Zbigniew Szczypiński: Jeśli nie teraz…

2017-08-01.

…to kiedy, jeśli nie my, to kto?

Zacznę tak samo – pamiętacie wierszyk –„wracasz z wakacji… a tu nie ma demokracji”. Tydzień temu wierszyk ten posłużył mi jako ilustracja nietrafionych prognoz.

Weto – a dokładniej dwa weta – PAD-a zamieszały w obozie władzy. Zamieszanie trwa.

Jaki będzie koniec – można spekulować, ale to tylko puste igraszki, mogące dostarczyć satysfakcji jedynie tym, którzy obstawią te scenariusze, które się spełnią. Nic więcej.

Miniony tydzień przyniósł mnóstwo komentarzy, dotyczących motywów prezydenckiego weta, od hipotezy „ustawki”, poprzez przerażenie skalą społecznego protestu na ulicach polskich miast, po domniemanie zakulisowych działań kościoła katolickiego czy najbliższej rodziny prezydenta.

Można tak bez końca. Tylko po co?

Walec „dobrej zmiany” nie został zatrzymany. Weta prezydenta oznaczają jedynie to, że to obóz prezydencki przygotuje własne propozycje ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Propozycje te trafią do Sejmu i Senatu, gdzie PiS ma większość. Może je przyjąć – albo odrzucić. Odrzucenie jest prawnie możliwe, a psychologicznie prawdopodobne – byłoby to jasne pokazanie prezydentowi jego miejsca w szeregu.

Chyba że… projekty ustaw przygotowanych przez Kancelarię Prezydenta będą tak samo ostre, tak samo demolujące system sądownictwa w Polsce, jak ustawy przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości (bo to, że to zwykła „ściema” z tymi projektami poselskimi, to jest już jasne dla wszystkich, nawet dla posłów PiS-u.). Od razu będą takie, albo po odpowiedniej „modyfikacji” w parlamencie?

I co wtedy? Co zrobi ulica? Co zrobi zagranica? Co zrobimy my wszyscy, którzy nie godzimy się na demontaż państwa prawa i wprowadzanie rządów autorytarnych jednego człowieka ogarniętego szaleństwem i żądzą zemsty na wszystkich, pragnieniem ukarania wszystkich (łącznie z sobą…) za wszystkie niepowodzenia i nieszczęścia, jakie go w życiu spotkały…

Co zrobimy?

To nie będzie dobry czas letniej kanikuły. Może być tak, jak jest zwykle w Polsce jesienią, czy zimą: zły czas dla demonstracji ulicznych …

Teraz, teraz, w tych tygodniach, musi się wykształcić nowy model działania po stronie opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Trzeba dogadać – na spotkaniach „okrągłego stołu”, w kontaktach osobistych, w Sieci, wszędzie, gdzie można – wspólną strategię wobec posunięć władzy.

Dynamika procesów jest taka, że znając stopień determinacji władzy nie wykluczam wariantów siłowych – masowych aresztowań ludzi, których władza „namierzyła”. Metoda prowokacji policyjnej jest dobrze znana i stara, jak autorytarne reżymy pod każdą szerokością geograficzną.

Tym wszystkim, którzy zakrzyczą wielkim głosem, że to nie u nas, że to się nigdy nie zdarzyło (naprawdę?), odpowiem krótko – to, że jeszcze tego nie było, to nie dowód, że nie może się zdarzyć. Na przykład jesienią 2017.

Skala protestów ulicznych była znaczna – ale to nie jest taka skala, która zmiata ekipy rządowe. Jeżeli w mieście kilkusettysięcznym w manifestacji bierze udział pięć tysięcy ludzi – to dużo, ale to nie jest jeszcze przekroczenie granicy za którą rodzi się NOWE.

Jeżeli w kilkudziesięciu miastach w Polsce zbierali się ludzie z zapalonymi zniczami, tworząc łańcuch światła opasujący budynki sądów – to jest to ładne, dobrze wygląda w telewizji, buduje poczucie wspólnoty, ciepła. Dosłownie i w przenośni. I tyle.

Prezydent Andrzej Duda jednak podpisał ustawę o sądach powszechnych, pan Zbyszek zacznie swoje rządy gdy tylko minie czas vacatio legis, a więc już niedługo. Raz jeszcze okaże się, że silniejsza jest pieczątka, niż nawet najszlachetniejsze porywy ludzi, grzejących się w cieple i blasku świec.

Młodzi, którzy byli znaczącą siłą ostatnich miejskich demonstracji, wrócą do szkół, na studia. Skończy się fiesta, a zacznie normalne życie.

Prawo i Sprawiedliwość ma dla młodzieży propozycję polityki, jak nazywa ją prof. Andrzej Leder – narodowo-katolickiej dumy. Można sobie wyobrazić wiele takich okazji, w których władza zaproponuje młodym z małych miasteczek i wsi takie imprezy, aby poczuli swą siłę. To łatwe, gdy ma się do dyspozycji cały aparat państwa i państwowe pieniądze: na przykład Marsz Niepodległości 11 listopada w Warszawie i wszystkich miastach, w których były uliczne manifestacje w obronie sądów…

Mając wszystkie środki, pieniądze, policję, kościół można zorganizować marsze których skala i liczba uczestników przyćmi wszystkie nasze działania.

To, jak będzie jesienią czy zimą, decyduje się teraz. Jeżeli nie teraz to kiedy, jeżeli nie my, to kto?

Wierszyk o powrocie z wakacji i końcu demokracji nie precyzuje, o które wakacje chodzi, może o wakacje zimowe?

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 16 votes)
Zbigniew Szczypiński: Jeśli nie teraz..., 10.0 out of 10 based on 10 ratings

23 komentarze

  1. Obywatel RP 2017-08-01
  2. andrzej Pokonos 2017-08-02
    • andrzej Pokonos 2017-08-04
  3. Obywatel RP 2017-08-04
  4. Obywatel RP 2017-08-04
  5. Zbyszek123 2017-08-04
  6. Obywatel RP 2017-08-05

Odpowiedz