Krzysztof J. Konsztowicz: Żółta kartka dla ordynacji wyborczej

Print Friendly, PDF & Email

Aż się nie chce wierzyć, że naród sam tego tak bardzo chciał. Uchwalono już na początku XXI wieku, a konkretnie w styczniu 2011 roku, nasz nowy Kodeks Wyborczy. Oto kawałek artykułu 232 (podkreślenia autora):

„…okręgowa komisja wyborcza dokonuje podziału mandatów pomiędzy uprawnione listy kandydatów w sposób następujący:

1)  liczbę głosów ważnych oddanych na każdą z tych list w okręgu wyborczym dzieli się kolejno przez: 1; 2; 3; 4 i dalsze kolejne liczby aż do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować tyle kolejno największych liczb, ile wynosi liczba mandatów do rozdzielenia między te listy w okręgu;

2)  każdej liście przyznaje się tyle mandatów, ile spośród ustalonego w powyższy sposób szeregu ilorazów przypada jej liczb kolejno największych.”  

Czy ktoś przy zdrowych zmysłach może, chce, czy w ogóle musi to ogarnąć?  Zdawałoby się, że najlepiej reprezentuje wyborców ten kandydat, który uzyska najwięcej głosów poparcia w swoim okręgu, a nie jakiś szereg ilorazów. Kropka.

W efekcie tego prawnie usankcjonowanego, partyjnego systemu proporcjonalnej ordynacji wyborczej, przywieziony do dowolnego okręgu w teczce kandydat uzyskuje parę tysięcy przypadkowych głosów, oddanych głównie na jego partię, nie jemu za osobiste zasługi – i z jakimś jednym, może dwoma2, czasem w podmuchach trzema procentami poparcia lokalnej społeczności wchodzi do Sejmu jako jej reprezentant! Choć nie zna jej, nie zna jej problemów, nie uzyskał 85 czy choćby 50% poparcia…

Ten przestarzały system to, moim zdaniem, kpina w żywe oczy z demokracji, z zasad prawdziwej reprezentacji. Zwraca się on do obywateli jak analfabetów – stawiajcie krzyżyki, my wam powiemy na kogo. Z przekonaniem posła Jacka Kurskiego, że „ciemny lud to kupi”…

Nie taki ciemny lud i już nie kupuje

Lud już nie jest taki ciemny i już nie chce tego kupować. Dowodem na to jest, po pierwsze, niska frekwencja wyborcza (~49%), która w wielu krajach mogła by być podstawą do unieważnienia wyborów, jeśli nie przekracza 50% uprawnionych. Po drugie, prawie 700 000 nieważnych głosów w ostatnich wyborach (4,5% uprawnionych!) daje do myślenia, bo to już nie całkiem wygląda na przypadkowe błędy, a może być jednym z proponowanych mechanizmów protestu. Po trzecie, autentycznie wielki (jak na ten zagmatwany system) sukces partii Palikota dowodzi, że ludzie z głowami na karku i otwartymi na zmiany, szczególnie młodsze pokolenia, mają tego systemu serdecznie dość. Wcale nie muszą być ślepo wierni programowi tej partii, ale przede wszystkim pokazali wymownie, że nie są ciemną masą i nie kupują więcej tego kitu.

Ja osobiście w gruncie rzeczy też miałem wielką ochotę przestać głosować w ogóle w tym modelu, jaki istnieje. W krajach bardziej cywilizowanych już od dawna stosuje się ordynację większościową (jednomandatowe okręgi wyborcze), a nawet rozwija się różne odmiany (FPTP, ostatnio AV). 

Ordynacja, oparta na jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), potrzebna jest nie tylko nam – wyborcom, po to, żeby nasi reprezentanci prawdziwie dbali o codzienny z nami kontakt, a nie zaledwie raz na cztery lata szczerzyli z bilbordów zęby w obłudnym uśmiechu. Tę obłudę opłacamy jako podatnicy i z tego, na ile Urząd Skarbowy oskubie, nie chcę na nią marnować pieniędzy. Ordynacja większościowa także bardzo potrzebna jest samorządom różnego szczebla, żeby dać im więcej uprawnień do zarządzania swoim podwórkiem (które najlepiej znają).

JOW, albo…

Jeśli ktoś chce szybko zapoznać się z zasadniczymi zaletami ordynacji, opartej na jednomandatowych okręgach wyborczych, stosowanej w Kanadzie (której osobiście doświadczyłem), także z odniesieniami do naszej beznadziei, niech otworzy znakomity i zwarty tekst Grażyny Romanowej.

