nathan gurfinkiel: polska jak chile (z przystankiem w danii)

Print Friendly, PDF & Email

natan sepia2013-12-23

danielowi passentowi

danielu, po to żeby ludzie czytali różne gazety, oglądali różne filmy i spektakle teatralne, by ich dzieci chodziły do różnych szkół, nie trzeba urządzać golpe i ustanawiać rządy terroru z zapełnionymi więzieniami i tysiącami zabitych. „dwa narody” twego autora mogą również funkcjonować w najbardziej nawet wzorowej demokracji i wcale nie chodzi o to, żeby czegoś takiego nie było, tylko żeby nikogo nie dziwiła sytuacja sprzed rozstrzygniętych tydzień temu wyborów w chile, w których obydwie kandydatki na urząd prezydenta są córkami znanych generałów i pochodzą z mieszkających w sąsiedztwie i zaprzyjaźnionych niegdyś, a później poróżnionych rodzin. ojciec michelle bachelet, obecnej zwyciężczyni pojedynku wyborczego, gen. alberto bachelet w chwili puczu pozostał wierny prezydentowi allende. aresztowany po zamachu i torturowany, zmarł w więzieniu roku 1974.

ojciec jej kontrkandydatki evelyn matthei, gen.fernando matthei był członkiem junty pinocheta…

wówczas po obaleniu allende znalazłem się nagle w tłumie chilijczyków i oglądałem en vivo niedawne wydarzenia w zminiaturyzowanej skali (czy też w postaci wypreparowanej laboratoryjnej próbki).

pracowałem naonczas w subsydiowanej przez państwo organizacji pożytku publicznego DF (dansk flygtningehjælp – duńska rada pomocy uchodźcom). redagowałem tam ukazujący się co drugi miesiąc w czterech językach biuletyn i jednorazowe publikacje. okazjonalnie pełniłem też rolę duńsko-rosyjskiego tłumacza. praca była dość nudna, dopóki nie napłynęła fala chilijskich uchodźców i budynek mej organizacji zaludnił się rozwrzeszczanym i rozgestykulowanym tłumem. widok taki robił wrażenie, zwłaszcza na tle zrównoważonego duńskiego personelu.

wypędzeni przez juntę pinocheta – późniejszego idola polskiej prawicy, obdarowywanego przez nią ryngrafami, rozgorączkowani rewolucjoniści szybko się zorganizowali i podjęli na nowo działalność, bez której życie było dla nich nic nie warte. powstał więc „komitet chilijski” .

moja organizacja opiekowała się uchodźcami przez pierwsze dwa lata ich pobytu w danii, starała się więc znajdować im mieszkania i opłacała czynsz nim ich lokatorzy stawali na nogi i mogli sami uiszczać opłaty. w organizacji była również komórka, pełniąca rolę urzędu zatrudnienia.

chilijscy uchodźcy byli pełni podejrzeń co do działalności personelu i starali się wywierać wpływ na jego decyzje – coś, co nawet polakom nie zaświtałoby w głowie.

zdarzało się więc, że do kierowniczki działu mieszkaniowego wkraczała trójka energicznych osób.

– zostaliśmy wydelegowani do ciebie przez komitet chilijski, wołali od progu.

– wydelegowani? w jakiej sprawie?

w trakcie rozmowy z naszą kulturalną i dobrze ułożoną koleżanką oznajmiali: rodzina bustamante dostała mieszkanie. compañeros z komitetu uważają że ta decyzja jest niesłuszna. rodzina bustamante może poczekać, bo mamy pilniej potrzebującą mieszkania rodzinę gómez. bustamantowie, to są przebiegłe cwaniaczki i kombinatorzy, którzy w każdych okolicznościach dadzą sobie radę, a gómezowie są nieśmiali i dlatego zdaniem komitetu masz obowiązek pomóc im w pierwszej kolejności.

– wiesz co – odzywa się na to z uśmiechem marianne, nasza koleżanka – usiądź za moim biurkiem, a wówczas zobaczymy ile mieszkań uda ci się załatwić i komu je przydzielisz.

komitet chilijski rozpętał wśród duńskiej lewicy kampanię przeciwko DF, dowodząc że dyskryminuje ona „słusznych” uchodźców na rzecz „niesłusznych”, którzy dołączyli tylko do fali, często z niewiadomych powodów – prawdopodobnie po to, by szpiegować „słusznych” i donosić na nich do ambasady – zupełnie jakbym słuchał polskich oszołomów z mojej fali emigracyjnej („trzeba uważać na p. X, bo nie jest on nawet żydem, więc po co przyjechał, jak nie po to by szpiegować i donosić do SB-ków w ambasadzie”).

zaprzyjaźniłem się z niektórymi chilijczykami. wśród tych moich nowych przyjaciół była gali (olga c.) – dziennikarka, która zrobiła szybką karierę w czasach przed puczem, bo opublikowała cykl artykułów na temat okoliczności zabójstwa dowódcy sił lądowych, generała rené schneidera w roku 1970. sprawa ta wywołała ogromne poruszenie i przyczyniła się do polaryzacji społeczeństwa w czasach po zwycięstwie salvadora allende w wyborach prezydenckich.

gali, która nie była związana z komunistami i deklarowała się jako socjalistka, opowiedziała mi, że większość ludzi w komitecie chilijskim odcięła się od kampanii compañeros, pragnących sterować decyzjami personelu DF (którzy doprawdy nie wnikali w poglądy polityczne swych podopiecznych).

– wiesz, komuniści postąpili tak, jak cały czas robili w chile przed puczem. kiedy większość zarządu ich skrytykowała zażądali nadzwyczajnego zebrania walnego. udało im się to przeforsować, a kiedy przekonali się, że wybory nie polepszyły ich sytuacji, wystąpili z komitetu, a potem powiedzieli, że ten jest niereprezentatywny, bo nie ma w nim komunistów i założyli własny pod nazwą „komitet salvadora Allende”. następnie zaczęła się kampania przeciwko naszemu komitetowi, który jakoby sprzyjał pinochetowi.

szczególnie aktywna w tej działalności była compañera imieniem consuelo, więc powiedziałem gali, że w PRL takie postacie nazywali ciotkami rewolucji. owa tia de revolución wzbudziła ogromny entuzjazm wśród kolonii chilijskiej w kopenhadze i tylko rozłamowcy z komitetu allende zarzucali mi, że moja popularność wśród „niesłusznych” jest zrozumiała, bo polacy są reakcyjni.

w przeciwieństwie do polskich uchodźców chilijczycy mieli świadomość tymczasowości swej sytuacji. gali była jedną z pierwszych osób, które wróciły. nie obyło się bez dramatu, bo po to by wrócić, musiała rozwieść się ze swym duńskim mężem i wygrać w sądzie sprawę o prawa rodzicielskie do ich wspólnej córki. takich komplikacji było więcej, bo chilijczycy bardzo źle adaptowali się w danii. z liczącej około tysiąca osób emigracji chilijskiej pozostały jednostki, m.in. znany brazylijski malarz jóse madueira vasconcellos, który w czasach allende był profesorem akademii sztuk pięknych w santiago. niektórzy spośród tej gromady uchodźców wywędrowali do innych krajów, większość wróciła do chile…

chciałbym doczekać czasów, kiedy krajowi politycy, szczególnie tandem kaczyński-tusk, zaczną ze sobą rozmawiać choćby tak, jak chilijskie córki generałów, nawet gdy nie jest to łatwa rozmowa.

nathan gurfinkiel

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +5 (from 5 votes)
nathan gurfinkiel: polska jak chile (z przystankiem w danii), 10.0 out of 10 based on 2 ratings