Joanna Miłkowska: „Europo i co dalej”

Przyglądam się z coraz większym niepokojem mojej Europie i zastanawiam się, co będzie dalej. Europa iskrzy z dwóch powodów: ekonomicznych i na tle narodowych tożsamości poszczególnych jej państw. W wielu krajach starego kontynentu wybuchają zamieszki (Londyn), protesty (Ateny), manifestacje (Madryt) i niewyobrażalne wręcz tragedie (Oslo).

Przypomnijmy, że pierwsze doniesienia norweskich ekspertów i policji sugerowały, że za zamachem terrorystycznym w Oslo stoi dżihad. „Trudno sobie wyobrazić, aby to było coś innego niż atak terrorystyczny” mówił w telewizji norweski ekspert zajmujący się problematyką terroryzmu w Wyższej Szkole Policyjnej – Tore Bjoergo.

[dropcap]Ataki potępiły m. in. Stany Zjednoczone, Unia Europejska oraz NATO. Waszyngton nazwał je „haniebnym aktem przemocy”, Bruksela – „aktem tchórzostwa, dla którego nie ma żadnego uzasadnienia”, a Sojusz państw NATO określił zamachy, jako „akt odrażający”.[/dropcap]

Jakież musiało być zdziwienie całego współczesnego świata, kiedy zatrzymanym mężczyzną o rdzennie nordyckiej urodzie okazał się 32-letni Norweg – Anders Behring Breivik.

Nikt jednoznacznie nie wypowiada się na temat tragedii skandynawskiej: ani Norwegia, ani Stany Zjednoczone, Unia Europejska, NATO, Szwecja, Dania, Holandia czy inne europejskie kraje. Śledztwo jest w toku. Może przeraził wszystkich – europejski renesans ideologii nacjonalistycznych, który wybuchł w postaci nieprzewidzianego przez nikogo, okrutnego mordu terrorystycznego w demokratycznym państwie? Mnie przeraził.

Partie skrajnie prawicowe, niekoniecznie stricte chrześcijańsko-konserwatywne, budzą się ze snu po 70 latach. Szukanie winnego w postaci idei konserwatyzmu chrześcijańskiego, to być może młyn na wodę konserwatyzmu islamskiego, zważywszy, że według nieoficjalnych statystyk za rok 2005 katolicy to około 44 tys. osób (1%) ludności Norwegii. Pojęć tych nie powinno się mimo wszystko równoważyć.

Ideologie skrajnie prawicowe, o podłożu wręcz nacjonalistycznym, od jakiegoś już czasu dają o sobie znać na starym kontynencie, m. in. w: Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Szwecji, Danii i Norwegii. W tej chwili w Europie zachowania te są charakterystyczne właściwie dla większości krajów i kultur staroeuropejskich. Doktryna nacjonalizmu, która przedkłada interesy własnego narodu nad interesami innych państw, zarówno wewnątrz kraju (mniejszości narodowe i etniczne) jak i na zewnątrz (narody sąsiednie), niebezpiecznie rozkwita omal w całej Europie, a ruchy skrajnie prawicowe są już realną siłą polityczną w wielu krajach.

Zaskoczona i zszokowana Unia Europejska, która wiedziona „utopijną” wizją zjednoczenia wszystkich państw europejskich, zapomniała chyba, że otwartość rynków wewnętrznych UE obejmujący obszar bez granic wewnętrznych, na którego terenie zapewniony jest swobodny przepływ osób, towarów, usług i kapitału – nigdy nie będzie przysłowiową marchewką dla poszczególnych państw, w celu ostatecznego wyzbycia się swoich indywidualnych i narodowych tożsamości. W europarlamencie istnieje przecież frakcja pewnych ugrupowań, która nie tyle jest przeciwna samej integracji w Europie, co reprezentuje swój eurosceptycyzm, który z kolei ma jedynie bronić ich narodowych kultur, religii czy obyczajów.

Z pewnością tam, gdzie mamy do czynienia z dużymi migracjami, gdzie do tego kultury zasadniczo się od siebie różnią i gdzie te obyczajowe sprzeczności najbardziej można zauważyć, tam nacjonalizm będzie się pojawiał coraz częściej. Najaktualniejszy przykład, to chyba nie tak odległy „strach” Włoszech, Hiszpanii, Francji czy Cypru przed falą uchodźców z Afryki Północnej i pytanie, co z tym podrzuconym, w imię ogólnoświatowych trendów solidarnościowych, kukułczym jajem zrobić? Pomóc trzeba, ale jak integrować, europeizować, pokazywać zalety demokracji, a przede wszystkim koegzystować z odmienną jednak kulturą bliskowschodnią we własnym kraju? Jak wytrzymają to coraz bardziej zadłużone europejskie gospodarki?

