Marcin Makowiecki: Naukowcy popierają GMO

2012-07-16. Uczestnicy konferencji zorganizowanej przez PAN („GMO szansą polskiej biogospodarki” – 26.04. 2012 r.) apelowali o porozumienie w sprawie stosowania GMO. Tak zrozumiałem przesłanie tej debaty: przeciwników trzeba przekonywać, spory rozstrzygać w sposób merytoryczny, a społeczeństwu wyjaśniać, jakie może mieć korzyści z wykorzystania w gospodarce osiągnięć nauki. Postulat jak najbardziej słuszny, ale trudny do realizacji.

Przeciwnicy GMO nie są bowiem skłonni do rzeczowej dyskusji, w której prawdopodobnie byliby skazani na porażkę. Nawet nie chcą słuchać, co mają do powiedzenia naukowcy. Wolą organizować happeningi i uliczne demonstracje i rozpowszechniać propagandowe publikacje. Ale próbować trzeba, m.in. korzystając z wyjątkowej okazji, że najważniejsza  Polsce instytucja naukowa podjęła próbę publicznego przedstawienia argumentów i sformułowania stanowiska w tej skomplikowanej sprawie.

Prof. Tomasz Twardowski,  przewodniczący Komitetu Biotechnologii PAN, uważa, że nie można uniknąć wykorzystania GMO w gospodarce (ze względu na liczne, już osiągane, korzyści), a  bioekonomia  jest kluczem do rozwiązywania problemów, które pojawią się w przyszłości. Europa (i Polska) nie może znaleźć się poza głównym nurtem światowej nauki.

Istnieje pewien obszar niepewności, nie tylko w sprawie GMO, ale np. energii jądrowej czy badań nad komórkami macierzystymi. Populiści to wykorzystują, co oddala nas od poważnej merytorycznej dyskusji – twierdzi prof. Michał Kleiber, prezes PAN. Wiadomo jednak, że biotechnologia ma wielkie sukcesy i szerokie zastosowanie w różnych dziedzinach, np. w medycynie, przemyśle, a także w rolnictwie, bo tu przyczynia się do ograniczenia chemizacji i oszczędności energii oraz wzrostu plonów. Są na świecie kraje, które bez zastosowania GMO w rolnictwie nie mają żadnych szans na przetrwanie. Przeciwstawianie się wykorzystaniu tej tech-nologii byłoby największym egoizmem. Ale, oczywiście, nowe metody muszą być kontrolowane. To wszystko są zagadnienia wymagające publicznej debaty. Ludzkość pracowała nad doskonaleniem roślin i zwierząt od niepamiętnych czasów – przypomina prof. Piotr Węgleński, biolog genetyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Obecne osiągnięcia są rezultatem badań nad DNA i efektem wykorzystania inżynierii genetycznej. Dzięki niej słyszymy o coraz to nowych sukcesach w różnych dziedzinach, w tym w hodowli i uprawie roślin. Np. powstają nowe rasy szybko rosnących świń, łososi. Hoduje się świnie, których organy można będzie wykorzystywać do przeszczepów. W medycynie trwają prace nad terapią genową przywracającą odporność. Są już pierwsze przykłady przywrócenia wzroku. Naukowcy pracują – z nadzieją na sukces – nad terapią genową w leczeniu nowotworów.

Wszystkie te osiągnięcia nie budzą sprzeciwu. Natomiast wykorzystanie GMO w rolnictwie wywołuje ogromne protesty. A przecież to jest również rezultat rozwoju badań naukowych z tego samego obszaru – inżynierii genetycznej – przydatnych nie tylko w rolnictwie, ale np. także w energetyce do produkcji biopaliw. Prof. Węgleński podał przykłady szeroko rozpowszechnianych, również w Polsce, publikacji, które nie opierały się na żadnych wiarygodnych badaniach i zostały zdyskwalifikowane pod względem naukowym. Cieszącą się rozgłosem książkę jednego z takich autorów, z zawodu tancerza, propagował u nas znany naukowiec i jednocześnie działacz polityczny.

