Adasiu,

To jeszcze nie jest ten poważny artykuł o lewicy, który napiszę. To jest tylko b. aktualna polemika, bez odniesienia się do problemów lewicy.

Jacka bardzo wysoko cenię za jego mądre rozmowy z mądrymi ludźmi, ale nie za taki artykuł. To oczywiście tylko między nami. Pracując 59 lat w żurnalistyce, nauczyłem się „dogłębnie” rozumieć teksty. Tutaj autor czuł przemożną potrzebę zabrania głosu, bycia przy tym oryginalnym i wyrażenia swej niechęci do PO. Wyszedł tekst niespójny, nielogiczny, z tezą (o dualizmie) nie bardzo mającą pokrycie w historii. I do tego bałamutny we wskazówkach „jak zwyciężać mamy”.

Poza tym, numer Świątecznej naprawdę dobry; dużo ciekawych materiałów, co jak mówiłeś jest twoim zadaniem w GW.

Ale ten jeden…

Pozdrawiam cię,

Ernest

Poniżej artykuł:

 

MEANDRY SYMETRYZMU

Jacku, spierając się między sobą i nie wykazując  czujności, dopuściliśmy by piraci dokonali abordażu i opanowali nasz statek. Jeszcze się na nim bronimy i liczymy na zwycięstwo nad nimi. A ty – GW, Magazyn Świąteczny, Jacek Żakowski „W symetrystach nadzieja” 23.04.17 – proponujesz, byśmy walcząc, nie zaprzestali naszych sporów o to dokąd popłyniemy gdy uwolnimy nasz statek. A bez tego, wychodzi, nie ma po co wyganiać piratów.

Z kolei w felietonie „Weto albo niewola” – GW, 25.07.17 – piszesz: „władza w moim kraju trafiła w ręce antykonstytucyjnej koalicji obłędu, karierowiczostwa, ciemnoty i oportunizmu.” Jeśli nie zmieniłeś poglądów z soboty na poniedziałek, to można wyciągnąć wniosek, że pozbycie się tej strasznej władzy uważasz za zadanie drugoplanowe. Ważniejsza od tej niewoli ma być nasza dysputa?

I co ma tego, niosący nadzieję, twój tytułowy symetryzm?

„Wbrew temu, co twierdzą krytycy symetryzmu – piszesz – nie oznacza on dążenia do separacji ani alienacji. Jest to raczej wariant klasycznego wyboru między dwiema formami współżycia – integracją i asymilacją.”

Nic nie rozumiem! Kto z kim się tu ma integrować, bądź też kto gdzie się asymilować, przy czym na pewno, wbrew pomówieniom, nie dąży do separacji bądź alienacji? Co mają znaczyć te terminy w naszej obecnej sytuacji, kiedy symetryzmem nazywane jest jednakowe podejście do obu stron konfliktu? Jak mam rozumieć twoje kategoryczne twierdzenie: „…symetryzm jest jedynym wyborem dającym szansę na  odsunięcie PIS-u” kiedy jest to zrównanie napastnika, owej „antykonstytucyjnej koalicji obłędu, karierowiczostwa, ciemnoty i oportunizmu” z napadniętym, bo ten ostatni też „ ma coś za  uszami”. Reprezentantem tej skażonej strony jest oczywiście Platforma.

Ty ją też tak oceniasz, tylko nie wprost. Piszesz: „Polaryzację (duopol) uważam za śmiertelnie groźne przekleństwo teledemokracji, a faktyczne zmonopolizowanie demokratycznych instytucji przez dwie partie wywodzące się z obozu IV RP uważam za źródło największego zła w polskiej polityce i naszych obecnych nieszczęść”.

Więc tylko tyle masz do powiedzenia o PO i PIS, że po wyborach w 2005 roku, przez chwilę przymierzały się nieszczerze do koalicji. A przecież IV RP lat 2005-2007 to było państwo PIS, które Platforma odsunęła na dziesięć lat. Pomijasz przepaść kulturową między częściami społeczeństwa reprezentowanymi przez te partie. Może mogłaby to być tylko różnica i cywilizowany dialog, a nie przepaść, którą świadomie wykopał – rola jednostki? – Kaczyński. Lecz stało się i stworzony przezeń konflikt stał się głównym egzystencjalnym problemem Polski, co potwierdzasz we wspomnianym przeze mnie felietonie. Musiał więc ten konflikt w naturalny sposób zdominować politykę i stąd dominująca rola dwóch partii, które reprezentują jego strony. Można się na to zgadzać lub nie  zgadzać,  jeśli się jest symetrystą jak ty, lecz konflikt zaistniał jako wyraz istniejącej sytuacji. Nieszczęście nie polega na tym, że dwie partie stworzyły duopol, lecz że PIS jest taki jaki jest i że w tym duopolu zwyciężył.

