Piotr Kuczyński: Drukować, czy nie drukować? Oto jest pytanie

Print Friendly, PDF & Email

Na chwilę zapomnijmy o tym, co dzieje się na froncie walki o lepsze jutro Grecji, Włoch i innych krajów PIIGS. Przyznam, że dość trudno o tym zapomnieć, bo przecież to właśnie plotki, pogłoski i różne decyzje polityków są silnikami napędzającym działania graczy na rynkach finansowych. Obłęd związany z zapowiadanym i odwołanym greckim referendum czy z cyrkiem mającym miejsce w sprawie dymisji premierów Grecji i Włoch pokazał dokładnie, w jakim miejscu stoimy.

Dowolnego dnia i o dowolnej godzinie może pojawić się prawdziwa lub wyssana z palca wiadomość, która potrząśnie rynkami. Rynkami, które bardzo chcą dobrze zakończyć rok. Tylko zachowanie włoskiego rynku długu i/lub listopadowy powrót do dyskusji o limicie zadłużenia USA może bykom w tym dziele przeszkodzić. Do ratowania strefy euro powrócę w drugiej części tekstu. Teraz spójrzmy na to, co w obecnej sytuacji robią banki centralne. 

Bardzo interesujące było na przykład ostatnie posiedzenie FOMC, bo było to jedno z czterech posiedzeń podczas roku (co kwartał), kiedy to Fed przedstawia prognozy dla gospodarki amerykańskiej. Stopy oczywiście się nie zmieniły (0-0,25 proc.). Nowe prognozy makro były gorsze od poprzednich. Oczekiwany wzrost PKB ma wynieść w tym roku 1,6 – 1,7 proc. (poprzednia prognoza to 2,7 – 2,9 proc.), a w 2012 2,5 – 2,9 (poprzednio 3,3 – 3,7 proc.). Oczywiście prognozy na 2012 można sobie między bajki włożyć, bo przecież nikt nie wie, jak będzie wyglądała sytuacja gospodarcza. W komunikacie znalazło się powtórzone po raz n-ty stwierdzenie: Fed będzie czuwał i jeśli będzie taka potrzeba, to gospodarce pomoże. Możemy więc być pewni, że pomysł na trzecią rundę poluzowania ilościowego nie znikł z radarów członków Fed. Mało tego – wydaje się bardzo prawdopodobne, że w przyszłym roku skup obligacji z nowo wydrukowanych dolarów znowu się rozpocznie. Bank łatwo się nie podda. Jeśli będzie trzeba to będzie drukował do oporu.

Popatrzmy teraz na to, co działo się po drugiej stronie Atlantyku. Tam odbyło się pierwsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego pod kierownictwem Mario Draghiego, nowego szefa tego banku. Posiedzenie przyniosło niespodzianki. Bank wystosował pewnego rodzaju wotum nieufności pod adresem Jean-Claude Tricheta, byłego prezesa. Okazało się, że Mario Draghi jest zdecydowanym gołębiem, bo stopy już na pierwszym posiedzeniu zostały obniżone o 25 pb. (teraz 1,25 proc.). Podczas konferencji prasowej szef ECB częściowo uzasadnił tę decyzję prawdopodobieństwem znacznego obniżenia prognoza dla strefy euro, która powinna przejść łagodną recesję. Powiedział też, że program skupu obligacji jest tymczasowy. Widać było jednak, że należy spodziewać się kolejnych obniżek stóp, ale na razie nie widać chęci do drukowania euro. Myślę jednak, że z czasem się ona pojawi.

