Janina Paradowska: Z przeszłości dla przyszłości

Trwa nowe sza­leń­stwo wokół agenta zwa­nego Bol­kiem. Podobno w sej­mo­wych archi­wach znaj­dują się mate­riały, które kie­dyś zagi­nęły, świad­czące, że Bolek to Lech Wałęsa.

Pra­wi­cowe media żyją w wiel­kim pod­nie­ce­niu pró­bu­jąc dotrzeć do spadku po komi­sji Ciem­niew­skiego bada­ją­cej wyko­na­nie uchwały lustra­cyj­nej przy­ję­tej przez Sejm w maju 1992, gdyż to wśród tych papie­rów mają być ponoć akta Bolka. „Rzecz­po­spo­lita” o spra­wie pisze pra­wie codzien­nie, po Sej­mie krąży już Jan Pospie­szal­ski, zapewne przy­go­to­wu­jąc kolejny dema­ska­tor­ski film lub pro­gram. Naci­ska się na szefa kan­ce­la­rii, w któ­rego władz­twie znaj­dują się mate­riały z tej komi­sji, aby je szybko odtajnił.

Ludwik Dorn tłu­ma­czy się dla­czego jako mar­sza­łek Sejmu kie­dyś ich nie odtaj­nił, a może odtaj­nił, ale szef IPN Janusz Kur­tyka jakoś nie spie­szył się, by je zabrać i tak sobie w Sej­mie leżą. Pew­nie zapo­mniał, bo jak się ma tyle teczek, to jedna nie jest tak ważna. Zapewne zresztą Kur­tyka wie­dział, że w sej­mo­wych archi­wach żadna poli­tyczna bomba nie leży. Tylko w opi­nii pra­wi­co­wych lustra­to­rów to, co jest w Sej­mie, musi być ważne, musi dawać nowy trop, a jeśli nawet nie da, to tro­chę się opi­nię publiczną poepatuje.

Naj­wy­raź­niej jed­nak tym razem w pogoń za Wałęsą wyru­szyła mło­dzież bez żad­nej pamięci o minio­nych wyda­rze­niach, bowiem kto pamięta obrady komi­sji Ciem­niew­skiego ten wie, że mate­riały tajne jej człon­ko­wie czy­tali w Mini­ster­stwie Spraw Wewnętrz­nych i Urzę­dzie Ochrony Pań­stwa. Nie było tak, że prze­wo­żono je do Sejmu. To dopiero w cza­sach póź­niej­szych pro­ku­ra­tor jeź­dził do szefa par­tii spra­woz­da­wać, kto jest w mafii pali­wo­wej. Wtedy jakoś pro­ce­dury począt­ku­ją­cej jesz­cze demo­kra­cji dzia­łały spraw­niej i prawa cza­sem bar­dziej przestrzegano.

W owych tajem­ni­czych trzech sej­mo­wych zala­ko­wa­nych koper­tach mogą się więc znaj­do­wać co naj­wy­żej pro­to­koły z prze­słu­chań, może jakieś pisma prze­wod­nie, ale z pew­no­ścią nie ma tu żad­nych akt. Zadyma jest wyraź­nie sztuczna, wywo­łana, aby Wałę­sie znów doło­żyć i o Bolku przypomnieć.

Nie­mniej zain­te­re­so­wana nagłym wskrze­sze­niem dawno zapo­mnia­nej komi­sji Ciem­niew­skiego się­gnę­łam po mate­riał zupeł­nie jawny, czyli po jej sprawozdanie.

I oka­zuje się, że jest to doku­ment na swój spo­sób fascy­nu­jący. Poka­zuje bowiem z dużymi szcze­gó­łami pierw­szą poważną poli­tyczną robotę Anto­niego Macie­re­wi­cza, jego spo­sób dzia­ła­nia, który do dziś nie zmie­nił się nic a nic, cho­ciaż wokół zmie­niło się wszystko. Że uchwałę lustra­cyjną przy­jęto wów­czas po to, by nie­udol­nie – jak się oka­zało – rato­wać nie­udolny rząd Jana Olszew­skiego to jest zupeł­nie jasne (rząd kom­pro­mi­ta­cji pol­skiej pra­wicy – jak wów­czas mawiał Jaro­sław Kaczyński).

