Ernest Skalski: Spektakl pojednania

2012-07-18. Karol Wojtyła miał  wówczas 45 lat. Młody wiek, jak na episkopalne standardy. Ale i on skończoną dwadzieścia lat wcześniej wojnę przeżył już jako dorosły człowiek. Sam miał cokolwiek do przebaczenia Niemcom i wiedział za co, jako Polak, może ich prosić o przebaczenie.

W roku 1965 większość Polaków była zaskoczona historycznym listem biskupów i nie zgadzała się z nim, lecz wszyscy rozumieli o co w nim chodzi.  Dwadzieścia lat to okres krótszy niż ten, który dzieli nas od upadku PRL. Było jasne, że chodzi zbrodnie niemieckie dokonane w  okresie zamkniętym latami 1939 – 1945 i o pewien ”nadmiar sprawiedliwości dziejowej” ze strony Polaków, czego i dziś nie bardzo chcemy przyjąć do świadomości. Wszelako II wojna światowa mieściła się jeszcze wówczas w osobistych przeżyciach większości Polaków i Niemców.

W roku 1965 mieliśmy wymuszoną, fałszywą przyjaźń z  NRD i nie mieliśmy stosunków dyplomatycznych z Republiką Federalną, która nie odniosła się jako państwo do niemieckich zbrodni wobec Polski i na Polakach, a przy tym stała na oficjalnym stanowisku, że istnieje w granicach 1937 roku. Wymiana listów biskupich była próbą przełamania tego nienormalnego stanu rzeczy. Próbą, która nie odniosła doraźnych skutków, lecz stała się pierwszym istotnym krokiem w historycznym procesie pojednania narodów Polski i Niemiec, doprowadzonym do kulminacji już za III Rzeczpospolitej.

Nie bez znaczenia był fakt, że byli to biskupi tego samego kościoła. Nie ciążyła nad nimi spuścizna historycznej schizmy.

Obecne stosunki Polski z Federacją Rosyjską są obciążone trudnymi problemami z przeszłości i nie tylko. Występują w nich nieporozumienia i napięcia. Są one rozgrywane przez siły polityczne w obu krajach, przy czym w Rosji sięga po nie w pewnych momentach polityka władz. Występują też sprawy sporne w rożnych dziedzinach. A przy tym są to normalne, choć nie łatwe, stosunki dwóch niepodległych państw, nieporównywalne z tymi, które łączyły-dzieliły Polskę i Niemcy dwadzieścia lat po zakończeniu wojny.

Zapowiadane pojednanie dokonywane przez rosyjską cerkiew  prawosławną i polski kościół katolicki jest nieuchronnie odbierane jako swoiste powtórzenie tamtego aktu sprzed prawie pół wieku. Niezależnie od tego, że strony we wspólnym dokumencie nie zamierzają poświęcać wiele miejsca historii, a skupić się na przyszłości, opinia publiczna odbierze to jako akt wzajemnego przebaczenia. Za co?

Gdyby chodziło o stosunki polsko – ukraińskie, polsko – litewskie, polsko – białoruskie byłoby stosunkowo prosto sporządzić rejestr wzajemnych czynów, mogących być przedmiotem wzajemnego wybaczania sobie. Przy moim umiarkowanym rusofilstwie nie jestem w stanie zdać sobie spawy za co akurat Rosjan mamy prosić o wybaczenie. Za mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy w pierwszych latach XVII wieku? Za kolejnych Łżedymitrów, za Mniszcha i Mniszchównę, za obstrukcje Zygmunta III, czy za okrucieństwa Lisowczyków? Trochę to mało poważne, choć oficjalna rosyjska polityka historyczna sięga do tamtych wydarzeń. A potem to już tylko aroganckie poczucie wyższości w stosunku do ”kacapów”, czego jednak nie można przeciwstawić rozbiorom, rusyfikacji i przede wszystkim temu co nam zrobili ”Sowieci” od paktu Mołotow-Ribbentrop do… ?

Dobroci nigdy za wiele. Miedzy ludźmi i narodami. Wiec ów akt zapowiada się jako pożądany i cenny. Ale na pewno nie będzie łatwy, jeśli ma mieć dobry wpływ na stan umysłów obu narodów. W obecnej sytuacji nie wymaga okazania takiej odwagi jaką wykazali się w roku 1965 biskupi polscy i niemieccy, choć jakieś ataki na biskupów zapewne będą i tam i tu. Nie musimy więc powtarzać, że odwaga staniała, ale rozum stoi bardzo wysoko.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Rachlewicz 2012-07-19
  2. Marian . 2012-07-19
  3. Pałasiński 2012-07-19
  4. Łukasiewicz 2012-07-20
  5. Ratus 2012-07-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com