Nathan Gurfinkiel: Odwetowcy i odwet owcy

Print Friendly, PDF & Email

tusk2013-10-14.

Od kilku miesięcy, odkąd notowania partii Tuska zaczęły spadać, media trąbią o prawdopodobnym zwycięstwie Kaczyńskiego z taką częstotliwością, że może stać się ono samospełniającym się proroctwem. Na kilka dni przed warszawskim referendum, które miało być próbą generalną przed spektaklem wyborczym za dwa lata, były prezydent Kwaśniewski oznajmił, że Tusk nie ma szans na zostanie premierem po raz trzeci.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo wymiana rządów jest rzeczą normalną. Nawet w ugruntowanych dobrze funkcjonujących demokracjach władza się degeneruje. Sprawowana zbyt długo przez tę samą partię lub koalicję staje się arogancka i traci poparcie wyborców. Tyle tylko, że niewiele się od tego powinno zmieniać.

Na moim najbliższym poletku obserwacyjnym, w Danii socjaldemokraci czterokrotnie pod rząd byli u steru w latach 1993- 2001. Kadencja Folketingu trwa cztery lata, ale mało który z powojennych rządów wytrzymywał ją całą. Premier może rozpisać wybory w dowolnym momencie i duńscy szefowie rządów ochoczo z tego korzystali, rozpisując wybory w najbardziej dogodnym dla nich momencie. Mimo to socjaldemokraci utracili władzę na rzecz koalicji liberałów i konserwatystów, która sprawowała rządy do roku 2011. Kiedy w ostatnich wyborach znów zwyciężyli socjaldemokraci pod przywództwem Helle Thorning-Schmidt, ustępujący premier Lars Løkke-Rasmussen oświadczył w parlamencie, że jego partia (liberałowie) będzie lojalną opozycją.

Przejęcie steru rządów nie jest tutaj trzęsieniem ziemi, bo zmieniają się tylko ministrowie. Wszyscy inni pracownicy ministerstw i centralnych urzędów ze statusem ministerialnym pozostają na swych stanowiskach, bo służba cywilna jest z definicji apolityczna, a już w każdym razie apartyjna. Przejęcie rządów nie wiąże się więc z czystką i rozdawnictwem posad, bo nowe przywództwo nie musi się nikomu wypłacać za poparcie. Mandat w parlamencie, ani posada premiera czy stanowisko ministra w jego rządzie rzadko jest też awansem materialnym, bo wielkie korporacje oferują kilkakrotnie wyższe płace i korzystniejsze zabezpieczenia przyszłości.

Sytuacja ta nie jest pozbawiona niepożądanych skutków, bo sprzyja negatywnej selekcji. O mandaty parlamentarzystów i stanowiska polityczne najczęściej ubiegają się działacze i urzędnicy samorządowi, a więc ludzie z typowymi dla tej kategorii pracowniczej nawarstwieniami mentalnymi i zawężonym horyzontem. Poziom debat parlamentarnych jest najczęściej żenująco przyziemny.

Kilka lat temu Izba debatowała przez dwa pełne dni nad tym czy należy dać studentom zniżki na komunikację. W regionie stołecznym oprócz uniwersytetu i kilku innych uczelni rozlokowanych w samej Kopenhadze istnieje RUC – Centrum Uniwersyteckie w Roskilde, mieście położonym 30 km od stolicy. W debacie podnoszono, że spora część studentów RUC mieszka w Kopenhadze, więc dojazdy na uczelnię pożerają dużą część i tak już skromnego stypendium. Kiedy zapanowała już niemal powszechna zgoda co to tego, że należy ulżyć doli ubogich żaczków, jeden z deputowanych wszedł na trybunę i wygłosił gniewne przemówienie o nadużywaniu dobrotliwości władzy przez wyłudzaczy świadczeń. Jaką możemy mieć pewność – mówił – że student, któremu umożliwimy nabycie taniego biletu miesięcznego, nie będzie go używał do innych celów niż dojazd na uczelnię. Ten duński Rejtan sprawił że musiano przesunąć głosowanie o kilka godzin, a gdyby nie zmęczenie parlamentarzystów debatowano by jeszcze dłużej…

Tego typu kontrowersje zdarzają się jednak w sprawach niewielkiej wagi. Co do problemów fundamentalnych panuje daleko posunięta zgoda i decydującą rolę w niej odgrywają nie tyle zapisy, co obyczaje polityczne.

W pracach nad budżetem uczestniczy opozycja i ustawa budżetowa jest niemal zawsze wynikiem międzypartyjnego kompromisu. Głosowanie przeciwko budżetowi jest uważane za anarchizowanie państwa, za polityczne awanturnictwo i partia, która głosowałaby przeciwko budżetowi, zostałaby niechybnie ukarana przez wyborców. Jeżeli już w żaden sposób nie można zaakceptować ustawy budżetowej, wyraża się swój protest przez wstrzymywanie się od głosu.

