Jan Cipiur: Uczyni nam Kapler pustkę żałosną tym zniknieniem swoim

Pewien prokurator spod Jasnej Góry z zerową wiedzą o funkcjonowaniu kolei już wszystko wie. Niedługo wsadzi do aresztu dyżurnego ruchu, co powitane zostanie tryumfalnym wyciem spragnionej krwi tłuszczy. Tyle o tym żałosnym gościu, który po kilkudziesięciu godzinach „badań” ma gotową odpowiedź na kwestie, których skrupulatne roztrząsanie zająć ma specjalnej komisji resortowej nie mniej niż jeden rok.

Ów prokurator to wszakże tylko prowincjonalny biedaczek, który chciałby podążyć sprawdzoną drogą prowadzącą do niezasłużonych żadną miarą synekur, zaszczytów i sławy. Marzy mu się spacer po szlaku wytyczonym w USA np. przez Rudolfa Giulianiego, a w naszym smutnym grajdole „z prawa i z lewa sprawiedliwości” przez Macierewicza, Ziobrę, Wassermanna, ale także przez takie dawne „gwiazdy” jak np. prok. Olejnik, czy sędzia Piwnik. Nie o tych jednak figurach tu będzie.

Jest 99 szans na 100, że – pomijając osoby wymienione w aktach śledztwa i przeróżnych komisji – za miesiąc dwa o katastrofie na CMK pamiętać będą przede wszystkim krewni tych, którzy zginęli, żyjące jej ofiary oraz ludzi tych znajomi i bliscy. Wszyscy (no, może nie wszyscy) inni znajdą swój żer powszedni na truchłach następczyni/cy biednej Madzi, wyczynach „dedektywistycznych” (uwaga – pisowni nie poprawiać i uwagi pisarzowi nie zwracać) cymbała z kwadratową czachą, czy na kopiach kontraktów kolejnych straceńców w rodzaju p. Rafała Kaplera.

Drodzy moi,

prawdziwi i główni winowajcy wypadku pod Szczekocinami to bardzo liczne niestety stado tumanów płci obojga, którzy obsiedli wszelkie media oraz politycy, którzy nie mają odwagi głupkom tym się przeciwstawić. Przykro to mówić w Dzień Kobiet, ale mam na myśli ministrę (niech jej nieszczęsnej będzie), doktorkę Muchę i niestety także jej głównego szefa. To przez niedorobionych żurnalistów i bojących się ich jak ognia piekielnego polityków, ich żałosne kompleksy, fobie i strachy rządzą państwowymi przedsiębiorcami i spółkami ludzie nieudolni swymi osobistymi brakami, sparaliżowani bojaźnią i kunktatorstwem wstrzymującymi przed wykrzyczeniem w których miejscach, kątach i ciemnych zakamarkach „król jest nagi. To ograniczenia intelektualne i mentalne tych dwóch grup są powodem, że do opinii publicznej nie mogą się przebić prawdziwe przyczyny zapaści prawie wszędzie tam, gdzie „biznes” jest „państwowy”

Pan Rafał Kapler popełnił błąd niewybaczalny. Uwierzył mianowicie, że liczą się osiągnięcia, dokonania, podpisane i opieczętowane papiery oraz – ach naiwności ty moja – dane drugiej stronie słowo. Fakty naoczne są takie, że przez 3 bardzo krótkie lata dopilnował ekipy, która postawiła w Warszawie wspaniałą budowlę. Za niewiarygodnie trudną robotę, szarpaninę pod okiem kamer, nerwy przez każde z ponad tysięcy dni i nocy dostał tak marną pensję i taki ochłap w postaci półmilionowej premii, że aż żal. Tam gdzie pracował, tj. w Orlenie, takie pensje i premie wzbudziłyby śmiech prezesów i tzw. „kolegów”.

Rafał Kapler to dynamit. Rozwala malkontentów i marudzących partnerów nie na oślep, lecz z precyzją z jaką działać musi ładunek wybuchowy mający zburzyć wieżowiec stojący obok średniowiecznej katedry. Kapler to szczególny przypadek kierownika, który nie jest w stanie pojąć, że „się nie da” i najczęściej udowadnia, że się da i to – z reguły – bez szalonego trudu. Wiem co piszę, bo obserwowałem go w działaniu i z bardzo bliska przez wiele miesięcy. Za Łabą i dalej byłby wart w złocie co najmniej tyle, ile sam waży, a wątły w pasie to on nie jest, oj nie jest, lecz przyszło mu męczyć się nad Wisłą, w kulturze żytnio-kartoflanej.

Pisać o nim trzeba, bo gdyby nie pieski z mediów i politycy, którzy boją się najmniejszego choćby kundli szczekania mielibyśmy dla Kaplera zadanie pokierowania polskimi kolejami w wszelkich ich przejawach i objawach. Znakomite efekty byłyby już po paru latach. Tak się jednak nie stanie.

Kaplera łączy z miejscem tragedii pod Szczekocinami wielkie mnóstwo. Że ludzie nie pojmują, iż łamanie zasad, kontraktów i prawa – to najgorsze, co może nas w państwie i od państwa spotkać, jeszcze można zrozumieć. Że politycy są wzorem najnikczemniejszego cynizmu – można przyjąć do nieakceptującej wiadomości. Że nie rozumie tego hipotetyczna elita tworząca grupę dziennikarzy i redaktorów – to nadal w mojej głowie nie chce się pomieścić.

Kapler i jemu podobni nie pójdą już na „państwowe” nie tylko z powodu śmiesznych wynagrodzeń, ale głównie dlatego, że nie zechcą być traktowani i potraktowani jak zużyte szmaty. Sczeźnie nam bez nich, nie tylko niestety, nasza kolej.

Jedź pan panie Kapler na Zachód, tam Cię docenią,

Wielkie nam jednak uczynisz pustki w domu naszym,

Nasz drogi Rafale, tym zniknieniem swoim!

Jan Cipiur

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

6 komentarzy

  1. wikonwi 2012-03-08
  2. Marek M. 2012-03-08
  3. Jan Cipiur 2012-03-09
  4. Stupecki 2012-03-09
  5. andrzej Pokonos 2012-03-10
  6. narciarz 2012-03-16