Niewiele ma z tym wspólnego ów duopol, który traktujesz jako zło uniwersalne. Brytyjski, w którym dominują dwie partie, jest równie stary jak tamtejszy parlamentaryzm. Przejęto go za oceanem i Ameryka przez pokolenia rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej. Republikanie byli demokratami, dla Demokratów republika była jedyną formą państwa. Polaryzacja którą traktujesz jako konstytutywne zło duopoli jeśli była w niektórych krajach, to nie dzieliła ich na dwa  wrogie sobie obozy. Krzyczano na siebie w kampaniach wyborczych i spokojnie przekazywano sobie władzę w kolejnych wyborach.

To, że wypłynął  niebezpieczny prawicowy populista Trump – co zauważasz – i niebezpieczny, tyle że lewicowy, populista Sanders – co pomijasz – niekoniecznie wynika z duopolu. Raczej z historycznego psucia się polityki. „Gdy radykałowie, złotouści, narwańcy, watażkowie najbardziej pożyteczni w dwubiegunowym starciu wypierają sprawnych zarządców, ekspertów i reformatorów, demokracja traci racjonalny trzon” – co stwierdzasz słusznie, z tym tylko zastrzeżeniem, że jest to zjawisko związane z duopolem nie bardziej niż z systemem wielopartyjnym, w którym pokojowo doszli do władzy Mussolini i Hitler. Obaj reprezentowali mniejszość i gdyby przeciw nim te inne partie wystąpiły wspólnie, to pewnie byłby duopol, ale może nie byłoby II wojny światowej? A dzisiaj w demokratycznej Republice Federalnej, najważniejszym państwie Europy, mamy duopol CDU/CSU i SPD. Na duopole skandynawskie składają się socjaldemokraci i przeciwstawne zespoły centroprawicowe. I w polityce jest tam lepiej niż gdziekolwiek indziej.

Na skażenie demokracji przez populizm zwrócił już był uwagę Ortega y Gasset, na którego powoływałeś się jakiś czas temu. Coraz więcej coraz mniej kompetentnych ludzi wpływa na wybory polityczne. Gdy wybory nie były jeszcze powszechne, głosujący też nie mieli patentu na mądrość, ale umieli przynajmniej czytać i pisać. A w dobie Internetu już ta umiejętność nie wspomaga w obronie przed głupotą i populizmem. Więc może niepotrzebnie koncentrujesz się na rozróżnieniu; duopol czy układ wielobiegunowy, skoro jedno i drugie bywa podatne na głupotę i populizm, a i tak nie możemy tego zmienić. Mamy inne konkretne zadania.

Zajmujemy się opozycją, bo PIS jaki jest każdy widzi, co potwierdzasz w swym felietonie i widzisz jedyny dobry sposób odebrania mu władzy. Powtarzam za tobą: „opozycji w liczbie pojedynczej nie ma i nie będzie. Są i będą różne opozycje oraz różne nie-PiS-owskie pozycje w rozmaitych sprawach… Jedynym kryterium konsekwentnie łączącym nie-PIS z anty-PIS-em jest stosunek do konstytucji i praworządności”. I piszesz, że jeśli anty-PIS z nie-PIS przed wyborami stworzy: „…jakiś wspólny front, to PIS nie ma szans (dodam; jeśli będą  jeszcze uczciwe wybory)… dlatego że połączą się realnie istniejące grupy bardzo różnych wyborców (w tym część niezdecydowanych), którym bliskie są różne opozycyjne postawy i odpowiadają różne polityczne oferty.”

Nic dodać ni ująć, ale w  tym samym artykule czytamy: „Krytycy symetryzmu – którego zdecydowanie bronisz – chcą zmiksować wszystko, co nie jest PiS-em, i na czele politycznej pulpy ruszyć przeciw PiS-owi. To się nie może udać. A gdyby się udało, miałoby katastrofalne skutki, bo zabetonowałoby polaryzację w jej najgorszym wydaniu.” Czy, rozumując logicznie, mamy dojść do wniosku, że wszelki duopol jest większym złem niż –cytuję to po raz trzeci – rządy „antykonstytucyjnej koalicji obłędu, karierowiczostwa, ciemnoty i oportunizmu.”

