Janusz Wiertel: Polska w planach Lenina. 1920.

1

Józef Piłsudski i jego zwolennicy w Sejmie w obliczu sukcesów polskiej armii na wschodzie w 1919 r. skłonni byli do rozważenia koncepcji federacyjnej z udziałem Białorusi i Ukrainy. Nadarzała się wyjątkowa sposobność umocnienia strategicznej pozycji Polski w warunkach niezwykłego osłabienia Rosji. Istotne było nie tylko zatrzymanie sowieckiego pochodu na zachód, lecz także osłabienie rosyjskiego parcia w tym kierunku w przyszłości, poprzez usamodzielnienie się krajów podporządkowanych wcześniej imperium carów. Koncepcja nawiązująca do idei jagiellońskiej realizowana była w warunkach uświadomienia narodowego ludów wschodnioeuropejskich. Federacja mogła przyczynić się do ustabilizowania sytuacji w Europie Wschodniej i skutecznie zabezpieczyć te obszary przed wpływem imperializmu sowieckiego. Istniało kilka spraw, które należało przezwyciężyć. Najważniejsza to słabość sił państwowotwórczych w rejonie wschodnioeuropejskim, ale także nieufność narodów tych obszarów do Polaków, nasilająca się zwłaszcza w czasie zaborów. O ile nieufność ta mogła być uzasadniona w przypadku Litwinów i Białorusinów, którzy mieliby w ewentualne unii do czynienia z żywiołem narodowym dynamiczniejszym i liczniejszym po stronie polskiej, o tyle unia z Ukrainą mogłaby istnieć jako związek równoprawny, albo wcale. Ukraińcy w federacji dysponowaliby znacznym potencjałem ludzkim.

Pewne nadzieje na realizację zamierzeń federacyjnych pojawiły się na początku 1920 r., kiedy to Polska uznała ukraiński rząd w Chmielniku i podjęła współpracę z atamanem Semenem Petlurą przeciwko Armii Czerwonej. Warunkiem porozumienia było uznanie przez Ukrainę granicy na Horyniu i Zbruczu. Petlura ulegając temu żądaniu Polski zraził do sojuszu wielu Ukraińców galicyjskich. Współpracy odmówił również ukraiński rząd Petruszewycza na wygnaniu w Wiedniu. Fiaskiem zakończyły się próby stworzenia koalicji z pozostałymi państwami wschodnioeuropejskimi. Piłsudski zrezygnował z utworzenia państwa białoruskiego, nie mogąc znaleźć poparcia dla tego przedsięwzięcia na Białorusi.

Efektem wysiłków zmierzających do zacieśniania współpracy z państwami bałtyckimi była konferencja w Helsinkach trwająca w dniach 15-22 I 1920 r. z udziałem Polski, Finlandii, Estonii, Łotwy i Litwy. Zakończyła się ona również niepowodzeniem, gdyż nie udało się Piłsudskiemu stworzyć jednolitego frontu współpracy przeciw niebezpieczeństwu grożącemu ze strony Rosji. Szerokiej wymianie poglądów towarzyszyła niechęć i nieufność po stronie litewskiej. Delegacja tego kraju wyrażała przekonanie, że dla Litwy zagrożeniem jest nie tylko Rosja, ale również Niemcy i Polska. Piłsudski starał się pozyskać sojuszników w organizacjach antybolszewickich w Rosji. Po fiasku rozmów z Denikinem, w styczniu 1920 r. podjęto rokowania z Borysem Sawinkowem. Ale i te pertraktacje nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Rumunia, na której współdziałanie liczyła Polska w działaniach przeciw Rosji, wyraziła w marcu gotowość zawarcia pokoju Sowietami. Negatywnie do planów polskich odnosiła się Czechosłowacja. Tymczasem… „widmo krąży po Europie”!