Jednym z fundamentów ładu politycznego jest obyczaj, nakazujący parlamentarzystom nie obalać ustaw, uchwalonych za czasów, kiedy rządy sprawowały partie z przeciwnej strony spektrum politycznego. W tej dziedzinie działa jeszcze dodatkowe zabezpieczenie. Ustawy o szczególnym znaczeniu, takie jak doktryna obronna lub ważne reformy, jak na przykład reforma systemu oświatowego, nigdy nie są przeforsowywane niewielką przewagą głosów. Uchwala się je w oparciu o wielopartyjnego pisemne porozumienie, którego okres ważności jest dłuższy niż kadencja parlamentu. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze ustępujący premier może składać deklaracje na temat uprawiania lojalnej opozycji i nikt nie oskarża go o wywieszanie białej flagi. Ale też nie ma tutaj polityka, który zarzucał by swym adwersarzom zdradę stanu. Oskarżenie takie padło z ust prezydenta Kaczyńskiego pod adresem wszystkich ministrów spraw zagranicznych, sprawujących swój urząd przed Anną Fotygą, może z wyjątkiem Stefana Mellera, który sprawował urząd w ciągu pierwszych miesięcy władzy PiS.

Ta tradycja oskarżania politycznych oponentów nie narodziła się z rządami PiS, została tylko doprowadzona do skrajności. Kiedy Kwaśniewski wygrał w pojedynku wyborczym z Wałęsą, ten nie złożył zwycięzcy gratulacji, jak nakazuje dobry obyczaj i zwykła ogłada. Zaproszony na uroczystość zaprzysiężenia oznajmił publicznie, że takiemu komuś nie podałby nie tylko ręki, ale nawet nogi. Wałęsa uczy się jednak na swoich błędach i z pewnością nie złożyłby już dziś podobnej deklaracji wobec nikogo, czego dowiódł już kilka lat temu zapraszając Kwaśniewskiego na swe urodziny.

Tradycję podtrzymuje natomiast Jarosław Kaczyński, który po przegranych w roku 2010 wyborach nazywał swego zwycięskiego rywala panem Komorowskim i rozgłaszał, że został on wybrany na prezydenta przez nieporozumienie.

Kaczyński uważa każdy polski rząd bez niego na czele jest polityczną patologią i nie tai, że głównym zadaniem jego władzy będzie odwet na przeciwnikach, bo Polska, którą ma zamiar rządzić nie jest ani prawdziwie suwerenna, ani do końca demokratyczna, poczęta jest bowiem z nieprawego łoża. Wzięła się z Okrągłego Stołu, przy którym ludzie dawnego reżimu zostali uwłaszczeni i mogli bezkarnie grabić majątek narodowy w zamian za zrzeczenie się formalnej władzy.

Przedsmak tego, co może nas oczekiwać mieliśmy już za czasów IV RP, kiedy głównym celem działalności służb, wymiaru sprawiedliwości i prokuratury miało być zwalczanie przeciwników politycznych braci Kaczyńskich. Występowało ono pod kryptonimem walki z „układem”. W późniejszej fazie zwalczanie objęło również koniunkturalnych sprzymierzeńców, bo maszyneria prześladowań puszczona w ruch nigdy się już nie zatrzymuje i musi mieć surowiec do przemiału.

Były to jednak dziecinne igraszki w porównaniu z tym, na co się zapowiada w przypadku zwycięstwa Kaczyńskiego (który wspaniałomyślnie oznajmia, że nie zlikwiduje demokracji i będzie nawet tolerował nieprzychylne opinie o sobie). W 2005 roku trzeba było wykoncypować „układ”, bo nie istniały jeszcze corpora delicti zdrady. Teraz już są – w postaci zamachu smoleńskiego, dokonanego przez rząd Tuska w zmowie z Putinem. Kandydat na przyszłego premiera (może nawet prezydenta oznajmia więc, że bez zmiany władzy (tzn. przekazania rządów w jego ręce) nie można będzie pociągnąć do odpowiedzialności winowajców zamachu.

Domniemanym bohaterem procesu o zdradę stanu byłby Donald Tusk. Ten jednak zdaje się nie zauważać grożącego mu niebezpieczeństwa.

Narzekania na tę krótkowzroczność wciąż jeszcze premiera Polski słychać zewsząd, nie wyłączając Studia Opinii. Autor, którego lubię czytać i którego poważam pisał niedawno, że Tusk powinien wreszcie rozliczyć Kaczyńskiego za działalność w czasie IV RP, bo inaczej Kaczyński rozliczy jego samego.

Jeden z komentatorów, który niedawno opublikował w SO artykuł o ustroju partii politycznych w Niemczech i w Polsce dopatruje się w tej bierności Tuska (tak jakby Tusk mógł sam zadecydować o postawieniu Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu) diabelskiego zamysłu:

„Dzięki takim wpisom dla postronnego obserwatora i niewątpliwie dla niejednego polskiego obywatela obraz zlewa się w jedno” – pisał w reakcji na artykuł Waldemara Kuczyńskiego, nawołujący do bojkotu warszawskiego referendum – „Tę jedność można opisać tak:

  • Ich Prawo i Sprawiedliwość i Ich Kaczyński ma tylko jedną twarz. Jest to twarz Antoniego Macierewicza.
  • .Ich Platforma i Ich Tusk ma też już tylko jedną jedyną twarz. I jest to też twarz Antoniego Macierewicza.