Lektura tego artykułu uświadamia, że nikt z samej dobrej woli nie zmieni systemu wyborczego w Polsce. Obecni ustawodawcy (czytaj – systemy partyjne) dobrze sobie żyją z systemu, jaki jest, nie podejmą więc zmiany Konstytucji, za żadne skarby nie będą piłować gałęzi pod sobą, bo po co?

Chyba, że ulegną presji, chyba, że się to na nich wymusi – a to co innego… Już rozwijają się różne w tej mierze inicjatywy. Obecnie chyba największą z nich to Ruch Obywatelski na rzecz JOW, wraz ze Stowarzyszeniem na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”. Ruch kładzie nacisk na pracę „u podstaw”: prowadzi działalność wydawniczą, organizuje spotkania i prelekcje dla podniesienia świadomości obywatelskiej, a także masowe imprezy, jak marsze czy pikiety w celu wywierania nacisku na polityków. Bieżące materiały prezentowane są na stronie internetowej www.jow.pl.

Nowe formy nacisku ery cyfrowej

Przed wyborami w polskim Internecie pojawiło się wiele indywidualnych opinii a nawet spontanicznych zespołowych działań na temat konieczności wymuszenia zmian w naszej ordynacji wyborczej, łącznie z propozycjami masowego oddawania głosów nieważnych. Jedną z takich może mniej zorganizowanych niż www.jow.pl i bardziej doraźnych inicjatyw był np. pomysł studentów i pracowników Uniwersytetu Pedagogicznego z Krakowa, którzy zaproponowali, żeby masowo  nie głosować na jedynki partyjne, co jest już komentowane na tych łamach m.in. w tekstach E. Skalskiego i A. Kopffa. Paru polityków z jedynkami całkiem poważnie się tymi hasłami zaniepokoiło, a ostatnie dane wskazują, że PiS straciło aż 10 jedynek. Dodać do tego 4,5% głosów nieważnych, więc?… Na razie te ruchy były spontaniczne i niezbyt skoordynowane – ale pewne jest już dzisiaj, że nie można ich lekceważyć, nawet w otwierającej się kadencji. Jeśli zostaną dobrze zorganizowane i rozpowszechnione przy użyciu dostępnych technologii cyfrowych (Facebook, Twitter, techniki wirusowe, etc.), takie działania mogą i będą coraz bardziej skuteczne. Jan Cipiur wskazał ostatnio na tych łamach, że „znakomita większość z reprezentantów partyjnego establishmentu zdobyła znacznie mniej głosów niż każdy z posłów z listy Ruchu Palikota”.

Żółta kartka już na początku gry

Dobrze pamiętamy, że jedną ze sztandarowych obietnic Platformy Obywatelskiej w poprzednich wyborach w 2007 roku było wprowadzenie wyborczej ordynacji większościowej. Zebrała ponad 700 000 podpisów i podobno bardzo chciała, ale koalicjanci nie chcieli. A trzeba kwalifikowanej większości w sejmie. Teraz Platforma może budować szerszą większość, zatem podejście do ordynacji wyborczej będzie tutaj wyrazistym papierkiem lakmusowym. Na razie PO potwierdza, że chce się związać z PSL, czyli z tym koalicjantem, który był przeciwny JOW.

Dlatego już teraz wyciągam ŻÓŁTĄ KARTKĘ. Zapoczątkowane niedawno spontaniczne inicjatywy i ruchy społeczne okrzepną, skonsolidują się i lepiej skoordynują. Po dramatycznej, krwawej, ale jakże skutecznej w swoim cyfrowym przekazie rewolucji „arabskiej wiosny ludów”, bardzo możliwe, że kolejnym sukcesem technologii cyfrowej, Internetu w ogóle, a Facebooka w szczególności, będzie „polska rewolucja ordynacji wyborczej”?…  Tego wszystkim zainteresowanym szczerze życzę .

Krzysztof J. Konsztowicz

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

14 komentarzy

  1. Hazelhard 2011-10-19
  2. K.J. Konsztowicz 2011-10-19
  3. Hazelhard 2011-10-19
    • Jerzy Przystawa 2011-10-20
      • K.J. Konsztowicz 2011-10-20
  4. K.J. Konsztowicz 2011-10-20
  5. Zdzislaw M. Szulc 2011-10-20
    • K.J. Konsztowicz 2011-10-20
  6. Hazelhard 2011-10-20
  7. K.J. Konsztowicz 2011-10-20
  8. pablobodek 2011-10-22
    • K.J. Konsztowicz 2011-10-27
  9. pablobodek 2011-10-22
    • K.J. Konsztowicz 2011-10-23