Decydująca wielka ofensywa Tuchaczewskiego w wojnie polsko-radzieckiej ruszyła w połowie lipca 1920 r. Do walki czerwonoarmiści byli zagrzewani zapewnieniami, że „droga do światowej rewolucji wiedzie przez trupa Polski”. Siła uderzenia była tak znaczna, że po kolei padały miasta – 11 VII Mińsk Litewski, kilka dni później – Wilno, 19 – Grodno. Na południu armia Budionnego zbliżała się do Lwowa i Zamościa. Na początku sierpnia wojska sowieckie dotarły do Łomży i Ostrołęki. Rozpoczęły się przygotowania do forsowania Wisły w rejonie Torunia i Płocka. Na środkowym odcinku frontu grupa mozyrska armii Tuchaczewskiego osiągnęła Radzymin i znalazła się na przedpolach Warszawy. O planowanej przez Lenina przyszłości Polski świadczy utworzenie w zajętym 28 VII 1920 r. Białymstoku Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski. Zaczęli tu ściągać ci, którzy chcieli skłonić Polaków, w każdy możliwy, i wypróbowany na dziesiątkach tysięcy przeciwników komunizmu w Rosji sposób do lojalności wobec władzy przyszłej „polskiej republiki rad”.

2 sierpnia 1920 r. w Białymstoku zjawił się Julian Marchlewski, jeden z członków TKRP. Na pospiesznie zwołanym wiecu mówił on o utworzeniu Komitetu i o manifeście, a także wzywał robotników do poparcia nowej władzy. Dla podkreślenia siły, jaka stała za Komitetem Marchlewskiego, głos zabrali dowódca frontu zachodniego Armii Czerwonej Michaił Tuchaczewski oraz przedstawiciel KC partii bolszewickiej przy tym komitecie, Iwan Skworcow-Stiepanow. Pozostali członkowie TKRP: Feliks Kon , Edward Próchniak , Józef Unszlicht i Feliks Dzierżyński zjawili się w Białymstoku dzień później, 3 sierpnia, i rozpoczęli urzędowanie w pałacu Branickich.

Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski został powołany z woli Lenina, który w połowie lipca 1920 r. widząc postępy w ofensywie Armii Czerwonej zdecydował, że nadszedł już czas, aby zająć się utworzeniem władzy rewolucyjnej na ziemiach polskich. O planach TKPR Marchlewski pisał tak:

Było postanowione, że po wkroczeniu do Warszawy Komitet złoży władzę w ręce Partii Komunistycznej Polski; ta wezwie robotników polskich do wyznaczenia rządu rewolucyjnego, po czym zjazd delegatów robotniczych i chłopskich utworzy dopiero stały rząd radziecki.

Lenin nie bardzo wierzył w samorzutny wybuch powstania robotniczego na ziemiach polskich, dlatego przyjął propozycję Unszlichta utworzenia tymczasowego komitetu rewolucyjnego w oparciu o Armię Czerwoną. W jego skład wejść mieli komuniści polscy w Rosji.

Przygotowania trwały od maja 1920 r., kiedy Konferencja Komunistów Polskich, zwołana na początku tego miesiąca uznała, że dla akcji politycznej na froncie zachodnim należy zmobilizować wszystkich komunistów polskich w Rosji. Początkowy sceptycyzm KC partii bolszewickiej, wyrażającej przekonanie, że tego typu działania są przedwczesne, został przełamany 19 lipca. Zdecydowano wówczas przeprowadzić mobilizację polskich komunistów, a następnie przerzucić ich na zachodnią linię frontu. Z liczby 18 tys. Polskich komunistów w ZSRR udało się zmobilizować jedynie 5700. 900 z nich skierowano do aparatu politycznego Armii Czerwonej, resztę – do obsady administracyjnej komitetów rewolucyjnych. Jeszcze w maju Org-Biuro KC zatwierdziło Biuro Polskie, będące de facto jedną z agend KC partii bolszewickiej. W jej skład weszli ci sami ludzie, którzy później tworzyli oficjalny organ prowizorycznej władzy naczelnej – wspomniany białostocki TKRP – z tym, że przewodniczącym BP został Dzierżyński. Biuro Polskie miało działać na bezpośrednim zapleczu frontu zachodniego. Podobną rolę pełniło Biuro Polskie Juliana Leszczyńskiego utworzone na froncie południowo-zachodnim, na terenach Ukrainy prawobrzeżnej. Zofia Dzierżyńska kierowała trzecim, tzw. „Małym Biurem”, działającym w Moskwie. Do jego zadań należały sprawy propagandowe i kontakty KC partii bolszewickiej z ramienia obu biur. Najważniejsze, i to ono odgrywało decydującą rolę, było Biuro Dzierżyńskiego. Ten cieszący się złą sławą w Polsce szefów „Czeki” pozostawał w cieniu ze względów propagandowych.

