Jerzy Domański: Czas na fachowców

Nie stało się nic nie­spo­dzie­wa­nego. Wła­śnie widzimy to, co było łatwe do prze­wi­dze­nia. Chyba jest coś takiego jak limit oszustw. Na jedno poko­le­nie jedno oszu­stwo eme­ry­talne cał­ko­wi­cie wystar­czy. Ludziom, któ­rzy jesz­cze pamię­tają nie­zwy­kle suge­stywną kam­pa­nię rekla­mową, z jaką wpro­wa­dzano OFE, rząd pro­po­nuje nową reformę i pod­nie­sie­nie wieku eme­ry­tal­nego. Wtedy fil­miki poka­zu­jące życie szczę­śli­wych pol­skich eme­ry­tów na urlo­pach pod pal­mami sku­tecz­nie wabiły do OFE. Raz się udało, ale teraz nawet naj­więksi entu­zja­ści PO nie wra­cają do tam­tych bała­mut­nych slo­ga­nów. Nie ma więc raj­skich wysp, hama­ków i błę­kit­nych fal oce­anów. Jest twarda zapo­wiedź z exposé pre­miera i nie­wiele wię­cej. Od listo­pada nie zro­biono nic, by do tego pomy­słu prze­ko­nać Pola­ków. A że zmiany same nie chciały się prze­pro­wa­dzić, to teraz mamy gorącz­kowe spo­tka­nia, prośby i groźby.

To, jak rząd przy­go­to­wał infor­ma­cyj­nie swoją naj­więk­szą i naj­trud­niej­szą reformę, jest pod­ręcz­ni­ko­wym przy­kła­dem nie­udol­no­ści. Nie­fra­so­bli­wość i nie­rób­stwo widać tu w czy­stej postaci. Tak gorąca i moim zda­niem potrzebna reforma ma być wpro­wa­dzana w momen­cie, gdy rząd, nie potra­fiąc sobie pora­dzić z dru­go­rzęd­nymi pro­ble­mami, zna­lazł się na równi pochy­łej. Gdy pozbył się wielu wcze­śniej­szych sojusz­ni­ków. Gdy kwe­stio­no­wane jest przy­wódz­two Tuska, a znaczną część zaufa­nia bez­sen­sow­nie roztrwoniono.

Dla­czego do tego doszło? Główna przy­czyna to brak chęci do dia­logu z coraz bar­dziej róż­no­rod­nym spo­łe­czeń­stwem. Popar­cie uzy­ski­wane nie z racji atrak­cyj­nej oferty pro­gra­mo­wej i kadro­wej, ale z wyboru mniej­szego zła mię­dzy PO i PiS uwa­żano za trwałe. Skoro tyle razy pozwa­lało wygry­wać wybory, to poli­ty­kom Plat­formy zaczęło się wyda­wać, że są praw­dzi­wymi ulu­bień­cami narodu. Nie czy­tali widać badań na temat sto­sunku Pola­ków do całej klasy poli­tycz­nej. Badań, które poka­zują, jak źle poli­tycy są oce­niani. Z bar­dzo małymi wyjątkami.

Takie poję­cia, jak rze­telna dys­ku­sja, kon­sul­ta­cje spo­łeczne czy kon­kursy na sta­no­wi­ska stały się pustymi zaklę­ciami, za któ­rymi nie kryją się ocze­ki­wane war­to­ści. Mogą być puste zaklę­cia, ale życie nie znosi pustki i prę­dzej czy póź­niej ktoś ją wypeł­nia, bo pro­blemy muszą być roz­wią­zy­wane. Jeśli nie dzia­łają ist­nie­jące struk­tury i orga­ni­za­cje, to ludzie sami muszą o sie­bie zadbać. Widzie­li­śmy takie próby na świe­cie. I widzimy w Pol­sce. Samo­or­ga­ni­zu­jące się spo­łe­czeń­stwo nie będzie na razie alter­na­tywą dla sys­temu, ale może w poszcze­gól­nych spra­wach mocno zamie­szać. I tak z rzą­dem wal­czą ci, któ­rzy skrzy­kują się doraź­nie, bo uwa­żają, że ich inte­resy są zagro­żone. I ci, któ­rzy gene­ral­nie odrzu­ca­jąc obecną wła­dzę, uwa­żają, że to nie jest ich pań­stwo. Obie grupy łączy ogromna nie­uf­ność do poli­ty­ków. Jej poziom jest już tak duży, że przy­czy­nami kon­flik­tów mogą się sta­wać sprawy cał­ko­wi­cie dru­go­rzędne. A co dopiero takie, jak zmiana fun­da­men­tów sys­temu eme­ry­tal­nego. Takiej reformy nie da się zro­bić bez dia­logu spo­łecz­nego. A kto ma roz­ma­wiać? Szansą mógłby być poza­rzą­dowy i ponad­par­tyjny wia­ry­godny zespół auto­ry­te­tów. Tacy ludzie w Pol­sce są.

Jerzy Domań­ski

Prze­gląd



Dodany: 23 lutego 2012r.
Autor: Jerzy Domański
Dział: Cudze opinie
Rozmiar liter: A A A

Współpracujemy z...

Reklama z sympatii

Polecamy