Maciej Bielak: Demostenes z Siennicy

2012-07-11. Grunt to dobry tytuł. Jak czytelnika odrzuci od tekstu już od samego tytułu, to koniec – przerzuci na następną stronę albo pójdzie pooglądać telewizję. W tym przypadku sprawa jest przegrana, no bo kogo może przyciągnąć „Demostenes z Siennicy”? Kto wie kim był Demostenes – ręka w górę! Szkołę kończyłem wprawdzie nie tak dawno, ale moja skleroza chyba postępuje, bo sam już nie pamiętam, czy o Demostenesie uczyłem się jeszcze w liceum, czy już na studiach historycznych, ale z pewnością nie jest to postać znana „przeciętnemu Kowalskiemu” (choć zaznaczam, że czytelników ARRK-i uważam za zdecydowanie ponadprzeciętnych). Ale z drugiej strony – dobrze jest, gdy tekst zawiera w sobie jakąś tajemnicę. Może zatem czytelnik zacznie zastanawiać się kim jest tytułowy Demostenes oraz kto jest bohaterem tekstu – czy jest to jakiś siennicki kot, czy też miejscowy filozof na miarę użytkowników ławeczki z serialowych Wilkowyj, czy może ktoś zupełnie inny? W tym cała nadzieja. Dobrze, niech więc zostanie „Demostenes z Siennicy”. Czytelnikowi, który nie zraził się tytułem i dotarł do tego miejsca obiecuję, że jeśli na którekolwiek z powyższych pytań nie zna odpowiedzi, to odnajdzie je w tym tekście.

***

Bycie parlamentarzystą może powodować utratę zdrowia psychicznego i fizycznego, i to utratę autentyczną, a nie tylko chorobę dyplomatyczną lub schorzenie wynikające z braku chęci uczestniczenia w obradach. Narządem szczególnie narażonym na odniesienie uszczerbku jest u posłów i senatorów gardło, szczególnie wtedy, gdy podczas przemawiania nie można skorzystać z urządzeń nagłaśniających a trzeba dotrzeć do kilkuset posłów lub kilkudziesięciu senatorów. A w czasie obrad mówić trzeba dużo, zwłaszcza gdy ma się coś sensownego do powiedzenia i potrafi się rzeczywiście mówić, a nie czytać z kartki.

Mikołaj musiał odczuwać lekki stres, bo choć był posłem już kilka lat wcześniej i nieraz stracił głos właśnie dlatego, że potrafił mówić i miał coś do powiedzenia, to pierwszy raz przyszło mu wystąpić przed izbą wyższą, i to w sprawie wagi państwowej. On, skromny poseł z ziemi chełmskiej, miał podnieść wrzawę przeciwko głowie państwa oraz wpływowym senatorom, dla których był niemal anonimowy. Z drugiej strony był pewien, że wymaga tego dobro państwa, które zawsze stawiał na pierwszym miejscu. Podtrzymywało go na duchu także zaufanie jego towarzyszy z izby poselskiej, którzy właśnie Mikołaja wyznaczyli do wykonania tego niewdzięcznego zadania.

Świadomy wszystkich możliwych konsekwencji, jakie może przynieść mu to wystąpienie, Mikołaj zdecydował się jednak nie zmieniać jego tonu ani na jotę. Przełknął ślinę, wstał, nabrał powietrza, i co sił w płucach wygarnął senatorom:

    Wielka to jest i niebezpieczna rzecz jednemu człowiekowi wielu powierzyć zdrowie!

Był rok 1550. Posłowie i senatorowie nie wiedzieli jeszcze, że byli świadkami początku jednej z najwspanialszych karier w dziejach parlamentaryzmu polskiego.

