Stefan Bratkowski: Kogo za co uwielbiać

W 1612 r. zmarł Piotr Skarga, a polska załoga opuściła Kreml – i co z tego

Biskup francuski, który w latach 1572/3 negocjował w Warszawie kandydaturę Walezjusza na tron polski, spisał (podyktował) swą o tym relację. Na jego oczach Konfederacja Warszawska, wskazując na to, co „po  inszych królestwach jaśnie widzimy”, uznała, że państwo trzeba chronić przed rozłamem na tle religijnym. Żadnego rozlewu krwi, żadnych prześladowań – mierziła wszystkich francuska rzeź hugonotów podczas nocy św. Bartłomieja w sierpniu 1572 r., wracała pamięć krwawych wojen religijnych w Niemczech i Czechach. Ustanowiono też wspólną ochronę granic kraju i wspólną ochronę jego całości.

Wbrew nonsensom, powielanym w niektórych nawet podręcznikach szkolnych (!), nie uchwalili Konfederacji Warszawskiej innowiercy. W opracowaniu deklaracji uczestniczył „Demostenes polski”, Mikołaj Sienicki, arianin, wielokrotny marszałek izby poselskiej, ale i w niej, i w senacie przeważała szlachta katolickiego wyznania. Jej większość ustanowiła tolerancję. Katolicy, poseł Jan Zamoyski i senator Jan Herburt, przywodzili potem polskiej delegacji, która pojechała do Francji przywieźć króla-elekta.

Sam sądziłem czas długi, że zapowiedź przyszłych niebezpieczeństw pojawiła się już wtedy, w drugiej połowie XVI wieku… Ulegałem historiozofii, która narzucała wiedzy XVI wieku wiedzę dwa stulecia późniejszą. To wzór Rzeczypospolitej był wtedy „niebezpieczny” dla sąsiadów.

Po Inflanty sięgał – car Moskwy, Iwan Groźny. Władza straszliwa. Oprycznicy, gwardia ochronna Iwana,  z miotłami i psimi głowami wyszytymi na czaprakach swych koni, przez siedem lat siali strach i śmierć po ziemiach Rosji, podległych Moskwie. Przesiedlali bojarów, konfiskowali ich dobra, a kochali zabijać ludzi i męczyć, kochali rabować, niszczyć i palić. Spisek bojarów pod wodzą kniaziów Szujskich przemyśliwał o włączeniu Rosji do Rzeczpospolitej na prawach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nie wiemy, czy Iwan to wykrył, czy na wszelki wypadek mordował wszystkich, których tylko choćby mógł podejrzewać. W każdym razie wszystkich podejrzewanych car w roku 1567 wyrżnął ostatecznie – rękami opryczników. W rok po Unii Lubelskiej Iwan Groźny, „zbierając ziemie ruskie”, unicestwił Nowogród Wielki. Nie była to już wolna republika kupiecka i nie mogła Iwanowi zagrozić, ale pamięć wolności skaziła mózgi i tym, których Iwan Srogi przed stu laty przesiedlił tu z Nizowia nad Wołgą. Po siedmiu latach Iwan wyrżnie potem i swoją krwawą gwardię – już niepotrzebną, a może i groźną dla samego cara.

Rzeczpospolita, zadowolona z siebie, nie interweniowała. Niewiele wiedziała, chociaż kniaź Andriej Kurbskij, uciekłszy w 1564 r., opowiadał, co się w Rosji dzieje. Spisał to nawet. Mimo to Jan Kochanowski podczas bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta wyobrażał sobie, że Iwana, zaproszonego na tron polski, wychowa się w Polsce i przemieni w mądrego, dobrego króla jak niegdyś Jagiełłę! Rosja kusiła szlachtę bardziej niż ukrainne kresy południowo-wschodnie, skąd pędzono przez Ruś i Polskę coraz liczebniejsze stada wołów na zachód. Iwan jako król Polski otworzyłby jej własną Amerykę – bezkresne państwo, którego bojarzy marzyli o polskim szlachectwie. Ameryką polskiej szlachty byłaby Rosja. Znacznie bliżej. Tak to rozumiano.

Iwan Groźny koronował się był „carem” na wzór Bizancjum. Do dziś niektórzy historycy rosyjscy podnoszą jego zasługi, jednoczył bowiem ziemie Rusi. W rzeczywistości własne ziemie wyniszczył: ponad osiemdziesiąt procent gruntów ornych, gdy umierał, leżało odłogiem i dopiero po blisko stu latach (!) wróciły na nie uprawy…  Jego następcą była Wielka Smuta, kompletny rozkład państwa.