Białystok został zajęty przez Armię Czerwoną 28 lipca 1920 r. i to tam miał rozpocząć swoją działalność Komitet. Tego samego dnia, jak pisze Tadeusz Żenczykowski, „przyznano mu [Komitetowi] telegraficznie miliard rubli”, o które wystąpił do szefa bolszewickiego Org-Biura Feliks Dzierżyński w trakcie trwającej podróży na zachód. Pieniądze te miała wypłacić intendentura frontu zachodniego. „Fakt godny zapamiętania, gdyż z reguły przemilczany w polskich publikacjach.” Innym istotnym zagadnieniem było opracowanie programowego manifestu adresowanego „Do polskiego ludu robotniczego miast i wsi”. Wydrukowano go w Grodnie lub w Wilnie, w językach polskim i rosyjskim i datowano fałszywie na 30 lipca 1920 r. Dzierżyński tego samego dnia przez sieć Czerezwyczajki, zameldował Leninowi, o rozpoczęciu działalności Komitetu w Białymstoku i ogłoszeniu manifestu, mimo że nikogo z jego członków jeszcze tam nie było.

Manifest był bardziej publikacją propagandową niż dokumentem programowym. Cechował go demagogiczny charakter i napastliwość, typowa dla wszelkiego rodzaju publikacji bolszewickich. Zaczynał się od stwierdzenia, że szlachta przez długie wieki „ssała krew ludu robotniczego”, a Legiony Piłsudskiego wcale nie walczyły o wolność, ale wspomagały kata Polski – cesarza Wilhelma. Dalej w manifeście zarzucono zwycięskim państwom kapitalistycznym, że zgodziły się na utworzenie Polski pod warunkiem, że będzie ona pełniła rolę „żandarma Europy”, a jej działania skierowane będą przeciw wyzwolonym robotnikom i chłopom w Rosji. Wolność w wydaniu sowieckim miała wyglądać tak:

Polska pod rządami Piłsudskiego została rzucona ponownie na pastwę obszarnikom, kapitalistom i paskarzom i stała się piekłem dla robotników – piekłem gorszym niż za czasów carskich. (…) Fabryki i kopalnie należy wydrzeć z rąk kapitalistów i spekulantów – paskarzy. Przechodzą one na własność narodu i zarząd ich obejmują Komitety Robotnicze. Folwarki i lasy również przechodzą na własność (…) narodu. Obszarników trzeba powypędzać, a zarządzać folwarkami będą Komitety Parobczańskie. Ziemia włościan – pracowników pozostaje nietykalna. (…)

Gdy w całej Polsce zostanie zwalony rząd krwawy, który wtrącił kraj w wojnę zbrodniczą – zjazd delegatów ludu robotniczego miast i wsi utworzy Polską Socjalistyczną Republikę Rad. Armia Czerwona, ożywiona uczuciem braterstwa robotniczego pomoże Wam. Współdziałajmy więc z nią wszystkimi siłami. (…) Uzbrajajcie się śpiesznie dla obrony zdobytej wolności! (…) Za naszą wolność i Waszą!

Lenin podobno wpadł w zachwyt, w każdym bądź razie depeszował do Tuchaczewskiego i Rady Rewolucyjnej, polecając, aby manifest był jak najszerzej kolportowany, także z wykorzystaniem lotnictwa. Domagał się meldunków z wykonania swojego rozkazu.

