Jerzy Dzięciołowski: Królestwo za słupki

dzieciol2014-01-11.

Szaro jest, noc co chwila, „Ksawery” (orkan) swoje dołożył, Balcerowicz stoi na czele ruchu oporu, kombinuje, co mogłoby mnie podnieść na duchu. Stanisław Tym na przykład, idzie sobie przez plac w Suwałkach, gdzie siedzą bezrobotni i słyszy: Ty ku…, popatrz, pies, czyli kot zapie…… Taka recenzja dodaje skrzydeł – uważa Tym.

Kiedyś też mi się tak dobrze trafiło. Goniłem autobus i drzwi się zatrzasnęły przed ostatnim krokiem. Patrzę – idzie do mnie koleś, taki pod dwa metry, numer buta 50, przedstawia się: – Bocian jestem, mógł się gościu chwilę zatrzymać. Zgodziłem się. Zrobiliśmy żółwika, ręka jak bochen, nadjechało 122, które jeździ Gwiaździstą nad kanałkiem. Bocian przepuścił panie, umościliśmy się w autobusie i wielkolud zagaił:

– W tym roku z kanałku wyciągnąłem dwa linki, takie pod pół kilo, linek w śmietanie, sama rozkosz, przynoszę do domu, przyrządziłem, a mateńka do mnie: Bocian, czemu nie skrobiesz tej ryby? Mateńka – mówię do żony, linów się nie skrobie. A wiesz, kolego, na co złapałem te liny? Na kluseczki kładzione, posypane cukrem z cynamonem.

Poczułem, że mnie ssie, też bym skonsumował. Próbowałem się zrewanżować, jak na Czarnej na Warmii, koło leśniczówki Grobka wypatrzyłem dzikie karpie, ale olały kartofle, które im zaserwowałem. Wybredne jakieś.

– Mocna ryba – uzupełnił Bocian – owija żyłkę o grążele i po zabawie.

I zmienił temat. – Widziałeś, kolego, jak ten od nas z Żoliborza się gramolił po drabinie na platformę na Majdanie. Musieli mu pomagać nogę przełożyć.

A potem robi za wodza i wzywa Ukraińców do boju. Żenada.

Ja mieszkam niedaleko domu, gdzie w czasie powstania przebywał generał Fieldorf. To był facet. Autobus zatrzymał się na przystanku. Rozstaliśmy się z uczuciem głębokiej więzi międzyludzkiej.

Nie za długo się cieszyłem. Przed domofonem stała jejmość obładowana dwoma torbami z żarciem. Otworzyłem drzwi. Weszliśmy do windy:

– Tusk powinien pogonić tych wszystkich gospodarzy domów, ale to leń – poinformowała mnie jejmość.

– Niech się pani nie denerwuje – odpowiedziałem grzecznie – jedzenia starczy pani na tydzień, odpocznie pani od domofonu. Nie było to grzeczne, wiem. Odwróciła  się plecami. Lustro wypełniała jej wściekła twarz.

W domu przywitał mnie telefon z zapewnieniem, że mnie zbawią za jedne 2,99. Janusz, odległy kuzyn, którego spotkałem na imieninach, pochwalił się, że ma taką metodę: jak dzwonią z ofertami, to odpowiada: – tu zakład pogrzebowy. – Niezły patent, dopóki nie usłyszysz, że to się dobrze składa – wtrąciłem. – Nie o taką wolność walczyliśmy – zdecydował kuzyn. Nie zabrałem głosu, bo nie byłem pewien, czy odmowa poparcia stanu wojennego i przejściowa praca w charakterze stolarza wyczerpują znamiona walki. Poza tym zadawałem się z Janem Pietrzakiem, artystą, a obecnie rozmijamy się w ocenie tego, kto i co Polsce służy.

Tak się pochyliłem nad tą refleksją, że ledwo dosłyszałem, iż kuzynowi zbrzydło, że jest skazany na oglądanie w kółko tych samych wybrańców narodu, o których z góry wie, co powiedzą, jak się skrzywią, ile w nich kultury, jaka łatwość kłamania. Zgodziliśmy się, że rzeczywistość państwowa i historyczna kształtowana przez słupki oglądalności to nie jest królestwo z naszej bajki.

– Zakładam Ruch o TVP bez Słupków – oznajmił. Zgłosiłem akces. Przybiłem piątkę. Uznaliśmy też, że wolność i demokracja przekształciły się w możliwość powiedzenia, że mamy was wszystkich w dupie, co jest szkodliwe z punktu widzenia budowy społeczeństwa obywatelskiego. – Rzeczywistość nam się spsiła – podsumował kuzyn, zaznaczając, że czworonogi szanuje.

Stanisław Żelichowski, poseł życzliwy otoczeniu i znany z trafnych uwag, ujmuje rzecz następująco: wdepnięcie w politykę jest gorsze niż wdepnięcie w co innego. Od nowa podniosło mnie na duchu, bo ciągle  jeszcze mam zdolność wyboru. Tyle że twórcze to nie jest i przyszłości nie definiuje. Martin Rees, astronom z University of Cambridge, który napisał książkę „Nasze ostatnie stulecie”, w wywiadzie zamieszczonym w „Polityce” tak postrzega przyszłość: „nadużywanie przyrody, a co gorsza – technologia – daje coraz więcej mocy jednostkom i małym grupom. Niewielka liczba osób nieodpowiedzialnych lub o wrogich intencjach będzie mogła spowodować coraz większą szkodę, może nawet o globalnym zasięgu…”. Rokuje tak sobie. Nadzieja w tym, że egzystencja na tym pięknym mikroświecie ma swoją dynamikę. Witalij Kliczko obronił 15 razy tytuł Mistrza Świata. Zapytany, kiedy zamierza przerwać karierę, zapytał: – Czyją?!

Dobre pytanie. I na czasie.

Jerzy Dzięciołowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.6/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +12 (from 14 votes)
Jerzy Dzięciołowski: Królestwo za słupki, 9.6 out of 10 based on 7 ratings

3 komentarze

  1. wiesiek 2014-01-11
  2. nathan gurfinkiel 2014-01-12
  3. Angor 2014-01-12