***

Mikołaj Sienicki herbu Bończa, bo to on jest bohaterem niniejszych rozważań, urodził się ok. 1520 roku. Ród Sienickich („dom starodawny i Rzeczypospolitej zasłużony”, jak o nich pisał kronikarz Bartosz Paprocki) przypuszczalnie wywodzi się z Mazowsza, a dokładniej z okolic Żyrowa. Podczas panowania Władysława Warneńczyka Sieniccy osiedlili się na Chełmszczyźnie i otrzymali od tego władcy w nadaniu wieś Niedziałowice. Historycy nie wiedzą kiedy Sieniccy zamieszkali w Siennicy, ale musiało stać się to jeszcze w XV w., skoro w 1490 r. wójtem Siennicy Królewskiej był Jakub Sienicki (warto w tym miejscu nadmienić, że już od XVI w. Siennica dzieliła się na Wierzbiączną – inaczej Nadolną – Królewską i Różaną). Równie tajemnicze są wczesne lata życia Mikołaja Sienickiego – nie wiadomo jak i gdzie spędził młodość, nieznana jest też dokładna data jego urodzin. Wiadomo, że był synem chorążego chełmskiego Stanisława Sienickiego i Barbary z Róża Boryszewskich, która wniosła do małżeństwa Siennicę Różaną (a tak na marginesie – wbrew pozorom Siennica Różana zawdzięcza swą nazwę nie „różom dziko krzewiącym się po polach”, jak można przeczytać w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, ale właśnie nazwisku „Róża-Borzyszewski”). Pewne jest też to, że w 1535 r. zapisał się na Uniwersytet Jagielloński („wpisowe” wynosiło wtedy 3 grosze), a ponieważ musiał wtedy mieć skończone co najmniej 14 lat, wychodzi na to, że musiał urodzić się najpóźniej w 1521 r. Przypuszcza się, że do czasu podjęcia edukacji na uniwersytecie czas mijał Mikołajowi Sienickiemu głównie na gospodarowaniu majątkami rodowymi.

Początki działalności politycznej Mikołaja Sienickiego wiążą się z okresem krakowskim, kiedy to jako student znajdował się pod opieką swojego stryja Piotra, który według historyka Stanisława Grzybowskiego popchnął swojego bratanka do kariery politycznej. Pierwszy udokumentowany ślad  politycznego zaangażowania Mikołaja Sienickiego pochodzi z 1545 r., kiedy to Sienicki był legatem króla Zygmunta Starego na sejmik chełmski. Karierę polityka zaczął więc „z wysokiego C”, a później było tylko lepiej. Sam Sienicki wspominał, że w czasach Zygmunta Starego był posłem, ale inne źródła nie potwierdzają tych rewelacji. Żadnych zastrzeżeń nie budzi natomiast jego udział w sejmie piotrkowskim z 1550 r., w czasie którego Sienicki, pod nieobecność Zygmunta Augusta, zarzucił senatorom zbytnią uległość wobec króla i nadmierną prywatę, wypowiadając tym samym wojnę średniej szlachty przeciwko magnaterii. Jednak talent polityczny Mikołaja Sienickiego rozkwitł na dobre na sejmie w 1553 r., na którym Sienicki przedstawił program jednego z najwybitniejszych przedsięwzięć politycznych Rzeczypospolitej szlacheckiej – ruchu egzekucyjnego.

Ruch egzekucyjny był ruchem średniej szlachty skierowanym przeciw magnaterii, a dokładniej przeciwko jej przemożnemu wpływowi na króla. Ów wpływ objawiał się przede wszystkim poprzez bezprawne rozdawanie magnatom dóbr królewskich (tzw. „królewszczyzn”) oraz przywilej mielnicki z 1501 r., który na szczęście dla średniej szlachty nie wszedł w życie, ale pozostawił ślad w postaci napiętych stosunków społecznych pomiędzy magnaterią a resztą szlachty, bowiem zakładał ograniczenie pozycji ustrojowej izby poselskiej na rzecz zdominowanego przez magnatów senatu. Sprzeciw szlachty wzbudzała także przeprowadzona w latach 1529-1530 elekcja vivente rege, czyli koronacja Zygmunta Augusta przeprowadzona za życia Zygmunta Starego. Było to, trzeba przyznać, przedsięwzięcie podwójnie głupie – nie dość, że niezgodne z prawem, to nieprzynoszące rządzącej dynastii Jagiellonów kompletnie żadnych korzyści (Zygmunt Stary miał tylko jednego syna, więc objęcie przez niego tronu po śmierci ojca było formalnością).

Sztandarowe postulaty ruchu egzekucyjnego można streścić w dwóch hasłach: „egzekucja dóbr” (m.in. przejęcie nielegalnie rozdanych królewszczyzn przez skarb królewski, przeznaczenie czwartej części dochodów państwa na wojsko, opodatkowanie Kościoła, likwidacja obciążeń finansowych szlachty na rzecz duchowieństwa) oraz „egzekucja praw” (m.in. kodyfikacja prawa, wymuszenie przestrzegania praw zapisanych w konstytucjach sejmowych i laudach sejmikowych, egzekwowanie zakazu sprawowania przez jedną osobę kilku urzędów jednocześnie, zniesienie obowiązku egzekwowania wyroków sądów kościelnych przez starostów, uściślenie unii z Litwą i zniesienie odrębności państwowej Prus Królewskich). Ruch próbował także m.in. wymóc na senatorach konieczność udziału w obradach sejmu – trzykrotna nieobecność na sejmie miałaby skutkować grzywnami i odebraniem królewszczyzn. Sądząc po frekwencji na współczesnych obradach Sejmu, podczas których nie odbywa się zaprzysiężenie posłów, głosowanie albo sto czterdziesta szósta dyskusja o katastrofie smoleńskiej, postulat ten bardzo przydałby się także naszym „wybrańcom narodu”…