2

Manifest zapoczątkował intensywną kampanię propagandową Komitetu Rewolucyjnego. 1 sierpnia wydano kolejne dwie odezwy – do żołnierzy Armii Czerwonej i do żołnierzy polskich „nazywanych ustawicznie legionistami”. W języku rosyjskim dziękowano towarzyszom czerwonoarmistom za przełamanie oporu wojski „pańskiej Polski”, oraz podkreślano, że ich trud wojenny niesie wolność polskim robotnikom i chłopom. Komitet wyrażał przekonanie, że wojska sowieckie potraktują ludność polską jak braci. Druga odezwa, w języku polskim, utrzymana w tonie „niemal jak władza zwierzchnia”, tłumaczyła „legionistom”, że zostali oszukani przez „polskich panów”, zmuszeni do walki, podczas, gdy ich mocodawcy zadbali o własne interesy i bezpieczeństwo. Zapewniano, że Armia Czerwona to nie zaborca, że niesie tylko wolność i pomoc wszystkim pragnącym wolności. Oto powód, dla którego należy zjednoczyć z nią siły i wspólnie „zrzucić jarzmo polskiej szlachty i burżuazji”.

Do tego czynu Was Wzywamy. Twórzcie Rady Żołnierskie! Bierzcie do niewoli swych oficerów i śpieszcie w jednych szeregach z Armią Czerwoną do Warszawy, by ocalić od zagłady to, co po gospodarce panów jeszcze ocalić się uda.

5 sierpnia Komitet niezrażony tym, że dotychczasowe jego odezwy wywoływały znacznie mniejszy efekt od spodziewanego ogłosił, tym razem w interesie i imieniu Rosji, wezwanie „Do proletariuszy całego świata”. Tekst wysłany do Cziczerina, został przez niego skierowany, zgodnie z sugestią Komitetu, do kolportowania w krajach kapitalistycznych, zwłaszcza we Francji i Anglii.

Bohaterska Armia Czerwona rozbija i ściga napastniczą armię polską, która, cofając się, niszczy własny kraj, znacząc drogę swą pożogą i grabieżą.(…)

Rząd Piłsudskiego żebrze ponownie pomocy u rządów Koalicji, u władców świata kapitalistycznego. Proletariusze! Jeżeli zwycięży w tej walce rząd panów – gnębicieli robotnika i chłopa polskiego – zagrożona będzie rewolucja, klęskę poniesie cały świat proletariacki.

Do Was się więc zwracamy. Nieście pomoc rosyjskiej Armii Czerwonej, nieście pomoc rewolucyjnemu proletariatowi Polski! (…) Ani jednego człowieka, ani jednego działa, ani jednego naboju dla armii kontrrewolucjonistów polskich! (…) Niech żyje Rosja Sowiecka!

TKKP był z punktu widzenia komunistów polskich samozwańczy. Powstał, co przyznał rok później Marchlewski, bez zgody – a nawet porozumienia – z KPRP, a jego mocodawcy znajdowali się w Moskwie. Posuwająca się w głąb ziem polskich Armia Czerwona, na zajętych terytoriach natychmiast przystępowała do tworzenia lokalnych komitetów wojskowo-rewolucyjnych. Rewkomy powstawały jako specjalne wydziały na szczeblu armii i dywizji. Na ich czele powoływano najczęściej osoby, które nie miały żadnego doświadczenia w pełnieniu powierzonych im funkcji, posługujące się jedynie językiem rosyjskim, nieznające społeczeństwa polskiego. Dobierały one sobie na współpracowników przypadkowych ludzi, charakteryzujących się uległością, z którymi mianowańcy mogli się łatwo porozumieć. Rzadko trafiali się tu członkowie partii komunistycznej.

Powstała w ten sposób prowizoryczna sieć administracji, która arbitralnie posługiwała się terrorem i była uzależniona całkowicie od Armii Czerwonej. To wywoływało niechęć – a z czasem wrogość – ludności polskiej, a Komitet Marchlewskiego, zwłaszcza w początkowym okresie swojej działalności był instancją zawieszoną w próżni. Nie miał on wpływu na działalność terenowych komitetów rewolucyjnych, z którymi mógł porozumiewać się tylko za pośrednictwem organów Armii Czerwonej. Dążył zatem do podporządkowania sobie istniejących już rewkomów, a także nadawania im charakteru cywilnych organów rewolucyjnych.

