Andrzej Lubowski: Pochwała plagiatu

Print Friendly, PDF & Email

Edison w wieku 81 lat

Tomasz Edison, wynalazca żarówki, bezprzewodowego telegrafu, kamery filmowej, baterii elektrycznej, posiadacz 1300 patentów, sam miał stosunkowo skromne przygotowanie naukowe, ale świetnie wiedział, czego nie wiedział. Wiedział, że są inni, którzy wiedzą to, czego on potrzebował.  Bez żenady przyznawał, że jest bardziej gąbką niż wynalazcą, że korzysta nieustannie z cudzych idei.  Może i nam korona by z głowy nie spadła gdybyśmy się stali bardziej otwarci na rozwiązania wypróbowane z powodzeniem przez innych?

Marzy mi się, że rozstając się z posadą premiera Donald Tusk zostawi Polskę, w której:

  1. skończone są już zaczęte autostrady
  2. z Warszawy do Krakowa pociąg jedzie 2 godziny, a do Gdańska, Poznania i Wrocławia – 3
  3. w polskich miastach buduje się przyzwoite mieszkania, które nie stoją puste, bo są za drogie, aby je kupić, ale stawia się je, jak na całym świecie, na wynajem.
  4. pełną parą nadganiamy zaległości w energetyce. Powstają nowe elektrownie, spełniające unijne normy ochrony środowiska, i budujemy nowy system przesyłu i dystrybucji energii – mało to sexy, ale cholernie potrzebne i równie zaniedbane
  5. w Modlinie powstało nowoczesne lotnisko, na którym lądują samoloty prywatnej firmy LOT, i z którego mieszkańcy północno-wschodniej części Polski mogą latać tanio do pracy w Belgii, Holandii i w Niemczech, jeśli jej nie znajdą u nas, a nie tłuc się 30 godzin autokarem
  6. telewizja publiczna i publiczne radio są naprawdę publiczne, a nie partyjne, i mają trochę grosza na krzewienie kultury, która stacje komercyjne już dawno przestała interesować
  7. ruszyła wreszcie reforma systemu sądownictwa

A którędy droga do spełnienia moich marzeń? Wielu przyjaciół uważa, że rząd powinien bardziej energicznie sięgnąć do fachowców. Jestem przeciwny z kilku powodów. Po pierwsze, najpierw zaczną się spory o to, kto jest fachowcem, a kto tylko za takiego się uważa, i czy mój fachowiec jest lepszy od twojego. Po drugie, fachowcy na mur się pokłócą. Po trzecie, rząd, z samej swej natury, ma tendencje do myślenia, że i tak wie lepiej.  Polecam inną ścieżkę. Uznany guru zarządzania, Jack Welch, gdy jeszcze zarabiał przyzwoicie na życie jako prezes General Electric, a nie guru, z dumą pisał w corocznym liście do akcjonariuszy, co GE podpatrzyło u innych: Canona, Motoroli, Toyoty, IBM, czy Forda, i jak tę wiedzę zaadaptowali. Była to mądra pochwała plagiatu. Ta sama logika dotyczy nie tylko firm, ale całych krajów.

Przy okazji przymiarek do reformy służby zdrowia w Ameryce studiowano doświadczenia Kanady, Francji, W.Brytanii, Niemiec i Japonii, uznając, że każdy z tych modeli ma wiele do zaoferowania. Fakt, że skopiowano tak niewiele, albo nic, wynikał głównie z siły rodzimych lobby broniących status quo i chęci pokazania prezydentowi, kto naprawdę rozdaje karty. Nasze lobby nie wydają się jeszcze tak silne, i w przeciwieństwie do Ameryki mamy mniej powodów do wiary, że nasze systemy są lepsze. Jeśli nas coś gnębi, to raczej odwrotny syndrom – przekonanie, że nasze jest do kitu, połączone, niestety, z przekonaniem, że coś, co wyszło gdzie indziej u nas napewno nie wypali. Kilkanaście lat temu, zanim telewizję publiczną rozdrapały partie, gdy zastanawiano się, czy da się przenieść na nasze podwórko praktyki znakomitej brytyjskiej BBC, pół żartem, pół serio mówiono, że się nie da, bo w Polsce jest za mało Anglików. Może to nawet  odrobinę zabawne, ale tak być nie musi.

Przyjdzie nam w nadchodzących latach kontynuować ogromny wysiłek rozbudowy infrastruktury. Tak się szczęśliwie składa, że dzięki środkom unijnym akurat nie finanse stanowić będą główne wyzwanie. Jak pokazał przykład autostrad, nie wystarczy mieć za co budować, trzeba jeszcze wiedzieć jak, i komu zlecić zadanie. Niefortunna przygoda z COVEC-iem przy budowie A2 pokazuje pułapki wyboru kontrahenta, a potrzeba oparcia się na partnerstwie publiczno-prywatnym tylko potęguje problemy decyzji o kryteriach wyboru wykonawcy.

