Jan Cipiur: Najstarsze przedsiębiorstwa – 1400 lat w biznesie

Print Friendly, PDF & Email
Shitennō-ji in Osaka, Osaka prefecture, Japan

Image via Wikipedia

Najstarsza firma świata działała z powodzeniem we władaniu jednej i tej samej rodziny przez 1428 lat. Niestraszny jej był postęp techniczny i cywilizacyjny, zmiany systemów politycznych, reżimów i rządów. Przez wieki dostosowywała się z powodzeniem do zmian w otoczeniu gospodarczym, finansowym, prawnym. Padła, gdy musiała się zmierzyć z największą i najgroźniejszą zmorą współczesności – makroekonomicznymi nierównowagami stwarzanymi przez człowieka w niedającym się poskromić dążeniu do szybszego bogactwa. Jej los został zatem przypieczętowany w jaskiniach Wall Street i City, gdzie tłoczą się poszukiwacze lapis philosophorum – kamienia filozoficznego gospodarki nowych czasów.

Czterech Niebiańskich Strażników Buddy

Kongo Gumi – japońska firma budowlana powstała w 578 roku n.e. i przetrwała do końca 2005 roku. Prowadziła działalność nieprzerwanie przez ponad 14 stuleci. Zakończyła samodzielny żywot, gdy wprowadziła do swej diety zatrute owoce wydane przez japoński rynek nieruchomości w latach 80. XX wieku. Ceny nieruchomości osiągały tam wówczas niebotyczne wysokości. W następnej dekadzie spekulacyjny „Zeppelin” rozerwał się na strzępy, Japonia pogrążyła się w kłopotach, które ma do dziś. Kongo Gumi walczyła o przeżycie jeszcze dobrych kilkanaście lat, ale w końcu ugięła się pod ciężarem długu w wysokości ponad 350 mln dolarów, który był efektem przyłączenia się do spekulacyjnego szału. Od 2006 roku jej działalność jest kontynuowana pod parasolem grupy budowlanej Takamatsu. Tuż przed przejęciem Kongo Gumi zatrudniała ok. 100 pracowników, a jej przychody roczne wynosiły ok. 70 mln dolarów. Nie była to zatem byle jaka firemka.

Historia korporacyjna głosi, że przodek rodziny Kongo został sprowadzony do Japonii z Korei przez księcia Shotoku. Miał wybudować, i uczynił to, świątynię Shitennoji (Czterech Niebiańskich Strażników Buddy). Świątynia, poddawana przez dzieje licznym przeróbkom i renowacjom, stoi do dziś. Czterdziestu kolejnych szefów przedsiębiorstwa trzymało się „core business’u”. Wznosili świątynie; czasem przydarzył się pałac lub zamek – np. słynny zamek w Osace wybudowany przez konstruktorów z familii Kongo w XVI wieku. Im bliżej czasów współczesnych, tym – z oczywistych względów sekularyzacyjnych – budownictwo sakralne traciło moc pociągową. W drugiej połowie XIX wieku, w latach powrotu Japonii do reszty świata, Kongo Gumi wkroczyło do mieszkalnictwa i na rynek budownictwa przemysłowego. To był początek końca. W budowlach sakralnych firma była autorytetem z ogromnym doświadczeniem i wiedzą, po wkroczeniu na rozległe pola najróżniejszych konstrukcji budowlanych zniknęła w ogromnym tłumie.

Ciepłe żródła

Pałeczkę lidera rankingu najstarszych firm świata przejęła firma Houshi Onsen z Komatsu. Jeśli Kongo Gumi działała na szerokich połaciach wysp japońskich, to Houshi Onsen związana jest od 718 roku z jednym i tym samym miejscem położonym na północny-wschód od Tokio na terenie dzisiejszego parku narodowego Joshinetsu. Rodowód firmy działającej od 1300 lat w tej samej branży, która w naszych czasach nosiłaby nazwę resorts&spa jest niemal boski. Według przekazów, pewien święty mnich kierowany wskazówkami Boga natknął się w wędrówce po okolicy na ciepłe źródła z leczniczymi wodami i przykazał swemu adeptowi założyć tam uzdrowisko. W tej chwili niewielki hotel i spa są zarządzane przez 46. już potomka owego mniszego ucznia.

