Marcin Makowiecki: Trzeba zmienić ten przepis

2012-07-14.

Rozmowa z Adamem Tańskim, prezydentem Izby Zbożowo-Paszowej

1 stycznia 2013 r. ma wejść w życie zakaz stosowania w żywieniu zwierząt pasz wytworzonych z surowców genetycznie zmodyfikowanych. Co to oznacza dla polskich producentów rolnych i przemysłu paszowego?

Przypomnę, że podstawą prawną tego zakazu jest ustawa o paszach z 22 lipca 2006 r., która „zabrania wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie modyfikowanych oraz organizmów genetycznie zmodyfikowanych przeznaczonych do użytku paszowego”.

Jeżeli parlament nie zmieni tego przepisu, to polska gospodarka – rolnicy produkujący drób, trzodę chlewną, bydło oraz przemysł paszowy, a w rezultacie także konsumenci, poniosą ogromne straty. Zostanie w dużym stopniu ograniczony dostęp naszych producentów do podstawowego i najważniejszego źródła białka, zawartego głównie w importowanej śrucie sojowej, niezbędnego do produkcji pasz. Cała ogromna gałąź gospodarki żywnościowej, dziś bardzo dobrze prosperująca, stanie wobec wielkich trudności, łącznie z groźbą bankructwa. Jeżeli działania zwolenników zakazu GMO okazałyby się skuteczne, to muszą oni zdać sobie sprawę z olbrzymiej odpowiedzialności wobec naszego społeczeństwa i gospodarki, która na nich spadnie. Tym bardziej że o przyjęciu ustawy w 2006 r. nie decydowały w ogóle przesłanki merytoryczne, ale wyłącznie ówczesne potrzeby polityczne, głównie PiS i Samoobrony. Parlament przyjął przepis gospodarczo i społecznie szkodliwy. I tylko dzięki solidarnemu działaniu organizacji zrzeszających producentów udało się wówczas osiągnąć pewien kompromis – nowelizację przyjętej ustawy ustalającą moratorium na ten zakaz do 1 stycznia 2013 r. Teraz jednak problem znów powraca i trzeba zapytać ustawodawcę, czy zakaz będzie obowiązywać, tak samo jak wciąż aktualne stanowisko rządu z 2008 r. z głównym jego przesłaniem „Polska wolna od GMO”?

Czy bierze pan pod uwagę, że to hasło ma wielu bardzo aktywnych zwolenników?

Dyskusja o warunkach dopuszczenia produktów zawierających organizmy genetycznie zmodyfikowane w żywieniu zwierząt i produkcji żywności toczy się w Polsce od wielu lat. W tych rozbudzających emocje polemikach pojawia się wiele uproszczeń, demagogii i dezinformacji. To, co w innych krajach uznaje się za wielkie osiągnięcia naukowe, u nas w licznych wypowiedziach przeciwników GMO przyrównuje się (bezpodstawnie) do broni biologicznej zagrażającej naszemu zdrowiu i życiu. Skutek jest taki, że choć brak naukowo uzasadnionych podstaw do obaw, około 2/3 polskiego społeczeństwa jest przeciwko GMO, choć w istocie nie wie dlaczego. Tej opinii nie można jednak lekceważyć. Przeciwnie, konieczna jest pełna informacja o produktach zawierających GMO i wprowadzanie takich przepisów prawa, które będą zapewniać konsumentom poczucie bezpieczeństwa. Rzetelna informacja powinna w dostępny sposób przekonywać do osiągnięć biotechnologii i pokazywać „za” i „przeciw”, oraz wszystkie przesłanki podejmowanych przez władze państwowe decyzji – naukowe, zdrowotne, ekonomiczne, produkcyjne, prawne i etyczne.

Przypomnijmy zatem podstawowe fakty.

Z opracowania Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej pt. „Raport o sytuacji na światowym rynku pasz wysokobiałkowych ze szczególnym uwzględnieniem produkcji roślin GMO” z 2011 r. dowiadujemy się, że w 2010 r. rośliny genetycznie zmodyfikowane uprawiano na powierzchni 148 mln ha. Powierzchnia uprawy z roku na rok wzrasta, najbardziej w krajach rozwijających się. Według najnowszych danych Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin, jest to już 160 mln ha w 27 krajach, tj. około 10 proc. światowej powierzchni gruntów ornych. Głównym ich producentem i krajem o najbardziej zaawansowanych badaniach nad modyfikacjami genetycznymi roślin są Stany Zjednoczone. Do krajów o największym udziale upraw roślin GM należą także Brazylia, Argentyna, Indie, Kanada, a ostatnio produkcja ta rozwija się także w Chinach i innych krajach. Oblicza się, że w latach 1996–2009 łączny wzrost dochodów z tytułu upraw roślin GM wyniósł około 65 mld USD. Do korzyści zalicza się także odporność nowych odmian na suszę, szkodniki i choroby, co przyczynia się do wzrostu i stabilizacji plonów oraz mniejszego zużycia środków chemicznych.

