Andrzej Lewandowski: Bardzo drogie kopanie

legia kibice2014–12–05.

ECHA WYDARZEŃ: Piłkarze Legii grali w Belgii. Przegrali 0:1 z Lokeren (gdzie poznawał kiedyś futbol zawodowy sam Włodzimierz Lubański – 196 meczów;  82 bramki), w europejskich rozgrywkach, ale to nie główny problem – punktów ma tyle, że może oddawać. Problem w awanturze.

Rachunek wystawiony przez UEFA jest taki:

  • Za zachowania rasistowskie nakaz rozegrania dwóch kolejnych meczów w rozgrywkach UEFA bez udziału publiczności.
  • Kara 80.000 EUR za zamieszki na stadionie. Kara 20.000 EUR za użycie pirotechniki.
  • Kara 5.000 EUR za inne akty wandalizmu.
  • Zakaz dystrybuowania wśród kibiców Legii Warszawa biletów na mecze wyjazdowe Ligi Europy UEFA.
  • Nakaz rozliczenia się z KSC Lokeren OV ze wszystkich strat spowodowanych przez kibiców Legii Warszawa.

Zapłaty wszystkich ww. kar w ciągu 90 dni od wydania decyzji.

Kosztowna awantura. Za rasistowskie okrzyki i gesty wobec bramkarza gospodarzy; za zajścia, których skutkiem było zatrzymanie kilkudziesięciu osób. Trzeba zapłacić. Do tego każdy mecz bez widzów to podobno półtora miliona do tyłu…

Eksprezes Wacław Listkiewicz głosi, że nasi mistrzowie i tak mają szczęście. W sytuacji recydywy mogli wylecieć z rozgrywek.

Właściciele Legii mają kolejny wydatek tego rodzaju. Nie pierwszy, nie „wypadek przy pracy”, lecz coś z bardzo złej reguły. I proszę mi nie gadać – dla usprawiedliwienia – że nie tylko u nas to się zdarza (niedawno w bójce kibiców w większym piłkarstwo świecie nawet kogoś zadźgano), więc za mocno nie trzeba się bić we własne piersi. Podobnie, jak proponuję by nie dać się obezwładnić tezie, że garstka łobuzów wykańcza klub i psuje kibicowanie przytłaczającej większości. Jeśli tak być by miało – tośmy funta kłaków nie warci, że mając wielką przewagę nie mamy siły by wygrać z marginesem. My, jako my… Co tłuc się z nimi mamy? O rację, kulturę i w obronie klubu, któremu taki piękny stadion podatnik zafundował, a przeszłość– przepiękną tradycję?

Po prostu – przegrywamy. Klub, który stara się negocjować, układać, edukować… Grupa działaczy pozytywnie aktywnych, którzy starają się organizować „trybuny” wokół akcji patriotycznych i dobroczynnych… Ci, którzy łożą dla interesu, a płacą, jak mandaty za złe parkowanie. Bo wychodzi na to, że działania mądre oraz wymowne, jeśli chodzi o społeczny pożytek na „margines” mają wpływ zerowy. Albo jeszcze mniejszy…

To prawda, nie jesteśmy w świecie jedynakami, jeśli chodzi o problem, ale coś mi się wydaje, że w diagnozie zjawiska inni są lepsi. Poza wiarą, że represja wszystko załatwi– zatrzymania, zakazy, nakazy itp. Jeśli bowiem na taki mecz wybiera się grupa „ dla draki”, i spokojnie tam dociera, to – przepraszam – ale nawet represję (tę związaną z profilaktyką) widzę, jako udawanie… Dla spokoju sumienia, a nie zapobieżenia złu… Coś jak czasem w stosowaniu prawa – litera swoje, duch swoje…

Co i jak zrobić? Nie wiem. Ale wiem, że nie wolno udawać, iż związek ze sportem jest dla sprawy podstawowy i moralizować wyłącznie na tym podwórku. Łobuzerstwo i nastroje buntownicze– do dewiacji włącznie nie są domeną boisk, tylko zjawiskiem społecznym… Przesadzam? Jeśli tak, to, dlaczego skutki przeciwdziałania są tak opłakane?