Olivier Williamson, laureat Nagrody Nobla z ekonomii w 2009 roku zapytany co by radził instytucjom odpowiedzialnym za przetargi na budowę polskich dróg, odpowiedział tak: „Cudownych recept nie ma. Łatwo ulec pokusie wyboru najtańszej oferty. Ale są zdroworozsądkowe sposoby mitygowania prawdopodobieństwa błędu. Nieźle sprawdza się następująca praktyka: początkowo nie pytaj o cenę. Wybierz do ostatecznej rozgrywki firmy, które mają doświadczenie, cieszą się reputacją w dziedzinie, która cię interesuje, a nie pokrewnej – świetny okulista nie sprawdzi się jako chirurg serca –  mają solidną kondycje finansową, więc nie zbankrutują zanim dokończą. Dopiero tych, którzy przeszli przez to wstępne sito proś o oferty cenowe. Wtedy kontrakt na budowę domu nie trafi w ręce kogoś, kto obiecuje niską cenę, ale nigdy dotąd żadnego domu nie postawił.”

Wprawdzie w większości dziedzin gospodarki, im mniej rządu tym lepiej, ale nie należy z tego czynić wszechobowiązującej cnoty.  Są takie czasy w rozwoju gospodarki i takie dziedziny, gdzie aktywna rola państwa nie tylko wspiera realizację celów społecznych, ale także poprawia efektywność gospodarki.   Taką dziedziną jest budownictwo mieszkań, zwłaszcza dla ubogich.

Po wojnie, Niemcy i Anglia wprowadziły społeczno-rynkową politykę mieszkaniową i uruchomiły wiele instrumentów finansowego wspierania budownictwa mieszkaniowego.  Dodało to animuszu gospodarce, wzmocniło rynek pracy.  W krótkim czasie oba kraje budowały po około 400-500 tysięcy mieszkań rocznie.  Francja natomiast, która początkowo pozostawiła problem mieszkaniowy wolnej grze rynkowej, budowała rocznie około 70 tysięcy. Nauczeni doświadczeniem sąsiadów, i przy osobistym zaangażowaniu prezydenta de Gaulle’a, Francuzi radykalnie zmienili swą politykę mieszkaniową w wyniku czego sytuacja gwałtownie się poprawiła. Francja ma dziś, poza terytoriami zależnymi, blisko 5 milionów mieszkań komunalnych (tzw. Habitations à logement modéré) ktore są subsydiowaną formą mieszkań dla ludzi poniżej pewnego pułapu majątkowego. W przeliczeniu na tysiąc mieszkańców jeszcze więcej tego typu mieszkań mają Holandia, Austria, Dania i Szwecja. Jest się więc od kogo uczyć.

Z Madrytu do Sewilli jest 530 kilometrów. Pociągiem podróż między tymi miastami zajmuje 2 godziny 20 minut.  Odległość z Warszawy do Wrocławia wynosi 340 kilometrów. Pociągiem – ponad 6 godzin. Hiszpania, w przeciwieństwie do nas, to jeden z najbardziej górzystych krajów w Europie. Budowa nowoczesnego systemu szybkich kolei wymagała wielu tuneli. W dokumencie „Koncepcja wstępna (poprawiona) dla relacji Warszawa – Wrocław z wydłużeniem CMK” czytam, że w perspektywie 2 dekad planuje się wprowadzenie na CMK prędkości 300 km/godzinę.” To dobrze, że się przewiduje, ale w perspektywie dwóch dekad? Nie da rady szybciej? Czy można by się czegoś nauczyć w tym zakresie od kraju, gdzie budowa sieci superszybkich kolei wyraźnie zmniejszyła korki na autostradach i radykalnie poprawiła sytuacji transportową?.

Fortuny narodów kołem się toczą. Punkt startu o niczym jeszcze nie przesądza. W przededniu pierwszej wojny światowej, Argentyńczycy należeli do najbogatszych narodów na świecie.. Dziś ich PKB na głowę, według parytetu siły nabywczej, jest o 15% niższy od naszego. Koktajl niekompetentnych rządów, skorumpowanych struktur państwa, szalejącego populizmu i imperialnych ciągotek doprowadziły arcy-kiedyś zamożny kraj do głębokiego kryzysu.

Sądzę, że dla zdecydowanej większości Polaków to czy za ćwierć wieku nasze portfele będą tak grube jak szwajcarskie czy szwedzkie jest mniej istotne niż to, jak nam się będzie żyło.  Jeśli tak, to ważniejsze od dogonienia czołówki, (co w perspektywie jednego pokolenia jest bardzo mało prawdopodobne, chyba że łupki zmienią się nas w Kuwejt centralnej Europy, na co bym jednak nie liczył), staje się zadanie szybkiej i radykalnej poprawy w tych dziedzinach funkcjonowania gospodarki i życia publicznego, z którymi najczęściej się stykamy: czyli koleje, drogi, mieszkania, kontakt z urzędem.

