Nowa Europa Wschodnia. Rosja, Rosja i po wyborach

Print Friendly, PDF & Email

Z nowego numeru Nowej Europy Wschodniej wybraliśmy ankietę rozpisaną przez redakcję wśród ekspertów.  Temat gorący: roszada na najwyższych szczeblach władzy w Rosji i zapowiedziany powrót Władimira Putina na stanowisko prezydenta. Bo nikt nie wątpi, że po rezygnacji z wyścigu wyborczego Dmitrija Miedwiediewa, prezydentura Putina jest pewna.

Dmitrij Muratów: Wierność Putinowi, nie wyborcom

Na ankietę rozpisaną przez redakcję „No­wej Europy Wschodniej” odpowiem jako publicysta, dzieląc się swoją prywatną opinią, nie jestem bowiem politologiem. To trzeba przyznać, przez ostatnie jedenaście lat (druga kadencja Władimira Putina i jedna kadencja Dmitrija Miedwiediewa) władza zaspokajała socjalne oczekiwania społeczeństwa: eme­rytury i pensje wypłacane były na czas. Ale z drugiej strony te jedenaście lat było dla Rosji czasem zmarnowanych szans. Nie sposób rządzić państwem, wciąż licząc na pieniądze otrzymywane ze sprzedaży ropy i gazu, Rosję należy reformować.

W naszym kraju ogromną bolączką jest korupcja, szczególnie wśród urzędników. Miedwiediew próbował się z tym prob­lemem rozprawić: choćby wprowadzając deklaracje o dochodach i wydatkach urzęd­ników, miał plan redukcji etatów generałów służących w strukturach siłowych, ale te wszystkie starania nie przyniosły rezulta­tów. Korupcja wciąż szaleje. Powrót Putina także nie powstrzyma tej plagi.

Dlaczego w Rosji Putin i Miedwiediew zamieniają się stanowiskami? Jestem pe­wien, że trzy i pół roku temu zawarli ze sobą układ. Miedwiediew nie zawiódł za­ufania Putina: przez okres swojej kadencji wypełnił wszystkie gentlemeńskie zobo­wiązania. Ale Miedwiediew zawarł także kontrakt z rosyjskim społeczeństwem, któ­rego większej części spodobały się jego projekty: modernizacja kraju, zbliżanie się do Europy, przyjmowanie europejskich war­tości i współpraca z Unią Europejską, walka z korupcją, wdrażanie nowych technologii, tak żeby gospodarka Rosji nie opierała się jedynie na bogactwach naturalnych, l te obietnice rzucił na wiatr.

W kadencji Miedwiediewa ważne były decyzje dotyczące polityki historycznej. Miałem okazję rozmawiać z prezydentem na temat destalinizacji oraz polityki repre­sji w czasach radzieckich. Podzielam jego opinię: nie wolno pod żadnym pozorem nazywać Józefa Stalina efektywnym me­nadżerem i twierdzić, że przemoc służy odnowie elity. A takie tezy lansują nasi tępi ideolodzy, którzy sposób myślenia odzie­dziczyli po Czeka i KGB. Przekazałem pre­zydentowi pismo sygnowane przez wielu wybitnych Rosjan: pisarzy, artystów. Nasz apel dotyczył konieczności wybudowania w Moskwie pomnika upamiętniającego ofiary GUŁagu. Pomnik zawierałby infor­macje na temat strasznych stalinowskich zbrodni, także na temat Katynia. Nie wolno nam zapomnieć o tym, że Stalin wymor­dował nasz naród w łagrach, a potem tych, którzy przeżyli, rzucił na fronty wojenne, gdzie ludzie posłużyli za mięso armatnie. Niestety nie udało nam się doprowadzić do realizacji tego projektu, choć muszę podkreślić, że Miedwiediew miał do niego pozytywny stosunek.

