Piotr Kuczyński: Banki centralne nadal drukują

piotr kuczynski2014-11-26.

Powoli zbliżamy się do końca roku, ale na razie jeszcze podsumowania robił nie będę. Pojawi się w tekście klika różnych tematów, bo trudno na jednym skupić uwagę skoro takiego najważniejszego nie ma. Zacznę od polityki, bo trudno zupełnie nie wspomnieć o wyborach samorządowych.

W tym kontekście zwróciłbym uwagę sukces PSL, zapominając o awanturze, która napięcie polityczne w Polsce zwiększa, co może (nieznacznie) z czasem zaszkodzić koniunkturze gospodarczej. Nie ulega wątpliwości, że wybory były sukcesem PSL. Owszem struktury ma silne, owszem nieco (nie za dużo) pomogła ta osławiona pierwsza strona w „zeszyciku” wyborczym, ale to wszystko nie wyjaśnia blisko 24. procent poparcia.

Zastanowiłbym się nad tym, czy wyraźne dystansowanie się PSL od mocnego popierania Ukrainy w jej konflikcie z Rosją, nie dodał PSL kilku punktów procentowych. Nie jest przecież tajemnicą, że bardzo wielu Polaków nie popiera linii dyktowanej przez główny nurt polityczno-medialny. Niekoniecznie muszą się oni z tą postawą afiszować w przeróżnych sondażach opinii publicznej.

W kontekście konfliktu Rosja – reszta świata (bez państw BRIC) warto też rzucić okiem na artykuł, do którego link podał jeden z Forumowczów (http://fortruss.blogspot.com/2014/11/grandmaster-putins-golden-trap.html). Zgadzam się z tym, że Rosja usiłuje zabezpieczać ceny ropy złotem, ale dalsze tezy tego artykułu są bardzo wątpliwej jakości. Poza tym, jeśli zamiana pożytków z ropy i gazu na złoto jest usiłowaniem zabezpieczenia ceny ropy w złocie, to jest to zabieg niezbyt udany, bo nawet w złocie ropa traci (chociaż mniej). W marcu można było kupić 13 baryłek ropy WTI za uncję złota, a w listopadzie 16.

Nie ulega jednak wątpliwości, że zarówno Chiny (to bardziej poważna sprawa), jak i Rosja coś na rynku złota robią i mocno je skupują. Cena nie rośnie, bo fundusze na rynku kontraktów na złoto ciągle zajmują krótkie pozycje, ale jeśli pojawi się wyższa inflacja to złoto zdrożeje natychmiast. Nie wierzę w złotego rubla (są też i takie pomysły), ale w złotego juana (za wiele lat) jak najbardziej wierzę.

Jeśli już jesteśmy w Azji to spójrzmy, co dzieje się w Japonii. Tam premier Shinzo Abe już przed wygranymi jesienią 2012 roku wyborami zapowiadał, że razem z Bankiem Japonii (pod wodzą nowego szefa Haruhiko Kurody), będzie prowadził „politykę trzech strzał”. Były to: agresywna polityka monetarna („druk” jena), pakiet stymulacyjny w wysokości około 85 mld USD oraz reformy strukturalne (wzmocnienie prywatnych inwestycji, deregulacja gospodarki).

Pewne skutki tych działań było już widać. Największe zyski osiągnęli inwestorzy. Japoński indeks Nikkei zyskał od momentu objęcia władzy przez premiera Abe ponad sto procent. Inflacja wzrosła do 3,2 proc. r/r, co dla pogrążonej w deflacji Japonii było osiągnięciem. Rósł PKB, ale w ostatnich dwóch kwartałach już spadał (w ujęciu kwartał do kwartału), co oznaczało, że gospodarka Japonii weszła w recesję.

Premier Abe i Bank Japonii zareagowali zwiększeniem o kilkanaście procent skali skupu aktywów (druku jenów) – do 80 bln jenów, czyli około 700 mld USD rocznie. Postanowiono też odłożyć o 18. miesięcy planowane podniesienie podatków (konieczne do zmniejszenia deficytu budżetowego). Rząd ma też przyśpieszyć działanie trzeciej strzały, czy reform i wspomożenia mniejszych firm.