Do koordynacji działań między TKKP a Radą Wojskowo-Rewolucyjną Frontu Zachodniego doszło dopiero w połowie sierpnia 1920 r. Rozkaz Komitetu nr 24 z 16 tego miesiąca przewidywał, że w zajmowanych miejscowościach tworzone są przez Armię Czerwoną bezzwłocznie „wojenno-rewolucyjne komitety”, które porozumiewają się z Tymczasowym Komitetem Rewolucyjnym Polski. Od niego otrzymują rozkazy za pośrednictwem „Rewolucyjnych Komitetów” poszczególnych armii. Komitet Marchlewskiego miał też tworzyć i zatwierdzać komitety wyższego szczebla. Rozkaz ten, jak każdy inny zawierał także odpowiedni ładunek propagandowy:

Zadaniem komitetów rewolucyjnych jest ostateczne obalenie panowania szlachty i burżuazji. W swej działalności muszą one kierować się interesami rewolucyjnymi mas pracujących. Komitety utrzymują na swoim terenie porządek rewolucyjny i niezwłocznie rozbrajają burżuazję, obszarników i wszystkich w ogóle wrogów rewolucji. Dla samoobrony mas robotniczych powinny tworzyć milicję ludową.

Komitety powinny aresztować wszystkich funkcjonariuszy policji jawnej i tajnej oraz szpiegów rządu burżuazyjnego. Winny również zaprowadzić rejestr wszystkich wojskowych – niezależnie od stopnia i od tego, czy służyli w białej polskiej armii czy carskiej lub niemieckiej.

Tego samego dnia, 16 sierpnia 1920 r. Wydział Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa Komitetu Białostockiego ogłosił Rozkaz nr 1, powołujący do życia trybunały rewolucyjne. Od ich wyroków nie było odwołania. Zadania, jakie miały realizować to „tępienie zdrady, szpiegostwa, prowokacji i sabotażu, kontrrewolucyjnej agitacji, spekulacji i lekceważenia uchwał Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski”.

3

KPRP była w rzeczywistości znacznie słabsza niż wyglądało to z perspektywy Moskwy, zwłaszcza w obliczu optymistycznych informacji, dostarczanych zanim jeszcze Marchlewski i jego współpracownicy zjawili się w Białymstoku, a także później. Członkowie Komitetu przeżyli zawód, liczyli bowiem na to, że będą mogli oprzeć swą władzę na sieci partyjnej, tymczasem udało im się zwerbować do swoich celów niewielką liczbę komunistów, z których tylko nieliczni nadawali się do obsadzenia ważnych stanowisk.

W Ciechanowie stanowisko sekretarza komitetu objął Władysław Krzyżanowski, a w Wysokim Mazowieckim Marceli Nowotko. Ten ostatni wsławił się rekwirowaniem zboża od kułaków dla Armii Czerwonej.

Działalność Komitetu była od początku chaotyczna, a struktury płynne. Cechował je przerost form organizacyjnych. Najwyższym czynnikiem, mającym władzę polityczną, było Biuro Polskie KC partii bolszewickiej, kierowane przez Dzierżyńskiego. Komitet Marchlewskiego stanowił władzę administracyjną. Każdy z członków zarówno Biura jak i Komitetu pełnił po kilka funkcji. Dzierżyński był równocześnie szefem ogólnorosyjskiej Czerezwyczajki i członkiem Rady Wojskowo-Rewolucyjnej Frontu Zachodniego. Sprawne działanie w takich warunkach było niemożliwe.

Rozczarowywała również siła i znaczenie polskich komunistów z KPPR. Próby zorganizowania strajków czy manifestacji na większą skalę nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Jedyna nadzieja pokładana była w ofensywie Tuchaczewskiego. Sukces inwazji bolszewickiej na Warszawę, miał umożliwić przejęcie pełni władzy przez komunistów. Jak pisze Tadeusz Żenczykowski w swojej pracy –  podejmowano przygotowania na tę okoliczność, czego wyrazem jest zachowany zapis autobiograficzny liczącego się wówczas, długoletniego działacza komunistycznego, Jana Peszyna. W lecie 1920 r. brał on udział w posiedzeniach Sekretariatu KC KPRP, na których omawiano sprawę obsady stanowisk państwowych po zajęciu Warszawy przez Armię Czerwoną.

Słabość KPRP nie przeszkadzała jej członkom nawoływać robotników i chłopów do podjęcia akcji dywersyjnych. Działania te miały dopomóc Armii Czerwonej w obaleniu rządu kapitalistów, a członkom KPRP przysłużyć się spodziewanemu zwycięzcy.

