Ernest Skalski: PSL pany!

psl2014-11-26. Afera obliczeniowa PKW opatrzy się, przyschnie i przestanie być czynnikiem wpływającym na politykę. Tak jak niedawna afera taśmowa i kilka poprzednich. A ten, kogo wybrano – pozostanie wybranym przez najbliższe cztery lata. Skrócenia kadencji sejmików do końca marca nie będzie i być nie może. I Kaczyński to wie. A gdyby jakiś demiurg chciał mu zrobić kawał, to by skrócił tę kadencję i zobaczylibyśmy jak wyborcy ocenili ten pomysł. Ale odpuśćmy sobie rozważania o tym co by było gdyby było i pomyślmy o tym, co może być.

Przetasowanie

Trwalszym rezultatem wyborów jest pewne przesunięcie na scenie politycznej. A w tym ześlizgiwanie się SLD jest kolejnym etapem trwającego już jakiś czas procesu. Nie zaskakuje. Zaskakujący awans PSL to news. Nawet jeśli przyjąć, że jakaś część wyborców bezmyślnie postawiła krzyżyk na pierwszej, PSL-owskiej, stronie. Tacy niekumaci mogli też stawiać krzyżyki i na następnych stronach, co może tłumaczyć wielką liczbę nieważnych głosów.

W wyborach samorządowych, gdzie wielu wyborców nie głosuje na partie, lecz wybiera znanych sobie ludzi, PSL zawsze wypada lepiej niż w stricte politycznych parlamentarnych. Ale aż tak dobrego wyniku ta partia nie miała od lat. I jest spore prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku nie będzie już z trudem przepełzać przez pięcioprocentowy próg wyborczy. Sukces rodzi sukces. Ludzie ambitni zobaczą, że postawienie na PSL daje szanse na frukty we władzach wszelakich szczebli, w państwowych agencjach i spółkach skarbu państwa. Warto więc popracować na taki sukces. A wyborcy wolą wybierać silnych i tych, który rosną w siłę. Tacy fartowni jakoś okazują się lepsi i słuszniejsi, niż się o nich wcześniej myślało.

I jeszcze jedno. Utrzymanie koalicji PO-PSL w przyszłym roku graniczy z pewnością. Dziewięć lat temu, kiedy się zapowiadała koalicja PO-PIS, a różnice między tymi partiami wydawały się drugorzędne, ci którym odpowiadał ogólny kierunek koalicji, mogli sobie wybierać: Platforma czy PIS, bez osłabiania przewidywanych wspólnych rządów. Podobny mechanizm może zadziałać w przypadku koalicji platformersów w ludowcami. Zniechęceni do Platformy, nadal niechętni PIS-owi i ciągle aktywni mają na kogo przerzucić głosy bez większego ryzyka. Platforma może stracić, a koalicja w której ona uczestniczy – zyskać.

Poważni i poważni inaczej

Nie mamy polskiego słowa odpowiadającego włoskiemu ”papabile”, mówmy więc o partiach mających potencjał rządzenia. Są to poważne partie, które już kiedyś w takim swym kształcie rządziły i są postrzegane jako te które mogłyby rządzić; kadry, wszechstronne myślenie w skali państwa, etc. A więc: Platforma, PSL, SLD i PIS. Reszta, czyli partie Palikota, Korwina-Mikkego, egzotyka i wszelki polityczny plankton nie mieści się w tej kategorii. Co nie znaczy, że czasem ktoś z tego towarzystwa nie może odnieść przejściowego sukcesu. Ale realne szanse udziału w rządach, w takiej czy innej konfiguracji, mogą mieć raczej – raczej, bo cuda się czasem zdarzają, lecz nie są do przewidzenia – partie Kopacz, Piechocińskiego, Millera i Kaczyńskiego. Choć niekoniecznie z tymi liderami.

I PO i PSL są już typowymi partiami władzy w warunkach w miarę dojrzałej demokracji i gospodarki rynkowej. A te się niezbyt różnią od siebie. PSL może tolerować resztki liberalizmu Platformy, a ta zaś będzie musiała jakoś przełknąć KRUS, po lekkich modyfikacjach, nie kwapić się do likwidacji powiatów – co i tak nierealne, bo i tam są posady – do zamykania małych szkół i lokalnych szpitali.

W roku 1993 wybory, dla wielu niespodziewanie, wygrały partie ancien regime’u. Ale żadnej próby jego restauracji nie było. Niedawni towarzysze nie myśleli o powrocie do swoich komitetów. Woleli być ministrami, premierami w demokracji, a nie w hierarchicznej strukturze. Prezydent z wyborów powszechnych okazał się lepszą fuchą niż bycie pierwszym sekretarzem za aprobatą ościennego mocarstwa. III RP zdała egzamin z demokracji. Przeistoczeni spadkobiercy PZPR i ZSL mieścili się w jej regułach i spokojnie oddali władzę w roku 1997, by raz jeszcze powrócić do niej po kolejnych wyborach. Było normalnie.