Doku­ment Ciem­niew­skiego szcze­gó­łowo – z poda­niem godzin – przy­po­mina, jak to wzy­wani byli człon­ko­wie Kon­fe­de­ra­cji Pol­ski Nie­pod­le­głej, jak poka­zy­wano im mate­riały mające świad­czyć, że Leszek Moczul­ski był agen­tem, pro­szono żeby go tylko oba­lili i zagło­so­wali za utrzy­ma­niem walą­cego się rządu. Być może pod kie­row­nic­twem Romu­alda Sze­re­mie­tiewa, który miał wyraź­nie chrapę na schedę po Moczul­skim. Przy­po­mina to spra­woz­da­nie wszyst­kie roz­mowy Macie­re­wi­cza z pre­zy­den­tem Wałęsą, w któ­rych Macie­re­wicz kła­mał, całą tę gorączkę jaka wów­czas pano­wała, żeby tylko utrzy­mać się przy władzy.

Być może cie­kaw­szy jed­nak – od opisu samych zda­rzeń – jest opis przy­go­to­wa­nia samej listy agen­tów, zwa­nej wów­czas mate­ria­łami infor­ma­cyj­nymi znaj­du­ją­cymi się w zaso­bach archi­wal­nych MSW. Warto przy­po­mnieć rok 1992, bo to samo powtó­rzyło się przy oka­zji wery­fi­ka­cji Woj­sko­wych Służb Infor­ma­cyj­nych i w pew­nym sen­sie powta­rza się obec­nie w dzia­ła­niu zespołu, który bada podobno przy­czyny kata­strofy smoleńskiej.

Zasad­ni­czą cechą tych wszyst­kich dzia­łań jest obez­wład­nia­jąca wręcz nie­kom­pe­ten­cja i pod­po­rząd­ko­wa­nie wszyst­kich dzia­łań poli­tycz­nemu celowi. Zupeł­nie jawna pogarda dla prawa i pro­ce­dur. Zacy­tuję frag­ment spra­woz­da­nia z 1992 roku. „Reali­za­cję zadań wyni­ka­ją­cych z uchwały Sejmu mini­ster spraw wewnętrz­nych powie­rzył powo­ła­nej zarzą­dze­niem z dnia 29 maja 1992 r. komi­sji, na któ­rej czele sta­nął pod­se­kre­tarz stanu w MSW Andrzej Zalew­ski. Zarzą­dze­nie mini­stra two­rzące komi­sję nie zawie­rało żad­nych reguł postę­po­wa­nia w reali­zo­wa­niu nało­żo­nych na nią obo­wiąz­ków, ani nie okre­ślało trybu przed­sta­wia­nia mate­ria­łów do decy­zji mini­stra. W skład komi­sji, z wyjąt­kiem jej prze­wod­ni­czą­cego weszli pra­cow­nicy wydziału Stu­diów. Wydział Stu­diów powo­łany został przez mini­stra Anto­niego Macie­re­wi­cza w ramach orga­ni­za­cyj­nych Gabi­netu Mini­stra w lutym. Nie udało się uzy­skać (komi­sji Ciem­niew­skiego – przyp. jp) żad­nego doku­mentu okre­śla­ją­cego zada­nia tego wydziału, jego struk­turę orga­ni­za­cyjną, tryb dzia­ła­nia, zakres obo­wiąz­ków na poszcze­gól­nych sta­no­wi­skach pracy. Ten wydział nie miał swo­jego poprzed­nika w struk­tu­rze orga­ni­za­cyj­nej mini­ster­stwa. Pod wzglę­dem kadro­wym skła­dał się w osób nowo przyj­mo­wa­nych do pracy w MSW, z róż­nym wykształ­ce­niem zawo­do­wym i sto­sun­kowo nie­dłu­gim cza­sem pracy. Ani z okre­sie zaan­ga­żo­wa­nia do pracy ani w cza­sie jego dzia­łal­no­ści nie prze­pro­wa­dzono żad­nych sys­te­ma­tycz­nych szko­leń lub instruk­tażu doty­czą­cego pro­ble­ma­tyki jaką się zaj­mo­wał oraz posłu­gi­wa­nia się mate­ria­łami z jakich korzy­stano. Pole­gano, według słów mini­stra Macie­re­wi­cza, przede wszyst­kim na wyso­kim pozio­mie inte­li­gen­cji tych osób, ich ide­owym zaan­ga­żo­wa­niu w wyko­ny­wa­nie powie­rzo­nych zadań i zdol­no­ści samo­kształ­ce­nia w toku pracy. Zada­nia wydziału okre­ślone zostały w for­mie ust­nej przez mini­stra Anto­niego Macie­re­wi­cza w roz­mo­wie z sze­fem tego wydziału oraz w roz­mo­wach pro­wa­dzo­nych w związku z przyj­mo­wa­niem poszcze­gól­nych osób do pracy”.