Należy wzmocnić działalność rewolucyjną (…) poprzez zaostrzanie antagonizmów klasowych, przez organizowanie masowych wystąpień w postaci strajków generalnych, demonstracji i zgromadzeń ulicznych, (…) przez organizowanie bojowych grup robotniczych i żołnierskich, dla zbrojnych masowych wystąpień, i wreszcie przez organizowanie samych zbrojnych wystąpień w momentach napięcia rewolucyjnego mas.

Należy rozwinąć najdalej posuniętą akcję w celu uzbrojenia robotników, w celu zorganizowania oddziałów polskiej Czerwonej Armii tak dla umożliwienia sprawowania władzy, przez Rady Delegatów Robotniczych na miejscu, jak i dla współdziałania Czerwoną Armią Sowieckiej Rosji, w celu obalenia kapitalistycznej władzy w Polsce.

W odezwie z 5 VIII w obliczu spodziewanego zajęcia stolicy, TKRP zwraca się bezpośrednio do proletariuszy Warszawy:

W takiej chwili bohaterskiemu proletariatowi Warszawy nie wolno tylko biernie wyczekiwać wypadków. Towarzysze! Wszak walka przede wszystkim o Was, o Wasze wyzwolenie się toczy, wszak tu honor i godność klasy robotniczej Warszawy jest na kartę postawiona. (…) Szlachta i burżuazja swoje siły mobilizują. Klasa robotnicza bohaterskiej Warszawy pospolite ruszenie w tej chwili krytycznej ogłosić powinna. (…) Obejmując na czas przejściowy rządy nad krajem. Do czynu do walki Was wzywamy. Młoty w dłoń!

Warszawa przez Was samych zdobyta być powinna! Sztandar czerwony nad pałacem Zygmuntowskim i Belwederem przez Was powinien być zatknięty, zanim Czerwona Armia rosyjska do Warszawy wkroczy. (…) Bierzcie w swoje ręce władzę i czuwajcie nad tym, aby bandy burżuazyjne nie ogołociły miasta z żywności, surowca i odzienia. Czuwajcie nad warsztatami pracy i nie pozwalajcie ich niszczyć. (…)

Robotnicy Warszawy! Wzrok całego proletariatu międzynarodowego na Was jest skierowany. Chwila wyzwolenia się zbliża. Do broni! Do czynu! Do walki!

Pod odezwą podpisali się wszyscy członkowie białostockiego rewkomu – Marchlewski, Dzierżyński Kon i Próchniak. Jego ton świadczy, jak pewni oni byli rychłego zwycięstwa, ale także o tym na ile błędna była ocena nastrojów społecznych i sytuacji na froncie. Jakby nie dostrzegali faktów takich jak ten, że w lipcu PPS ogłosiła ochotniczy zaciąg do wojska i utworzyła Robotniczy Komitet Obrony Warszawy.

Prócz jawnych działań dywersyjnych podejmowano również akcje tajne oparte na radzieckich wzorcach. W Lublinie, Hrubieszowie, Zamościu, Chełmie, Krasnym Stawie, Puławach i Kraśniku powstawały zakonspirowane rewkomy, mające przechwycić władzę po wejściu wojsk sowieckich. Polskim władzom administracyjnym udało się w porę wykryć te organizacje i podjąć odpowiednie działania zapobiegawcze. Przeprowadzone w lipcu masowe aresztowania skutecznie osłabiły organizacje komunistyczne, co skutecznie paraliżowało ich możliwości dywersyjne. KPRP nie była w stanie powoływać powiatowych komitetów rewolucyjnych w momencie zbliżania się Armii Czerwonej, zwłaszcza przed jej spodziewanym wkroczeniem na dany teren.

Dzierżyński i Marchlewski posuwali się do wydawania zarządzeń ponad władzami partyjnymi, co odbierane było jako lekceważenie. Domagali się oni organizacji cywilnych komitetów o charakterze politycznym. Wynikało to z wcześniejszych złych doświadczeń z rewkomami.