Miedwiediew jest odpowiedzialny za rozpoczęcie wojny pięciodniowej: osobiście podjął decyzję o wprowadzeniu wojsk do Gruzji w 2008 roku. Jednak za zapalną sy­tuację w Osetii Południowej Miedwiediew nie odpowiada, bowiem rosyjskie paszpor­ty zostały rozdane obywatelom republiki jeszcze za prezydentury Borysa Jelcyna. Tak więc obstrzał Cchinwali był tak naprawdę otwarciem ognia do rosyjskich obywateli. Po co rozdawano rosyjskie paszporty? To jest pytanie wymagające wyjaśnienia.

Co będzie dalej, trudno powiedzieć. Wia­domo, że po poniedziałku następuje wtorek, po wtorku środa, ale niełatwo prognozować poczynania rosyjskiej władzy. Niektórzy mó­wią, że czeka nas czas stagnacji, inni twierdzą, że Putin powróci na stanowisko prezydenta odmieniony. Ja niczego specjalnego się po władzy nie spodziewam. Za to jedno wiem: w Rosji rodzi się prawdziwe społeczeństwo obywatelskie, ludzie odnajdują się przez por­tale internetowe, skupiają się wokół różnych środowisk, mediów, na przykład wokół radia Echo Moskwy, gazety „Kommiersant”, „Nowej Gaziety”, „Gaziety.ru”. W Rosji nie ma wolności słowa, ale nie ma też blokady informacyjnej: mamy wolny dostęp do informacji.

Martwi mnie jedna rzecz dotycząca społeczeństwa: mamy ogromną emigrację. Z Rosji ucieka klasa średnia, a także wspa­niałe umysły. Przez ostatnie dwa lata z na­szego kraju wyjechało około miliona ludzi, którzy mogli być motorem rozwoju, l to jest wielki problem Rosji, a powrót Putina może być jeszcze jednym powodem, żeby spakować walizki.

Dmitrij Muratów jest rosyjskim dzienni­karzem, publicystą, redaktorem naczelnym „Nowoj Gaziety”.

Iwan Prieobrażeński: Polityka lobbystów

Władimir Putin jeszcze nie wrócił na Kreml, ale debata o tym, jak zmieni się polityka zagraniczna Rosji za jego pre­zydentury, już trwa. Ton narzucił zresztą sam Władimir Władimirowicz, publikując w gazecie „Izwiestia” tekst programowy na ten temat. Priorytetem rosyjskiej poli­tyki zagranicznej ma być unia celna Rosji z Ukrainą, Białorusią i Kazachstanem oraz aktywność na przestrzeni poradzieckiej. Podtrzymana zostanie także współpraca Rosji z USA, Niemcami, Francją i Chinami. Do lamusa mogą odejść jedynie te projek­ty, które zdaniem Putina i jego otoczenia, nie mają dostatecznego rozmachu, albo te, które nie znajdą lobbystów w nowej administracji prezydenta czy w gronie współpracowników przyszłego premiera Dmitrija Miedwiediewa.

Co wynika z tekstu Putina? Rosja chce być najważniejszym mocarstwem na prze­strzeni poradzieckiej. Premier de facto pozy­cjonuje Moskwę jako pośrednika pomiędzy byłymi azjatyckimi republikami radziecki­mi a Unią Europejską. Moskwa powinna stać się jądrem nowego gospodarczego i politycznego tworu: Unii Euroazjatyckiej, który ma być równoprawnym partnerem Unii Europejskiej. Oceniając udekorowany pięknymi słowami program Putina, należy zastanowić się, na ile jest on szczery. Kry­tycy Władimira Władimirowicza twierdzą, że tak naprawdę dąży on do odtworzenia Związku Radzieckiego „na nieco innych zasadach”, sądząc po tym, co mówi się w otoczeniu Putina, ta interpretacja nie jest daleka od prawdy.

Padają słowa o „naszej wersji” demo­kracji w Euroazji, „naszych” sojuszach i przyjaźniach z państwami Unii Euro­pejskiej (ale nie integracji). Każdy wie, co w Rosji kryje się pod określeniem „nasza wersja”.

