Aleksandra Pawlicka: Budowniczowie drugiej Polski

Cudze opinie

Ten tekst – to przedruk. W zasadzie powinien trafić na sam dół strony, bo tam jest nasz dział przedruków. Ale uznaliśmy go za tak ważny, i tak się z jego tezami identyfikujemy, że znajdują go Państwo wśród tekstów szczególnie poleconych.

Prawicowi dziennikarze chcą nowej Polski. Właśnie podpalili lont przekonani, że wysadzą wreszcie beczkę z prochem, na której siedzi odwieczny wróg – twórcy III RP. Ta prawicowa rewolucja, która ma zbudować Polskę wolnych Polaków, jest tak naprawdę walką o media, o wpływy, o pieniądze i o własne kariery.

„Oczekiwanie, że wychowani na Michniku totalniacy kiedykolwiek się pogodzą, by patrioci, prawicowcy mogli uczestniczyć na równych prawach w demokratycznej grze, głosić swoje szkodliwe, reakcyjne poglądy, by mieli realną możliwość wygrywać wybory – takie zakładanie, że z obecną władzunią i jej salonami da się jakoś ustalić sposób życia, bo przecież mieszkamy w jednym kraju, jest równie naiwne, jakby kto, uczciwszy proporcje, chciał tłumaczyć niemieckim Żydom, że dla wspólnego dobra muszą się w końcu jakoś z Hitlerem dogadać”.

To Rafał Ziemkiewicz w rozgrzewającej do czerwoności prawicowe media debacie na temat wykluczenia prawicowych dziennikarzy, pisowskiego salonu odrzuconych lub – jak sami siebie nazywają – „drugiego obiegu”. Tych, którzy czują się skazani na eksterminację w Polsce zaanektowanej przez Platformę Obywatelską i twórców III RP niczym Żydzi w III Rzeszy.

Gnębieni i dyskryminowani. To, że mają do dyspozycji trzy ogólnokrajowe gazety („Rzeczpospolita”, „Gazeta Polska Codziennie”, „Nasz Dziennik”), dwa wysokonakładowe tygodniki („Uważam Rze” i „Gazeta Polska”), liczne portale internetowe, że są gośćmi publicznych i niepublicznych stacji radiowych i telewizyjnych – nie ma żadnego znaczenia. Czują się prześladowani, skazani na wegetację.

Wyrąbywanie elit

Przedświąteczny tydzień. Łukasz Warzecha, publicysta tabloidowego „Faktu”, pisze w „Rzeczpospolitej”, że „w te święta pojednania na wielką skalę nie będzie”. Pojednania „lemingów i zdrajców” (czytaj: PO i jej wyborców) z „wariatami i oszołomami” (czytaj: pisowcami). Nie będzie, bo pierwsi są przekonani, że żyją w normalnym kraju, ulegając „koniunkturalizmowi, wygodnictwu, umysłowemu lenistwu sprzyjającemu medialnej tresurze”. A drudzy zakleszczają się w czekaniu na mesjanistyczny cud stworzenia wolnej, odrodzonej pod Smoleńskiem Polski. Warzecha postuluje, by „Polska wolnych Polaków” rozpoczęła misję „wpuszczania świeżego powietrza do Polski ludzi wytresowanych”. Wyrąbywania własnego kawałka ziemi w ramach istniejących dziś układów.

Zamiast świeżego powietrza na prawicowych forach pojawia się natychmiast zaduch. Dominuje pogląd, że próba budowania czegokolwiek wspólnie z założenia jest fałszywa i skazana na porażkę. Wiodący głos w tej debacie należy do Ziemkiewicza: „Prawdziwi Polacy nie zamknęli się w niszy z własnej woli”, zostali tam zepchnięci przez „elity i zawłaszczane przez nie media, które poddawały ich nieustającej tresurze wstydu i szyderstwa, kreowały na groźny, ciemny motłoch”. Kim są elity? – Ziemkiewicz od lat pisze o tym w swoich książkach: to warszawski salon i jego najgroźniejsza odmiana – michnikowszczyzna. Dziś dodaje, że tę elitę „stworzono metodą »ochrzczenia« elity peerelowskiej przez bohaterów i intelektualistów opozycyjnych”, a jej głównym celem jest „pozbawienie głosu prawdziwych dziedziców ducha i tradycji »Solidarności« ukradzionej i zawłaszczonej przez zblatowanych w Magdalence cwaniaczków”.

Ziemkiewicz, nie tylko prawicowy dziennikarz, lecz również pisarz science fiction, zdaje się w ostatnim czasie przekraczać granice realizmu także w agitacyjnej publicystyce. W kolejnej z ripost pod adresem Warzechy pisze: „Jest podział, w którym jedna strona chce, żeby Polska była Polską, a druga, żeby jej nie było”.