Kaczyńskiego Porozumienie Centrum też się jeszcze mieściło w tych regułach. Jego Prawo i Sprawiedliwość już nie, co wyszło na jaw dopiero po roku 2005. Okazało się, że to były początki zmieniania reguł gry, a IV RP to była zdecydowanie inna jakość niż III RP przedtem i potem. Gorsza. Dziś możemy powiedzieć, że to była próba orbanizacji Polski. I w planach prezesa jest powrót do tego procesu. Stąd postawa u wielu: wszystko byle nie PIS!

Partia specjalnej troski

Jeszcze w roku 2010, po wyborach prezydenckich, można było przypuszczać, że SLD będzie się wygrzebywać z upadku po pechowej kadencji 2001-2005 i stanie się alternatywą dla Platformy. Lecz stan upadku okazuje się trwały. Przypisuje się to Millerowi, który zaliczył już epizod bycia w Samoobronie, potem wykończył konkurentów i odzyskał przywództwo w SLD. Flirtował z Kwaśniewskim, Palikotem, teraz z Kaczyńskim, a partii od tego nie przybywa. Obsuwa się ciągle i jak tak dalej pójdzie, to SLD zacznie walczyć o przekroczenie progu wyborczego za parę lat.

W szeroko rozumianej klasie politycznej jest nieustannie zgłaszane zapotrzebowanie na odrodzenie silnej lewicy. Wydaje się, że gdyby również w społeczeństwie było autentyczne zapotrzebowanie na taka siłę, to on by była. Tyle się zgłasza socjalnych problemów, a jej na tym polu brakuje, bo walczy nie o prekariat i wykluczonych, lecz przede wszystkim o swoje przetrwanie. Dynamiczny jest głównie jej nurt określany jako kawiorowa lewica – ”Krytyka Polityczna”, Sierakowski – która półgębkiem porusza sprawy socjalne, lecz stoi na czele rewolucji obyczajowej. Potencjalni klienci lewicy nie zgłaszają na nią zapotrzebowania. Są, jeśli nie pobożni, to raczej konserwatywni obyczajowo i mają inne problemy do załatwienia. Ich socjalne potrzeby zgłasza już prędzej PIS – pobożni socjaliści, wedle Jerzego Surdykowskiego – uważający się za prawicę.

Społeczeństwo się faktycznie laicyzuje, ale o postęp obyczajowy skłonne jest walczyć mniej więcej dziesięć procent aktywnych politycznie. Tyle ile poparło Ruch Palikota w wyborach 2011 roku. I szybko odeszło gdy okazało się, że to nie jest poważna partia, która jest w stanie cokolwiek załatwić.

Dla lewicy walka między PIS i Platformą to ciągle jeszcze zabawa w dobrego i złego policjanta, bo dla niej obie te siły wciąż reprezentują różne odcienie tego samego styropianowego nurtu z mieszaniną religianctwa, neoliberalizmu, wyzysku nieomal na obraz ”Ziemi Obiecanej”. Nie dostrzega ona, lewica, konfliktu kulturowego który dzieli społeczeństwo i określa jego funkcjonowanie. Aż przypominają się lata trzydzieste zeszłego wieku, kiedy dla komunistów socjaldemokraci byli socjalfaszystami. I gdy Stalin kazał Kominternowi głosić, że nie ma wrogów na lewicy, Hitler już zdążył był wykorzystać jej rozbicie i rządził.

Z taką ślepotą trudno będzie się lewicy, nawet bez Millera, odnaleźć w roli demokratycznego zmiennika demokratycznej władzy. Choć, oczywiście, nigdy nie mów nigdy. Już prędzej można sobie wyobrazić w tej roli… PIS. Tyle że bez Kaczyńskiego.

Chłopcy z zapałkami

Partie czy ruchy nie mieszczące się w systemie demokracji i zmierzające do jej obalenia występują we wszystkich demokratycznych krajach. Lecz wszędzie stanowią margines polityczny. Niekiedy w miarę szeroki, jak ostatnio we Francji, lecz poza nią nie stanowi on realnej alternatywy dla rządzących partii. Demokratyczny system zwalcza siłą elementy skrajne, sięgające po przemoc. Inne są trzymane na marginesie, izolowane przez poważne siły polityczne. A jeśli rosną w siłę, zyskują istotne poparcie w społeczeństwie, to są wchłaniane przez system, zyskują realny wpływa na jego funkcjonowanie. Klasyczny przykład to zieloni w RFN. Niewykluczone, że będzie się do tego dopasowywał Front Narodowy Marine Le Pen.

