Joanna Jurewicz: Jak się rodzi filozofia? Hymn o stworzeniu świata z epoki brązu (Rygweda 10.129)

400px-Kurukshetra2014-10-24. Od redakcji: Otwieramy – wedle pomysłu Krzysztofa Mroziewicza –  nową rubrykę „W pracowniach”, zapraszając do niej twórców i naukowców, którzy mogą i chcą zaprezentować rezultaty swoich bieżących prac. Premiera należy do indologini i tłumaczki z sanskrytu, która zajmuje się kosmogoniami literatury staroindyjskiej, pani profesor Joanny Jurewicz.

Rygweda to zbiór hymnów do bogów, ułożonych przez indoeuropejskie plemiona Arjów, wędrujących od początku drugiego tysiąclecia p.n.e. przez przełęcze Hindukuszu na tereny dzisiejszego Pendżabu. Hymny ułożone są w indoeuropejskim języku zwanym sanskryt,  a datowane na ok XV-XIII p.n.e., kiedy kończyła się epoka brązu. Hymnów jest 1028, podzielone są na dziesięć „kręgów” (mandala) i przetrwały do naszych czasów w całości.

Jak to możliwe? Jaki nośnik okazał się lepszy niż gliniane tabliczki i papier, na których zapisywane były najstarsze teksty starożytnego Wschodu, a potem greckie? Takim nośnikiem jest ludzki umysł. Hymny Rygwedy (podobnie jak inne teksty staroindyjskie) przekazywane były ustnie przez pokolenia w rodach bramińskich i przechowywane w pamięci przez pokolenia. Mamy dowody, że dbano o jakość tego przekazu, żeby nie doszło do pomyłki, zwłaszcza w odniesieniu do Rygwedy. Do dziś dnia w niektórych miejscach Indii, zwłaszcza na południu,  żywą jest  tradycja recytacji. Są ludzie, którzy Rygwedę znają na pamięć i potrafią ją płynnie recytować.

Wszelako Rygweda to nie tylko jeden z najstarszych zachowanych w całości tekstów ludzkości.  Jest ona zbiorem hymnów do różnych bogów, dających  wiedzę o archaicznej religii. Ale jest też zbiorem wyrafinowanej poezji, świadczącej o wielowiekowej indoeuropejskiej tradycji. Jest wreszcie jednym z najstarszych świadectw filozofowania ludzkości, dążącej do konstruowania abstrakcyjnych i ogólnych pojęć i koncepcji oraz wyrażenia ich w języku. I temu właśnie aspektowi Rygwedy chciałabym tu poświęcić uwagę.

Jak bowiem wiadomo, świadectwa najstarszej greckiej filozofii, równie istotnej z punktu widzenia późniejszej filozofii jako jej podwalin, dotarły do naszych czasów jedynie w niewielkich fragmentach. Oznacza to, że Rygweda pozwala nam dotrzeć do źródeł indoeuropejskiego filozofowania, a – ujmując rzecz najbardziej ogólnie – do początków ludzkiego namysłu nad światem i człowiekiem.

Filozofia przepaja całą Rygwedę, ale tymczasem chciałabym się zająć jednym z późnych hymnów Rygwedy, z dziesiątego kręgu. Myślę, że jest on częścią dziedzictwa ogólnoludzkiego obok innych wielkich tekstów,  jak Epos o Gilgameszu czy  Księga Rodzaju. Hymn jest krótki, ma siedem strof  i opowiada o stworzeniu świata.

Rozpoczyna się on od opisu rzeczywistości sprzed kreacji. Nic pozytywnego o niej orzec nie można, bo nie ma pojęć, które mogłyby nazwać ten wymykający się wszelkim kategoriom stan. O tym stanie nie można powiedzieć nawet, czy był, czy nie był. Sanskryckie wyrazy satasat, których używa poeta, by go określić, przekładane zazwyczaj jako „byt” i „niebyt”, oznaczają też „prawdę” i „fałsz”. Nie było ich, zanim powstał świat, więc można tylko tworzyć zdania przeczące… I pytać…

Aż do chwili, gdy coś się zadzieje. I oto objawia się To, co nazwane zostaje Tym Jednym, poza którym nie ma nic innego, które jest całą rzeczywistością przedkreacyjną, a zarazem Stwórcą przyszłego świata. To Jedno oddycha bez tchu – czyli spełnia to, co niemożliwe, łączy w sobie przeciwieństwa – oddycha i nie oddycha zarazem – tak oto przedstawiona jest jego wszechmoc i wolność.