Gdy pytam go, czy w to, o czym pisze, wierzy, czy rzeczywiście czuje się poddany tresurze i pozbawiony głosu przez zblatowanych w Magdalence, odpowiada: – Problem nie tyle dotyczy mnie, bo ja dam sobie radę. Jak mnie wywalą drzwiami, to wlezę oknem. Ale chodzi o ogromną część Polaków, która nie znajduje miejsca dla swoich poglądów.

Strąceni z piedestału

Ziemkiewicz rolę odrzuconego przekuł w zbroję patriotyzmu, w której walczy o Polskę prawdziwych Polaków. Młodsi o pokolenie bracia Michał i Jacek Karnowscy w roli odrzuconych dopiero debiutują. Są wprawdzie czołowymi autorami tygodnika „Uważam Rze”, są twórcami prawicowego serwisu internetowego wPolityce.pl, ale czują się wykluczeni i poniżeni.

Michał Karnowski na łamach swojego portalu ogłosił w sylwestra „Siedem życzeń na nowy rok”. Pierwsze brzmi: „Niech siostra władzy i prorządowych mediów o imieniu Pogarda pójdzie sobie precz. Bo nie godzi się w wolnej Polsce używać narzędzi propagandy do wykluczania społecznego, politycznego i medialnego całych grup społecznych, do poniżania ludzi”. Kariera Karnowskich toczyła się do niedawna wartko, prosto ku szczytom. Trampoliną dla Michała było pięć lat pracy w tygodniku „Newsweek Polska”. – Karnowski przychodził do redakcji w garniturze, pod krawatem. Taki dzieciak udający dorosłego faceta. Pozował na poważniejszego – mówi dziennikarz tygodnika. W świat wielkiej polityki wprowadził go Piotr Zaremba. Stworzyli autorski tandem, który nawet po rozstaniu pisał o sobie: „Jak słusznie zauważył Piotra Zaremba”, „Jak słusznie zauważył Michał Karnowski”.

W 2005 r. jego brat Jacek został reporterem „Wiadomości” TVP l, a był to dopiero początek jego telewizyjnej kariery, bo niedługo PiS miało połknąć Telewizję Polską.

Karnowscy poczuli wiatr w żaglach. Michała podkupił wchodzący na rynek „Dziennik” (wydawany przez ten sam koncern Axel Springer). Jacek na imprezach potrafił agitować w sprawie „Dziennika”: – Mówił o dziejowej szansie, o tym, że za pomocą nowej gazety będzie można odmienić Polskę. On, były dziennikarz BBC, uważał, że gazeta jest narzędziem manipulowania rzeczywistością. W głowie mi się to nie mieściło – mówi były dziennikarz BBC.

Michał w „Dzienniku” szybko piął się w górę. Został szefem działu politycznego, potem szefem działu opinii, w końcu zastępcą naczelnego. Uwierzył w siebie, wyluzował, choć redakcyjni koledzy podśmiewali się z jego kompetencji: – Uważaliśmy, że jego deklarowany patriotyzm pozostaje na poziomie banału. Józef Piłsudski to dla niego ważna postać, a film „Katyń” trzeba obejrzeć pierwszego dnia z całą rodziną. Żartowaliśmy, że w domu słucha pieśni Legionów. Michał orientował się w politycznej bieżączce, ale nie stać go było na głębszą refleksję.

Mimo to współdecydował o politycznej linii gazety. Jacek w tym czasie został kierownikiem „Panoramy” w TVP 2, a następnie najmłodszym szefem „Wiadomości” w TVP 1. Obaj prowadzili audycje publicystyczne w Polskim Radiu. Szybko pokazali, że swojej ulubionej partii i jej prezesowi potrafią być wdzięczni. Do historii dziennikarstwa przeszedł panegiryk napisany przez Michała Kaniowskiego w „Dzienniku” pod tytułem „Jarosław Kaczyński chce być żelaznym kanclerzem IV RP”: „Krótkie, ale twarde przemówienie. Wyraźny polityczny komunikat. I charakterystyczna reakcja sali, artystów i menedżerów kultury: postawa stojąca, gdy premier wchodzi, mocne oklaski, absolutna cisza i bezruch w czasie 10-minutowego wystąpienia. Dająca się wyczuć, tu i na innych spotkaniach, świadomość spotkania z politykiem, który jest w stanie narzucić innym swoją wolę”.

 My i oni

Tak jak PiS odzyskało publiczne media, co dziennikarze z kręgu Ziemkiewicza i Karnowskich przyjęli z euforią – nowe stanowiska, nowe możliwości – tak w 2010 r. PiS TVP straciło. Dla prawdziwych Polaków zaczął się trudny czas. Jacek Karnowski, który zmienił „Wiadomości” w propisowską propagandę, stracił funkcję szefa. Michał wyleciał z Trójki, gdzie prowadził „Salon polityczny”. Z „Antysalonu” Ziemkiewicza w TVP Info został „Antysalonik” nagrywany w wirtualnej scenerii dla telewizji internetowej. Działo się dokładnie to, co za rządów PiS w mediach publicznych nominaci PiS robili z tymi, których nie lubili. Tym razem był to jednak „zamach na patriotów”.

