Jest kilka sposobów analizowania, przedstawiania, opowiadania — o tym jaka jest polska scena polityczna, o zachodzących procesach (np.„dobra zmiana”), występujących na niej aktorach, o języku którym się posługują, rodzaju i jakości scenografii w których ten spektakl się toczy.
Można „jechać po całości”, operować dużą syntezą, używać języka a nawet meta-języka odnosząc się do zaszłości z bliższej i dalszej historii. Daje to autorowi złudne poczucie władzy, pewnej takiej wyższości nad tym co „tu i teraz”.
Można wyłapywać jednostkowe fakty i traktować je jak wskaźniki szerszych procesów, budować w oparciu o nie jakieś syntezy, różne scenariusze, tworzyć prognozy stanów przyszłych. Stwarza to szanse sprawdzenie swoich profetycznych zdolności, szybko, łatwo i przyjemnie.
To czym chciałbym się zająć dotyczyć będzie, formalnie rzecz biorąc, najważniejszego aktora na polskiej scenie politycznej, wybranego w wolnych wyborach Prezydenta RP, absolwenta szanowanego Uniwersytetu w Krakowie, urlopowanego pracownika Wydziału Prawa tej uczelni w stopniu doktora nauk prawnych. Pana Andrzeja Dudy.
Pan Prezydent Andrzej Duda wystąpił ostatnio w programie „Kawa na ławę” redaktora Rymanowskiego. Zgodnie z regułą programu panowie wystąpili bez krawatów ale za to w wytwornych wnętrzach pałacu prezydenckiego.
W godzinnej (to naprawdę długo jak na standardy telewizyjnych wywiadów) redaktor Rymanowski postawił wiele pytań dotyczących najważniejszych problemów polskiej polityki i roli prezydenta w jej kształtowaniu. To nie była ugrzeczniona rozmowa jaką prowadzą z obecnymi władcami Polski redaktorzy prawicowych mediów, to był normalny wywiad telewizyjny jakiego Prezydent udzielił jednej z wielu obecnych na medialnym rynku stacji telewizji informacyjnej.
Było wiele pytań, padło wiele odpowiedzi; nie da się, a może nie warto, dokładnie ich analizować. Odpowiedzi Prezydenta miały wspólną cechę: nie odnosiły się do rzeczywistości, tego co jest realnością politycznego życia w Polsce, a formułowane były przez pryzmat urzędu, ważnego, może nawet najważniejszego, urzędu w kraju.
Prezydent pytany przez redaktora Rymanowskiego w sprawie sporu o Trybunał Konstytucyjny jak mantrę powtarzał tezę, że to nie on złamał Konstytucję, a łamie ją Prezes Trybunału sędzia Rzepliński, przywoływane przez redaktora Rymanowskiego opinie wielu międzynarodowych organizacji i zgodne opinie wszystkich polskich instytucji prawniczych, wszystkich polskich Uniwersytetów w tym macierzystego Uniwersytetu Pana Prezydenta mówiące o odpowiedzialności prezydenta za zaistniałą sytuację, odbijały się jak od ściany. Pan Prezydent Andrzej Duda wskazywał na wagę swojego urzędu, zasłaniał się swoją pieczątką jakby pytając – kto ma ważniejszą?
To prawda , pieczęć Urzędu Prezydenta RP jest ważna, może nawet najważniejsza — ale w sporze o prawdę nie waga pieczęci się liczy, a waga argumentów.
To był przykry widok człowieka, który przestał myśleć, który rozum zamienił na pieczątkę.
Rola Prezydenta to zaszczyt, ale jest ona ograniczona w czasie, kadencja albo co najwyżej dwie– a co potem?
I jeszcze jeden smaczek do obrazu urzędującego Prezydenta RP.