Społeczeństwa wielu krajów akceptują zastosowanie biotechnologii w medycynie i produkcji różnych artykułów przemysłowych, natomiast najwięcej obaw budzi genetyczne modyfikowanie roślin i wytwarzanej z nich żywności, także w Polsce.

To jest naturalny, być może, usprawiedliwiony, lęk przed nieznanym. Kiedyś ludzie bali się kolei żelaznej, ciągników, nawozów sztucznych… Prof. Piotr Węgleński, biolog genetyk z Uniwersytetu Warszawskiego przypomniał w czasie debaty, zorganizowanej 3 kwietnia br. w Sejmie, że 36 lat temu na konferencji w Asilomar genetycy i lekarze z całego świata rozważali, jakie korzyści i zagrożenia może przynieść rozwój inżynierii genetycznej. To był okres zimnej wojny i nie bez powodu obawiano się, że może zostać użyta broń biologiczna. Opracowane wówczas zasady bezpieczeństwa obowiązują dotychczas i są stosowane.

Dlatego rządy poszczególnych państw wprowadzają przepisy regulujące wydawanie zezwoleń na uprawę oraz rozwijanie badań dotyczących bezpieczeństwa zdrowotnego i środowiskowego. Ostatnio Komisja Europejska wyraźniej niż dotychczas określiła swoje pozytywne stanowisko dotyczące wykorzystania biotechnologii jako czynnika innowacyjności w rozwoju obszarów wiejskich. Bardzo ważnym wskazaniem dla polityków może być także, zbyt mało u nas znana opinia, sformułowana w czasie warsztatów Papieskiej Akademii Nauk (z maja 2009 r.), z której wynika, że stosowanie inżynierii genetycznej może pomóc w wyżywieniu w 2050 r. około 9 mld osób oraz że nie ma podstaw do stwierdzenia, że produkty żywnościowe wytworzone z użyciem tej techniki mogą być niebezpieczne. Nie obawiajmy się więc!

W Polsce wyspecjalizowane instytuty Zootechniki w Krakowie i Weterynaryjny w Puławach prowadzą od wielu lat badania nad wpływem pasz genetycznie zmodyfikowanych na produkcyjność i zdrowie zwierząt. Nie wykazują one, by wartość pokarmowa i bezpieczeństwo stosowania soi GM były niższe niż soi konwencjonalnej. Inaczej mówiąc, w badaniach nie stwierdzono obecności zmodyfikowanego DNA w mięsie, jajach i mleku.

Do końca 2011 r. w Polsce do obrotu dopuszczono 38 produktów GMO, głównie takich jak nasiona, śruty, makuchy i koncentraty soi. Badania polowe obejmują 6 gatunków roślin: topolę, len, buraki cukrowe, kukurydzę, ziemniaki i ogórki. Komercyjne uprawy kukurydzy GM wynoszą ok. 3000 ha. Być może, rolnicy kupują także materiał siewny za granicą.

Dla naszej gospodarki żywnościowej najważniejszy dziś problem to deficyt surowców białkowych do produkcji pasz. Krajowa produkcja nie pokrywa zapotrzebowania. Konieczny jest import. Dlaczego żąda się jego zakazu?

Sądzę, że wynika to raczej z braku wiedzy, bo nie dopuszczam myśli, by było to świadome działanie wbrew naszym interesom. Najważniejszym źródłem białka paszowego jest dla nas śruta sojowa powstająca w wyniku ekstrakcji soi. W 2010 r. uprawa soi GM zajmowała ponad 80% upraw tej rośliny na świecie i około 50% (73,3 mln ha) powierzchni wszystkich upraw GMO. Szacuje się – jak podaje IER i GŻ – że ok. 85% śruty sojowej w handlu międzynarodowym jest wyprodukowane właśnie z roślin GM. Przemysłowa produkcja pasz nie może obyć się bez tego surowca, zawierającego w porównaniu z innymi najwyższy odsetek wysokostrawnego białka. Trzeba dodać, że wraz z wprowadzeniem zakazu stosowania mączek pochodzenia zwierzęcego w żywieniu zwierząt zwiększył się światowy popyt na pasze wysokobiałkowe pochodzenia roślinnego, zwłaszcza na śrutę sojową i rzepakową. Największym importerem śruty sojowej jest Unia Europejska. W sezonie 2010/2011 jej import wynosił 21,2 mln ton, przy ogólnym wolumenie importu światowego 53,5 mln ton.

