Jerzy Łukaszewski: Albo – albo8 min czytania

()

politicsPodniecenie skandalem na sejmowej komisji sprawiedliwości udziela się wszystkim.

Niepotrzebnie, ponieważ nie ma on żadnego praktycznego znaczenia.

Nic nie ma znaczenia przy rządach tej formacji. Ani prawo, ani procedury, ani przyzwoitość w takim najzwyklejszym tego słowa rozumieniu.

Nie wiem czy któraś z posłanek lub posłów gorąco protestujących przeciw temu co się działo na komisji zdobędzie się na refleksję prostą i oczywistą – że swoją tam obecnością legitymizuje to co robi banda kaczystowska.

Zawsze rząd będzie mógł powiedzieć, że owszem, procedowano w obecności posłów opozycji, a to że zostali przegłosowani – cóż, matematyka demokracji.

Posłowie PiS odrzucili projekt zakazujący aborcji. Awantura na komisji, przewodniczący uciekł z posiedzenia

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka odrzuciła w głosowaniu obywatelski projekt ustawy „Stop aborcji”. Posiedzenie komisji było kilka razy przerywane. Opozycja protestowała przeciwko nieregulaminowego trybowi zwołania komisji i domagała się wpuszczenia przedstawicieli organizacji pozarządowych. – Nigdy nie widziałem sytuacji, żeby przewodniczący uciekał z sali oraz aby anulować przepustki ludziom, którzy chcieli przysłuchiwać się dyskusji – oceniał przebieg obrad Bartosz Arłukowicz (PO).

Jeśli kogoś razi słowo banda to trudno, ale nie umiem inaczej określić grupy przestępców, a za takich przecież uważa się osoby łamiące prawo. Na dodatek nieresocjalizowalnych recydywistów.

Nie jest to więc, jak mogłoby się wydawać – inwektywa lecz chłodne i w miarę precyzyjne oddanie charakteru organizacji, która zawłaszcza nasz kraj kawałek po kawałku.

To co wyprawiał wczoraj marszałek sejmu (nie pierwszy raz zresztą) zmusza do zastanowienia się nad sensem dalszego uczestnictwa w tej farsie.

Prostak bez elementarnej kindersztuby ruga jak gówniarzy posłów i posłanki zgłaszające się do zabrania głosu, a następnie żąda by najpierw uzgodnili z nim o czym będą mówić, wówczas on zadecyduje czy im głosu udzieli.

Nie chodzi już nawet o żaden regulamin sejmu, ale o skalę absurdu, na który wszyscy patrzą względnie spokojnie i co najwyżej zdobywają się na protesty słowne uważnie patrząc czy są w pobliżu kamery.

Media przechodzą nad tym do porządku dziennego, komentatorzy nader rzadko zabierają głos na ten temat czyli – godzą się de facto na istniejący stan rzeczy.

Mimo wszystkich upokorzeń i ewidentnych przypadków łamania prawa im wciąż wydaje się, że biorą udział w obradach sejmu demokratycznego państwa.

Czy mają jakieś wyjście? Teoretycznie tak, nawet kilka, ale wiemy dobrze, że nie są zdolni przedsięwziąć czegokolwiek.

Dlaczego? Wolałbym na to pytanie nie odpowiadać, choć mam na ten temat swoje zdanie.

Wielokrotnie powtarzałem, także tu na SO, że jeśli chce się coś ugrać z takim przeciwnikiem, trzeba go zaskakiwać, trzeba sprawić by to on musiał się ustosunkowywać do czyichś działań, a nie tylko czekać co on zrobi i reagować.

To bowiem oznacza przyjęcie jego reguł gry czyli – z góry przewidywalną przegraną.

Przykład: durnowata licytacja „odnowionej” PO na pieniądze wypłacane rodzicom. Oznacza jedynie kompletny brak koncepcji i chodzenia na pasku Kaczyńskiego, zabawę w teatrzyk według jego scenariusza.