W Niemczech według badań z 2009 mieszka znacznie więcej wyznawców islamu, niż katolicyzmu. Jest już tam ponad 4 miliony muzułmanów. Federalny Minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schaeuble z chadeckiej CDU zaproponował nawet swego czasu zrównanie statusu religii muzułmańskiej ze statusem wyznań chrześcijańskich w Niemczech.

Obiektywnie, może nie ma się czemu dziwić, skoro dotychczasowa „mniejszość” staje się albo „większością” albo przynajmniej „równością”. W Holandii 11 % ludności to obcy, a w miastach – prawie połowa. Za 10 lat w Amsterdamie i Rotterdamie większość mieszkańców będzie „nieholenderska”. Przewiduje się, że wkrótce ten mały kraj za główną religię uznać będzie musiał – właśnie islam. Władze brytyjskie z kolei twierdzą, że populacja muzułmanów w Wielkiej Brytanii zwiększyła się do 2 milionów (dane z 2008). Muzułmanie w Wielkiej Brytanii to mieszanka wielu kultur i postaw. Część z nich uważa się za prześladowanych przez rząd i świat, inni ulegają teoriom spiskowym, a jeszcze inni chcą żyć normalnie, nie patrząc na angielską politykę w sprawie wojny w Iraku czy Afganistanie. W Danii w 2009 roku opublikowano badania, z których wynika, że 55% muzułmanów chce zakazu krytyki ich religii, 75% uważa demokrację za najlepszy system, a 90% głosowałoby na lewicę. Liczbę muzułmanów żyjących w Belgii szacuje się na ponad 400 tys. i tam również belgijski parlament chce wprowadzenia zakazu noszenia islamskich chust, burek czy nikabów. Populację muzułmanów w Szwecji można podzielić, na co najmniej 7 grup, które tworzą: Turcy, Arabowie, Irańczycy, Afrykańczycy, Pakistańczycy oraz muzułmanie z Bałkanów i innych części świata.

Można do woli wymieniać europejskie państwa, w których cudzoziemcy zaczynają mieć ogromny wpływ nie tylko na politykę, ale i na obowiązującą w danym państwie religię. W całej Europie mieszka prawdopodobnie już ponad 14 milionów muzułmanów. Islam jest drugą co do wielkości religią na starym kontynencie. Takie są fakty współczesnej europejskiej cywilizacji. Czy to coś zmienia?

Muzułmanów w Europie jednoczy ponadnarodowa tożsamość i religia, podczas gdy rdzennych Europejczyków właściwie nie łączy – nic. Bo co ma łączyć? Coraz bardziej wypierane są korzenie europejskiego chrześcijaństwa i innych staroeuropejskich kultur, gdy tymczasem wyalienowanych, pod przymusem bądź dobrowolnie, z kraju pochodzenia i przybycia muzułmanów łączy bardzo mocno – właśnie religia – islam, który jest jedyną ich wspólną tożsamością w krajach zachodniej Europy.

Norwegia, jako jeden z najbogatszych, najbezpieczniejszych, najlepszych do życia państw świata, regularnie wygrywa różne ogólnoświatowe rankingi. Jest ona najlepiej funkcjonującym i najbardziej stabilnym państwem według magazynu „Foreign Policy”. Tutaj w Oslo, przypomnijmy, przyznawana jest, nomen omen, Pokojowa Nagroda Nobla, a sama Norwegia bardzo angażuje się w procesy i działania pokojowe na całym świecie. Norweski Instytut Nobla prezentuje przez cały rok różne wystawy poświęcone tematyce wojennej, pokojowej czy rozwiązywaniu konfliktów.

Norwegia jest jednak również krajem, w którym liczba imigrantów rośnie najszybciej. Zaledwie 5-milionowe norweskie państwo, przez wieki jednorodny etnicznie kraj skandynawski, posiada obecnie jeden z najwyższych wskaźników „przypływu” nowych cudzoziemców na świecie. Mieszka tam dzisiaj 883 tys. „nienorwegów” (18% populacji całego kraju), z czego w większości są to osoby z krajów muzułmańskich, ale i inni cudzoziemcy, którzy nie zawsze chcą się integrować i „znorwegizować”, ponieważ nie zawsze rozumieją obowiązujący tam system prawny (sprawa porwanego dziecka, Polki – Nikoli).

Tempo zarobkowego przypływu imigrantów niepokoi niektórych rdzennych Skandynawów, którzy, z jednej strony, chcą europejskiej otwartości i okazują norweską gościnność, ale z drugiej – obawiają się o swoją narodową tożsamość i kultywowane od pokoleń tradycje, choćby – monarchistyczne.

Przed państwami Unii Europejskiej stoją zatem pytania, jak tę coraz większą wielokulturowość, czy może nawet wielowyznaniowość w Europie sprawiedliwie pogodzić.