Czy to wystarczy do rozruszania gospodarki? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Powinno wystarczyć, ale recesja, w którą gospodarka weszła mimo pomocy państwa, ostrzega, że to nie będzie proste zadanie. Utrudniać je może słabszy rozwój gospodarki Chin, który kładzie się cieniem na chinocentrycznej Azji. Dlatego też pojawiają się nowe, dość rozpaczliwe pomysły na ożywienie popytu wewnętrznego i zwiększeniu inwestycji.
Mówi się o tym, żeby Bank Japonii dopłacał wprost do kont Japończyków zamiast dawać pieniądze bankom. Japończycy zastanawiają się też nad pójściem drogą europejską, czyli wprowadzeniu ujemnej stopy depozytowej. Być może, że takie rozpaczliwe działania pomogą, ale zawsze pozostanie pytanie, na które nie ma odpowiedzi: co się stanie z gospodarką, kiedy działania pomocowe się skończą? Bo przecież skończyć się muszą…

Problem ma też Euroland. Niedawno Mario Draghi, prezes ECB podczas Europejskiego Kongresu Bankowego powiedział, że sytuacja gospodarcza w Eurolandzie pozostaje trudna, problem niskiej inflacji jest coraz większy, a stopy procentowe są krańcowo niskie. Powiedział też, że bank powiększy zakupy aktywów, jeśli zmaterializuje się ryzyko deflacyjne i zrobi co będzie musiał, aby podnieść inflację i oczekiwania inflacyjna tak szybko jak to tylko możliwe. W sumie nic nowego, ale wystarczyło, żeby indeksy giełdowe w Europie gwałtownie wzrosły.

Od początku listopada ciekawe informacje docierają też z niemieckiego sektora bankowego. Tam klient musi płacić bankowi za przechowywanie pieniędzy. Proszę się nie niepokoić – nie każdy klient i nie każdemu bankowi, ale i tak sprawa jest bardzo interesująca. Pierwszy był Deutsche Skatbank, czyli średniak wśród banków niemieckich. Klient musi zapłacić – 0,25 proc. rocznie, jeśli depozyt przekracza 500 tys. euro, a saldo przekroczy w ciągu miesiąca 3 mln euro.

Parę dni temu podobną decyzję podjął drugi co do wielkości bank niemiecki, czyli Commerzbank. Ten bank w swoim oświadczeniu napisał, że „rezerwuje sobie prawo do obciążenia dużych, firmowych rachunków opłatą za zaparkowaną gotówkę”. Bank poinformował też, że chce zachęcić dużych klientów do inwestowania leżącej bezczynnie gotówki i nie nosi się z pomysłem obciążenia podobną opłatą rachunków osób fizycznych i małego biznesu. Z podobnym pomysłem nosi się największy niemiecki bank, czyli Deutsche Bank.

Powstaje pytanie: skąd takie wydawałoby się kuriozalne pomysły i czy grozić to może klientom polskich banków? Banki w strefie euro muszą od niedawna płacić Europejskiemu Bankowi Centralnemu (EBC) za przechowywane tam pieniądze – stopa depozytowa została obniżona wpierw do minus 0,1 proc. (co było niespotykanym wydarzeniem), a potem do – 0,2 proc. Chodziło o zmuszenie banków komercyjnych do zwiększenia akcji kredytowej. Banki muszą przechowywać część swoich rezerw w postaci rezerw obowiązkowych w EBC, więc płacić ECB muszą. Wymyśliły, że przerzucą obciążenia na dużych klientów.

Czy podobne rozwiązania grożą polskim klientom w bankach działających na terenie Polski? Nie, dlatego, że nie jesteśmy w strefie euro, stopa depozytowa NBP w dającej się przewidzieć przyszłości będzie dodatnia i polskie banki nie będę wpadały na takie pomysły. Jest jednak nauczka na przyszłość – banki zawsze przerzucą koszty na swoich klientów, więc jeśli wprowadzimy podatek od transakcji finansowych to narzucimy go sami na siebie…

Co widać na tym obrazku? Ano to, że banki centralne całego świata nie wahają się i używają coraz śmielej niestandardowych instrumentów wspomagających gospodarkę. Mario Draghi nie boi się nawet tego, że złamie zasady działania banku centralnego w strefie euro opisane w traktacie z Maastricht. Zapewne znajdzie jakieś obejście – jakiś podmiot będzie kupował obligacje emitowane przez państwa, a ECB będzie kupował od tego podmiotu robiąc do tego procederu minę niewiniątka.

Nie ulega też wątpliwości, że amerykański Fed, który zakończył program skupu aktywów nr 3, jeśli tylko pojawią się w USA problemy, to znowu zacznie kupować obligacje. Co z tego wszystkiego wynika? Otóż to, ze dopóki świat będzie wierzył w papierowy pieniądz, to rynkom finansowym nic nie grozi. Jak w końcu wierzyć przestanie to zniknie świat, jaki znamy…

Piotr Kuczyński

www.macronext.pl

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com