Frazesami nie da się zmienić realnej polityki zagranicznej. Za prezydentury Putina, a potem Miedwiediewa, Rosja straciła bowiem wpływy w wielu krajach poradzieckich. Gruzja opuściła Wspólnotę Niepodległych Państw, Moskwa ma dziś minimalny wpływ na Turkmenistan – gdy­by tylko pozwalała na to sytuacja finanso­wa, to Unia Europejska zaraz zabrałaby się do budowy rurociągu transkaspijskiego.

Mołdawia już nie znajduje się w strefie ro­syjskich wpływów. Można długo wyliczać. Pogorszyły się także stosunki z Białorusią: Moskwa pokazała, że chce być beneficjentem podczas prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw, dlatego Mińsk nie będzie zbyt chętny do uczestnictwa w nowym projekcie Unii Euroazjatyckiej.

W polityce zagranicznej pojawia się wiele problemów, które Putin będzie musiał rozwiązać.Co tyczy stosunków z USA: Waszyngton spokojnie przyjął decyzję o powrocie na Kreml Putina. Niedługo w Moskwie obej­mie fotel ambasadora autor pojęcia „rese-tu” w stosunkach rosyjsko-amerykańskich Michael Makfol. Ambasador będzie dbał, by aranżowane przez niego projekty nie legły w gruzach. Rosja także chce choćby iluzorycznie podtrzymywać politykę „resetu”. W rzeczywistości proces ten już się dokonał. Spośród wojenno-politycznych kwestii, które dyskutują amerykańscy i ro­syjscy politycy, aktualny jest jedynie system obrony przeciwrakietowej w Europie, co do którego nie ma oficjalnego kompromisu. Może być on osiągnięty jedynie w wyniku powtórnego wyboru Baracka Obamy na prezydenta. W polityce zagranicznej Putin będzie kontynuował większość projektów rozpoczętych przez Miedwiediewa. W pierwszej kolejności będzie to „reset” w stosunkach z USA, bo Putin to przecież pragmatyk. Potrafi rozmawiać tylko z politykami pragmatycznymi tak jak on. Ciężko prognozować, jak ułożą się stosunki rosyjsko-amerykańskie, jeśli w USA rządy obejmą republikanie.

Podobnie wyglądają stosunki z Francją i Niemcami. Kiedy Angela Merkel docho­dziła do władzy, Rosja nie była krajem priorytetowym w polityce zagranicznej Niemiec. Przez pewien czas stwarzało to pewne trudności: trochę zajęło niemie­ckiemu biznesowi „wyjaśnienie”, że system priorytetów wymaga korekty. Jeśli więc zmieni się niemiecki kanclerz i rząd, może być ciężko uniknąć problemów. Podobnie z Francją: odejście Nicolasa Sarkozy’ego, który dbał o dobre relacje z Moskwą, może być ciosem dla Putina.

Raczej nie ulegną zmianie relacje Moskwy z krajami Ameryki Łacińskiej. Niedawno z wizytą w tej części świata przebywał za­stępca premiera Igor Sieczin, który twierdził, że Rosja powinna w Ameryce Łacińskiej prowadzić aktywniejszą politykę. Sieczin tłumaczył partnerom z Ameryki Łacińskiej, co dzieje się w Rosji. W elitach Putina Sieczin na pewno znajdzie dla siebie miejsce, dla­tego też ta polityka będzie kontynuowana.

To samo można powiedzieć o Chinach. Stosunki rosyjsko-chińskie opierające się na pokojowej konkurencji w krajach Azji Cen­tralnej zostaną utrzymane bez względu na to, kto zostanie prezydentem, ponieważ zależy na tym Pekinowi.

