Andrzej Lewandowski: Ostatni gong

Print Friendly, PDF & Email

ECHA WYDARZEŃ: Tadeusz Walasek nie żyje. Bolesna wiadomość. Jeden z najlepszych bokserów w historii polskiego i światowego sportu odszedł mając lat 75.

Dwa medale olimpijskie, pas mistrza Europy; siedem tytułów mistrza kraju. 421 (!!!) ringowych występów – 378 zwycięstw, 9 remisów, tylko 38 porażek; w reprezentacji Polski 28 wygranych pojedynków. Na przytoczeniu takiego bilansu właściwie można poprzestać i powiedzieć, że jego autor w pełni zasługuje na przymiotnik „legendarny”. Który uwielbiają, aż do przesyty nasze dzisiejsze media, a gdy w grę wchodzi prawdziwa legenda – jak Tadeusz Walasek – to jakoś… nie stosują. Panie, widzisz i nie grzmisz na stan współczesnych mediów! Walnę słowem mocniej – w paru portalach, które mają się za sztandarowe w ogóle jeszcze tej informacji nie znalazłem. Jest o każdym kroku każdego futbolisty, o nagiej pupie panny Dody na jakimś pokazie mody, o koniu złoto-olimpijskim oraz o początkujących bokserach-zawodowcach, a o tym, że odszedł Tadeusz – ani słowa. Trochę mi wstyd za redaktorów…

Nie rozpisuję się o życiorysie Tadeusza Walaska. Dość typowy dla dużej części pokolenia. Kto kocha szczegóły – niech wejdzie na portal PKOl, tam są detale. Ja zostaję przy Walasku, który typowym nie był, tylko jednym z wielkich indywidualistów świata mistrzostwa sportowego. Do naśladowania – ale nie do podrobienia… Jeden z wielkiej szkoły Feliksa Stamma…

Bardzo sympatyczny. Z poczuciem humoru. Jakby z instynktem rywalizacji w genach. Ale walki dżentelmeńskiej – z poważaniem dla rywala. Nie wiem ile jest prawdy w opowieściach, ale podobno, gdy czasem bokser wykonywał zawód policjanta (był oficerem), to też przewagę w sztuce stawiania „przeciwnika” w trudnej sytuacji wykonywał po dżentelmeńsku. Pasują mi te opowieści do Tadeusza z tamtych lat. …

Na meczach wtedy zawsze było tłoczno. Niby tylko liga, a guziki zagrożone. Nie tylko, gdy stawała reprezentacja, ale także, gdy walaskowa Gwardia wojowała o punkty. Szło się jak na wielkie święto, a wiele osób (w tym panie, często z bohemy) „na Walaska”. Nie dziwota. Przystojny mężczyzna, harmonijnie zbudowany, ładnie umięśniony, efektowna czupryna, szalenie elegancki styl boksowania. Siedemdziesiąt kilka kilo urody i uroku. Jakby żywy model dla rzeźbiarza, czy malarza. A bokser był zeń wybory. Technika, taktyka, siła w rękach… Jego jedyną walkę z przyjacielem przez lata-  Zbyszkiem Pietrzykowskim ( wygrał drugi) warto dziś pokazywać- jeśli nagrana, w co wątpię- w ramach uczenia elementarza sztuki… Impet i elegancja.

 Wrócić musi temat olimpijskiego złota. W Rzymie, w roku 1960. Finałowy bój z czarnoskórym Croockiem z USA był dla obu stron bardzo wyczerpujący. Po gongu wydawało się, że złoto musi być dane Polakowi. Sędziowie, głosami 3: 2 opowiedzieli się za Amerykaninem. Widownia protestowała kilkanaście minut, ale reguły władzę dają tylko sędziom. Mówiło się, że w grę wszedł nie autentyczny obraz, lecz kalkulacje. Polska już miała (za sprawą Kazia Paździora) złoty medal- w wadze lekkiej, przewidywano drugi – w półciężkiej, (ale Pietrzykowski Claya nie pokonał), już były jeszcze inne miejsca na podium, więc…

 I stało się coś historycznie chyba bez precedensu– w Polsce kibice postanowili dać Walaskowi satysfakcję. Witali go, jako… mistrza olimpijskiego. Wklejam: „Z zebranych przez nich pieniędzy i biżuterii, wykonano (wg projektu Stanisława Syrzyckiego) szczerozłoty medal olimpijski, który podczas Balu Mistrzów Sportu (1961) wręczono naszemu pięściarzowi z wygrawerowaną inskrypcją: „Moralnemu zwycięzcy rzymskich Igrzysk – Tadeuszowi Walaskowi”.

 I tylko żal, że owe wspaniałe wyczyny świetnego sportowca, uroczego człowieka przychodzi przypominać w tle informacji o odejściu…

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)
Andrzej Lewandowski: Ostatni gong, 10.0 out of 10 based on 1 rating

Jedna odpowiedź

  1. Andrzej Lewandowski 2011-11-08