Laicyzacja, a co za tym idzie wzrost poglądów ateistycznych wśród Europejczyków tak naprawdę dokonuje się w samym tylko chrześcijanizmie, a nie w islamie. Przypomnijmy sprawę „chrześcijańskich symboli religijnych” w miejscach publicznych, którą podniósł obywatel UE będący wyznania islamskiego, a sprawa ta trafiła aż do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS), czy niezadowolenie niektórych obywateli Francji z ustanowienia nowego, kontrowersyjnego prawa zakazującego noszenia burek (muzułmańskich zasłon na twarzy), nikabów czy chust w miejscach publicznych.

Coraz trudniej jest staremu kontynentowi znaleźć consensus, dotyczący koegzystencji z kulturami bliskowschodnimi czy afrykańskimi, by wypracować taki model europejskiej demokracji, gdzie wszyscy będą wobec prawa równi.

Różnice etniczne, polityczne czy religijne, które coraz bardziej uwypuklają się w poszczególnych krajach Unii Europejskiej, rodzą niebezpieczne ideologie, w tym przypadku -skrajnie prawicowy nacjonalizm. Przywołują, znaną z historii XX wieku, chęć powrotu do czystej narodowej tożsamości. W Norwegii, zauważmy, drugą siłą polityczną w kraju po Norweskiej Partii Pracy jest od paru lat Partia Postępu – antyimigracyjne ugrupowanie.

Pewien ideologiczny kontekst miała podobno dokonana w Polsce 18 grudnia 2009 roku, kradzież słynnego napisu nad bramą nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz „Arbeit macht frei”. Przestępstwo zlecił powiązany ze szwedzką skrajną prawicą Anders Hoegstroem. Zdaniem dziennika „Aftonbladet” zamierzał on sprzedać napis bogatemu, szwedzkiemu kolekcjonerowi, zaś uzyskane pieniądze przeznaczyć na zorganizowanie zamachów terrorystycznych przed wyborami w Szwecji. Andersowi Breivikowi w Norwegii, niestety, to się udało.

A jaki, być może również ideologiczny, kontekst ma niedawna decyzja Danii w sprawie przywracania w ich państwie kontroli granicznych w strefie Schengen? Dania, która właśnie rozpoczęła wzmacnianie posterunków celnych na granicach z Niemcami i Szwecją, broni się, mówiąc słowami pani minister spraw zagranicznych Lene Espersen, że wszystkie kraje Schengen mają celników, których zadaniem jest m.in. zwalczanie przekraczających nielegalnie granice transportów narkotyków, broni czy kradzionych towarów. Dania ma ich także, ale w ostatnich latach było ich znacznie mniej niż u wielu duńskich sąsiadów np. Szwecji.

Parlament Europejski wypowiedział się jednoznacznie przeciw takim ewentualnym zabiegom innych państw UE, które mogłyby je stosować pod pozorem odprawy celnej. Przyjął na początku lipca rezolucję na temat planowanych zmian w układzie z Schengen, sprzeciwiając się wprowadzeniu kontroli na wewnętrznych granicach UE w związku z napływem osób ubiegających się o azyl. Stwierdził także, iż napływ imigrantów i uchodźców nie jest wystarczającym powodem do przywracania kontroli granicznych w strefie Schengen. W przyjętej rezolucji podkreślono wyraźnie, że obecny kodeks graniczny Schengen przewiduje możliwość przywrócenia kontroli na granicach wewnętrznych tylko wtedy, gdy istnieje poważne zagrożenie dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa wewnętrznego.

Fanatycy, jak widać na przykładzie ogromu tragedii i dramatu w Norwegii, mogą pojawić się wszędzie, również w krajach o mocno ugruntowanych demokracjach i to budzi niepokój w całej Europie i na świecie. Wrogiem może stać się rdzenny euroobywatel, w tym przypadku Anders Breivik, który w imię nacjonalistycznych idei, zabija z zimną krwią – metodycznie i według chorego planu – swoich własnych rodaków. Do tego pokłada głęboką wiarę i przekonanie w to, że jego odrażający czyn, ocali narodową tożsamość Norwegii (!). Nacjonalizm może przerodzić się w znany nam z historii – niebezpieczny faszyzm; z kolei zbyt daleko idący konserwatyzm religijny – w fundamentalizm katolicki bądź islamski.

Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Prawdziwa cywilizacja nie polega na sile, ale jest owocem zwycięstw nad samym sobą, nad mocami niesprawiedliwości, egoizmu i nienawiści, które są zdolne zniekształcić prawdziwe oblicze człowieka”.

Andersa Breivika nic nie usprawiedliwia. Tak nie rozwiązuje się narodowych frustracji czy społecznego niezadowolenia (Londyn, Birmingham, Manchester). Europa XXI wieku ma przed sobą coraz więcej poważnych problemów. Wkrótce wymusi to zapewne jakieś zmiany w samej Unii Europejskiej, chociażby ze względu na ogólnoświatowy kryzys finansowy, który ogarnia różne państwa starego kontynentu.

Ale problemem w tym przypadku nie są finanse…

Joanna Miłkowska

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com