Jadąc za granicę, zawsze dla moich Znajomych kupuję „Nałęczowskie śliwki w czekoladzie”. Jest to jeden z produktów, z których Polska może być dumna. Niestety, czasem takie śliwki mogą być w czymś, co tylko kolorem przypomina czekoladę, ale jest substancją wyjątkowo paskudną (wiem, bo musiałem pieluchy zmieniać trojgu Dzieciom i dwojgu Wnucząt).
Skąd g…o na śliwkach nałęczowskich?
Otóż słuchałem dzisiaj Śniadania z Radiem Zet, gdzie pani redaktor Monika Olejnik opowiedziała, że minister Rostowski zaraz przed ostatnimi wyborami zadeklarował, że żadne wydłużenie wieku emerytalnego nie jest w Polsce potrzebne, po czym zadała pytanie, jak to się ma do tego, co robi Rząd teraz.
Dyskutant Tomasz Nałęcz obśmiał zarzut, stwierdzając, że każdy przed wyborami opowiada nieprawdę, aby tylko wygrać.
Stwierdzenie tego rodzaju dyskwalifikuje profesora (sic!) Nałęcza jako polityka i apeluję do Pana Prezydenta o natychmiastową dymisję swojego Doradcy za tak skandaliczną wypowiedź. Minister Rostowski zaś powinien wytłumaczyć, dlaczego przed paroma miesiącami mówił nieprawdę, bo to że trzeba podnieść wiek emerytalny wiadomo od lat co najmniej dziesięciu każdemu, kto śliwki nałęczowskie w pudełku za 35 złotych potrafi zliczyć (nie ma ich tam zbyt dużo!).
Michał Leszczyński




