Pamiętamy wszyscy występ Pana Prezydenta Andrzeja Dudy na imprezie jubileuszowej popularnej gazety warszawskiej. Były dwa występy na tej imprezie, Prezydenta Andrzeja Dudy i znanej celebrytki Dody. Pani Doda wręczyła Panu Prezydentowi kawałek okolicznościowego tortu i zademonstrowała Prezydentowi i całej Polsce to co ma najlepszego. Śmiechów i żartów nie było końca, ilość internetowych memów przekroczyła normę.
Nie o tym chcę (muszę) napisać.
W tym samym czasie co impreza w znanym tabloidzie odbywała się wielka uroczystość związana z 200 leciem Uniwersytetu Warszawskiego.
Jego Magnificencja Rektor, Senat, wielu znakomitych gości, dla wszystkich przygotowany był ogromny tort, ogromny, starczyłoby dla wszystkich.
Na tę uroczystość władze UW zaprosiły Prezydenta RP i Premiera Rządu RP.
Zaproszeni nie skorzystali z zaproszenia.
Nie wiem jaki był kalendarz zajęć Pani Premier Szydło, wiem, że Pan Prezydent Andrzej Duda swoją obecnością na jubileuszu warszawskiej popołudniówki i wynikającą stąd absencją na uroczystości warszawskiej uczelni określił swoje priorytety. Czy można coś tu jeszcze dodać?
Spisane będą czyny i rozmowy…
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk



Autor konstatuje: „To był przykry widok człowieka, który przestał myśleć, który rozum zamienił na pieczątkę.” Stwierdzenie takie zakłada, że inkryminowany jest bytem samodzielnym, myślącym i refleksyjnym. Tymczasem to tylko jeden z fanatycznych wykonawców programu nazywanego eufemistycznie „dobra zmiana” polegająca na niszczeniu dorobku Polski niepodległej po 1989 r. Fanatyzm czyni go impregnowanym na wszelkie formy samodzielnego, racjonalnego myślenia. Istotą celów tej grupy ludzi nie jest dążenie do Polski nowoczesnej, rozwijającej się harmonijnie i z sukcesami, Polski dostatniej, wolnej i szczęśliwej. Istotę celów tej grupy sformułował w 1992 r. ich protoplasta mec. Jan Olszewski w zdaniu: „nie chodzi o to jaka ma być ale czyja ma być Polska”? Odpowiedź brzmi „nasza” czyli tej grupy która rządzi obecnie w Polsce. Ponieważ Polska sprzed 2015 r. nie była „nasza” więc trzeba stworzyć Polskę „naszą”. To, że taka Polska śmierdzi naftaliną, charakteryzuje się ciemnotą, wstecznictwem, ksenofobią, nacjonalizmem, antyeuropejskością i swoistą formą doktryny katolickiej której wyznacznikiem jest nienawiść i szowinizm, jest zupełnie nieistotne. Ważne, że jest „nasza”. A że wkrótce okaże się, że byt państwowy pod nazwą „nasza” Polska ma olbrzymie kłopoty z rozwojem i z elementarnym, sprawnym funkcjonowaniem to zupełnie nieważne. Ważne, aby zagwarantować niepodzielne panowanie „naszym”. Jesteśmy świadkami eksperymentu, który jest tak absurdalny, że nie może się powieść. Jednak świadomość tej absurdalności nie dotyczy „naszych”. To odwrócona definicja wynalazczości, tyle że w wyniku jej zastosowania niczego nie wynajdziemy, niestety. „Rewolucja godnościowa” na którą powołują się twórcy i wykonawcy „dobrej zmiany” skończy się dla nich najgorzej, bowiem Ci, którzy w wyniku subiektywnego odczucia naruszanej godności ich wybrali zostaną odarci z godności głębiej i dotkliwiej niż poprzednio. Ich gniew i wściekłość zmiecie oszustów szybciej niż nam się zdaje.
Któryś z profesorów UJ mówił o panu D., że to człowiek niesamodzielny, bez inicjatywy i w ogóle miernota. Nie wiem tylko czy to przypadkiem nie świadczy o tej uczelni (innych także), że takie miernoty trzymają w katedrach. Ale ja tam się nie znam …