Z ogólnopolskich mediów pozostało zwolennikom PiS niewiele – forum „Rzeczpospolitej” i nowego tygodnika „Uważam Rze” oraz serwis wPolityce.pl, a także media Tomasza Sakiewicza. Piotr Semka o „Uważam Rze” i wPolityce.pl mówi: „Parasole pozwalające publikować teksty, których nie moglibyśmy publikować nigdzie indziej”. Z „Rzeczpospolitą” sprawa się bowiem skomplikowała. Gazetę kupił Grzegorz Hajdarowicz. Na publicystów padł strach, bo w większości znaleźli się w „Uważam Rze”, muszą teraz myśleć o rentowności sprzedawanego po dumpingowej cenie tygodnika.

– Jest realna obawa, że „Uważam Rze” zostanie zamknięte, jeśli będzie przynosiło straty. Dotychczas pismo było pod skrzydłami „Rzeczpospolitej”, teraz jest oddzielnym bytem finansowym. Stąd nerwowość i próby szukania alternatywy – mówi „Wprost” jeden z publicystów tygodnika.

Semka z Karnowskim na spotkaniu z czytelnikami „Uważam Rze” w Krakowie przyznali: „Gdybyśmy dzisiaj dostali technologiczne i finansowe możliwości zrobienia telewizji informacyjnej, to mielibyśmy tyle, co oni”.

Przy tym słówko „oni” jest w tej deklaracji kluczowe.

Kim są „oni”? Ziemkiewicz ironizuje, że Warzecha „zamiast prowadzić dla mas program publicystyczny w TVP, najlepiej po »M jak miłość«, oddał to Lisowi”. Semka i inni atakują w „UważamRze” Monikę Olejnik, bo ponad 20 lat temu po wyjściu z radia wsiadła do samochodu Jerzego Urbana, z którym robiła wcześniej wywiad. Piotr Gursztyn, publicysta „Rzeczpospolitej”, w szyderczym tekście nazywa Janinę Paradowską „formalnie dziennikarką, faktycznie rzecznikiem rządu”. To przykłady z ostatnich dni. Nazwiska demaskowanych dziennikarzy są oczywiście tylko symbolem „onych”. Bo szerzej „oni” to TVN, Polsat, „Gazeta Wyborcza”, „Polityka”, „Newsweek”, „Wprost”. Michał Karnowski bez ogródek mówi, że są to media, które podają informacje wykręcone i przekręcone, a generalnie służą władzy.

Walka z „onymi” to sedno rewolucji, trwającej wprawdzie od lat, ale w ostatnim czasie prowadzonej szczególnie aktywnie przez prawicowych agitatorów. Michał Karnowski apeluje: „Zarówno portal wPolityce.pl, jak i powołane przez nas Stowarzyszenie Edukacji Medialnej i Społecznej im. Jana Liszewskiego służą temu samemu celowi – budowie niezależnych, silnych mediów. To zadanie istotne szczególnie dziś – w sytuacji gdy medialny pluralizm w mediach najsilniejszych staje się własną karykaturą, a jednocześnie pojawiają się nowe zagrożenia, tak dla naszej suwerenności państwowej, jak i dla naszej tożsamości”. W załączeniu prośba o wpłacanie funduszy.

Identyczny apel zamieszcza na internetowych stronach swoich mediów Tomasz Sakiewicz („Gazeta Polska” i serwis Niezależna.pl). Prosi o wpłaty na konto fundacji wspierającej „budowę wolnych mediów” i „pierwszej telewizji drugiego obiegu”.

– Rynek czytelniczy w Polsce to 1,5 mln ludzi. Do wyborów idzie kilkanaście milionów. Łatwo wywnioskować, że bez mediów elektronicznych nie ma się dziś wpływu na kształtowanie decyzji wyborców – mówi „Wprost” Ziemkiewicz.

Prawicowa rewolucja, która ma zbudować Polskę wolnych Polaków, jest więc tak naprawdę walką o czwartą władzę: o media, o wpływy, o pieniądze i o własne kariery. W przypadku pokolenia w większości prawie 50-latków, którzy uważają, że zdobyli mniej niż to, na co zasługiwali, to walka o wszystko. Nienawiść do TVN 24 czy „Gazety Wyborczej” jest nienawiścią do tych, którym się udało, którzy odnieśli sukces. Dlatego nazywa się ich „totalniakami”, „zblatowanymi w Magdalence cwaniaczkami”, „opiłkami wabionymi kredytami”, „dziennikarskimi karykaturami”. Patriotyczny ton postulatów prawicowych rewolucjonistów jest w rzeczywistości tłem do głównego hasła tej rewolucji: zabrać „onym” to, co należy się nam.

Aleksandra Pawlicka

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

4 komentarze

  1. Kosa 2012-01-10
  2. Nowak 2012-01-10
    • Marian . 2012-01-10
  3. Gębski 2012-01-25