Kościół mobilizował katolickie kraje do walki z Osmanami, którzy byli i coraz bliżej Rzeczypospolitej, ale sobór trydencki zainspirował – walkę z reformacją. Kontrreformacja zwycięży – zablokuje rozwój katolickiej Europy na dwieście lat. Jej awangardę, jezuitów, sprowadził pierwszych do Polski, do Braniewa w swym biskupstwie, w 1564 r. kardynał Hozjusz. Mówi się o nich z reguły źle. Jakże raziła Pascala w XVII wieku ich „droga ułatwiona” do Boga, ich niedopuszczalna w oczach rygorysty  wyrozumiałość wobec grzechu! W Polsce okazywali tę wyrozumiałość wobec grzechów szlachty. Zaczynali jednak chwalebnie: w Kaliszu założyli – obserwatorium astronomiczne.

Mam z nimi pewne rodzinne związki: został wtedy jezuitą pierwszy w mojej rodzinie Stefan Bratkowski, Stefan widać na cześć króla – odpychający fanatyk jak wówczas ogół jego zakonu. Przez 300 lat potem Stefanowie Bratkowscy, aż do mojego ojca, byli jezuitami…

Forytował ich zakon król, który nie umiał po polsku i mówił tylko po łacinie. Ale słuszną wiarę krzewić miały nauka i dobre przykłady, nie ogień i żelazo. Skarcił Batory biskupa wileńskiego, palącego heretyckie książki, i potępił młodzież tamtejszego jezuickiego kolegium za napad na pogrzeb kalwiński. Szlachta domagała się karania „tumultów”. I karano je. A kiedy zmarł Węgier arianin, Kasper Bekiesz, zasłużony w kampanii przeciw buntowi Gdańska, i w oblężeniu Połocka zginął inny węgierski arianin, Wadasz, Batory kazał pogrześć obu na szczycie wzgórza pod Wilnem. Postawił im wysoki na kilkanaście metrów pomnik!

To nie była kwestia charakteru. Następca Batorego, sam religijnie fanatyczny, Zygmunt III Waza, syn Jagiellonki, tolerował protestantów na własnym dworze. Dysydenci bywali w domach biskupów. W Poznaniu uczniowie jezuitów zrujnowali jednak zbór braci czeskich, kaznodzieja jezuicki otwarcie wzywał do palenia świątyń heretyków – i to się zdarzało. Nikt, szczęściem, nie zginął, ale wielkopolscy posłowie zażądali śledztwa, jezuitów atakowała szlachta dziesiątkami pism polemicznych. Sama, słowem, pilnowała tolerancji. Proszę czytać prof. Tazbira!

Jezuicką kontrreformację wspomagali istni mistrzowie słowa. Fanatyczny ojciec Jakub Wujek gotów był, jak deklarował, „heretyków” topić, palić lub wieszać – co mu zapomniano, bo nigdy nie było mu dane nikogo utopić, spalić ani powiesić. Wsławił go za to przekład Biblii, wspaniała polszczyzna, bogactwo i uroda języka; nie dorównują mu nowe, dokładniejsze tłumaczenia.

Drugi taki jezuita, ojciec Piotr Skarga, prowadził w Krakowie dyskursy teologiczne z „ministrami” protestanckimi, w domu Prospera Prowany, arianina. Blisko dwa wieki czytano  świetnie pisane Skargi „Żywoty świętych”. Nie ma śladu, by szlachta czytała „Kazania sejmowe”, prześwietnej polszczyzny. Gdyby czytała, zadowolona z potężnego państwa i z siebie, nie przejęłaby się specjalnie jezuickimi strachami… W roku 1612, roku śmierci Skargi, polska załoga, którą zostawił na Kremlu Żółkiewski na prośbę bojarów (dla ochrony Moskwy przed kolejnym samozwańcem), wyszła, bo nie dostała żołdu. Na nienawiść Rosjan zasłużyli – „lisowczycy”.

Gromił Skarga szlachtę za bukoliczny tryb życia, za rosnącą niechęć i do wojaczki, i do podatków na cele wojenne, z pointą – „na przyszłe wojny i niepokoje oka nie macie”. Gromił wyzysk i niesprawiedliwość wobec chłopów. No i ostrzegał, że upadnie państwo, gdzie „duchowny stan poniżyć i zniszczyć, a heretycki abo ślachecki na górze postawić usiłujemy” – toż innowiercy przywodzili szlacheckim sejmom! „Będziecie (…) bez ojczyzny i królestwa swego, wygnańcy wszędzie nędzni, wzgardzeni, ubodzy, włóczęgowie, których popychać nogami, tam, gdzie was pierwej ważono, będą” – w XIX wieku, odkrywszy te słowa, wyniesiono Skargę do miary proroka. Ale wszystkie te kary Boże miały spaść na Rzeczpospolitą za… tolerancję wobec heretyków! Nie taił Skarga nienawiści do nich. Jego słowa, mówili dysydenci, „pachniały krwią”.

Dzisiejsi jezuici, wśród nich wielu moich przyjaciół, z taką tradycją nie mają doprawdy nic wspólnego. Ostrożnie więc, proszę państwa, z rocznicami…

Stefan Bratkowski

Średnia ocena
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
Stefan Bratkowski: Kogo za co uwielbiać, 10.0 out of 10 based on 2 ratings

Jedna odpowiedź

  1. Wadas 2013-09-25