Odrzucenie przez komisję sejmową projektu ustawy o całkowitym zakazie aborcji było do przewidzenia. Pisałem o tym w niedzielę.

Jeśli jeszcze sprawdzi się moje czarnowidztwo co do dalszego ciągu, czyli licytacja kto doprowadził do zwycięstwa czarnego marszu, Kaczyński będzie mógł odetchnąć pełną piersią.

Chyba, że się pomyliłem (modlę się o to) i dzielne panie nie uspokoją się pozornym odrzuceniem ustawy (decyzja komisji to jeszcze przecież nie koniec tego projektu) i z równą poniedziałkowej determinacją będą cisnąć by dopiąć ostatecznie swego.

Nawiasem mówiąc w całej dyskusji aborcyjnej zabrakło mi zasadniczego pytania: dlaczego państwo w ogóle ma się zajmować takimi sprawami? Po co w ogóle jakakolwiek ustawa na ten temat, nieważne czy zaostrzająca czy liberalizująca?

W jaki sposób ta tematyka wpływa na funkcjonowanie państwa jako takiego?  Po mojemu – w żaden. No to — po co te nerwy, krzyk i zamieszanie?

To, czym powinno zajmować się państwo wynika z samej jego definicji i nie widzę tam miejsca na sprawy aborcji czy in vitro chyba, że chodziłoby o refundację tych zabiegów ze wspólnej kasy. Ale tylko wtedy i w takim zakresie.

Nie mam nic przeciw antyaborcyjnym poglądom Kościoła. Ma prawo je mieć i ma prawo je głosić.

Nie ma jednak prawa obarczać państwa odpowiedzialnością za nieudolność swego nauczania i brak wpływu na wiernych i żądać by państwo było egzekutorem reguł nie przez nie ustanowionych i wkraczało prawem w dziedziny, które nie są do jego prerogatyw zaliczane przez nikogo w świecie mniej więcej cywilizowanym

Kościół w swym pełnym fałszu nauczaniu ani się zająknie, że Dekalog to świeckie normy, które dopiero później otrzymały sankcję religijną, a nie odwrotnie. .

Środowy manewr był czytelny i jasny. Wybitny dyplomata p. Waszczykowski – jak to dyplomata – wypaplał  wszystko, o czym zwykły dyplomata by zmilczał, choć i tak media nie podchwyciły sprawy. W Parlamencie Europejskim trwała debata na temat praw kobiet w Polsce i trzeba było za wszelką cenę udowodnić, że Europa nic nie wie o Polsce i o tym co się w niej dzieje. Stąd chwilowe „uwalenie” projektu i powtarzane jak mantra „to nie jest projekt PiS, to nie jest projekt PiS”, na który spora część dziennikarzy dała się nabrać.

Nabrać, bo decydując o tym, który projekt ma być procedowany, a który nie, PiS dokonał wyboru bardzo jednoznacznego i na nic zda się zaklinanie rzeczywistości.

Śmieszne, sztuczne i czasem wręcz nieudolne zapewnienia posłów i posłanek PiS, że nigdy nie byli za całkowitym zakazem aborcji pokazywały o co naprawdę chodzi.

Pani europosłanka Wiśniewska na dodatek w przepięknym przemówieniu dała do zrozumienia, że zdobycie prawa do głosowania przez Polki w 1918 roku to też zasługa PiS. Tak przynajmniej wynikało z konstrukcji jej tekstu.

Obywatel Kaczyński snując swe insynuacje pod adresem Donalda Tuska ani się zająknie o tym, że brak poparcia jego kandydatury w przyszłym roku może ostatecznie zepchnąć Polskę na margines, z którego bardzo trudno będzie wrócić. Kraj, który tak ostentacyjnie deprecjonuje własnego polityka to nie jest kraj z gatunku przewidywalnych, a tylko z takimi wielcy tego świata chcą robić interesy na większą skalę.