Zygmunt August początkowo był niechętny wobec ruchu egzekucyjnego, czemu trudno się dziwić – senatorowie stanowili elitę władzy, na której opierał się król, poza tym zgoda na realizację programu egzekucjonistów byłaby przyznaniem się do porażki nie tylko własnej, ale i jego poprzedników. Władca próbował zatem odwlekać wykonanie egzekucji dóbr i egzekucji praw z sejmu na sejm, ale i na to Sienicki znalazł sposób – na sejmie w 1556/1567, strasząc Zygmunta Augusta konsekwencjami ewentualnej wojny domowej, zagroził mu rozejściem się sejmu bez uchwalenia podatków, jeśli król nie zrealizuje programu egzekucji. Podobna sytuacja powtórzyła się na kolejnym sejmie z lat 1558/1559, po którym urażony król opuścił Polskę i wyjechał na Litwę, gdzie spędził blisko trzy lata. Jednak jego sukces był pozorny, ponieważ i Sienicki, i Zygmunt August doskonale zdawali sobie sprawę z trudnego położenia międzynarodowego Polski – od 1558 r. wojska Wielkiego Księstwa Moskiewskiego prowadziły działania zbrojne w Inflantach, a tereny południowo-wschodnie były stale narażone na ataki ze strony Tatarów, co powodowało konieczność angażowania znacznych środków finansowych na wojsko. W tej sytuacji pieniądze z podatków były więc potrzebne jak świeże powietrze. Świadomy takiej sytuacji Zygmunt August zdecydował się na sojusz ze średnią szlachtą – począwszy od sejmu z 1562 r., na którym król miał pojawić się w stroju szlacheckim, najważniejsze postulaty ruchu egzekucyjnego były stopniowo wcielane w życie.

Ruch egzekucyjny odniósł zatem sukces niemal gigantyczny –  te reformy egzekucjonistów, które weszły w życie, nie przyniosły co prawda wielkiej korzyści ich twórcom, ale przetrwały do końca istnienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów. A jaka w tym wszystkim była rola Sienickiego? Historycy (Anna Sucheni-Grabowska, Stanisław Cynarski, Stanisław Grzybowski) są zgodni, że Sienicki był nieformalnym numerem jeden w ruchu egzekucyjnym. Sucheni-Grabowska podkreśla, że choć w budowę ruchu egzekucyjnego zaangażowało się wiele wybitnych postaci (takich jak Hieronim Ossoliński czy Rafał Leszczyński), to tylko Sienicki był posłem, który formułował zbiorcze postulaty ruchu. Wynikało to przede wszystkim z jego ogromnej wiedzy prawniczej, ponadprzeciętnych zdolności oratorskich, które na szczęście zachowały się dzięki diariuszom sejmowym, a także sprytowi politycznemu, który wykazał Sienicki stosując szantaż podatkowy wobec Zygmunta Augusta. Musiał mieć także ogromne zaufanie szlachty, o czym świadczy chociażby fakt, że w czasie sejmów egzekucyjnych wielokrotnie był wybierany marszałkiem. Wreszcie ruch egzekucyjny zawdzięcza Sienickiemu swoją nazwę, która wzięła się od jego stwierdzenia z sejmu z 1553 r.: „Aby sprawa dobra i rząd pospolity wszędzie był doma, a postronnych pokój, tośmy exekucyą nazwali”. Wszystko to czyniło z Sienickiego lidera średniej szlachty i cenionego polityka.

7 lipca 1572 r. zmarł Zygmunt August. Ponieważ król nie pozostawił po sobie potomstwa, Rzeczpospolita stanęła przed koniecznością opracowania sposobu wyboru władcy oraz zapewnienia bezpieczeństwa na terenie Rzeczypospolitej w okresie bezkrólewia. W tym drugim zakresie Sienicki również okazał się innowatorem. Już 10 dni po śmierci ostatniego Jagiellona szlachta ziemi chełmskiej z inicjatywy Sienickiego zawiązała konfederację, na której Sieniciemu oraz chorążemu chełmskiemu Stanisławowi Orzechowskiemu powierzone zostało czuwanie nad bezpieczeństwem wewnętrznym ziemi oraz sprawowanie sądów w okresie bezkrólewia. Stało się to precedensem ustrojowym, który obowiązywał we wszystkich ziemiach podczas każdego bezkrólewia. Sienicki jest też uważany za współtwórcę artykułów henrykowskich, ale na to historycy nie znaleźli dotychczas twardych dowodów. Nie jest natomiast jasny stosunek Sienickiego do elekcji viritim, zwanej też wolną elekcją.