Japonia jest w ogóle curiosum pod względem długowieczności firm. Badania tamtejszych naukowców uświadomiły, że aż ok. 100 tys. przedsiębiorstw z Nipponu liczy sobie ponad 100 lat, a prawie sto ponad 600 lat. Z szerzej znanych, prawie po 380 lat mają konglomerat Sumitomo i światowej renomy wytwórca sosów sojowych Kikkoman.

Japońscy badacze wzięli pod lupę kilka setek przedsiębiorstw z ponad 300-letnim stażem w biznesie. Nie sformułowali jeszcze ostatecznych wniosków, ale wskazują na japońskie swoistości, które znane są już Zachodowi. Przede wszystkim na dominujące w Japonii przekonanie, że harmonia jest równie ważnym celem jak zysk, a dla wielu przedsiębiorców nawet nieco istotniejszym. Małe i średnie firmy stanowiące podstawę tamtejszej gospodarki wysoko cenią ustanowione zasady, wymagają od pracowników ich przestrzegania. Wielką wartością jest wzajemne zaufanie partnerów i kontrahentów.

Spostrzeżenia te znajdują potwierdzenie w przypadku Kongo Gumi. Przez ok.1400 lat jej istnienia najważniejsza była misja firmy. Kolejni zarządcy mieli jej dorobek i kolejne budowle za rodzaj sacrum pilnując, aby z taką samą atencją dla wizerunku i renomy oraz jakości pracy przedsiębiorstwa podchodzili jego pracownicy. W Kongo Gumi tradycja była ogromną wartością, ale nie świętością. Wbrew naturalnemu porządkowi sukcesja nie musiała przypadać najstarszemu synowi. Decydowały umiejętności i zdolności następcy. Jeśli progenitura po mieczu nie zyskiwała uznania, firmę przekazywano zięciowi, który musiał jednak przybrać rodowe nazwisko. Gdy zabrakło odpowiedniego kandydata płci męskiej, stery obejmowała kobieta zdolna poprowadzić przedsiębiorstwo.

Wszystko ma jednak swój koniec. Nieszczęsny, czterdziesty i ostatni szef – Makazaki Kongo mówił: – „Firma zbiera owoce, jeśli rodzina ma się dobrze, a rodzina zbiera, gdy firmie się powodzi. W ten sposób oba koła toczą się zgodnie w tym samym kierunku”. Pan Makazaki ładnie mówił, lecz nie do końca trzymał się tych słów. W procesie sanacji prowadzonej przez grupę Takamatsu wyróżniono dwa czynniki: zależność Kongo Gumi od zbyt drogich dostawców i zachłanność właścicieli w czerpaniu bonusów z kasy firmy.

Przepis na nowy rekord

Długowieczność nie jest w biznesie wartością samą w sobie, więc raczej nie żal Kongo Gumi, której włodarze sprzeniewierzyli się w końcu zasadom przodków. Czy Houshi Onsen poprawi jej rekord? My mamy najwyżej szansę dowiedzieć się, że nie podoła wyzwaniu, bo na ewentualność wyrównania i poprawy wyniku Kongo trzeba czekać ok. półtora stulecia. Jest jednak przesłanka, żeby na rekord dla Houshi postawić jakieś pieniądze. W razie wygranej, nawet gdy stawka zakładu będzie mała, uzbiera się okrągła suma dla potomków. James Olan Hutcheson – szef firmy ReGENERATION Partners zajmującej się doradzaniem firmom rodzinnym zauważył, że prawdopodobnie najdroższym pokojem hotelowym na świecie jest Ty Warner Suite w nowojorskim Four Seasons Hotel. Doba w tym apartamencie z fontanną w sypialni, dedykowanym chef’em gotowym w każdej chwili przyrządzić „coś do przekąszenia i popicia”, a także biblioteką o powierzchni 65 m2 kosztuje ok. 30 tys. dolarów. Tymczasem pokoik w spa prowadzonym przez Houshi Onsen to wydatek ok. 200 dolarów na dzień. Amerykanom, dla których byle 150-letni saloon to zabytek pierwszej klasy nie mieści się w głowach, że można tak marnotrawić wartość marketingowo-handlową jaką jest 1300-letnia historia. Gdyby wiedzieli, że istnieje Houshi Onsen płaciliby tysiące za dobę, aby tylko mieć takie przeżycie w portfolio wyczynów wakacyjnych. Właściciele Houshi mają co mają, chyba tylko dlatego, że nad miliardy w jenach i miliony w innych walutach przedkładają harmonię, spokój, ciszę niezwykłego miejsca. Obecny patron firmy Zengoro Houshi ujął to tak: – Pilnuj ognia, ucz się od wody, współpracuj z naturą.