Jeśli chodzi o stosunki z Polską, to auto­rem projektu ocieplenia relacji z Warszawą był Miedwiediew. Ponieważ jako premier nie będzie zajmował się polityką zagraniczną, to także ten projekt może zacząć obumierać. Głównym powodem są kwestie energetycz­ne. Dla Polski i Ukrainy Putin na stanowisku prezydenta nie oznacza nic dobrego. Bę­dzie ostrzej negocjował z Kijowem umowy gazowe. To samo dotyczy Polski: kwestia rurociągu Nord Stream jest już prawie zapo­mniana, ale są plany przekształcenia Polski w kraj eksportujący bogactwa naturalne, co odbywałoby się ze stratą dla Rosji.

Jeśli takie projekty zaczną być realizo­wane, to Putin ich nie zaakceptuje. Nowe wojny gazowe raczej już nam nie grożą, ale „gazowe ochłodzenie” jest możliwe. W Rosji bowiem pragmatyczna polity­ka oznacza taką, która dba o finansowe i gospodarcze interesy najsilniejszych lobbystów, czyli elit władzy.

Iwan Prieobrażeński jest politologiem, pub­licystą, współpracownikiem Kompanii Razwitija Obszczestwiennych Swjaziej.

Prof. Adam Daniel Rotfeld: Stagnacja i zastój

Tandem, który od czterech lat dzierży władzę w Rosji, nie należy do przeszłości. Jest to specyficzna forma sprawowania rzą­dów, które w Rosji jedni określają „suwerenną demokracją”, a inni „własną drogą rozwoju”.

Wyraża ona w swej istocie niewiarę w pluralizm polityczny i w to, że społe­czeństwo w wolnych demokratycznych wyborach może podjąć decyzję zgodną z interesem rosyjskiego państwa. Twór­cy tego systemu uzasadniają taki sposób sprawowania władzy tradycją i potrzebą stabilizacji państwa.

Dziś wiemy, że tandem się utrzyma. Sprawą otwartą pozostaje pytanie: na jak długo? Z formalnego punktu widzenia ten układ może trwać – poczynając od 2012 roku – przez kolejnych dwanaście lat, czyli do 2024 roku. Nie sądzę jednak, by tak się stało. Oznaczałoby to bowiem nie tyle stabilizację stosunków wewnętrznych w Rosji, jak twierdzą rosyjscy zwolennicy obozu władzy, ile stagnację i zastój, o której piszą przedstawiciele opozycji pozaparla­mentarnej.

Myślę, że rozwiązanie przyjęte w maju 2008 roku było oryginalnym „wynalazkiem” tak zwanych technologów politycznych na Kremlu, którego sens sprowadzał się do tego, by pozornie zmienić wiele, ale pozostawić bez zmian istotę, czyli utrzy­mywać władzę w rękach Władimira Putina i jego najbliższego otoczenia. Po wyborze Dmitrija Miedwiediewa na prezydenta Rosji centrum władzy przesunęło się do szefa rządu, który zachował główne in­strumenty rzeczywistej władzy. Funkcja prezydenta została sprowadzona prze­de wszystkim do reprezentacji państwa w stosunkach zagranicznych. W procesie podejmowania kluczowych decyzji były zachowane pozory.

Prezydent w Rosji ma prawo odwoływać premiera. Z uprawnień tych korzystali po­przednicy Miedwiediewa – Jelcyn i Putin. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że taka myśl nie przyszła do głowy następcy Putina. Miedwiediew podjął kilka razy decyzje personalne, które miały demonstrować jego polityczną siłę: na przykład tak interpreto­wano dymisję mera Moskwy Jurija Łużkowa i grupy generałów. Jednak już odwołanie Aleksieja Kudrina ze stanowiska ministra

finansów było raczej świadectwem słabo­ści. Zresztą premier Putin kilka dni później zapewnił publicznie, że Kudrin otrzyma inne ważne stanowisko w drużynie „no­wego” prezydenta.

Rozważania na temat tego, czy rosza­dy na szczytach władzy były uzgodnio­ne jeszcze przed wyborami w 2008 roku, czy też zostały zdecydowane później -nie mają większego znaczenia. Liczą się fakty. Świadczą one o tym, że tradycja samowładztwa jest na tyle silna, że pró­by jej dostosowywania do realiów XXI wieku przybierają formy fasady państwa demokratycznego.

