Tomasz Lis: Zamiast „Dziadów” Antek

Print Friendly, PDF & Email

lis2013-04-10.

A gdyby katastrofy nie było? Jak wtedy wyglądałaby Polska? Bar­dzo podobnie. Bo katastrofa nie zmieniła Polski. Wyeksponowała tylko to, co w niej najbrzydsze.

Katastrofa sprzed trzech lat dramatycz­nie zmieniła życie krewnych ofiar. Ogrom­nej większości Polaków przyniosła smutek tamtych dni i niekończący się ponury spek­takl. „Co się podzieliło, to się już nie sklei” – napisał wieszcz smoleńskiej sekty. Ale podzieliło się już przed 10 kwietnia. Po 10 kwietnia wieszcz mógł tylko tryum­falnie odtrąbić, że podzieliło się na amen.

W wymiarze politycznego realu dzi­siejsza Polska bez katastrofy wyglądałaby najpewniej tak samo, jak wygląda. Pre­zydentem byłby Bronisław Komorowski, może nienazywany wprost zdrajcą, ale obrońcą WSI, a więc jednak zdrajcą. Pre­mierem byłby Donald Tusk, nienazywany może wykonawcą poleceń Putina, ale jego obiektywnym kooperantem. PiS jak prze­grywało wybory przed 10 kwietnia, prze­grywałoby je i po 10, Jarosław Kaczyński nie nazwałby może Polski kondominium, ale może i by nazwał, bo przecież Polska, w której z bratem nie sprawowałby dwóch najważniejszych funkcji, z założenia nie byłaby państwem w pełni niepodległym.

Nie jest oczywiście tak, że katastrofa nie zmieniła Polski wcale. Bez niej mniej by­łoby u nas zajadłości, jazgotu i histerii, mniej tych wszystkich jęków, dąsów i gry­masów, nie byłoby bredni o niepokornych, zamachach czy zdradzie. Jednak w sumie to raczej kwestie estetyczne niż jakościo­we. Strona PiS-owsko-smoleńska dostała materiał do tworzenia parcianej, bo par­cianej, ale legendy i lichego, bo lichego, ale mitu. Katastrofa zaspokoiła polityczne potrzeby jednych i emocjonalne innych. Nie­udaną prezydenturę pozwoliła niektórym uznać za prezydenturę wielką. Prezyden­ta we wszelkich sondażach uznawanego za wybitnie niepopularnego pozwoliła uznać za ucieleśnienie wszelkich cnót i naj­większych aspiracji narodu. Rosjan już oficjalnie pozwoliła nazwać wrogami. PiS-owców niemal oficjalnie mianowała na dziedziców powstańczej tradycji. Polskę uczyniła znowu nie symbolem wielkiego sukcesu, ale ofiarą. Polaków, w każdym ra­zie tych prawdziwych, któ­rzy popierają PiS, uczyniła z kolei lawą, która prędzej czy później przebije się przez twardą i zimną sko­rupę zaprzaństwa, narodo­wej zdrady, oportunizmu oraz upodlenia. Dzięki ka­tastrofie niepodległość można było już oficjalnie uznać za pozór, a demo­krację za fikcję. Katastrofa musiała więc być zamie­niona w zamach. Taka była potrzeba polityczna i po­trzeba serca.

W Polsce bez kata­strofy z 10 kwietnia by­łoby odgrywane to samo marne i jałowe przedstawienie, tyle że w lepszej scenografii i z mniej donoś­ną fałszywą nutą dźwiękowego podkła­du. Reżyser i scenarzysta byłby ten sam. Sztuka ta sama. Katastrofa wniosła do niej tylko niewielkie korekty. Można było wy­ciągnąć z garderoby zakurzone i cuchnące naftaliną stare kostiumy. Można też było odkurzyć kwestie z prawdziwych roman­tycznych dramatów.

Załóżmy, że katastrofy nie było, ale ktoś wpadł na pomysł zrobienia fabularnego filmu o katastrofo-zamachu. W rocznicę tragedii w Katyniu, na terenie Rosji, na po­kładzie wyprodukowanego przez Rosjan samolotu wskutek zupełnie kuriozalnych błędów w sztuce pilotażu ginie prezydent, który właśnie w Katyniu miał de facto za­cząć swoją reelekcyjną kampanię. Wątpli­we, czy taki tandetny scenariusz uznałby za dobry materiał jakikolwiek producent. Scenariusz musiałby być o niebo bardziej wiarygodny. W przypadku tragedii z 10 kwietnia kosz­mar był w całym swym bez­dyskusyjnym dramatyzmie zbyt banalny, by nadawał się na sztukę wielką.

Pozostawało więc sztucz­ne amplifikowanie emocji toporna budowa pseudo-romantycznego dramatu. Tworzył go jednak raczej przypadek losu niż zdarze­nia o wymiarze antyczne­go dramatu, wieszczem był tym razem nie A.M., Adam Mickiewicz, ale wieszczą­cy kolejne zamachowe teorie A.M., Antoni Macierewicz, spektakl bardziej niż na po­trzeby romantycznej duszy krojony był na potrzeby politycznego interesu jed­nych i medialno-finansowego intere­su innych, całość zaś sponsorowana była w części przez SKOK, w części przez po­datników. Taki tam smoleński mesjanizm z Rydzykiem zamiast Towiańskiego i Sakiewiczem jako Konradem. Były „Dziady”. Pozostały gusła. Plus naprawdę świetnie kręcący się biznes.

Tomasz Lis

Newsweek Nr. 15/2013

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (23 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +20 (from 22 votes)
Tomasz Lis: Zamiast „Dziadów” Antek, 10.0 out of 10 based on 23 ratings

7 komentarzy

  1. Kot Mordechaj 2013-04-10
  2. Stupecki 2013-04-10
  3. Kot Mordechaj 2013-04-10
  4. cheronea 2013-04-11
  5. Tetryk56 2013-04-11
  6. Magog 2013-04-12
  7. A. Janik 2013-04-14
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com