Chaos i zawieszenie w próżni udało się nieco opanować dopiero pod koniec pierwszej dekady sierpnia. Dokonano wówczas podziału pracy między Biurem Polskim a Komitetem. W TKKR utworzono szereg wydziałów dla bieżącej działalności. Obsadzono stanowisko Kierownika Wydziału Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa. W sprawozdaniu do Lenina z 6 VIII Dzierżyński informował, że armia polska jest w rozsypce, władze polskie pozamykały szkoły, aby wciągnąć młodzież, nie wyłączając dwunastolatków, do armii ochotniczej. Na zakończenie konkludował, że najważniejszym zadaniem jest utworzenie polskiej Armii Czerwonej.

Zastanawiająca jest zła orientacja w sytuacji wojennej członka Rady Wojsko-Rewolucyjnej Frontu Zachodniego Feliksa Dzierżyńskiego. Daje on następny dowód oderwania do rzeczywistości w kolejnym sprawozdaniu skierowanym do Lenina – z 17 VIII 1920 r.

Do czasu wzięcia Warszawy wróciliśmy do Białegostoku. (…) Masy robotnicze Warszawy oczekują nadejścia Armii Czerwonej, ale same czynnie nie występują wobec braku przywódców i z powodu panującego terroru. Mnóstwo komunistów aresztowano i wywieziono. (…) PPS rozwija wściekła agitację dla obrony Warszawy. Jej wpływy jeszcze duże wśród wykwalifikowanych i dobrze zarabiających robotników. Widocznie i PPS i Piłsudski przypisują ogromne znaczenie dla obrony Warszawy do chwili rokowań. (…) Dla podtrzymania nastrojów mówi się, że Armia Czerwona jest osłabiona i zmęczona, i że wystarczy zadać jej jedno potężne uderzenie. Dla tego uderzenia wszystko się mobilizuje. (…) Oddziały ochotnicze składające się przeważnie z inteligencji i burżuazyjnych synków, biją się z determinacją.

Realniej za to sytuację oceniał Marchlewski…

Zajęcie Warszawy miało nastąpić 15 VIII, o czym zapewniał TKKR Tuchaczewski. Komitet szykował się do przejęcia władzy. Jego członkowie udali się do Wyszkowa skąd mieli, w towarzystwie przedstawiciela sowieckiego KC Skworcowa, triumfalnie wkroczyć do stolicy. Udało się jedynie przenocować. 16 VIII w panice opuszczali Wyszków. O świcie tego dnia z nad Wieprza ruszyło silne polskie kontrnatarcie, które zmusiło Armię Czerwoną do odwrotu. Po powrocie do Białegostoku członkowie TKRP wznowili swoją działalność, jakby nic ważnego się nie wydarzyło. Nie spodziewali się, że 22 VIII wojska polskie znajdą się w bezpośrednim sąsiedztwie miasta. 23 VIII narada Komitetu odbyła się już w Mińsku, gdzie Dzierżyński, Marchlewski i pozostali członkowie dotarli w popłochu samochodami przez Lidę i Grodno.

Błędy organizacyjne, chaos i przegrana wojenna nie poszły na marne. Sowieccy dyktatorzy nigdy nie zapominali upokorzeń. Umieli wyciągać wnioski z przegranej. Akta Komitetu Marchlewskiego znalazły się w dziale polskim kremlowskiego archiwum. Zostały ponownie odkurzone dwadzieścia lat później. Sięgnął do nich Stalin. Komitet pod jego protektoratem, za zgodą uczestników konferencji w Poczdamie i Jałcie, pozbawił Polaków suwerenności i włączył Polskę w orbitę sowieckich wpływów na ponad 40 lat. Białostocka ulica Świętojańska przemianowana została na ulicę Marcelego Nowotki, a Suraska – Wesołowskiego. Jakie wnioski powinny płynąć z tej lekcji?

Janusz Wiertel

Bibliografia:
  • Pronobis Witold, Polska i świat w XX w., Wydawnictwo Spotkania, Warszawa 1991.
  • Roszkowski Wojciech, Najnowsza historia Polski, 1914-1945, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2003.
  • Żenczykowski Tadeusz, Dwa komitety 1920, 1944. Polska w planach Lenina i Stalina, Wydawnictwo Spotkania, Paryż 1983.
Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com