Stefan Bratkowski: Zanim przyjdzie krokodyl

gielda2013-09-14.

Ani to ładne, ani uczciwe określać wycofanie pieniędzy ZUS–u z giełdowych funduszy „emerytalnych” – nacjonalizacją, lub jeszcze gorzej – kradzieżą. Tym ostatnim słowem określić by można raczej zawłaszczenie czyichś pieniędzy bez jego zgody…

Samo powołanie OFE w ich formule, na co nie raz zwracałem uwagę, i to od samego początku – wynikło z nieporozumienia. Albo inaczej – ze zrozumiałej ambicji przeskoczenia w bardziej zaawansowane metody obrotu pieniężnego; przyjęte rozwiązanie miało dla ojców kapitalizmu w świecie bez kapitałów zbyt wiele pokus.

Nie dlatego się tak mądrzę, że teraz każdy musi mieć coś za złe. Siedząc od lat w przygodach pieniądza, coś nie coś wiem i o tych przygodach. Rzecz w tym, że opierać reformę na pomyśle, którego nikt nie sprawdził, czyli brać do gry na giełdzie cudze pieniądze bez pytania tych, co mogliby na tym stracić, jest czymś nieostrożnym –  nawet, jeśli jest się gronem geniuszy. A przynajmniej potencjalnych geniuszy giełdy. To prawda, niejeden wielki interes w historii zaczynał od ryzyka – ale nie od ryzyka cudzymi pieniędzmi. Co więcej, OFE, nie mając pola do gry w postaci dostatecznej liczby akcji na giełdzie, lokowały swe środki w obligacjach państwowych, zaś odsetki od tych obligacji odgrywały rolę zysków z gry giełdowej. Gorzej: gwarantowane, acz niewielkie przychody z obligacji zwalniały od gry, która z założenia miała pomnażać środki na emerytury (aby kupić obligacje, nie trzeba speców – to potrafi każdy urzędnik ZUS i to za darmo).  Wypadałoby zachować więc jakiś umiar w obronie tych prywatnych interesów na publicznych pieniądzach,  interesów za niemałe pieniądze (10% od obrotu?), z mini-korzyścią emerytów – za to z fatalnymi skutkami dla finansów państwa. Vide zegar Balcerowicza.

Wytłumaczę coś znowu od początku. Ubezpieczenia społeczne, realizowane za pośrednictwem państwa, zainstalowano w gospodarce rynkowej dzięki inicjatywie Bismarcka. Czymś zupełnie innym są prywatne ubezpieczenia emerytalne, powstające z wpłat do prywatnego funduszu emerytalnego – który gra swoimi środkami na giełdzie bądź lokuje te środki w długofalowo coraz bardziej dochodowych nieruchomościach. Państwowy system ubezpieczeń emerytalnych obejmuje natomiast wszystkich pracujących bez względu na wysokość ich zarobków i pobieranych składek, emerytury wypłaca ZUS jako właściciel całej sumy pobieranych składek. Jest tym właścicielem nadal i dzięki temu wypłacać może dzisiaj emerytury z pieniędzy, pobieranych od pracujących dzisiaj kandydatów na przyszłych emerytów. Można prowadzić ich konta, sumujące wpłaty, jak i wyznaczać wysokość emerytur stosownie do wysokości pobieranych składek jak to się robi, ale nikt nie jest indywidualnym prywatnym właścicielem pobranych odeń pieniędzy.