Nawiasem mówiąc byłbym wdzięczny za pomoc w odpowiedzi na pytanie: co miał prezes Kaczyński na myśli sugerując, że Tusk mógłby zostać „świadkiem koronnym dużym lub małym”, ponieważ zagadka ta może stać się przyczyną mojej bezsenności.

Nigdy nie kryłem, że nie mam najlepszego zdania o obecnych politykach, obojętnie z jakiej opcji. Z kilkoma wyjątkami, które nie zmieniają ogólnego obrazu.

A jednak marzycielska natura podpowiada mi akcje z ich udziałem, które mogłyby zaskoczyć przeciwnika i skłonić go do nieprzemyślanych (z braku czasu na wydanie instrukcji) ruchów i wypowiedzi.

Np. taka rzecz.

Przychodzi dzień trzeciego czytania ustawy, z góry wiadomo, że przegłosowanej ze względu na matematykę.

Posłowie PO i Nowoczesnej (na innych nie ma co liczyć) wychodzą z sali, w której i tak nie są do niczego potrzebni poza legitymizacją kolejnego draństwa i robią debatę – happening na korytarzu albo wręcz przed budynkiem parlamentu pod gołym niebem w obecności ulicznych widzów wyjaśniając im skąd to niecodzienne miejsce obrad. Argumentów za tym nie brakuje.

Na koniec ogłaszają tekst własnej uchwały na aktualny w izbie temat.

Oczywiście narażają się na konsekwencje. Kuchciński nie przegapi okazji, by obciąć im diety za ten dzień, choć nie sądzę by zdobył się na coś więcej jeśli grupa będzie odpowiednio liczna.

Reakcja posłów PiS (szczególnie jednego) bardzo by mnie ciekawiła. Zwłaszcza  po pierwszym zamieszaniu i wściekłych atakach, do których są oni wyjątkowo  starannie przyuczeni.

A gdyby podobna sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie? Nadal PiS twierdziłby, że w Polsce wszystko jest normalnie? Nieważne kto, kogo i jak by obwiniał. Jako normalne nie określiłby tego nikt.

Ale przede wszystkim – to PiS musiałby znaleźć sposób – odpowiedź na taką zagrywkę. A zanim by znalazł można by wymyślić kolejną.

I tak dalej, i tak dalej. Nie dać spocząć, nie dać odsapnąć.

Ot, takie tam marzenie.

Nie twierdzę, że to najmądrzejsza rzecz na świecie, to tylko przykład możliwy do zrealizowania, ale myślę, że lepsza, niż udawanie normalnego w domu wariatów – a tak trzeba dziś określić status posłów opozycji w polskim sejmie.

Jeśli ktoś (a są tacy) uzna, że jest to działanie niepoważne, to mu powiem, że niepoważne to jest traktowanie tego co się dzieje w sejmie jako rzeczy poważnej.

Czy to w ogóle jeszcze jest parlament?

Uchwalanie programów przez partie, licytowanie się na zasługi, mniej lub bardziej kąśliwe uwagi pod adresem kogoś kogo podejrzewają o chęć przewodzenia opozycji – to wszystko rybki drugiej świeżości, które Kaczyński ma wmontowane w system.

Trzeba po pierwsze atakować, a nie być atakowanym, po drugie atakować bronią, której przeciwnik jeszcze nie zna.

Innej drogi nie widzę.

Jerzy Łukaszewski

 

 

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

18 komentarzy

  1. PIRS 07.10.2016
  2. j.Luk 07.10.2016
  3. Mr E 07.10.2016
  4. PIRS 07.10.2016
    • j.Luk 07.10.2016
  5. Magog 07.10.2016
  6. slawek 08.10.2016
  7. j.Luk 08.10.2016
  8. slawek 08.10.2016
  9. slawek 08.10.2016
    • j.Luk 08.10.2016
      • Tetryk56 08.10.2016
      • jotbe_x 08.10.2016
  10. Sir Jarek 08.10.2016
  11. j.Luk 08.10.2016
  12. rafa 08.10.2016
  13. rafa 08.10.2016
  14. elpi 09.10.2016