Historycy są w tej sprawie podzieleni – Grzybowski uważa Sienickiego za zwolennika elekcji tego typu, a przeciwnego zdania są Sucheni-Grabowska i Sebastian Adamkiewicz. Więcej argumentów przemawia za tą drugą tezą – Adamkiewicz zauważa, że jeszcze w 1565 roku opowiadał się przeciwko takiej formie wyboru króla, a poza tym Sienicki od lat 50. XVI w. był arianinem, a elekcja viritim była niekorzystna dla innowierców, więc nielogiczne byłoby popieranie jej przez Sienickiego. Z kolei Sucheni-Grabowska wskazuje na to, że przygotowany przez egzekucjonistów projekt sposobu obierania króla zakładał wybór przez reprezentację szlachty, a nie przez ogół szlachty. Chcąc nie chcąc, Sienicki zaangażował się jednak w nowe mechanizmy ustrojowe – po ucieczce Henryka Walezego z Polski Sienicki został wybrany marszałkiem sejmu elekcyjnego z 1575 r., na którym doszło do podwójnej elekcji. Sienicki  był zwolennikiem detronizacji Walezego i wyboru na tron „Piasta”, czyli kandydata polskiego, dlatego też opowiedział się za wyborem Anny Jagiellonki oraz przekazaniem tronu Stefanowi Batoremu pod warunkiem poślubienia Jagiellonki i ostro protestował przeciwko kandydaturze cesarza Maksymiliana Habsburga. Sienicki brał też udział w organizacji zjazdu jędrzejowskiego, na którym potwierdzona została elekcja Batorego i Jagiellonki oraz zorganizował przyjazd Batorego do Polski i doprowadził do jego ukoronowania. Jednak łaska pana na pstrym koniu jeździ – świeżo upieczony król postawił na Jana Zamoyskiego, a Sienicki, któremu Batory w dużej mierze zawdzięczał tron, poszedł w odstawkę…

Innym polem aktywności politycznej Mikołaja Sienickiego były sprawy wyznaniowe. Jak już wspomniałem, Sienicki w latach 50. z katolika stał się kalwinistą, a po rozłamie w zborze kalwińskim przeszedł na arianizm, co miało wpływ na jego poglądy dotyczące relacji państwo-Kościół. Sienicki konsekwentnie postulował odsunięcie duchownych od władzy państwowej, co objawiło się choćby w przytaczanych powyżej postulatach ruchu egzekucyjnego dotyczących opodatkowania duchowieństwa czy zniesienia egzekucji wyroków sądów kościelnych przez starostów. Na sejmie z 1555 r. domagał się również zwołania soboru narodowego, który powołałby w Polsce Kościół Narodowy. na czele którego stanąłby król, a nie papież, ponieważ – jak argumentował Sienicki – „Polak nie niewolnik popowski”.

Po zakończeniu obrad sejmu Sienicki odbył podróż po Europie Zachodniej. Historycy zgodnie przypuszczają, że miała ona na celu nawiązanie kontaktów z wiodącymi postaciami z obozu reformacji – Janem Kalwinem i Jakubem Melanchtonem. Na kolejnym sejmie z lat 1556/1557 Sienicki potępił tzw. edykt interim, który m.in. zakazywał innowiercom głoszenia własnych poglądów religijnych czy druku ksiąg reformacyjnych. Nadepnął także na odcisk prymasowi Jakubowi Uchańskiemu, kiedy sprzeciwił się powierzeniu w okresie pierwszego bezkrólewia stanowiska interrexa właśnie Uchańskiemu. Trzeba też pamiętać, że działalność Sienickiego wpisała się w trwającą od kilkudziesięciu lat walkę reformacji z kontrreformacją, dlatego też Sienicki co raz doprowadzał do białej gorączki wielu prominentnych dostojników Kościoła katolickiego w Polsce, m.in. kardynała Stanisława Hozjusza czy nuncjusza papieskiego Giovanniego Francesco Commendonego.