W Europie winnice, ludwisarnie i banki

Również Europa może się szczycić szacownymi tradycjami w opisywanej dziedzinie. Według danych rankingu sporządzanego przez „Family Business Magazine”, najstarszym prawdopodobnie europejskim biznesem jest winnica w dolinie Loary – Chateau de Goulaine założona ok. 1000 r. Dorównuje jej wiekiem odlewnia dzwonów (po naszemu ludwisarnia) Fonderia Pontificia Marinelli we włoskim Agnone. Z 1288 roku pochodzi dokument poświadczający istnienie w Falun w Szwecji przedsiębiorstwa Stora zajmującego się dobywaniem rudy miedzi. Działa do dziś, choć po stosunkowo niedawnej (1998 r.) fuzji nosi nazwę Stora Enso i za główny przedmiot działalności ma papier, opakowania i drewno. Według opinii wyrażonej przez Aries’a de Geus’a w książce pt. „The living company”, Stora jest zapewne najstarszą spółką publiczną działającą w tej formie prawnej od samych swych średniowiecznych początków.

W kolebce nowoczesnego przemysłu – Wielkiej Brytanii przetrwał rodzinny biznes Johna Brooke (John Brooke & Sons). Stary John zaczął w tekstyliach w 1541 r. w Huddersfield. Jego potomkowie ubierali marynarzy spod Trafalgaru i żołnierzy brytyjskich na frontach II wojny, ale dziś pod jego imieniem działa już tylko park przemysłowy. W Niemczech absolutnym seniorem jest Hotel Pilgrim Haus (1304 r.) usytuowany w westfalskim miasteczku Soest. Z uwagi na burzliwe dzieje dość trudno jest doszukać się biznesowych Matuzalemów w Europie Środkowej, o Wschodniej nie wspominając. W Polsce możemy się chwalić Wieliczką, która wydobywa sól nieprzerwanie od połowy XIII wieku.

Ameryka Północna to na tym tle przedszkolaki. W 1758 r. założona została w Meksyku wytwórnia tequili Jose Cuervo, a w USA najstarsza jest farma Tuttle z New Hampshire hodująca od ok. 1635 r. truskawki i warzywa rękoma tej samej rodziny od 11 pokoleń.

W świecie finansów wyróżnia się stażem utworzony w Hamburgu w 1590 r. Berenberg Bank, który w wieku 420 lat chwali się 22 mld euro aktywów. Młodszy, ale znany wszystkim jest Lloyds TSB z korzeniami zapuszczonymi w 1765 r. w Birmingham przez Johna Taylora i Sampsona Lloyda. Amerykański olbrzym Citigroup wywodzi swe dzieje od założonego w 1812 r. City Bank of New York. Gdyby nie globalne finansowe tsunami z 2008 r. lista amerykańskich siwych głów bankowych byłaby dłuższa. Taki np. Lehman Brothers – Panie, świeć nad jego duszą – miałby dziś 161 lat.

Przetrwać, czy dotrwać

Od zarania dziejów firmy głównie upadają. Relatywnie bardzo rzadko kończą działalność na podstawie świadomej decyzji właściciela, z racji wyczerpania się ich misji, zaniku rynku na ich dotychczasowe produkty lub usługi. Z reguły chcą trwać z innym właścicielem, z innym towarem, na innym rynku. Innymi słowy, wbrew nasuwającej się natrętnie myśli, że długowieczność w biznesie nie jest szczególną cnotą, każdy chciałby jednak przetrwać, a nie dotrwać. Gdyby bowiem chodziło o dotrwanie, częściej bylibyśmy świadkami zamykania. I taka też jest ogólna refleksja z dziejów Kongo Gumi i Houshi Onsen – dwóch najstarszych biznesów świata.