Nie ma żadnych podstaw do eliminacji PIS. Działa legalnie. Reprezentuje znaczącą część społeczeństwa, więc o żadnym izolowaniu nie ma mowy. Funkcjonuje w ramach demokratycznego systemu, lecz dąży do jego zmiany w niebezpiecznym dla demokracji kierunku – rządów autorytarnych. Taka jest aktualna alternatywa dla istniejącej formy rządów. Niedoskonałych, które PIS chce zamienić na gorsze. I obrona przed taką perspektywą stanowi mocne uzasadnienie rządów PO-PSL.

Wybory samorządowe pokazały, że PIS utrzymuje swój elektorat i już bardziej nie rośnie w siłę. Między nim i prawą ścianą pojawiają się konkurenci. PIS nie zagospodarował kiboli. Bardziej sexy okazali się dla nich narodowcy. Można skonstatować, że idąc w kolejnych wyborach (po eurowyborach i samorządowych) łeb w łeb z Platformą, PIS nie zdobywa władzy. I że po roku 2015 nadal nie będzie rządził, nawet jeśli uzyska przewagę nad PO. Działacze partii przekonają się, że, najsłodszych konfitur: stanowisk we władzach państwa i jego agendach, synekur w spółkach skarbu państwa mogą się nie doczekać za dni swoich. Że owszem, mogą liczyć na jakąś pulę mandatów w parlamencie i radach, pod warunkiem że się nie narażą coraz bardziej kapryśnemu prezesowi.

Jego przywództwo może więc zacząć przeszkadzać. Teraz jeszcze Ziobro wraca doń na kolanach. Jacek Kurski przestępuje z nogi na nogę, zapewne licząc na role syna marnotrawnego. Ale nie musi tak być w nieodległej nawet przyszłości. Elektorat dłużej będzie wierny wodzowi, lecz ewentualny konflikt w aparacie partii osłabi jej pozycje i może przesunąć ją w dół. Zaś bez obecnego prezesa zmieniłby się jej charakter. Nadal byłaby bogoojczyźniana w treści i formie, lecz jej działacze mogli by się zorientować, że więcej zyskają dopasowując się do systemu, niż próbując go obalać.

Platforma była partią wodzowską, lecz nie rozpadła się wraz z odejściem wodza. Może tylko przejściowo, ale nieco jakby zyskała. Z zamianą Pawlaka na Piechocińskiego zdecydowanie zyskał PSL. Trudno sobie wyobrazić PIS bez Kaczyńskiego, lecz wyobraźnia łatwo się przyzwyczaja do tego co jest.

Konkurs na zmiennika

Zapora przed PIS-em nie jest jedynym uzasadnieniem żeby głosować na Platformę. Mamy w miarę normalny rząd normalnej rządzącej partii, która się nieco opatrzyła i której po jakimś czasie przydałaby zmiana na inną, byle mieszczącą się w systemie. Tak jak to, z pewnymi odkłonieniami, ma miejsce w Niemczech, w Zjednoczonym Królestwie, krajach skandynawskich. Jak dotąd jednak realnym zmiennikiem pozostaje antysystemowy PIS, lecz być może niedawne wybory pokazują inną alternatywę. Być może za kilka lat będzie nią PSL, który po kolejnej koalicji będzie mógł wyjść na swoje.

Stronnictwo przestaje być postrzegane jako relikt drobnotowarowej gospodarki rolnej. Jeśli przyszłoroczne wybory potwierdzą pomyślny dla niego trend, będzie miało mocniejszą niż dotąd pozycję w koalicji. Może mu to dać szansę na zluzowanie Platformy w latach 2018 – samorządy i 2019 – parlament. Nie wiem czy będę chciał głosować na PSL, lecz jego ewentualne rządy uznam za możliwe do akceptacji. Tak jak rząd SLD-PSL dwadzieścia jeden lat temu.

Na razie jednak w rywalizacji o pozycję siły numer dwa, a w przyszłości może i numer jeden, idzie do przodu PSL. Mija już SLD i może konkurować z PIS. Ktokolwiek zajmie to miejsce przybliży Polskę do sytuacji w dojrzalszych od naszej demokracjach, gdzie władzę przekazują sobie siły polityczne, konkurujące w ramach tejże demokracji. Bez zamiaru jej obalania. Wynik tej konkurencji właśnie próbujemy przewidzieć.

Pod nieśmiertelnym warunkiem; jeśli się nie wydarzy coś czego dziś się nie bierze pod uwagę.

Ernest Skalski

 

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. otoosh 2014-11-27
  2. natan gurfinkiel 2014-11-27
  3. Aleksy 2014-11-27
  4. lchlip 2014-11-28
  5. andrzej Pokonos 2014-11-28
  6. z prowincji 2014-11-28
  7. MaSZ 2014-11-29
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com