Największym dokonaniem Sienickiego na polu wyznaniowym było jednak zainicjowanie podczas konfederacji konwokacyjnej w Warszawie w 1573 r. Konfederacji Generalnej (tzw. konfederacji warszawskiej), która gwarantowała szlachcie innowierczej swobodę wyznania i uchodzi za pierwszy dokument, który prawnie sankcjonował tolerancję religijną w Polsce. Sienicki współtworzył więc mechanizm ustrojowy, dzięki któremu Polska stała się „państwem bez stosów”.

Koniec życia spędził Mikołaj Sienicki w zapomnieniu, niemal z dala od polityki. Jak już wspomniałem, po objęciu tronu przez Batorego dla Sienickiego zabrakło miejsca w elicie władzy. Odstawienie Sienickiego na boczny tor historycy przypisują machinacjom Jana Zamoyskiego, dla którego Sienicki był znaczącym konkurentem. Ostatnią poświadczoną źródłowo aktywnością polityczną był sejm z 1578 r., na którym z inicjatywy Sienickiego utworzono Trybunał Koronny, odpowiednik sądu najwyższego. Mimo podeszłego wieku nie stracił Sienicki intuicji politycznej, czemu dał wyraz na tym samym sejmie, kiedy bezskutecznie protestował przeciwko przyznaniu kurateli nad umysłowo chorym księciem pruskim Albrechtem Fryderykiem Hohenzollernem margrabiemu brandenburskiemu Jerzemu Fryderykowi. Jak się później okazało, niepokój Sienickiego w tej sprawie był jak najbardziej słuszny, gdyż decyzja ta była pierwszym krokiem w kierunku utworzenia silnego państwa pruskiego, którego potęgi Rzeczpospolita boleśnie doświadczyła 200 lat później. Sienicki dożywał swojego kresu najprawdopodobniej na swoim folwarku, a jego zdolności jako gospodarza opiewał Mikołaj Rej w Zwierzyńcu polskim. Zmarł w 1581 roku (dokładna data, podobnie jak w przypadku urodzin, nie jest znana).

Demostenes był wybitnym mówcą greckim, który wsławił się mowami przeciwko władcy Macedonii, Filipowi II, od imienia tego króla nazwanych filipikami. Mikołaj Sienicki z racji wybitnych zdolności krasomówczych już w XVI w. został nazwany polskim Demostenesem, ale jeżeli chodzi o trwałe zasługi dla państwa, to przy Sienickim Grek wypada blado. Powtórzmy – egzekucja dóbr, egzekucja praw, unia lubelska, sądy kapturowe, wolna elekcja, tolerancja religijna, Trybunał Koronny. Wszystkie te wydarzenia były albo pomysłami Sienickiego, albo brał on czynny udział w ich tworzeniu. A przecież stały się one podstawą funkcjonowania Rzeczypospolitej Obojga Narodów aż po jej kres w 1795 r. Poza tym Sienickiemu udało się nakłonić króla do wprowadzenia w życie zmian sprzecznych z interesami elity władzy. Wreszcie – jak słusznie zauważa Stanisław Grzybowski – to Sienicki wprowadził do polityki język polski. Dlaczego zatem Grecy pamiętają o swoim Demostenesie, a my o „polskim Demostenesie” zapominamy? Wydaje mi się, że przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze, Demostenes miał spersonalizowanego wroga w postaci Filipa II. Z kolei Mikołaj Sienicki walczył „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnej osobie, a w takiej sytuacji raczej trudniej jest przejść do historii.

Po drugie, Sienicki nigdy nie sprawował prestiżowego stanowiska (jedynym urzędem, jaki sprawował Sienicki, był urząd podkomorzego chełmskiego). Nie przysłużyło się też Sienickiemu jego wyznanie, tym bardziej, że od czasów potopu szwedzkiego, kiedy doszło do wygnania arian z Polski, do poprawności politycznej należało wymazywanie braci polskich z kart historii. Tym oto sposobem jeden z najwybitniejszych polskich parlamentarzystów, wielokrotny marszałek sejmu, wielki mówca i zręczny taktyk polityczny pozostał zapomniany. Miejmy nadzieję, że zostanie odkryty na nowo, zwłaszcza że na Mikołaja Sienickiego śmiało mogą się powołać np. rzecznicy rozdziału Kościoła od państwa czy uzdrowienia administracji.

Czytaj też tekst S. Popowskiego

Maciej Bielak

 

Autor jest z wykształcenia historykiem i politologiem, absolwentem UMCS w Lublinie, obecnie współpracuje z “Przeglądem Polskim”.

 

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Dąbrowski 2012-07-15
  2. Bielak 2012-07-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com