Można oczy­wi­ście dalej cyto­wać spra­woz­da­nie komi­sji Ciem­niew­skiego, ale wydaje się, że wystar­czy, by zorien­to­wać się w spo­so­bie dzia­ła­nia. Liczy się poli­tyczna i ide­owa inten­cja, a reszta jest nie­ważna. Nic też dziw­nego, że osoby na tak zwa­nej liście agen­tów Macie­re­wi­cza znaj­do­wały się cza­sem prak­tycz­nie w dro­dze loso­wa­nia. Np. były trzy o tym samym imie­niu i nazwi­sku, niczego nie spraw­dzano i umiesz­czano tę, która aku­rat z jakichś tam wzglę­dów paso­wała. Że następ­nie mini­ster spraw wewnętrz­nych taśmowo prze­pra­szał za pomó­wie­nia – tak jak obec­nie robi to mini­ster obrony naro­do­wej za prze­pro­wa­dzona w ten sam spo­sób likwi­da­cję WSI – nie ma już zna­cze­nia. Za pra­sowe ogło­sze­nia płaci Skarb Pań­stwa, a nie Macie­re­wicz lub któ­ryś z jego ide­ow­ców. Nikt nigdy tych kosz­tów nie poli­czył, a nie są one takie małe i cią­gle nie ma im końca. Zaś sam Macie­re­wicz cho­dzi w chwale wybit­nego fachowca nie tylko od agen­tów, teraz także od obez­wład­nia­nia samo­lo­tów 26 metrów nad ziemią.

To i tak lep­sze, bo prze­cież swoją listą agen­tów chciał obez­wład­nić całe pań­stwo (to jedna z kon­klu­zji spra­woz­da­nia komi­sji Ciem­niew­skiego) a teraz tylko jed­nego tupo­lewa. Tak więc Bolka w sej­mo­wych archi­wach się nie znaj­dzie, dowo­dów na szko­dli­wość dzia­łań Macie­re­wi­cza znaj­dzie się bar­dzo wiele, ale nic z tego nie wynik­nie, chyba że awans głów­nego aktora wielu poli­tycz­nych afer na wice­prze­wod­ni­czą­cego PiS.

W tym roku minie 20 lat od przy­ję­cia uchwały lustra­cyj­nej. Może będą jakieś uro­czy­ste obchody, bo prze­cież w mię­dzy­cza­sie rząd Olszew­skiego został pod­nie­siony do rangi pierw­szego praw­dzi­wie nie­pod­le­gło­ścio­wego, jedy­nego zasłu­gu­ją­cego na sza­cu­nek potom­nych. No, może wyjąw­szy rząd Jaro­sława Kaczyń­skiego, za cza­sów któ­rego Pol­ska nie dość, że stała god­nie z pod­nie­sioną głową, to jesz­cze pra­wie pła­wiła się w dobro­by­cie. Może z tej oka­zji warto usta­no­wić jakąś odznakę hono­rową, dla tych, któ­rzy wszystko psują i dostają kolejne, coraz bar­dziej skom­pli­ko­wane zegarki do naprawy? (…)

Janina Para­dow­ska

blog w polityka.pl



Powiązane tagi: , ,

Dodany: 24 lutego 2012r.
Autor: Janina Paradowska
Dział: Cudze opinie
Rozmiar liter: A A A

Współpracujemy z...

Reklama z sympatii

Polecamy