconym obrotowi nieruchomościami. Tu zaznaczę jedynie, że dziś obrót nieruchomościami może objąć co najwyżej parę procent społeczeństwa, a z tego tylko ich najzamożniejszą część, oraz nabywców zagranicznych. System Towarzystw Kredytowych Miejskich pozwoliłby objąć obrotem i zabudową ponad połowę nieruchomości miejskich, a może nawet i znacznie więcej, zaś spłaty czynszowe spływałyby w polskiej sytuacji głodu mieszkaniowego (jedynego takiego w Europie) od paru milionów klientów. To interes wart gry.

Żeby nie skazywać zainteresowanych tylko na wiadomości od braci Bratkowskich, podaję nazwisko Artura Bardzkiego, autora bardzo dawnej książki o Towarzystwach Kredytowych Miejskich. Wszystko jest do zrobienia i wszystko jest możliwe – przy zachowaniu zdrowego rozsądku i pilnowaniu się przyjętych zasad.

Jeśli Polska chce mieć dzieci, musi zbudować parę milionów mieszkań, przyzwoitych i tanio wynajmowanych. Zapewniam w imieniu obu autorów i innych, znanych nam fachowców, że można w Polsce budować paręset tysięcy mieszkań rocznie. Nawet, jeśli rzemieślników do wykończeniówki będzie trzeba sprowadzać od sąsiadów.

PS Zainteresowanym udostępnię swój skrypt o hipotece, kredycie hipotecznym, organizacjach takiego kredytu i doświadczeniach rozwoju miast w różnych krajach. Może go ewentualnie dołączymy jako „załącznik” do naszej witryny – jeśli to kogo zainteresuje…

Stefan Bratkowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.2/10 (18 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +20 (from 20 votes)
Stefan Bratkowski: Dlaczego dzieci się nie rodzą, 9.2 out of 10 based on 18 ratings

35 komentarzy

  1. nexton 2013-02-15
  2. PanBorsuk 2013-02-15
  3. bisnetus 2013-02-15
  4. Tomek 2013-02-15
    • andrzej Pokonos 2013-02-15
      • Tomek 2013-02-15
        • andrzej Pokonos 2013-02-15
        • Tomek 2013-02-15
        • andrzej Pokonos 2013-02-16
    • borowicz bogumiła 2013-02-18
    • Incitatus 2013-02-19
  5. Incitatus 2013-02-15
  6. andrzej Pokonos 2013-02-15
  7. ratus 2013-02-15
  8. andrzej Pokonos 2013-02-15
    • ratus 2013-02-16
    • Incitatus 2013-02-17
  9. Anna Mosiewicz 2013-02-15
    • andrzej Pokonos 2013-02-16
  10. PIRS 2013-02-15
  11. Magog 2013-02-16
  12. Anna Mosiewicz 2013-02-16
  13. Warszawiak 2013-02-16
    • bisnetus 2013-02-16
  14. andrzej Pokonos 2013-02-16
    • Tomek 2013-02-17
      • andrzej Pokonos 2013-02-17
        • Tomek 2013-02-17
        • andrzej Pokonos 2013-02-18
        • borowicz bogumiła 2013-02-18
  15. jarek 2013-02-17
  16. Hazelhard 2013-02-17
  17. wisznu 2013-02-17
  18. skrzydla 2013-02-18
  19. m^2 2013-02-20