Marian Marzyński: Niszowiec

Przylatuję do Polski i zbieram całusy. Całują mnie ludzie w moim wieku lub starsi, co 40 lat temu albo pracowali ze mną telewizji, albo pamiętają mnie z ekranu, jako celebrytę – którym bycie drażniło mnie raczej, niż cieszyło; bo już wtedy, w epoce bez tabloidów, o kimś, kogo oglądały miliony, krążyły plotki: że pod Piasecznem, nie zatrzymując się, przejechał swoim volkswagenem dziecko; że ożeniony był z córką rzeźnika spod Garwolina, której ojciec rzygał pieniędzmi; każde nowonarodzone dziecko takiego celebryty miało być nienormalne.

Wrzyna mi się w usta i mówi: – Jak to się stało, że ktoś, kto kiedyś w pracy podawał ci herbatę, teraz jest na liście najbogatszych Polaków, a ty? -Ja będę niedługo obchodził 50 rocznice naszego ślubu, odpowiadam mu. – To nieźle – uśmiecha się całownik – ja miałem trzy i żadna udana.

– Ty jesteś niszowiec, kto właściwie ogląda twoje filmy w Telewizji Kultura, albo w Planete? – pyta inny – Tysiąc osób? Dwa tysiące? Ilu czyta twoje blogi (właśnie zbliżam się do 100,000 klików), trzystu? A twój “Sennik polsko-żydowski” (zachęcam, jest jeszcze do kupienia za siedem złotych w księgarniach taniej książki), jaki miał nakład? Pięć tysięcy? Ile z tego sprzedano?

Angielskie „niche” jest komplementem, oznacza miejsce, które wciąż jest niezajęte, niewielu się tam pcha; może nie chcą, może nie potrafią, a komuś w zaciszu swego kątka coś się udaje. W kraju źle z angielskiego tłumaczonym, jakim jest Polska, niszowość jest obciachowa, ktoś jest niszowy, bo lepiej nie potrafi.

Zamiast być noszonym falą głupkowatej promocji jak ci, którzy spłodzili kopie tego, co innym udało się już sprzedać, wolę być niszowcem, którego filmy oglądają i książki czytają ci, co rozumieją o co mu chodzi.  W świecie Internetu, tej gigantycznej kopiarki pomysłów i idei, niewiele owoców z twórczego drzewa zrywa się w ich dojrzałości, reszta spada na ziemię, trafia do puszek i zamienia w kulturalne konserwy, na pudelku ktoś nalepia krzykliwą reklamę. Niszowcy, do których należę, patrzą na ten smutny spektakl i śmieją się.  A z nimi ich czytelnicy i widzowie.

Marian Marzyński

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: -1 (from 1 vote)