Prof. Adam Daniel Rotfeld – były minister spraw zagranicznych RP.

Cornelius Ochmann: Berlin patrzy na rosyjską tandemokrację

Spekulacje na temat przyszłego prezy­denta Rosji zajmowały niemieckie media od kilku miesięcy. Decyzja kanclerz An-eli Merkel o „przesunięciu” planowanej na wrzesień wizyty w Rosji, której celem był udział w konferencji w Jarosławiu pod patronatem prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, przyczyniła się do no­wych spekulacji na temat przyszłego prezydenta Rosji. Merkel miała być głów­nym mówcą na tegorocznej konferencji w Jarosławiu.

„Przesunięcie” wizyty w Rosji zostało jed­noznacznie przyjęte za sygnał w kierunku Moskwy, że „strategiczne partnerstwo” Berlina nie jest uzależnione od osoby urzędującej na Kremlu. Mianowanie Putina na następcę Miedwiediewa zostało przyjęte spokojnie, wręcz obojętnie. Wizyta papieża w Niemczech była ważniej­sza niż oczekiwana roszada w Moskwie. Kluczowym tematem w relacjach niemiecko-rosyjskich są stosunki gospodarcze. Dla niemieckiej gospodarki Rosja jest naj­ważniejszym partnerem energetycznym (wartość importu nośników energii wynosi 30 miliardów euro) i drugim co do wielko­ści po Polsce partnerem handlowym na wschodzie Europy. Wymiana handlowa z Rosją w 2010 roku miała wartość 58 mi­liardów euro, z czego tylko 26 miliardów euro wynosił niemiecki eksport. Wyniki handlowe pierwszego półrocza 2011 roku wskazują na wzrost znaczenia Rosji w nie­mieckim eksporcie (+38 procent).

W przyszłym roku wymiana handlowa między Berlinem a Moskwą najprawdo­podobniej wzrośnie, ponieważ zostanie uruchomiony gazociąg północny. Uza­leżnienie niemieckiej gospodarki od im­portu gazu z Rosji będzie w następnych latach zwiększało się proporcjonalnie do stopniowego wyłączania kolejnych elektrowni atomowych. Aż do roku 2020, to znaczy do czasu wyłączenia ostat­niej elektrowni atomowej, niemiecka gospodarka musi nastawić się na inne źródła energii. Decyzja Merkel o rezyg­nacji Niemiec z energii atomowej nie była konsultowana z żadnym partnerem w Unii Europejskiej. Konsekwencje polityczne tej decyzji są wielowymiarowe, rząd niemiecki postawił pod znakiem zapytania europejską politykę ener­getyczną i zwiększył automatycznie uzależnienie niemieckiej energetyki od rosyjskiego gazu.

W tej sytuacji wielką niespodzianką była reakcja społeczeństwa niemieckie­go, a szczególnie niemieckich elit poli­tycznych, na decyzję o uhonorowaniu w lipcu Putina nagrodą Kwadrygi. Jest ona przyznawana corocznie od 2003 roku przez niemiecką organizację pozarządową Werkstatt Deutschland osobom ze świa­ta polityki, gospodarki lub kultury, które zainicjowały przemiany polityczne lub gospodarcze i wyznaczają kierunek na przyszłość. Laureatami nagrody w latach poprzednich byli między innymi Michaił Gorbaczow i Vaclav Havel. Prestiż nagrody wynika także z daty jej wręczania, jest nim bowiem święto zjednoczenia Niemiec -3 października.