W Polsce, w miarę wzrostu produkcji zwierzęcej i zachodzących w niej zmian strukturalnych, rośnie zapotrzebowanie na pasze przemysłowe, w których wykorzystuje się surowce wysokobiałkowe. Ich zużycie w porównaniu z początkiem minionej dekady zwiększyło się o ponad 80%. Jest to głównie wynik rosnącego zapotrzebowania na pasze producentów mięsa drobiowego i jaj oraz, w mniejszym stopniu, trzody chlewnej. Rośnie przede wszystkim popyt na śruty oleiste, w tym największe znaczenia ma śruta sojowa, w całości pochodząca z importu. Jak podaje IERiGŻ, jej zużycie zwiększyło się z niespełna 0,8 mln ton w połowie lat 90. ub.w. do ok. 2 mln ton obecnie.

Głównym źródłem zakupu dla polskich importerów są Argentyna i Brazylia, gdzie ok. 85 % produkcji to soja genetycznie zmodyfikowana. Podaż soi i śruty niemodyfikowanej na świecie kurczy się z każdym rokiem i obecnie nie przekracza kilkunastu mln ton rocznie. Udział śruty sojowej w produkowanych w Polsce mieszankach paszowych wynosi ok. 20–40%, a w koncentratach nawet 60–80%. Przeciwnicy GMO twierdzą wprawdzie, że można ją zastąpić innymi śrutami poekstrakcyjnymi (rzepakową) lub krajowymi roślinami białkowymi (grochem, łubinem, bobikiem), naukowcy jednak udowadniają, że śrutę rzepakową podawać można zwierzętom tylko w ograniczonych ilościach, bowiem pogarsza ona opłacalność chowu kurcząt i świń, u kur niosek zaś powoduje przykry zapach. Z kolei krajowe rośliny białkowe produkowane są w zbyt małych ilościach i zawierają substancje antyżywieniowe, i nie ma możliwości radykalnego zwiększenia upraw (rządowy projekt ich wsparcia nie spełnił oczekiwań), zaś koszty ich wytwarzania są relatywnie bardzo wysokie.

Z tego co pan mówi, wynika, że projekt pt. „Polska wolna od GMO” nie ma szans na realizację. Czy szacowano jego ewentualne skutki?

Jak już powiedziałem, wejście w życie ustawowego zakazu sprowadzania i stosowania modyfikowanej śruty spowoduje katastrofalne skutki gospodarcze. Nastąpiłoby zwiększenie kosztów produkcji pasz w Polsce o co najmniej 100 mln dol. w skali roku. Jak oblicza IERiGŻ, doszłoby do pogorszenia opłacalności produkcji zwierzęcej o ok. 30% oraz wzrostu cen mięsa drobiowego o 30–40%, jaj o 20–30%, mięsa wieprzowego o 15–20% , a mleka o 10–15% (wyliczenie Instytutu Zootechniki). Wobec utraty konkurencyjności przez polski przemysł paszowy i sektor hodowlany, prowadzącej do likwidacji wielu zakładów, do kraju będzie napływać tańsze mięso z zagranicy, wyprodukowane z użyciem surowców GM, ponieważ żaden kraj unijny nie odważył się na tak radykalny krok (z wyjątkiem Austrii, która zużywa jednak mniej śruty niż Polska). Tak więc, przepis, w teorii mający wyeliminować z polskiego rynku rośliny GMO, w efekcie wyeliminuje polskich producentów pasz i mięsa i otworzy nasz rynek na tańsze zagraniczne mięso ze zwierząt karmionych GMO. Stracimy ciężko zdobyte europejskie rynki zbytu na polskie mięso (zwłaszcza drób), którego eksport rozwijał się w ostatniej dekadzie bardzo dynamicznie i osiągnął znaczne rozmiary. Wstrzymanie importu drogą morską rocznie ok. 2 mln ton towaru spowoduje znaczne pogorszenie wyników ekonomicznych największych portów w Polsce. Czy tego wszystkiego chcemy?

Zważywszy na bliski termin wejścia w życie zakazu i długą procedurę legislacyjną, konieczne jest niezwłoczne przystąpienie do pracy nad odpowiednią nowelizacją ustawy o paszach. Opinie ekspertów naukowych są w tej kwestii jednoznaczne. Polskie rolnictwo i nasza produkcja żywności nie może znaleźć się w izolacji – poza trendami światowymi. Jeśli ma się rozwijać i osiągać korzyści z eksportu, to musi korzystać ze światowego dorobku naukowego, w tym przypadku biotechnologii. Nie ma innej drogi.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Makowiecki

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Hazelhard 2012-07-14
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com