Człowiek myśli o Bogu w ludzkich kategoriach. Może stworzyć pojęcia doskonale abstrakcyjne, jak „byt” czy „prawda”, ale gdy chce cokolwiek więcej powiedzieć o tym, co ostateczne, musi się uciec do doświadczenia. Poeta tworzy zatem obraz mroku ukrytego w mroku – tak jakby przywoływał doświadczenie nocy, kiedy – otoczeni jej cieniem – nic nie widzimy, lecz jednak rozpoznajemy ciemniejsze zarysy świata, bo wiemy, że on tam jest. Ten mrok jest bezkształtną, pozbawioną wszelkiego znaku topielą – jak nocne niebo, co leży na śpiącej ziemi.

Czyli poznanie dalej jest niemożliwe.

Ale kto tu właściwie nie poznaje? Ludzi jeszcze nie ma. A więc może rzeczywistość sama, manifestująca się sobie jako To Jedno? To czym ona jest? Czy naprawdę jest wszechmocna, skoro nie poznaje samej siebie? A może nie poznaje, bo po prostu nie chce? Może właśnie w tym manifestuje się jej wolność? Może z jakichś niepojętych powodów trwała w tym niepojętym stanie niepoznawalności dla siebie samej, aż wolnym aktem zapragnęła się poznać? A może to nie był stan niepoznawalności w ogóle, ale stan niepoznawalności w nazwach i kształtach, którymi my – ludzkie istoty – porządkujemy otaczający nas świat?

Ale jest już przeczucie, że coś powstanie – rzeczywistość rozpada się na to, co ma nastać i na okalającą je pustkę. Oryginał sanskrycki jest dwuznaczny i wyraz, który przekładać można jako „co miało nastać”, oznacza też „to, czego nie ma”. W ten sposób poeta naraz wyraża, że to, co ma nastać, pierwotnie jest nieobecne, bo tożsame jest z tym, co nigdy nie nastanie i na zawsze pozostanie nieprzejawione. Z punktu widzenia świata tego, co nieprzejawione nie ma, tak jak nie ma świata przed jego powstaniem, ale przecież ono bytuje w inny, niepojęty sposób, stanowiąc podłoże wszelkich czasoprzestrzennych przemian.

A potem pustka, która ma nastać, rozpala się i To Jedno się rodzi – jak jasny płód z ciemnego łona, jak ogień w nocy, jak słońce o świcie, jak myśl w niejasnym splątaniu.  W sanskrycie pada tu słowo tapas, które w Rygwedzie oznacza światło i ciepło ognia i słońca. Można więc przypuszczać, że intencją poety jest, by odbiorca stworzył sobie obraz  ognia rozpalanego w ciemności i słońca wschodzącego z mroku nocy i w tych kategoriach pojął kolejny akt manifestacji Tego Jednego. Ten świetlisty kształt to przyszły kosmos.

Jest on nazwany w następnej strofie nasieniem myśli – powstaje bowiem z myślenia Tego Jednego o sobie samym. Mówiąc o myśli, poeta zawraca odbiorcę do początku kosmogonii i potwierdza jego intuicję co do poznawczego wymiaru kreacji. Rzeczywistość manifestuje się sama sobie jako To Jedno, konfrontując się zarazem z własną niepoznawalnością, co wyrażone jest w obrazie mroku i nieoznaczonej topieli. Po czym przybiera kształt samopoznanie umożliwiający, co wyrażone jest w obrazie żaru. I właśnie na tym kształcie ogniskuje się stwórcza aktywność rzeczywistości. W swym aspekcie nieprzejawionym zwraca się ku temu, co w niej przejawione, ku przyszłemu kosmosowi i pragnie dalej je przetwarzać i doskonalić.

