Marzyński

Marian Marzyński: Śmierć w epoce kina niemego

Marian Marzyński: Śmierć w epoce  kina niemego

2012-05-08. 20 lutego 1927 roku. Western Union wysyła  tele­gram do Celiny Mir­skiej: “Nick nie żyje, Pogrzeb w środę. Pro­szę przy­je­chać natych­miast”.  Umarł na gruź­licę jej brat,  40-letni  Nick Mir­skey, który przez 10 lat two­rzył muzykę do  ame­ry­kań­skich  fil­mów nie­mych lat dwu­dzie­stych. Dyry­gu­jąc  orkie­strami w kino­te­atrach Nowego Jorku, Bostonu, Waszyng­tonu, Pit­ts­burga, Los Ange­les i Dal­las,  Bro­ni­sław Mir­ski, absol­went war­szaw­skiego kon­ser­wa­to­rium, któ­rego [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Pierdzenie w stołki

Marian Marzyński: Pierdzenie  w stołki

2012-05-04. Ja, anar­chi­sta, który nigdy, w żad­nym kraju, nie trak­to­wał poli­ty­ków poważ­nie, zapi­sa­łem się do glo­so­wa­nia w moim rodzin­nym Bro­okline, Mas­sa­chus­setts, a sam posta­no­wi­łem “bie­gać” na radcę miej­skiego, co tutaj nazywa się Town Meeting Member. Bro­okline ma 18-wieczną, bry­tyj­ską kon­sty­tu­cję: zamiast obie­ral­nego bur­mi­strza, rzą­dzi tu miej­ski par­la­ment zło­żony z 240 człon­ków i osobno wybie­rani  “select­men”, sied­miu człon­ków rządu, pod nimi jest admi­ni­stra­tor [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Groch z kapustą

Marian Marzyński: Groch z kapustą

2012-04-29. Porząd­kuję notatki z  ostat­niej  podroży. Bazy­lea. Spo­glą­dam w słońce, zamy­kam oczy, widzę planetę-ziemię zbu­do­waną z kloc­ków “Lego”, góry, rzeki, zamki w górach, a na tej pla­ne­cie jestem tylko ja, ale nie jako czło­wiek, ale biały niedź­wiedź mojego wzro­stu i mojej wagi, poru­sza­jący się leni­wie mie­dzy tymi kloc­kami, sia­dam na tyl­nych koń­czy­nach i wzro­kiem pew­nym sie­bie roz­glą­dam  się wokół, jestem panem na tej pla­ne­cie, żadne inne [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Pono nasi bija w tarabany

Marian Marzyński: Pono nasi bija w tarabany

2012-04-21. Pochód w spra­wie “Trwam” przy­po­mniał mi pochody pierw­szo­ma­jowe, na które cho­dziło się w letargu, jeżeli pogoda była dobra nie sły­szało się słów przy­wód­ców i mar­szów patrio­tyczno –woj­sko­wych, szło się jak  na majówkę i łapało pro­myki wio­sen­nego słońca. Tak tez wyglą­dał ten pochód od świę­tego krzyża do bel­we­deru, a nie zakłó­cił go nawet czło­wiek w żało­bie po bra­cie. Pogoda spra­wiła, ze jego pusto­sło­wie było bar­dziej pro­mienne, [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Światowa kariera spermy

Marian Marzyński: Światowa kariera spermy

2012-04-14. Przy świą­tecz­nym stole w boga­tej war­szaw­skiej rodzi­nie 88-letnia seniorka rodu skoń­czyła swoje wspo­mnie­nia o upadku Powsta­nia War­szaw­skiego i jej mar­szu do Prusz­kowa, gdy poja­wił się temat, który zdo­mi­no­wał świę­conki:   sperma.  88-letnia bab­cia, która popiera Pali­kota, nie miała  nic prze­ciwko temu, ze jej wnuczka zaku­piła spermę z  reno­mo­wa­nej, ame­ry­kań­skiej  lodówki, szkoda, ze za pierw­szym razem się nie udało, powinna [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Wielkanoc

Marian Marzyński: Wielkanoc

2012-04-08. W pustej i brzyd­kiej (po Kra­ko­wie), War­sza­wie, Gra­żyna i ja idziemy na miej­sca zbrodni.  Zaczy­na­jąc od pałacu ślu­bów na Nowym Świe­cie, gdzie 49 lat temu sta­wi­li­śmy się w pospie­chu zapo­mi­na­jąc obrą­czek, docho­dzimy do kościoła świę­tego Alek­san­dra, dokąd w 1945 roku matka zabrała swego wycho­wa­nego przez księży i zakon­nice 8-letniego syna, na pierw­szą, powo­jenna mszę i gdzie, po wyj­ściu z kościoła, zatrzy­mała ja kobieta w chu­stce i ze sło­wami “ty wstrętna Żydówo!” [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Tatuś w klasie

Marian Marzyński: Tatuś w klasie

4.04.2012. Maia (ang. Maja), skoń­czyła 5 lat, ale w przed­szkolu dzieci myślą, ze ma wciąż 4, a ponie­waż w tym wieku chcemy się sta­rzeć za wszelką cenę, Gra­żyna zro­biła jej przy­lepne „5” i z tym numer­kiem na dłoni nasza wnuczka sie­dzi mie­dzy nami, w jej przed­szkolu, w szwaj­car­skiej Bazy­lei, a bab­cia czyta im po pol­sku “Loko­mo­tywę”, ja tłu­ma­czę to na angiel­ski i cały humor Tuwima z loko­mo­tywy wypa­ro­wuje, ale co zro­bić? [Czytaj dalej...]

Marian Marzyński: Majtki w operze

Marian Marzyński: Majtki w operze

3.04.2012. “Miłość jest nie­sfor­nym pta­kiem”,  śpiewa chór żoł­nie­rzy i pra­cow­nic fabryki cygar w Sewilli na  początku 19-go wieku, a wtó­ruje im cyganka Car­men, nie­zdolna do sta­łych uczuć, bez odpo­wie­dzial­no­ści za krzywdy wyrzą­dzane czę­sto zmie­nia­nym kochankom. 200 lat póź­niej za słynną operę Bizeta zabie­rze się hisz­pań­ski reży­ser, który w euro­pej­skich kołach awan­gardy teatral­nej ucho­dzi za maniaka sek­su­al­nego. Hisz­pań­ski rodak wpro­wa­dzi Car­men w wiek “reality [Czytaj dalej...]

 Strona 1 z 5  1  2  3  4  5 »