Tomasz Lis: Polish joke

2012-10-15. Siedem lat po zdobyciu przez PiS pełnej władzy w państwie partia Jarosława Kaczyńskiego chce od­bić jej utraconą po drodze część – rząd. Tyle że chce to zrobić w przebraniu.

Odpowiedzi na pytania zadane w naj­nowszym sondażu „Newsweeka” pokazują, że pomysł jest całkiem sprytny, a kamuflaż udany. Oto większość Polaków nie boi się powrotu PiS-u do władzy. Zdecydowana większość nie chce tylko, by premierem był Jarosław Kaczyński (dwie trzecie) i by re­alizowana była koncepcja budowy IV RP. Krótko mówiąc, większość Polaków nie chce, by szefem rządu był ten, który w efek­cie zdobycia władzy premierem by został, i nie chce, żeby realizowana była koncep­cja, która byłaby realizowana. Wniosek: Polacy nie boją się powrotu PiS-u, pod wa­runkiem że PiS przestanie być PiS-em. Tyle że oczywiście PiS PiS-em być nie przesta­nie, a prawdziwym dyrygentem tej partii i każdego rządu przez nią tworzonego nie przestanie być Jarosław Kaczyński.

Ale może większość ma rację? Przecież PiS nie chce zajmować się głównie Smo­leńskiem. Przecież głównym celem preze­sa nie jest zemsta na Donaldzie Tusku. Nie, skąd, przecież gdyby takie były cele preze­sa i jego partii, nie odbywałyby się deba­ty o gospodarce i służbie zdrowia. Należy więc PiS-owi pogratulować skuteczności. „Wielka ścierna” z parapremierem, paradebatami i chowaniem Macierewicza działa. Defensywa agresji i ofensywa uśmiechów przynoszą efekty. Jakież to proste. Wystar­czy powściągliwość na śniadanie, umiar na obiad, łagodność na podwieczorek i spo­kój na kolację oraz ziołowa herbatka na do­branoc. Wojciech Młynarski śpiewał, że „ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio”. Niezupeł­nie. Ludzie to kupią, byle grzecznie, byle po cichu, byle sprytnie.

Jarosław Kaczyński rok temu, wbrew swym oczywistym interesom, ściągnął maskę i pokazał prawdziwą twarz, lustru­jąc kanclerz Merkel. Gdy jednak maski nie zdejmował, bywał doskonale skutecz­ny. Nie zdejmując maski (przynajmniej do chwili wyborów), siedem lat temu za­gwarantował władzę dla PiS-u, a prezy­denturę dla brata. Nie zdejmując jej dwa lata temu, niemal dopłynął do pałacu prezydenckiego.

Co by było, gdyby PiS wła­dzę zdobyło? Czy partia ta odrobiła lekcję z sześciu ko­lejnych przegranych wyborów? Czy wie już, dlaczego Polacy uznali jej rządy za pasmo groźnych ekscesów? Wątpliwe, ale powiedzmy, że być może. Warto jed­nak spojrzeć na prawdziwe PiS. Co się w ostatnich la­tach w tej partii zmieniło? Otóż odeszli lub zostali z niej wyrzuceni wszyscy, którzy mogliby uchodzić za rzecz­ników umiaru. Nie ma już ani Marcinkiewicza, ani Walendziaka, ani Zalewskiego, ani Kowala, ani Kluzik-Rostkowskiej, ani Poncyljusza. Nie ma nikogo z tych, któ­rzy starali się piłować kanty i łagodzić wizerunek nie przez kilka przed­wyborczych tygodni, ale naprawdę. Zostali sami przyboczni prezesa, basujący mu za­wsze i wszędzie, niezależnie od tego, czy zaostrza, czy łagodzi, czy się uśmiecha, czy mówi przez zaciśnięte zęby.

Trudno mieć pretensje do wyborców o krótką pamięć. To, co było pół roku temu, może się wydawać zamierzchłą przeszłością. To, co było pięć lat temu, jest prehistorią. Rzeczywistością są pięcioletnie rządy PO i Tuska, które coraz więcej Polaków męczą, irytują i złoszczą. Nasz sondaż wskazuje, że ludzie wciąż wolą premiera Tuska niż premiera Ka­czyńskiego. Ale kto mówi o premierze Kaczyńskim? Przecież gdyby Kaczyń­ski chciał być premierem, nie wyznaczał­by parapremiera Glińskiego, nieprawdaż? Czy prezesowi można wierzyć? Oczywi­ście. Dokładnie w tym samym stopniu co siedem lat temu, gdy mówił, że premie­rem być nie chce, zanim postanowił, że jednak chce, po czym zastąpił poprzednika obecnego parapremiera.

Oczywiście „wielka ścierna” nie jest najwięk­szym problemem Polski. Skoro PiS nie może wy­grać wyborów, to musi udawać, że PiS-em nie jest. Logiczne. O wie­le większym problemem jest to, że „wielka ście­ma” może doprowadzić do wielkiej zmiany. Może tak się stać nie dlatego, że tak genialny i wyrafino­wany jest manewr PiS-u, ale dlatego, że Platforma oddała PiS-owi tak wiel­kie pole.

Donald Tusk zdobył w Sejmie poparcie większości posłów. Do odzyskania popar­cia milionów Polaków jest jednak daleka droga. Jeśli w ogóle jest to możliwe. Je­śli premierowi się nie uda, nie będzie już miała znaczenia odpowiedź na pytanie, „czy leci z nami pilot?” bo samolot wpad­nie w korkociąg. Chwilę potem poznali­byśmy owoce operacji „wielka ściema”. Oczywiście z Jarosławem Kaczyńskim i  IV RP w rolach głównych.

Tomasz Lis

Newsweek nr 42/2012

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 6.9/10 (19 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 18 votes)
Tomasz Lis: Polish joke, 6.9 out of 10 based on 19 ratings

7 komentarzy

  1. Tomek 2012-10-15
    • Incitatus 2012-10-23
  2. medard 2012-10-15
  3. Angor 2012-10-17
  4. PK 2012-10-17
  5. Nick Magnowski 2012-10-21
    • Incitatus 2012-10-23