Azrael: Chory człowiek Europy

Print Friendly, PDF & Email

Dziś to nie Grecja, Włochy, czy Hiszpania są największym problemem Unii Europejskiej. Nie jest to nawet problem kryzysu euro. Tym problemem są Węgry i jej przywódca, nacjonalista i populista Victor Orbán.

Od czasu niesławnej pamięci Austriaka Joerga Heidera nie ma w tej chwili w Inii Europejskiej takiego problemu, jak Węgry i ich polityka, zarówno wewnętrzna, jak i wobec wspólnoty europejskiej. Nakłada się na to katastrofalny stan ekonomii węgierskiej, odziedziczony po poprzednich rządach socjalistów, ale pogłębiony decyzjami rządu Orbána. Dziś dług wewnętrzny Węgier przekracza 80% PKB, obligacje krótkoterminowe i średnioterminowe są na poziomie śmieciowym (obsługa to prawie 10% rocznie), forint poleciał w ostatnich tygodniach na łeb. Wszystko to powoduje odpływ kapitału zagranicznego, inwestycyjnego, ale także tego akumulowanego przez samych Węgrów. Ostatnie informacje są takie, że Węgrzy masowo pozbywają się forintów i transferują środki za granicę. Może to oznaczać załamanie systemu bankowego Budapesztu. Orbán przez pewien czas bronił się przed pomocą finansową Unii Europejskiej. Dziś nie ma praktycznie wyjścia, ale już nie tylko grają rolę czynniki ekonomiczne, ale również polityczne.

Większy jednak problem ma Europa z Węgrami w sferze praw demokratycznych. Orbán doszedł do władzy na fali zmęczenia rządami socjalistów Ferenca Gyurcsányego, który okłamywał wyborców co prowadzonej przez socjalistów polityki gospodarczej. Fidesz zdobył władzę bezdyskusyjnie i przy silnym poparciu społecznym, w oparciu o demokratyczne procedury. Uzyskał również coś, czego do tej pory nie uzyskała żadna partia w Polsce – taką przewagę w parlamencie, która pozwoliła Orbánowi na swobodne zmiany w konstytucji państwa. W roku 2010 węgierski parlament uchwalił nową konstytucję, która zmieniła nazwę państwa z „Republika Węgier” na „Węgry”, co było czytelnym nawiązaniem do idei Wielkich Węgier. A Węgrzy zamieszkują nie tylko terytorium państwa, określonego granicami po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej, ale są również na Ukrainie, w Chorwacji, Rumunii i Słowacji. Szczególnie z tymi dwoma ostatnimi państwami relacje na tle mniejszości węgierskiej nie są najlepsze. Nowa konstytucja pozwala na przyznawanie obywatelstwa Węgrom nie mieszkającym i nie urodzonym na terytorium dzisiejszych Węgier.

Tego jednak Orbánowi było mało. Pod koniec roku 2011 uchwalono na Węgrzech kilka ustaw (przy biernym sprzeciwie opozycji, która nie brała udziału w głosowaniach), około-konstytucyjnych, które zaostrzyły kurs nacjonalistyczny i pchnęły Węgry w stronę autorytaryzmu. Ograniczono między innymi kompetencje węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego, zmieniono ustawę o statusie banku centralnym, dając rządowi praktycznie pełną kontrolę nad nim. Było to potrzebne premierowi do położenia ręki na rezerwach banku. Wprowadzono również zmiany dotyczące sądownictwa – zmieniono prezesa Sądu Najwyższego, odwołano członków Krajowej Rady Sądownictwa (poprzez obniżenie wieku emerytalnego z 70 do 62 lat…). Jeżeli dodamy do tego, że również urząd prezydenta jest w rękach Fideszu, widzimy, że Orbán praktycznie przejął pełnię władzy. Decyzje, jakie podjął opanowany przez Fidesz parlament prowadzą w kierunku zanegowania trójpodziału władzy wykonawczej, sądowniczej i ustawodawczej, idąc w kierunku systemu władzy integralnej, tak dobrze znanej w systemach totalitarnych. A władza ta miałaby by być sprawowana przez wiele lat przez Orbána i jego Fidesz.

Aby to uzyskać węgierski premier dokonał jeszcze innych operacji. Po pierwsze doprowadził do zmian w konstytucji, które wprowadziły zapis o tym, że Węgierska Partia Socjalistyczna jest spadkobierczynię partii komunistycznej , a tym samym może być uznana za organizację przestępczą. Oznacza to praktycznie jej delegalizację. Po drugie, dokonał zmian w ordynacji wyborczej, tak aby nawet wynik poniżej 30% oddanych głosów dawał mu 2/3 głosów parlamencie. Dodajmy, że przy okazji zmieniono układ okręgów wyborczych, w ten sposób, aby Fidesz mógł łatwiej w nich wygrywać.

Dla zagwarantowania sobie pełni władzy, Orbán nakłada kaganiec na media. Jeszcze w roku 2010 przegłosowano restrykcyjną wobec mediów ustawę, mocno ograniczającą swobodę wypowiedzi, teraz administracja państwowa podejmuje decyzje bezpośrednie, m. in. zapowiedziano nieprzedłużenie koncesji dla opozycyjnej stacji radiowej „Klubradio”.