I wtedy pojawiają się poeci. Jakby ni stąd ni zowąd – już są. Kosmogonia bowiem jest bardzo zwięzła – jak wszystkie dzieła literatury ustnej. Literatura ustna stawia odbiorcy wysokie wymagania. Musi on znać świetnie kulturowy jej kontekst, musi też mieć wyobraźnię i umieć samodzielnie tworzyć znaczenie na podstawie literackiej kompozycji zbudowanej z kilku kunsztownie zestawionych słów, będących wyrzutnią do wspólnego dla twórcy i odbiorcy imaginarium. Spróbuję odtworzyć możliwy tok myślenia odbiorcy.

Tak jak już wcześniej mówiłam, człowiek myśli o Bogu w kategoriach mu znanych, bo innych nie ma. Widzieliśmy, jak poeta wykorzystuje obraz nocy i pojawiającego się w niej blasku, by wyrazić stwórczy proces poznania Tego Jednego. Wykorzystuje on jeszcze jeden obraz, mianowicie obraz narodzin dziecka. Obraz ten przywołany zostaje już wtedy, gdy mówi się, że To Jedno rodzi się mocą żaru. Teraz przywołuje go pojęcie pragnienia i nasienia. Gdy odbiorca otworzy się na ten obraz, będzie mógł w jego kategoriach zrozumieć kreację i uzupełnić to, co nie jest powiedziane wprost. Uświadomi sobie bowiem, że jest jedno, jedyne miejsce na świecie, gdzie można oddychać bez tchu – to łono matki. Manifestujące się To Jedno zatem pojmowane jest w kategoriach płodu, który przebywa w ciemnościach, niezdolny do poznania świata tak długo, aż się nie narodzi. W tych kategoriach pojmowany jest kosmos.

Mamy tutaj też grę rodzajami. To Jedno wprawdzie jest poza wszelką kategorią, a zatem i poza kategorią rodzaju, ale jeśli odbiorca będzie konsekwentnie rozwijał obraz narodzin dziecka, to wyobrazi sobie To Jedno manifestujące się w kosmosie jako kobietę, wobec której nieprzejawiony aspekt staje się mężczyzną zapładniającym ją. I z tego związku zrodzą się poeci. A ponieważ w staroindyjskiej tradycji panowało przekonanie, że ojciec odradza się w swoim synu, a syn jest z ojcem swoim tożsamy, możemy widzieć w poetach kolejną manifestację Tego Jednego, poznającą siebie w ramach swego przejawionego aspektu.

I tak też się dzieje. Poeci myślą szukają w sobie samych pokrewieństwa zachodzącego pomiędzy dwoma aspektami rzeczywistości, odgadując, że jest ona jedna. A zarazem nazywają to, co przejawione bytem i prawdą, a co nieprzejawione – niebytem i fałszem, albowiem bytem i prawdą jest to, co jest tu i teraz, co może być przez człowieka pojęte, niebytem i fałszem zaś to, co wykracza poza człowiecze zrozumienie, co się nigdy nie przejawi.

A potem poeci podejmują poznanie tego, co przejawione – gdyż tylko tyle potrafią. A może aż tyle? A poprzez nich To Jedno ogranicza się w nazwach i kształtach świata i zarazem wyraża swoją wszechmoc umożliwiającą mu wielorakie sposoby poznawania siebie i bytowania.
Strofa opisująca twórcze działanie poetów jest również bardzo zwięzła: poeci przedstawieni są jak rozciągający raśmi – promień i lejce zarazem. Pozwala to odbiorcy rozwinąć piękny obraz poetów pędzących na rydwanach i rozświetlających swym poznaniem kosmos, który zostaje podzielony na pół: wyżej jest niebo, niżej ziemia. Warto zauważyć, że gdy poeci zaczynają poznawać, pojawiają się znów pytania o kierunki wyżej i niżej i o to, co się po obu stronach promienia-lejcy znajduje – jakby sami sobie je zadawali… A  przez nich To Jedno samo siebie pyta…