ZUS miałby prawo sam grać na giełdzie jakąś częścią swoich avoirów – jeśli zatrudniałby giełdziarzy wysokiej klasy; choć nie wiem, czy państwo mogłoby na takie ryzyko pozwolić. Może ZUS lokować te środki jedynie w dochodowym biznesie z pełnym bezpieczeństwem pupilarnym (to prawnicze słowo, kompletnie zapomniane w „realnym socjalizmie”, oznacza interes albo stuprocentowo pewny, z czyjąś odpowiedzialnością za te 100% pewności, jak odpowiedzialność zarządzającego majątkiem nieletniego, albo z gwarancjami państwowymi). Wątpię zatem nawet w grę kontrolowaną przez państwo – a państwo przecie musiałoby ją nadzorować, skoro to państwowy system emerytalny. Gdyby zaś miał ZUS oddawać te środki do gry komuś trzeciemu, powinien by zapewnić sobie sukcesywne, okresowe wpłaty procentu od zysków, kontrolując gospodarkę zakontraktowanej firmy giełdowej – z pełną dla ZUSu przejrzystością! By mieć prawo zerwać kontrakt przy jakichkolwiek, nawet potencjalnych swoich stratach, czyli stratach Skarbu Państwa, tym samym i podatników. Rozumiem, że ani inicjatorzy, ani dzisiejsi obrońcy OFE, wychowani w realnym socjalizmie, nie zagłębiali się zbytnio w tę problematykę, ale, proszę mi wybaczyć, nie jest to tytuł do chwały.

Gospodarka polska ma kłopoty z budżetem państwa – w sporym procencie właśnie z powodu tych OFE. Kosztują one tak drogo budżet w skutek prywatyzacji publicznych pieniędzy, do spłaty jednak z budżetu – co ma dziś określony wpływ na wysokość długu publicznego. W tej sytuacji hałas z powodu wzrostu zadłużenia jest popisem hipokryzji nad wirtualną trumną OFE. Może więc ciszej nad nią? Może, zamiast nad nimi płakać –  zrobić OFE funduszami {nie tylko emerytalnymi) naprawdę otwartymi, z władzą prywatnie deklarujących się i płacących wkładców? Każdy wszak może, bo ma prawo, pomnażać swe pieniądze grą na giełdzie, byle znalazł kogoś, kto potrafi to kompetentnie robić.

Kwalifikowani giełdziarze, tracąc jakieś cudze avoiry do gry, nie rozdzierali by szat (co trochę w biznesie kompromitujące), a zwróciliby się do publiczności, by, kto zechce, lokował u nich swe pieniądze (nie tylko oszczędności emerytalne). Reklamowaliby się perspektywą zysków z gry dzięki perspektywie ożywienia gospodarki – która funkcjonuje lepiej niż poprawnie, budząc nawet zazdrość ze strony wielu krajów europejskich. Polska zmienia się w oczach. Nie trzeba lać krokodylich łez nad naszą gospodarką – przynajmniej dopóki nie odda się jej krokodylowi z jego zębami ewentualnych domiarów. Te krokodyle łzy nie są tylko polityczną atrakcją dla chlipiących nad naszą gospodarką – one  również kosztują:  obniżają wartość naszych obligacji, osłabiają ducha ekspansji, psują klimat wzrostu. Najogólniej – psują powietrze.

Dla informacji (choć to stoi w mojej książce o dziejach banków, bankierów i obrotu pieniężnego): giełda wzięła się, pierwotnie w Anglii, z potrzeby, dla ułatwienia obrotu papierami wartościowymi, dla jego sprawności i tempa, a nie jako środek rozwoju gospodarczego. Do dziś działa i pozagiełdowy obrót akcjami, a dzisiejsza galaktyczna chmura wirtualnych giełdowych środków, powstałych z gry, niczym się nie przyczyniła w USA do wyjścia z depresji (choć krach walnie przyczynił się do niej).

Stefan Bratkowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.2/10 (20 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +19 (from 33 votes)
Stefan Bratkowski: Zanim przyjdzie krokodyl, 7.2 out of 10 based on 20 ratings

20 komentarzy

  1. bisnetus 2013-09-14
  2. P.J. Dąbrowski 2013-09-14
    • bisnetus 2013-09-14
      • SAWA 2013-09-14
  3. Michał Ziębiński 2013-09-14
    • bisnetus 2013-09-14
  4. Federpusz 2013-09-14
  5. Brunob 2013-09-15
  6. elantern 2013-09-15
  7. cenobita 2013-09-15
  8. elantern 2013-09-15
    • cenobita 2013-09-15
      • MaSZ 2013-09-16
  9. elantern 2013-09-15
    • eLantern 2013-09-15
      • nexton 2013-09-16
        • elantern 2013-09-16
  10. cenobita 2013-09-15
  11. MaSZ 2013-09-16
  12. elantern 2013-09-16