To określenie wystarcza ci do rozprawienia się z PIS, za to obszernie traktujesz grzechy Platformy. Miała te grzechy. Lecz przecież żadna partia, żadna władza, żaden byt nie składa się z samych zalet bądź z samych wad. Ty zapewne uważasz inaczej, a moim zdaniem, Platforma miała zdecydowanie więcej wałęsowych plusów dodatnich, lecz to jest temat na zupełnie inną dyskusję. Dużo piszesz o jej winach i o gnębieniu jej przez wszelakie dochodzenia, co ma nie przekreślać tych win. Słusznie, jeśli były prawdziwe. Mnie się jednak wydaje, że teraz do gnębienia Platformy zupełnie wystarczy zastępca Ziobry, Jaki, pani Wasserman, dyspozycyjni prokuratorzy i sfora jedynie słusznych publicystów.

Chyba dobrze odczytałem w twoim artykule, że rozliczanie PO jest ciągle potrzebne by nie powtórzyć tego co było przed rokiem 2015, czyli za III RP. To dość powszechna w opozycji, obawa przed powrotem do status quo. Żeby nie było jak było. Jest to przede wszystkim bezpodstawne. Te lata od wyborów 1989 do wyborów 2015, a w tym osiem lat rządów koalicji PO-PSL minęły nieodwołalnie, a PIS już tak przeorał Polskę, że po jego odejściu, kiedykolwiek to nastąpi,  państwo stanie wobec wyzwań, o których dziś nie możemy wiele powiedzieć. Zaś z realiów III RP trzeba będzie na pewno odtworzyć uniwersalne wartości; podstawy demontowanej demokracji liberalnej. Bo co by o tej przeszłości nie myśleć i nie mówić, mieliśmy jeszcze dwa lata temu państwo liberalnej demokracji, szanowanego członka wspólnoty europejskiej, Zachodu.

Teraz, żeby do tych wartości powrócić potrzebny jest ten wspólny front, o którym piszesz, że ma pokonać PIS, a to przecież może być tylko koalicja wyborcza partii politycznych, z PO jako największą siłą. Dlaczego deprecjonujesz taką koalicję, nazywając ją polityczną pulpą? Kto jeśli nie partie, ewentualnie komitety wyborcze, niewiele się różniące od partii, mają wejść do wspólnego frontu, który zalecasz?

Chwalisz Obywateli RP i ich lidera Pawła Kasprzaka, który poprosił Ryszarda Petru, żeby: „…stanął wśród ludzi – jak obywatel, a nie jak ważny polityk. Bo kontrmiesięcznice  są obywatelskie, a nie polityczne.”

Może chciałeś powiedzieć,  że są niepartyjne, bo aktywne obywatelskie  przeciwstawienie się władzy jest działalnością polityczną, a ta nie jest zastrzeżona tylko dla partii. A z kolei Mateusza Kijowskiego krytykujesz za polityków na scenie demonstracji KOD. Kijowski, tak samo jak Kasprzak, którego za to chwalisz, nie zajmował stanowiska w sprawie globalizacji i 500+. Na trybunie i na czele pochodów KOD znajdował się szeroki wachlarz polityków opozycyjnych, od Ryszarda Petru do Barbary Nowackiej, liderów partii, które mają tworzyć – powtarzam! – zalecany przez ciebie wspólny front. Ale jak?

„Alternatywą – dla owej „pulpy”, uważasz – może być integracja (wspólna lista bez wspólnego programu!) prowadzona jedynie według kryterium obywatelskiego, czyli konstytucyjno-praworządnościowego. Bez zacierania różnic, bez wyciszania sporów, bez wyciszania wzajemnej krytyki i bez hamowania wewnętrznych audytów w PO”.

Jacku, zastanów się, spójrz na to z dystansu. Czy chciałbyś głosować na taka rozwrzeszczaną ferajnę, która kłóci się między sobą w czasie kampanii wyborczej i której główna siła, wyręczając przeciwników, sama zajmuje się wyliczaniem swoich win? Do tego bez wspólnego programu! O jakiej tu integracji może być mowa? Chyba, że to co u ciebie nazywa się „kryterium obywatelskie czyli konstytucyjno-praworządnościowe” , uznamy za program wyborczy.

I chyba słusznie.

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)
Do Adama, 10.0 out of 10 based on 1 rating