Alina Kwapisz-Kulińska: Na marginesie debaty Gronkiewicz-Waltz – Sasin

SASIN2014-11-23. Nie chcę stawiać ocen za styl czy technikę ani za wrażenia artystyczne. Ani za zawartość merytoryczną; nie mam zamiaru jej przedstawiać ani recenzować. Ale może warto za elegancję? Ją bowiem mogliśmy dostrzec już na początku sobotniej debaty organizowanej na tydzień i jeden dzień przed II turą wyborów na prezydenta Warszawy. Była to elegancja w szczególnym stylu prowokacji, modnym w pewnych kręgach.

Kandydat wśród tłumu
Kandydat na prezydenta Warszawy Jacek Sasin zarzucił urzędującej pani prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz, że boi się ludzi, bo do telewizji weszła „tylnymi drzwiami”, podczas gdy on nie bał się wejść od frontu. Front okupowały różne grupy tradycyjnie rozżalonych mieszkańców Warszawy, którzy w jakiś cudowny sposób zwiedzieli się, gdzie przybyć, aby wyskandować gorzkie żale i protesty, wypisane gustownie i wcale nie naprędce na transparentach.

Nie wiadomo przy tym, którzy z nich byli rzeczywistymi warszawiakami, tu płacącymi podatki, a którzy np. sąsiadami pana Sasina z Ząbek. Pan Sasin – a było to pokazane już po debacie – śmiało i z życzliwością wyszedł w tłum. Ten nie miał nic przeciwko niemu i odważnie przedstawiał mu, ustami swych przedstawicieli, swoje postulaty. O ich charakterze mógł świadczyć transparent w pięknym kolorze lila, na którego tle pan Sasin udzielał na gorąco wywiadu telewizyjnego. Napis na nim żądał zaprzestania „likwidacji proktologii”. Nie precyzowano przy tym, kto, w jakim trybie i dlaczego chce proktologię zlikwidować. No i gdzie. Mimo wszystko, domyślam się, że to jacyś przedstawiciele służby zdrowia (a zarazem plastycy, bo transparent był bardzo gustowanie wymalowany), protestowali przeciw likwidacji wiadomego oddziału w swoim szpitalu.

Czy można się dziwić, że urzędująca prezydent nie weszła w ten skandujący różne żale tłum i nie rozmawiała z tymi „zwyczajnymi” ludźmi? Pan Sasin zarzucał jej przy tym wcześniej, podczas debaty w studiu, że chodzi tylko tam, gdzie kamery, na pokaz, podczas gdy on rozmawia z ludźmi bez kamer, na co dzień. Tu minął się prawdą, co było widać na pokazanym później obrazku. Tłum dla pana Sasina był wyraźnie życzliwy, żeby nie rzec, że z nim zaprzyjaźniony, a kamer było pod dostatkiem.

Szczególną elegancją w stylu prowokacji nazywam więc zaaranżowanie tej pułapki na wyborczą kontrkandydatkę. Wystawiam ocenę mierną.

Dziennikarz z lękiem
Po debacie i wysłuchaniu uwag, na gorąco wypowiadanych przez panią prezydent złapaną przez kamery na korytarzu, i pana Sasina buszującego śmiało wśród tłumu, gdy już miałam wyłączyć telewizor, jednym uchem usłyszałam dziennikarskie podsumowania debaty. Ich prawo oceniać tak czy inaczej. Ale obok ocen, z którymi każdy może się zgodzić lub nie, nie powinni wprowadzać w błąd. Wynikający – domyśl się tego! – z niewiedzy czy ze świadomego mijania się z prawdą. Niewiedza u dziennikarza jest groźna. Fałszuje rzeczywistość. Kto nie wie, nie powinien sądzić. Ale tak się porobiło, że właśnie taki człowiek śmiało sądzi i ocenia.

Tym razem dotyczyło to Andrzeja Stankiewicza, jednego z częściej zapraszanych tzw. publicystów. Przepraszam za użycie określenia „tak zwanych”, ale dla mnie dawniej publicyści byli królami dziennikarskiego świata, a nie pętakami, plotącymi trzy po trzy, jak wuj za stołem na imieninach.

Otóż redaktor Stankiewicz najpierw podzielił się z widzami TVP Info swoim przestrachem. Zdradził, że bał się w ogóle o losy debaty, bo pani prezydent odmówiła jej przecież przed wyborami.

Nie słyszał biedaczyna, ani nie wyczytał, gdy tłumaczyła, dlaczego nie wystąpi w debacie przed pierwszą turą, wśród wszystkich kandydatów, a było ich jedenastu. Powiedziała, co dobrze słyszałam, mimo że moim obowiązkiem zawodowym nie jest zbieranie takich informacji, że w poprzednich wyborach na to przystała i tego żałowała. Przy tej liczbie kandydatów nie ma możliwości wypowiedzenia się w sposób zadowalający. Dlatego odłożyła możliwość wzięcia udziału w debacie do ewentualnej drugiej tury. Pani Gronkiewicz-Waltz nie powiedziała więc, że w debacie nie weźmie udziału. Redaktor Stankiewicz niepotrzebnie się bał. Oczywiście, nie wpłynie to na jego udział w kolejnych programach bublicystycznych [korekto, tak ma być!] i dzielenie się z telewidzami swoimi przemyśleniami, to jest lękami.

***

Tła do debaty i wypowiedzi pana Sasina dostarczył mi poranek niedzielny. Podczas spaceru w Ogrodzie Saskim spotkałam pana Sasina. Kroczył główną aleją wraz z małżonką, a fotograf pstrykał im „niepozowane” zdjęcia. Czego pilnowała grupka trzech dość solidnie wyglądających panów.

Pan Sasin nie zauważał spacerujących obywateli Warszawy i z nimi się nie konsultował, ani nawet nie witał. A przecież nie było kamer.

Alina Kwapisz-Kulińska

Print Friendly, PDF & Email

21 komentarzy

  1. jacek2 2014-11-23
  2. PIRS 2014-11-23
  3. Magog 2014-11-23
  4. otoosh 2014-11-23
    • jacek2 2014-11-26
  5. narciarz 2014-11-23
    • Stary outsider 2014-11-24
      • borowicz bogumiła 2014-11-25
    • jotbe_x 2014-11-25
    • jacek2 2014-11-26
  6. MaSZ 2014-11-24
    • Zerwiderka 2014-11-24
  7. jmp eip 2014-11-24
  8. Jerzy Łukaszewski 2014-11-24
  9. jmp eip 2014-11-25
  10. Alina Kwapisz-Kulińska 2014-11-25
  11. Magog 2014-11-25
  12. jureg 2014-11-25
    • jacek2 2014-11-26
  13. borowicz bogumiła 2014-11-25
  14. Sroka 2014-11-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com