Stefan Bratkowski: Drodzy Ignoranci!

Print Friendly, PDF & Email

budownictwo_22013-06-04.

Posłuchajcie raz jeszcze,

przyjąwszy na wstępie, że to jednak ja się znam trochę na spółdzielczości, a jeśli tak, łatwiej będzie Wam znieść obelgi, które tu padną. Otóż przygotowywana ustawa o przekształceniu spółdzielczości budownictwa mieszkaniowego we wspólnoty mieszkaniowe jest to po prostu brednia, ponieważ jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Z molochami, warszawskich zwłaszcza, spółdzielni mieszkaniowych trzeba sobie radzić inaczej, sposobami właściwymi spółdzielczości, których najwyraźniej nie znacie. A po drugie – spółdzielnia powstaje na mocy decyzji członków i żadna ustawa nie może tego zmienić, ani też nie może tych decyzji wyręczać, nic w tym stylu nie obroni się przed sądem konstytucyjnym.

Spółdzielczość budownictwa mieszkaniowego narodziła się ponad sto lat temu; gdyby Was to zainteresowało, wskażę odpowiednie lektury. W Polsce pionierską organizacją tego typu była Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, słynny WSM. Przetrwał jej przedwojenny statut i cała literatura tematu. Celem było budownictwo czynszowe dla mało zarabiających. Taką samą rolę spółdzielczość budownictwa mieszkaniowego może odgrywać i dzisiaj. Tylko kretyn może likwidować, sobie na przekór, dorobek ponad stu lat. Dodam, że to z mojej inspiracji mój przyjaciel Zdzisław Sulmirski założył dzięki radom dwóch starszych panów z ministerstwa energetyki, którzy wiedzieli, jak to zrobić – pierwszą po drugiej wojnie światowej spółdzielnię budownictwa mieszkaniowego „Energetyka”. Ta rozrosła się teraz do niepodzielnego molocha, mimo, że spółdzielnie takie nie potrafią skutecznie pracować i nie dają się skutecznie zarządzać powyżej 5 – 8 tysięcy członków (i tak bardzo dużo, znam spółdzielnie, które potrafią, tylko nikogo nie interesuje, jak to robią przy minimalnej biurokracji).

Wspólnoty mieszkaniowe wymyśliliśmy dla sensownego zarządzania majątkiem gminy (miasta, Skarbu Państwa), żeby mieszkańcy działali jak właściciele (lub jako właściciele) przy udziale właściciela posesji (gruntów, budynku, chodnika, itp.). Nie ma to nic wspólnego ze spółdzielnią mieszkaniową.

Wreszcie – co może najważniejsze – to realny socjalizm wymyślił sprzedawanie mieszkań na własność. Innymi słowy, mieszkanie własnościowe jest pomysłem z minionego ustroju – nie obliczonym na to, by uwłaszczyć obywatela, tylko żeby ściągnąć z rynku nadwyżkę inflacyjną. No bo każdy chciał „mieć pewność”, że mu nie zabiorą. Taka szeptanka działała b. skutecznie. Dziś to wierutna bzdura – zmniejsza popyt rynkowy, czyli hamuje wzrost gospodarczy. Banki, polujące na klientów „własnościowych”, dobrze zdają sobie z tego sprawę. Nieuczciwie i nielojalnie wobec klientów dokładają swoje pieniądze do kampanii „mieszkanie dla młodych”, żeby lokować pieniądze, ponieważ nie wiedzą, jak lokować swoją nadpłynność w budownictwo mieszkaniowe (co jest możliwe, tylko trzeba się trochę na tym znać bądź pytać fachowców; chłonność rynku na długoterminowe lokaty będzie ogromna).

Na własność, powtórzę, buduje się wille, domki jedno- lub parorodzinne, pałacyki, dworki, itp. Nikt nie buduje mieszkań na własność, chyba, że to kilkusetmetrowe luksusowe mieszkanie na Manhattanie w Nowym Jorku (oglądałem takie). Szwajcarzy, jeden z najbogatszych narodów świata, w 70 % mieszkają w mieszkaniach wynajętych, zapewniających mobilność pracowniczą – nikt nie może liczyć,  że praca przyjedzie do niego; wie, że trzeba tam się urządzić, gdzie jest praca. Inni Szwajcarzy mają te własne domki i wille.

Nie jest żadnym argumentem, że połowa rodzin niemieckich jest zadłużona prawie powyżej swej wypłacalności. Nie jest argumentem indywidualne zadłużenie Amerykanów. Akurat w tym nie musimy ich naśladować, zwłaszcza, że oni nie muszą zbudować pięciu, sześciu milionów tanich mieszkań czynszowych – do spłaty w długoterminowym kredycie hipotecznym. Co to jest długoterminowy kredyt hipoteczny, też można się dowiedzieć. Między innymi z mojego skryptu na temat hipoteki, papierów wartościowych o stałym oprocentowaniu i długoterminowego kredytu hipotecznego.

Rozumiem, że nie jest przyjemnie ze mną rozmawiać, ale, jeżeli tak, warto sobie poszukać innego faceta, który będzie coś o tym wszystkim wiedział. Znam takich. Mogę skierować. Boom budownictwa, który dał prosperity po II wojnie światowej Niemcom, Francji i w pewnym stopniu Anglii (nie miała tak zniszczonej substancji mieszkalnictwa), jest do rozkręcenia właśnie w Polsce, bo nigdzie indziej w Europie nie trzeba zbudować tylu mieszkań. To do wiadomości rządu.

Stefan Bratkowski

13 komentarzy

  1. cenobita 2013-06-04
    • Aleksy 2013-06-05
    • Jacek Arkuszewski 2013-06-06
      • Aleksy 2013-06-06
  2. Kot Mordechaj 2013-06-04
    • bisnetus 2013-06-04
  3. Kot Mordechaj 2013-06-04
    • PIRS 2013-06-08
  4. Andrzej Łączny 2013-06-05
    • Kot Mordechaj 2013-06-05
  5. domicela 2013-06-05
  6. a.f. 2013-06-08
  7. BM 2013-06-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com