Dariusz Wiśniewski: Wawel „prezesów”

2017-03-22.

Od kilku lat Wawel – miejsce pochówku polskich królów – jest również prywatną kaplicą modlitewną.

Nie dla każdego. Oczywista oczywistość. Tylko dla prezesa.

Kto się przeciwstawia? Mieszkańcy Krakowa? Wystarczy tylko jego gest. Policja odsunie wichrzycieli, a rządowe limuzyny po raz kolejny wjadą na zamek.

Aby osiągnąć efekt autentycznego bólu, który rozleje się na masy, potrzebna jest scena narodowa i upublicznienie tragedii, Mówiąc inaczej – potrzebny jest wzmacniacz. Krakowskie Przedmieście i Wawel nadają się do tego celu doskonale.

– Tam – wskazuje na protestujących Kaczyński – stoją nasi wrogowie. Zapamiętajcie ich. To ci, którzy życzą Polsce jak najgorzej. Bohaterowie leżą tu. Pomiędzy nimi jest mój brat. Właśnie go opłakuję.

Scenografia tych guseł ma zasadnicze znaczenie; musi przywoływać biblijne historie i mieć w sobie symbolikę narodowych i historycznych wydarzeń. Kaczyński gra rolę Chrystusa-ojca. Nie jest nowicjuszem w tym przebraniu. Premiera tych przedstawień miała miejsce już wiele lat temu. Wychodzi coraz lepiej. Tym bardziej, że główny aktor jest również reżyserem i scenografem.

Rezultat jest niesamowity. Prezes jest tylko zwykłym posłem, ale przysługuje mu największa ochrona państwa. Limuzyny i kordony policji. On sam jest niby ponad układem. Otacza go orszak usłużnych doradców i donosicieli. Kaczyński jest w środku, ale zachowuje dystans wobec świata. Jak w dyktaturze, gdzie dyktator gardzi wszystkimi.

Nikt nie wie, jak do tego doszło, i nikt – oprócz opozycji – nie ma siły zakwestionować tego przywileju. Kaczyński to dzisiaj niemal skarb narodowy (albo dyktator), który może wszystko. Jeżeli mu się zechce. Gdziekolwiek się ruszy. I cokolwiek robi.

Kaczyński składający kwiaty, czyni to jakby w imieniu zbolałego narodu; łza, której nie potrafił powstrzymać, będąc pod silnym wzruszeniem, płynie również po twarzach wielu Polaków. Jego ból odczuwa również naród.

Kaczyński to naród. On klęczy. Klęczą i Polacy. On wzdycha – wzdychają inni. On oskarża gorszy sort, albo Donalda Tuska, odpowiada mu entuzjastyczny wrzask jego ślepych zwolenników. Paranoja. Ale również farsa.

Ale co z tego, skoro elektorat składa ręce w modlitwie i przysięga Kaczyńskiemu wierność na całe życie?

Przedstawienie jest infantylne, ale przekonuje wielu. Po co Kaczyński prowokuje naród? Po co budzi „smoka wawelskiego”?

Nie tylko dlatego, że jest cyniczny i mściwy.

Warszawskie i krakowskie miesięcznice są przedstawieniami religijno-politycznymi, które zachowują powagę kościelnej mszy i dostojność państwową. Ich celem jest podtrzymanie traumy w narodzie; utrzymanie poczucia krzywdy i chęć zemsty. Ekshumacje zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej służą temu samemu celowi – galwanizowaniu elektoratu.

To msze dla wszystkich tych, którzy wierzą, że jesteśmy narodem chrystusowym i pokrzywdzonym.

A jeżeli jest krzywda, to musi być winny.

– Ktoś przecież spowodował to ogromne narodowe cierpienie. Wiem kto to jest – powiada najważnieszy żałobnik w kraju wstając z kolan. – Jesteśmy coraz bliżej prawdy. Ja wam ją wkrótce objawię. Ja sprawiedliwość. Ja prawda. Ja prezes.

Dariusz Wiśniewski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.9/10 (51 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +68 (from 68 votes)
Dariusz Wiśniewski: Wawel „prezesów", 9.9 out of 10 based on 51 ratings

15 komentarzy

  1. jacekm 2017-03-22
    • otoosh 2017-03-22
      • Tetryk56 2017-03-22
        • j.Luk 2017-03-22
      • Quetzalcoatl 2017-03-22
        • otoosh 2017-03-23
        • Quetzalcoatl 2017-03-23
  2. jacekm 2017-03-23
    • Tetryk56 2017-03-23
  3. jureg 2017-03-23
  4. Mr E 2017-03-23
  5. mika 2017-03-23
  6. Magog 2017-03-23
  7. acleszcz 2017-03-24
    • otoosh 2017-03-24