Refleksja teoretyczna z podbudową empiryczną zwraca uwagę, że szalone, żeby nie powiedzieć szaleńcze przyspieszenie ostatnich kilku dekad powoduje nadumieralność biznesów. Jedna trzecia firm plasujących się w 1970 r. w pięćsetce magazynu Fortune już po 13 latach, czyli do 1983 r., albo dokonała żywota, albo została przejęta lub poddana fuzji. Profesor Leslie Hannah z London School of Economics oszacował na podstawie danych o 100 największych w każdym roku korporacjach świata pod względem kapitalizacji, że w XX wieku w każdym kolejnym roku połowa z tych firm „umierała” przeciętnie po 75 latach istnienia. Dla małych firm wskaźnik ten jest już jedynie jednocyfrowy. Medycyna czyni większe postępy niż biznes, ponieważ tak jak w latach przed penicyliną największą „śmiertelność” wykazuje grupa jednoroczniaków i nieco tylko bardziej wyrośniętych przedsięwzięć gospodarczych. W wydanej w 2003 r. książce „Centuries of Success” William O’Hara twierdzi, że najbardziej rzucającym się w oczy czynnikiem sprzyjającym długowieczności firm jest szczęście, z czym dość łatwo się zgodzić. Są jednak również inne przyczyny długowieczności. W przypadku spółek kapitałowych trudno byłoby znaleźć przeważające czynniki, chyba żeby badać stosunkowo krótkie okresy historyczne wraz z ich uwarunkowaniami lub zbanalizować kwestię wytrychem nieudolności, braku kompetencji, nadmiernego ryzyka itp. W przypadku firm rodzinnych jest łatwiej, o ile nie pasują do powiedzenia przypisywanego słynnemu kapitalistycznemu łotrowi Andrew Carnegie. Miał on mianowicie wygłosić sentencję o biznesowej historii „od podwiniętego rękawa do podwiniętego rękawa w trzech pokoleniach” (from shortsleeves to shortsleeves in three generations). Ponieważ w Polsce nie dochowaliśmy się jeszcze kapitalistów równie krwawych jak Carnegie, to jest ono mało czytelne. Znaczy tyle, że ojciec harował, syn budował, wnuczek sprzedał, a prawnuczek żebrał. Istotny jest zatem wpływ uregulowanej i egzekwowanej zasady sukcesji, co utrudniało rozszarpanie firmy na strzępy przez stado spadkobierców. Ważna była i jest jedność i zaufanie w kręgu rodziny. Długowieczne firmy rodzinne nie stroniły od powierzania kierownictwa kobietom, chociaż działo się to raczej w przypadkach przymusowych. Gdy jednak brakowało w familii godnych następców jakiejkolwiek płci to te, które trwały lub nadal trwają nie wahały się doprosić do interesu obcego na zasadzie prawnej adopcji. Rolę gra szacunek i przywiązanie dla własnych głównych kompetencji. Kikkoman od sosów sojowych przeszedł do substancji zapachowych i biotechnologii, przy czym zadecydował symbiotyczny niemal związek firmy z drożdżami, których używała od zarania i które wykorzystuje także w nowych obszarach działalności.

W refleksji praktycznej należałoby zwrócić uwagę, że gdyby myśleć o założeniu biznesu i przekazywaniu go dzieciom, wnuczkom i prawnuczkom, pra-prawnuczkom, to należałoby zapomnieć o elektronice, IT, czy kosmosie. Długowieczne interesy trwają jedynie w dziedzinach, od których człowiek nie może się oderwać. Zjeść, napić się (zwłaszcza wina, a w Niemczech – ewentualnie piwa), zamieszkać na stałe lub w podróży, wywczasować się i rozerwać, ukoić duszę i sumienie w świątyni, ubrać kogo, pokopać w ziemi. Do tego dochodzi to, co lubimy najbardziej, a więc pieniądze. A jak pieniądze – to banki, co było do okazania. Byle rozsądnie, byle rozważnie, byle bez szaleństw.

Jan Cipiur

Enhanced by Zemanta
VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (6 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
Jan Cipiur: Najstarsze przedsiębiorstwa - 1400 lat w biznesie, 9.8 out of 10 based on 6 ratings