Lider ma nie tylko jasno wyartykułowane idee i wartości, które wspiera energią, ale kształtując kulturę sięga po odpowiednie narzędzia. Mam zatem dla Premiera następującą radę . Powinien wyznaczyć 4-6 priorytetów, mierzalnych, a nie typu „aby ludziom żyło się lepiej i było sprawiedliwie”. Każdy z nich powinien mieć „właściciela”, osobę odpowiedzialną za realizację, w randze ministra lub wicepremiera. Stan każdego powinien być przedmiotem kwartalnych ocen. Częścią pierwszej takiej sesji powinno być pytanie: kto jest w tym najlepszy, czego się możemy od niego nauczyć, jeśli nie kopiujemy tego rozwiązania, to dlaczego?  Jeśli nie wiemy, kto jest najlepszy, a tylko mamy nosa, to za trzy miesiące chcę wiedzieć, kto jest, i co żeśmy do tej pory zrobili, aby się od niego nauczyć..Warunek podstawowy to dyscyplina i intelektualny rygor. To uczenie się od innych musi się stać drugą naturą rządu.  I szef rządu musi energicznie kroczyć na czele tego pochodu. Inaczej nieuchronnie górę weźmie przekonanie, że my jesteśmy inni, więc u nas trzeba i można inaczej. Przełamanie nawyków może zajać trochę czasu, ale na pewno ich się nie przełamie, jeśli nie podejmie się takich prób.  Samo użycie słów „u nas to się nie uda” powinno być karane mandatem.

Regułą powinny stać się zarówno anatomia sukcesu jak i anatomia porażki.  Każdy z nas mógłby wymienić listy sukcesów i porażek – trudniej byłoby o odpowiedź dlaczego coś wyszło, albo nie wyszło.

Bogactwa naturalne, wykwalifikowana siła robocza, i dostęp do nowoczesnych technologii sprzyjają rozwojowi gospodarki, ale sukcesu nie gwarantują Gdyby surowce były receptą na dostatek, Wenezuela byłaby bogata, a Tajwan ubogi. Pełna kiedyś wysoce wykwalifikowanych ludzi NRD nie powinna była odstawać tak daleko od RFN. Gdyby dostęp do nowoczesnych technologii był przepustką do dobrobytu, to Związek Sowiecki nie zniknąłby z mapy świata.  Ważniejsze niż wszystko inne są wolności ekonomiczne, przejrzyste reguły gry, respekt dla prawa, bodźce dla pro-wzrostowych zachowań, i rozsądna polityka gospodarcza państwa.

Na krótką metę o sukcesie gospodarki decydować może łut szczęścia, zryw, pomyślna koniunktura. Rozwój długoterminowy przypisuje się zwykle postępowi technologicznemu.  Ale jako siła napędowa wzrostu technologia odrywa rolę mniej istotną niż zmiany instytucjonalne. Rzymianie dysponowali maszyną parową, lecz używali jej jedynie do otwierania i zamykania wrót świątyń.  Aztecy znali koło, lecz służyło im ono jedynie jako zabawka dla dzieci.  Technologia nie jest panaceum na harmonię i rosnący dostatek. Za Gierka kupiliśmy licencje na samochody, maszyny budowlane, nowoczesne pralki i lodówki, nawet na sztucery. Obiecane inwestycyjne żniwa nigdy nie nadeszły. Nadszedł natomiast głęboki kryzys gospodarczy i polityczny, a w końcu bankructwo. Zawiodły nie technologie, ale instytucje.

Gdybyśmy, na przykład, mieli sprawny, rzetelny, wiarygodny, niezawisły system ścigania przestępczości i wymiaru sprawiedliwości, być może polski parlament poświęciłby szybkim kolejom, energetyce czy budownictwu mieszkaniowemu cząstkę tej energii, pasji i zapału jaki zaangażował w aferę hazardową Tak długo jak się tych instytucjonalnych barier wzrostu nie pozbędziemy, manna z nieba nie spadnie, niezależnie od tego kto będzie rządził, kto nam będzie kibicował, kto nas będzie chwalił, i w jakim klubie będziemy grali o przyszłość.

Lista atutów w naszym ręku jest nie do pogardzenia. Nadwyżki wykwalifikowanych ludzi, energia, przedsiębiorczość, głód sukcesu.  Potrzeba nam cywilizowanego dialogu, respektu dla instytucji demokracji, szczypty wyobraźni, mniej dogmatów, megalomanii i pawich piór, a więcej zdrowego rozsądku i pragmatyzmu, mniej redut Ordona, a więcej uczenia się na własnych i cudzych doświadczeniach.

Andrzej Lubowski

Artykuł wydrukowała 29-10-2011 r. „Gazeta Wyborcza”. Pierwotna, krótsza wersja była publikowana w „Studiu Opinii”

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com