Wspomniane przez Autora „by chorobliwe majaczenia o układach i zamachach stały się treścią rządzenia Polską na lata” są już główną treścią rządzenia Polską od ładnych paru lat i będą nadal tą treścią niezależnie od tego czy Ich Tusk czy Ich Kaczyński są przy władzy. Bo obaj tego chcą i obaj na tym obłędzie postawili cały swój los i politykę.

Ich Tusk gdyby chciał, to rozwaliłby tej smoleńskiej sekcie kręgosłup w ciągu paru miesięcy i to nie wprowadzając jakiś tam „stan wojenny” lecz precyzując i egzekwując prawo te które właśnie jest, jest zapisane wyraźnie w Konstytucji, i jest notorycznie przez partie polityczne łamane. Pisałem o tym szerzej w artykule „Ustrój partii politycznych w Polsce i w Niemczech”. Tam są gotowe recepty jak ucywilizować partie polityczne i uniemożliwić funkcjonowanie stalinowskim nowotworom za państwowe pieniądze.

Ale Ich Tusk tego nie chce. Nie ma tego zamiaru. I nie pozwoli, aby Ich Kaczyńskim i Macierewiczom spadł choćby włosek z głowy. Będzie ich chronił jak niepodległości, bo są jedynym jego atutem, jedyną jego „gwarancją” władzy, są jego jedyną twarzą.

Bo gdyby przetrącił stalinowskim nowotworom kręgosłup, to o czym by dalej pisał pan redaktor Kuczyński i czym nas by straszył? Oj ciężko by było z tematami”.

Trochę zazdroszczę autorowi komentarza tej wiary w cudowną moc karania. Sam obawiam się, że demokracja obroniona za pomocą „przetrącania kręgosłupa” (tu można wstawić dowolny epitet, autor posłużył się „stalinowskim nowotworem”) nie jest już dłużej demokracją.

Tuskowi można niejedno zarzucić, ale nie jest on i nie pragnie się stać tym, czym jest jego główny adwersarz. Uważa on, że jest premierem normalnego demokratycznego europejskiego państwa. Nie jest on tym samym co Kaczyński i stałby się nim dopiero, gdyby wszedł na drogę niepohamowanej represji, tak jak zamierza to praktykować Kaczyński.

Nie stoi i nie chce stać na czele rządu zemsty. Niektórzy uważają jego postępowanie za słabość, za odwet owcy. Ja upatruję w tym pewien objaw siły, nawet jeżeli przegra wybory.

A po za wszystkim polityka jest rzeczą zbyt poważną, by wydawać ją całkowicie na pastwę polityków. Decydować powinniśmy przede wszystkim my, wyborcy.

Nathan Gurfinkiel

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.6/10 (21 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +39 (from 39 votes)
Nathan Gurfinkiel: Odwetowcy i odwet owcy, 9.6 out of 10 based on 21 ratings

46 komentarzy

  1. SAWA 2013-10-14
  2. Pałasiński 2013-10-14
    • Incitatus 2013-10-15
      • BM 2013-10-15
  3. PIRS 2013-10-14
    • SAWA 2013-10-14
    • Incitatus 2013-10-15
  4. nathan gurfinkiel 2013-10-14
  5. narciarz2 2013-10-14
  6. nathan gurfinkiel 2013-10-14
    • narciarz2 2013-10-15
  7. PIRS 2013-10-14
    • narciarz 2013-10-14
      • SAWA 2013-10-15
        • narciarz 2013-10-15
  8. narciarz 2013-10-14
  9. PIRS 2013-10-15
    • SAWA 2013-10-15
      • narciarz 2013-10-15
        • narciarz 2013-10-15
      • Incitatus 2013-10-15
  10. andrzej Pokonos 2013-10-15
  11. PIRS 2013-10-15
  12. narciarz2 2013-10-15
  13. narciarz2 2013-10-15
    • andrzej Pokonos 2013-10-15
      • narciarz2 2013-10-15
        • andrzej Pokonos 2013-10-16
  14. bisnetus 2013-10-15
  15. PIRS 2013-10-15
  16. otoosh 2013-10-15
  17. nexton 2013-10-15
  18. jmp eip 2013-10-15
  19. Mr E 2013-10-15
  20. sugadaddy 2013-10-15
  21. bisnetus 2013-10-15
  22. nathan gurfinkiel 2013-10-15
  23. narciarz2 2013-10-15
    • bisnetus 2013-10-16
      • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-10-16
        • bisnetus 2013-10-17
  24. narciarz2 2013-10-16
  25. bisnetus 2013-10-17
  26. AJ 2013-10-18
    • andrzej Pokonos 2013-10-20
  27. AJ 2013-10-20