Nawiasem mówiąc można zaobserwować, że zmienia się mandat europejskich banków centralnych. Amerykański Fed ma za zadanie dbać o niski poziom inflacji i o rynek pracy (praktycznie o wzrost gospodarczy). Europejskie banki centralne mają za zadanie przede wszystkim dbać o niski poziom inflacji. Reszta (według neoliberalnego aksjomatu) ma się zrobić sama. Od zawsze krytykowałem to ograniczenie zadań europejskich banków. Teraz widać już gołym okiem, że mimo braku zmiany prawa zaczynają się też one troszczyć nie tylko o inflację. Można nawet powiedzieć, że dbają przede wszystkim o wzrost gospodarczy. Nasza RPP idzie w tym samym kierunku, chociaż chyba robi to zbyt ostrożnie.

Mówiąc o bankach centralnych i drukowaniu pieniędzy warto jeszcze rzucić okiem na ustalenia szczytów UE/strefa euro z 24-26.10 zakończonych zbudowaniem kośćca (planu obrony strefy euro) bez mięsa (szczegółów). Nad ranem 27.10 ogłoszono sukces, który według mnie był bardzo mizerny. Dokapitalizowanie banków było i jest oczywistością. „Dobrowolna” redukcja długu Grecji o 50 procent de facto jest bankructwem. Wymiana obligacji będzie miała miejsce w styczniu i wcale nie jest pewne, że wszystkie banki się zgodzą. Najgorsze porozumienie osiągnięto w temacie, który jest najważniejszy. Fundusz EFSF ma być zlewarowany (zwiększona ma być jego siła rażenia, ale nie wartość gwarancji rządowych) do 1 biliona euro (to niewiele jak na obronę Włoch i Hiszpanii). Metodą zlewarowania ma być ubezpieczanie zakupu obligacji lub/i utworzenie spółki celowej, która zbierałaby fundusze na ten cel.

Po szczycie G-20 już wiemy, że chętnych do wkładania pieniędzy do spółki celowej nie ma. Owszem, Chiny, Brazylia, Rosja z chęcią zwiększą swoje wpływy w MFW (ograniczając amerykańskie) i dlatego mówią o pomocy strefie euro za pośrednictwem MFW. Rozmowy mają być kontynuowane w lutym 2012 roku (szalony pośpiech, nieprawdaż?). Pomysłu na sensowne zwielokrotnienie siły rażenia EFSF tak naprawdę nie ma. Najbardziej sensowny był pomysł francuski, ale Niemcy się na jego wprowadzenie nie zgodziły. Chodziło o stworzenie z EFSF banku, który zaciągałby kredyty w Europejskim Banku Centralnym. Ten ostatni mógłby się zachowywać tak jak może kiedyś zachowywać bank szwajcarski osłabiający franka: jeśli pieniędzy jest za mało to się je drukuje.

Gdyby ECB tak właśnie drukował to z całą pewnością strefa euro by ocalała. Być może nie trzeba by było nawet drukować, bo strach przed nieograniczonymi środkami powstrzymałby rynki przed atakowaniem długu krajów PIIGS. Zakładam, że taki rozwój sytuacji byłby najbardziej prawdopodobny. Gdyby jednak trzeba było drukować to Europa (i nie tylko Europa) zapłaciłaby za parę lat dużym wzrostem inflacji. Tego właśnie boją się Niemcy doświadczeni hiperinflacją w latach 20. tych XX wieku. Uważam, że to rozwiązanie będzie w końcu przyjęte, ale sytuacja musi się znacznie pogorszyć żeby tak właśnie się stało.

Wniosek? Po podjęciu decyzji o uruchomieniu europejskich drukarek znacznie wzrośnie obawa o duży wzrost inflacji. To nie znaczy, że hiperinflacja musi się pojawić, ale sam wzrost oczekiwań inflacyjnych to oczywiście minus. Plusem jest to, że wtedy ceny różnych aktywów (przede wszystkim surowców i akcji) będą pędziły na północ. Trzeba będzie ten okres wykorzystać tak, żeby ocalić oszczędności przed zwiększoną inflacją.

Piotr Kuczyński

www.blogbank.pl

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

2 komentarze

  1. Jan Cipiur 2011-11-08
  2. Rysio 2011-11-08