Pytaniami też kończy się hymn: skąd się wziął świat, czy sam się stworzył, poddaje się też w wątpliwość wszechwiedzę Tego Jednego będącego kosmiczną opatrznością. Europejscy uczeni zinterpretowali te pytania w ramach swojej tradycji: ich zdaniem świadczą one o nadzwyczajnej dojrzałości staroindyjskiego umysłu, zdolnego do krytycznych pytań w filozofii. Wydaje się jednak, że  chodzi tutaj o coś innego, co również świadczy o niezwykłej dojrzałości umysłu twórców Rygwedy. Znowu trzeba wrócić do tradycji ustnej. Osadzone w tym kontekście pytania okazują się pytaniami skierowanymi do odbiorcy: to słuchacz kosmogonii sam sobie ma na nie odpowiedzieć. Ma on we własnym sercu odtworzyć proces stwórczy Tego Jednego, by przekonać się o początkach wszechrzeczy i jej naturze. Każdy bowiem człowiek jest poetą. I Bogiem – w mikroskali.

*

Ongiś niebytu nie było, ni nie było bytu.
Nie było przestworu, ni niebios powyżej.
Czy coś się poruszało? A gdzie? A w czyjej pieczy?
Czy była woda – tajnia niezgłębiona?
Nie było śmierci ni nieśmiertelności.
I znamion nocy i dnia nie było.
To Jedno z własnej woli bezwietrznie oddychało.
A poza nim niczego innego nie było.
I zrazu mrok mrokiem był skryty,
i wszystko było topielą bez znaku.
A co miało nastać – pustka okalała.
I To się zrodziło mocą żaru – Jedno.
Pragnienie pierwej to ogarnęło,
co myśli było nasieniem pierwszym.
Poeci szukali w sercu pojmowaniem.
Pokrewieństwo bytu w niebycie znaleźli.
Poprzecznie promień – lejce rozprzęgli.
Co było powyżej? Co poniżej było?
Dawcy nasienia byli i były potęgi.
Poniżej – własna wola. Powyżej – dążenie.
Kto zaiste to poznał? Kto mógłby tu ogłosić?
Skąd się stworzenie rodziło – skąd ono jest?
Bogowie przyszli później, po jego wyłonieniu.
Kto zatem poznał, skąd ono się ziściło?
Skąd to stworzenie się ziściło?
Samo się ułożyło czy też nie?
Wie to opatrzność w najwyższych niebiosach
albo i nie wie…[1]

Joanna Jurewicz

Attachment-1Dr hab. Joanna Jurewicz, prof. UW – indolog (Katedra Azji Południowej Wydziału Orientalistycznego). W centrum jej zainteresowań leży filozoficzna myśl hinduska wyrażana w najstarszych indyjskich zabytkach literackich (teksty Objawienia, eposy, ok. XIII p.n.e. do przełomu er). Szczególnie interesują ją początki myślenia abstrakcyjnego, a także dziedziczenie pojęć i obrazów w trakcie kulturowego przekazu. W badaniach stosuje interdyscyplinarną metodologię łączącą filologię z lingwistyką kognitywną. Autorka trzech książek („O imionach i kształtach Jednego. Monizm indyjskiej filozofii Tradycji”, „Kosmogonia Rygwedy”, „Fire and cognition in the Rgveda”) , przekładu wybranych hymnów Rygwedy („Wędrówka za przestrzenią. Wybrane hymny Rygwedy”) oraz licznych  artykułów naukowych.

 

 


[1] Rygweda 10.129.Za: Joanna Jurewicz, Wędrówka za przestrzenią. Wybrane hymny Rygwedy. Warszawa: Dom Wydawniczy Elipsa 2013.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 8 votes)
Joanna Jurewicz: Jak się rodzi filozofia? Hymn o stworzeniu świata z epoki brązu (Rygweda 10.129), 10.0 out of 10 based on 9 ratings

12 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 2014-10-24
  2. Jan Cipiur 2014-10-25
  3. A. Goryński 2014-10-25
    • A. Goryński 2014-10-25
  4. Jerzy Łukaszewski 2014-10-25
  5. Jaruta 2014-10-25
  6. Jerzy Łukaszewski 2014-10-26
  7. Jaruta 2014-10-26
  8. Jerzy Łukaszewski 2014-10-26
  9. obirek 2014-10-30
  10. Lech Isakiewicz 2014-10-31
  11. Stanisławska 2014-11-27