Andrzej Lewandowski: Hakowanie sportem?

Print Friendly, PDF & Email

ECHA WYDARZEŃ:  Pływam sobie po przerwie (lenistwo i organizm postawiły znak zapytania) i sportując członki mam czas na myślenie…Tyle się wokół dzieje, a ja PT Czytelnikom płci obojga zawracam głowę jakimś tam sportem!

 …Że panna Kowalczyk wygrywa z Bjoergen i goni ją w klasyfikacji. Demonstrując nadzwyczajny upór w boju z czasem i dziewczęcy uśmiech na mecie…  Jest jakaś satysfakcja, ale czy sprawia,  iż łatwiej się żyje…? 

Że szczypiorniści przegrywając 11 golami ze Szwedami (to już różnica ze dwóch klas),  nagle tak się odmieniają, że Szwedzi stają na baczność, a nasi doprowadzają do remisu. Fakt, w sporcie coś niebywałego, osiągnięcie nadzwyczajne, świadectwo woli walki złotymi literami zapisane,  ale takie to ważne w rodaka dniu powszednim?

…Że Kamil Stoch dzielnie przejmuje pałeczkę mistrzowskiego skakania po Adamie Małyszu i teraz on sprawia, iż Zakopane tańczy oraz śpiewa? Rzeczywiście, ładne – jeśli jeszcze przejmie po panu Adamie opanowanie jego teorii, że w każdym konkursie trzeba wykonać dwa udane skoki, a nie jeden – nawet fenomenalny… Tyle, że ma czas, dojrzewa sportowo; i tak szybko. Ale czy nawet urocze, tak naród podniecające konkursy, to pępek świata wobec spraw dnia?

   Pływam sobie i dumam- jak wyżej. Po kilometrze dochodzę do wniosku, że… Jednak pisanie o sporcie nie bez reszty jest pałętaniem się po marginesach współczesności. Bo sport, nawet tu i tam skażony; czasem w sporze ze sloganem, że on to „samo zdrowie”; z kantami, kulisami, podejrzeniami; z kasą w takiej piłce nie wiadomo skąd i po co w takim wymiarze – zostaje jednak, jako antidotum na znaki zapytania naszego życia codziennego. W którym np. dopiero hakerzy ( wg. mnie- chwała im za to – za sprawą szerszego wymiaru porównań) dają sobie- lepiej niż wyborcy- radę z władzą. Która- niezależnie, kto ją sprawuje – zawsze wie najlepiej i może z nami zrobić, co zechce…

„Władza” może np. ( to tylko jeden ze świeżych przykładów)  przeforsować niekonstytucyjną zgoła waloryzację. A w sejmowym głosowaniu nikt nie powie „przeciw”! Mający w dyskusji – jak na forach internetowych zdania inne – odpowiednim przyciskiem dadzą sygnał:  „Nie mój cyrk, nie moje małpy…-  wstrzymuję się…” Ponad podziałami! I co ma pomyśleć elektor? Poza tym, że teraz na pewien czas przestał być ważny… A sport został czytelny. Albo Kowalczyk, albo Bjoergen – dystans ten sam, śnieg ten sam, nie wygra się, ani nie przegra przez głosowanie, konsensus i kompromis. Żeby coś zdziałać na boisku „ręcznej roboty” – trzeba więcej bramek strzelić, niż stracić. Po prostu, i niezmiennie. Na skoczni – są różne „podkryteria”, ale wciąż najlepiej skoczyć daleko, ładnie i pewnie wylądować…

W polityce i w ogóle sprawowaniu władzy wszelkich szczebli pewność siebie za łatwo przechodzi w zarozumiałość, w sporcie nie trzeba hakerów by to uzmysłowić. Przeciwnik i rywalizacja same przegonią łatwe zarozumialstwo. I potwierdzą, że dobre przygotowanie fizyczne oraz mentalne są takimi samymi cegiełkami budowania mistrzostwa, jak jeszcze ofensywność osobista i swego rodzaju pokora…Tu- jak np. w obrazkach poprzedzających bokserskie „ walki stulecia” ( cudzysłów, bo to media chętnie tytuł przydzielają każdemu pojedynkowi; jak tytuł „legendarny” dają bez opamiętania) – można zrobić trochę cyrku, ale gdy zabrzmi gong – nie ma teatru… Nie ma głosowania – „jestem za, a nawet przeciw”… Jest – „wygrał, przegrał; zremisował”…

Pływam więc, liczę, że to już 60 długość basenu. I myślę sobie, że jednak wciąż warto być jakoś „przy sporcie”. Bo nawet chwilami wynaturzony nogami stoi mocno na ziemi… I nikt samym słowem deklaracji oraz interpretacji  nawet tego półtora kilometra nie przepłynie. Trzeba „sobą” i osobiście…

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)