Decyzja jury o przyznaniu nagrody Puti-nowi była krytykowana przede wszystkim przez dysydentów z byłej NRD, ale również przez rzecznika rządu niemieckiego do spraw praw człowieka Markusa Lóninga oraz przewodniczącego komisji zagra­nicznej w Bundestagu Ruprechta Polenza. Przewodniczący Zielonych Cem Ozdemir wystąpił z jury, ponieważ decyzja zapad­ła pod jego nieobecność. Również Erika Steinbach, jako przewodnicząca komisji CDU do spraw praw człowieka, wypo­wiedziała się za zrewidowaniem decyzji jury. Ostatecznie jury podjęło decyzję o nieprzyznawaniu nagród w 2011 roku. W ten sposób już po raz drugi obywatele

Niemiec wstrzymali nagrodzenie Putina. Po raz pierwszy nastąpiło to poprzez za­blokowanie wręczenia doktoratu hono­rowego przez uniwersytet w Hamburgu w 2004 roku.

Zaskoczeniem dla opinii publicznej w Niemczech była reakcja prezydenta Miedwiediewa. Podczas szczytu niemiecko-rosyjskiego w Hanowerze, gdy wydawało się, że kanclerz Merkel udało się już zbagatelizować skandal kilkoma zdawkowymi uwagami, Miedwiediew skrytykował stronę niemiecką, przy czym swoimi wypowiedziami sprawiał wraże­nie, jakby to była nagroda przyznawana przez instytucję państwową. Mimo krytyki dotyczącej nagrody dla Putina obydwie strony podpisały kilkanaście ważnych umów gospodarczych.

Obecna partia opozycyjna SPD porusza sprawę naruszania praw człowieka i ogra­niczania swobody mediów w Rosji. Gernot Erler, wiceprzewodniczący frakcji SPD w Bundestagu i były wiceminister spraw zagranicznych wielkiej koalicji krytykuje kanclerz Merkel za „niedostrzeganie nie­prawidłowości w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Rosji”. Wydaje się to co najmniej dziwne, że były koordynator stosunków niemiecko-rosyjskich w du­żej koalicji w latach 2004-2009 krytykuje obecny rząd za błędy poprzedniej koalicji, w której to SPD była bardziej powściągli­wa wobec Rosji niż CDU. W tym czasie to przecież Frank-Walter Steinmeier (SPD) był ministrem spraw zagranicznych i pod jego kierownictwem została opracowana dotycząca Rosji strategia „partnerstwa dla modernizacji”, w której najważniejszą rolę odgrywa modernizacja gospodarki, nie zaś prawa człowieka.

Klasyczny podział na prorosyjską SPD i krytyczną wobec Rosji CDU powoli się zaciera. Coraz bardziej uwidacznia się podział na lobby gospodarcze, czerpiące korzyści z handlu z Rosją i krytyczne elity, zawiedzione Putinowską Rosją. Pierw­sza grupa preferuje „stabilizację syste­mu”, którą zapewnia Putin. Druga grupa opowiada się raczej za Miedwiediewem, gwarantem modernizacji. Kanclerz Angela Merkel o wiele łatwiej dogadywała się z Miedwiediewem, co nie oznacza, że nie potrafi rozmawiać z Putinem. Obydwaj nie są jednak władcami absolutnymi Ro­sji, więc Merkel stara się nie opowiadać jednoznacznie za żadnym z nich.

Świadomość deficytów tandemokracji rosyjskiej jest oczywista i nie podlega dyskusji. Sprawą dyskusyjną jest ocena dotychczasowego procesu transformacji i dalszych perspektyw dla Rosji. Dyskurs jest zdominowany przez dwie główne, skrajne grupy: do pierwszej należą osoby, które na pierwszym miejscu stawiają sta­bilizację w Rosji, i nadal wierzą, że podąża ona drogą transformacji. Do drugiej należą krytycy Rosji, którzy zdolność rosyjskich elit do reform stawiają pod znakiem za­pytania i przyjmują krytycznie każdy krok Moskwy. W tej dyskusji decyzja o tym, kto z tandemu jest prezydentem, a kto premierem, nie odgrywa większej roli. Putin był zawsze i przez najbliższą deka­dę pozostanie głównym rozgrywającym.

Cornelius Ochmann jest analitykiem nie­mieckiej Fundacji Bertelsmanna.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Jedna odpowiedź

  1. Aga 2011-12-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com