Andrzej Lewandowski: Zygmunt jeszcze nie zadzwonił

ECHA WYDARZEŃ: Zadałem gwałt nawykowi sprawozdawcy – o tym, że zarząd PZPN pozbył się sekretarza generalnego nie pisałem natychmiast po fakcie. Uznałem, że warto się z tą wiedzą przespać, by błędu kibicowskiego apogeum przypływu adrenaliny się ustrzec. Pomyślałem, że Dzwon Zygmunta jednak głosu nie dał, a najwyżej zwolniła się niezła posada. Z pensją – jak czytam – kilkanaście razy większą od emerytury uznawanej za „godną”. I przywilejami w rodzaju pierwszej klasy w samolotach, darmowych wycieczek w luksusie itp. I nie rusza mnie, że wniosek o dymisję złożył sam „odwoływany”, bo to nie daje mi odpowiedzi na pytanie: początek to   prawdziwej renowacji obrazu, autentycznego samooczyszczania, czy… złożenie ofiary w nadziei, że kupi się spokój…?

… I dobrze, że z miejsca nie wziąłem się do szczegółowej analizy. Nazajutrz było więcej materiału. Jako że obradowała komisja sejmowa, a prezes Lato przez godzinę poświecił obecnością. Potem poleciał do Kijowa, wcześniej… nic specjalnego się wydarzyło. Oni- swoje, on- swoje; dwa bieguny…

Komisja dopiero się uciera, jeszcze nie robi wrażenia gotowej do analitycznego podjęcia tak złożonych problemów. Słowne żarliwe demonstrowanie najlepszych chęci – to zaleta niewątpliwa, prawdziwie głęboka wiedza o normach, regułach i zjawiskach pewnie dopiero się ujawni. Może już, gdy będzie więcej czasu na starcie poglądów i argumentów niż było w czwartek. A namiętna, lecz bardziej rzeczowa a mniej kibicowska rozmowa – wciąż potrzebna. Ba, niezbędna.

… W dotychczasowym zwarciu parlamentarzyści popełniają pewien błąd. Polega na przecenianiu możliwości oraz uprawnień.  Najlepsze chęci – to jeszcze nie prawo… Jeśli np. ważny poseł P. składa wniosek, by „ komisyjnie i sejmowo” zawiesić futbolową organizację „do spodu”, i spowodować też „od spodu” zmiany na lepsze, to daje zły przykład małej znajomości reguł. Prawa o stowarzyszeniach, ustawy o sporcie, tego, że związek sportowy jest na swój sposób organizacją pozarządową itd. Jeśli poseł JT  już proponuje na szefa piłki Zbigniewa Bońka, ( „bo on wie, co chodzi, zna Platiniego, i znają go w świecie”) – to daje mi dowód kibicowskiego podejścia do sprawy. Bo nie ma innej metody wybrania prezesa niż środowisko danego sportu. Nie parlamentarzyści ani minister, lecz dzialacze futbolowi zgłoszą kandydatów i wrzucą kartki. I  od przekonania tej grupy trzeba zacząć, a nie od forsowania swojej kandydatury. Senator AP. On „widzi” szefa PZPN w osobie Jerzego Dudka (zna go z różnych stron i wie, że się świetnie nadaje…), ale… nie senator będzie wybierał… Gdyby osobiście zgłosił chęć, jako, że w sporcie już podobne funkcje pełnił, to co innego – ale tak, to i ja potrafię….

 Rozumiem, że każdy z nas ma prawo do wyrażania własnych ocen, poglądów i sugestii, ale – decyzja jest tam, gdzie ją umiejscowiły reguły. W klubach piłkarskich, okręgach, zarządach. Tam, gdzie elektorat… Chyba, że minister złoży wniosek o kuratelę, sąd takie postanowienie wyda. Ale i wtedy będzie w końcu rozstrzygało środowisko działaczy. Przez głosowania. I jak tam trafić, jak tam ukształtować rozsądną większość?  Jak przekonać od lat myślących inaczej? To trudniejsze od biadolenia, i grzmiących krytyk- od góry, w obecności kamer i mikrofonów…

… PZPN, z prezesem na czele też popełnia błąd. Zgoła formalny. Że jesteśmy organizacją pozarządową, na własnym garnuszku, zarejestrowaną,  podatnik nas nie finansuje, UEFA i FIFA będą broniły niezależności, więc… proszę dać nam spokój.

Otóż, niezależność – niezależnością, lecz ona nie broni przed fałszywymi interpretacjami!  A) Tzw. budżet daje PZPN-owi rocznie ok. 5 milionów „na młodzież”, czyli ma prawo i obowiązek skontrolowania tych wydatków do złotówki; B) Stadiony oraz „orliki” funduje nie tylko sobie, lecz też PZPN-wi podatnik, a nie PZPN – rodakom; C) Przyznanie jednym prawa do działalności monopolistycznej zostawia innym przywileje kontrolne. Statut, ustawy, fiskus, sąd…

Czyli – niezależność nie oznacza prawa do stanięcia nie tylko ponad literą różnych zapisów, lecz też ponad osądem społecznym.Litera plus duch, jedno bez drugiego, to… To, co właśnie mamy… Więcej, wielka popularność tylko zwiększa zobowiązania, a nie odporność puklerza przed krytyką. PZPN, jako zbiorowy monopolista tego nie rozumie…  Wyłomy dopiero się pojawiają, ale pytanie, czy wszystkie intencje są wszystkie, też czasem niosą znaki zapytania…  W każdym razie „Zygmunt” nie zadzwonił. Jeszcze.

  Kończę, felieton i tak już jest za długi. Pozostałe echa zabrzmią więc ciut później… Sorry!

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

3 komentarze

  1. Andrzej Lewandowski 2011-12-02
  2. Łukasiewicz 2011-12-04
  3. Łukasiewicz 2011-12-04