Pewnym impulsem do zmiany podejścia i uporządkowania naszej legislacji w tej dziedzinie może być wykorzystanie raportu UE, w którym stwierdza się m.in., że nie ma żadnych naukowych dowodów szkodliwości GMO. Nasze obecne projekty przepisów są niezwykle rygorystyczne, np. przewidują karę trzech lat więzienia za „nieuprawnione uwolnienie GMO do środowiska”. A co z bawełną – zapytajmy. Prawie nie ma w światowym handlu bawełny non-GMO. Czy nie będziemy więc nosić w Polsce odzieży bawełnianej lub używać banknotów wytwarzanych z udziałem bawełny, bo mamy ideologiczne albo polityczne opory? Muszą być  jakieś granice absurdu…

Uporczywe trwanie przy haśle „Polska wolna od GMO” izoluje nas od postępu naukowego, a i tak nie wyeliminuje tych produktów z rynku żywnościowego – uważa prof. Stanisława Okularczyk z Ministerstwa Rolnictwa. Nie ma naukowych dowodów, które świadczyłyby o szkodliwości  GMO. Jest natomiast możliwe oszacowanie korzyści z ich stosowania. Problemy te wymagają u nas nie tylko naukowej debaty, ale także działań w sferze badań naukowych, propagowania innowacji, legislacji, edukacji przeznaczonej dla producentów i konsumentów. W podejmowanych decyzjach powinniśmy kierować się wyłącznie przesłankami merytorycznymi.

Badania naukowe dotyczące stosowania GMO w produkcji zwierzęcej są w Polsce prowadzone od lat na zwierzętach gospodarskich (a nie laboratoryjnych, doświadczalnych). Jak mówi dr Krzysztof Niemczuk, dyrektor Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, nie stwierdza się różnic między żywieniem zwierząt paszą GMO a tradycyjną, tzn. że GMO nie mają toksycznego wpływu na zdrowie ludzi i zwierząt. Nie wykryto śladów transgenicznego DNA w tkankach i narządach zwierząt.

– Co będzie, gdy wejdzie w życie zakaz stosowania GMO do produkcji pasz? – pyta prof. Andrzej Kowalski, dyrektor IERiGŻ. I odpowiada – będzie źle. Polska należy do krajów, które muszą importować pasze białkowe dla potrzeb hodowli. Głównie jest to soja GM, bo innej na światowym rynku w istocie już nie ma. Postulat, aby zastąpić ją krajową produkcją roślin strączkowych jest praktycznie nie do zrealizowania ze względów przyrodniczych i ekonomicznych. Prognoza strat, które spowodowałoby utrzymanie zakazu GMO, jest opracowana. Po 2012 r. ceny żywności wzrosłyby o około 4% – odczułyby to głównie rodziny o niższych dochodach. Władze państwa  musiałyby rozwiązać problem utraconych miejsc pracy w przemyśle paszowym, przetwórstwie spożywczym i w rolnictwie. Utracilibyśmy zagraniczne rynki zbytu na nasze produkty mięsne. Przypomnijmy, że obecnie około 30% wyprodukowanej w Polsce żywności trafia na eksport, a do roku 2003  byliśmy pod tym względem importerem netto.

A nasze społeczeństwo i tak będzie odżywiać się produktami zawierającymi GMO – tyle że wytworzonymi za granicą. Uczciwość nakazuje, aby ludzie o tym wiedzieli, zwłaszcza politycy i organizatorzy protestów.

Marcin Makowiecki

Print Friendly, PDF & Email

11 komentarzy

  1. beel 2012-07-16
  2. Baczyński 2012-07-16
  3. sensimilla 2012-07-16
  4. Witold Kustra 2012-07-17
  5. Hoffmann 2012-07-17
  6. kuba 2012-07-17
  7. hazelhard 2012-07-17
    • kuba 2012-07-17
    • Baczyński 2012-07-17
  8. Hoffmann 2012-07-17
  9. Hazelhard 2012-07-17
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com