Adam Bodnar, wiceprezes Zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka napisał w „Kulturze Liberalnej”.

W ten oto sposób w środku Europy mamy państwo – członka Unii Europejskiej – które przestało być demokratyczne. Jeszcze są fasady, jeszcze można demonstrować i używać internetu, liderzy opozycji nie są jeszcze zatrzymywani i aresztowani, ale w parlamencie nie ma pluralizmu, instytucje kontrolne i sądownictwo zostały pozbawione zębów, a opozycja jest wykluczana poza nawias jakiegokolwiek wpływu na państwo.

To jedyny, jak do tej pory, polski głos w sprawie Węgier, a wydaje się, że to właśnie polska demokracja, tkwiąca korzeniami w obywatelskim ruchu „Solidarności” powinna zareagować na to, co się dzieje na Węgrzech. Adam Bodnar zastanawia się również, jak powinna zareagować opinia publiczna i instytucje Unii Europejskiej. Wydaje się, że sytuacja jest o wiele poważniejsza niż ta, kiedy partia Joerga Haidera weszła w skład koalicji rządowej w Austrii. Bodnar sugeruje, że Komisja Europejska powinna wszcząć procedurę zawieszenia Węgier w niektórych uprawnieniach członkowskich w UE, w tym także w prawie głosu na forum Rady Unii Europejskiej, zgodnie z art. 7 Traktatu o Funkcjonowaniu UE. Inicjatywa w tej sprawie powinna wyjśc ze strony Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej, lub jako inicjatywa jednej trzeciej państw – członków UE. Milczenie szefa parlamentu, Jerzego Buzka (i jego następcy, socjalisty Martina Schulza), a także szefa KE, José Manuela Barroso, jest niezrozumiałe.

Niezrozumiałe jest także milczenie polskiego rządu w tej sprawie. Rządząca Platforma Obywatelska i węgierski Fidesz są w Parlamencie Europejskim w jednej frakcji, EPP, tym bardziej należałoby podjąć na jego forum konkretne działania. Jednak głos powinni przede wszystkim zabrać premier Donald Tusk i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Znów przywołując Adama Bodnara:

Polska nie może promować demokracji, rządów prawa i praw człowieka w państwach Partnerstwa Wschodniego czy w państwach arabskich, skoro przymyka oczy na stworzenie systemu autorytarnego w jednym z państw Europy Środkowo-Wschodniej, tak bliskim nam duchowo.

Węgrzy, naród krewki, budzą się z letargu. Mogą, popchnięci coraz trudniejszą sytuacją ekonomiczną, zrobić to gwałtownie. Wszyscy pamiętają wydarzenie z roku 1956, oczywiście rozgrywające się w zupełnie innej rzeczywistości politycznej i społecznej. Orbán swoimi decyzjami buduje jednocześnie na nowo opozycję, już nie tylko w sferze polityki, ale również społeczną. Ma wprawdzie jeszcze znaczne poparcie, ale jednocześnie swoimi decyzjami buduję opozycję obywatelską. Na manifestacji w Budapeszcie, zwołanej przeciwko polityce rządu Orbána widać było już wyraźną determinację.

W Polsce pojawiły się również inne opinie. Dla wielu Orbán jawi się jako silny człowiek prawicy, coś w rodzaju Jarosława Kaczyńskiego, któremu się udało. Niektórym podoba się wyraźnie antyunijna retoryka węgierskiego premiera. Marek Jurek napisał w mikroblogowym portalu Twitter, że Polacy powinni trzymać za Węgry Orbána kciuki, podobnie jak w roku 1956. Jednym słowem dla byłego marszałka Sejmu, Victor Orbán to współczesny Imre Nagy. Kto w związku z tym ma grać rolę wojsk sowieckich z 1956 roku? Unia Europejska? Inni twierdzą, że Orbán to bohater walczący o suwerenność i pozycję Węgier. Przymykają oczy na to, że robi to zawężając prawa obywatelskie, zmieniając demokrację w „demokraturę”, przy okazji wprowadzając napięcia międzynarodowe w centrum Europy.

Victora Orbána pokona jednak nie Unia Europejska, ani ulica. Pokona go nieubłagana logika ekonomii. Próba zamknięcia kraju na Unię Europejską, lub gra polityczna swobodami obywatelskimi, aby uzyskać konkretną pomoc ekonomiczną dla walącej się gospodarki, musi przynieść zmiany w jego polityce wewnętrznej – i ile oczywiście upór i determinacja Orbána nie popchnie go ku dalszemu radykalizmowi. Inne alternatywy to droga białoruska i wpadnięcie w objęcia Rosji, bezwzględne objęcia Władimira Putina albo… krew na ulicach. I dlatego i Unia Europejska i same Węgry mają nie więcej niż pół roku na odwrócenie wektora politycznego. Victor Orbán, dziś u szczytu władzy, jest już tak naprawdę nad polityczną przepaścią.

Azrael

4 komentarze

  1. andrzej Pokonos 2012-01-07
  2. Jarmus 2012-01-11
    • andrzej Pokonos 2012-01-12
  3. obserwator 2012-01-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com