Sezon skakania na nartach zaczął się nam gorzej niż wyglądał finisz poprzedniego. Nie czynię jednak z tego wyrzutu, Jeśli– a wierzę, że tak jest– trenerska analiza niesie korekty, a te spowodują zmiany. Do tego– ma Stoch dwa złota olimpijskie, ale przecież na końcach jego nart umownie mieści się wielu rywali. Dziś–ja, jutro– ty, pojutrze… Martwi mnie nie stan dyspozycji startowej, lecz perypetie zdrowotne pana Kamila. Na szczęście– już po operacji, za długo nie czekano, licząc, że jakoś to będzie… I dajcie mu porządnie wyzdrowieć, bez poganiania zdrowia– dla punktów…

… Panna Justyna też nie ma drogi tylko różami usłanej. Wciąż waleczna samymi aspiracjami nie zniewoli równie walecznych rywalek. Raz na wozie, raz… nie dziwota. Było, jest i będzie… Mnie chodzi tylko o proporcje– żeby „ na wozie” wciąż przeważało…

Pisarsko–refleksyjnie znów mi dr Justyna zaimponowała. Szczerym traktatem o trenerze Wieretielnym. …

” Mam szczęście, że moim trenerem jest od ponad 16 lat Aleksander Wierietielny. Mówiłam to wiele razy i dzisiaj powtórzę: bez niego nie zdobyłabym na biegówkach nic znaczącego. Różnie między nami bywało. Zazwyczaj ciekawie. Ani ja nie należę do ludzi spokojnych, ani trener. No i trudno ocenić, które jest bardziej uparte. Ale nawet w czasie największych nieporozumień zawsze byłam pewna, że trener chce dla mnie dobrze”.

…” Pokazywał, jak powinien wyglądać nie tylko trening, ale też jak ma wyglądać życie sportowca. Wszystko tłumaczył. Od diety, techniki, taktyki, po sposób ubierania się na duże mrozy. I wszystko przystępnym językiem. Od mojego trenera nie usłyszycie w zwykłych rozmowach o fosfokreatynie, cyklu Krebsa czy treningu okołoprogowym. Usłyszycie za to opis tego, jak powinno reagować ciało na zadany wysiłek. Świetna sprawa, bo zamiast bez przerwy gapić się w pulsometr bądź pobierać krew w celu zmierzenia poziomu laktatu, człowiek uczy się siebie. Opanowałam to do perfekcji. …”

… „Aleksander Wierietielny nigdy się nie spóźnia. W pracy jest pierwszy. Zawsze. Zawsze szuka najlepszych rozwiązań. Najpierw wymaga od siebie. Gdy trzeba jechać trzy tysiące kilometrów autem, to wsiada i jedzie. Kiedy trzeba wstać o drugiej w nocy, to on już od pierwszej jest gotowy do zadania. Jeśli trzeba gotować posiłki, to stół będzie zastawiony po królewsku. Sprzęt na trening zawsze mam świetnie przygotowany. Rower, rolki, narty, kijki, opona. Wszystko zadbane, dopieszczone. Zostaje mi tylko pracować. Wstyd się migać przy takim człowieku. Po prostu.”

… “To było wiele lat temu latem w białoruskich Raubiczach. Biegałam na Stokrotce imitację skakaną. …Stromo w dół i stromo w górę. Kilka takich pętelek tworzyło jedno okrążenie. 45 minut na maksa – to było główne zadanie. Ten trening zawsze przychodzi z dużym trudem. A ja biegałam i skakałam jak natchniona. Jak nie ja. Miało być 45 minut, ale jakoś tak się poukładało, że koniec okrążenia wypadał na 47. minutę. Więc wydłużyłam trening, a wierzcie mi, że dodatkowe 120 sekund robiło wielką różnicę. Wyskakałam ostatni podbieg w trupa, zafiniszowałam i padłam na ziemie. 10 metrów przed plecakiem, który miał być metą. Do dziś nie wiem, dlaczego nie dobiegłam. Leżałam tak i czekałam, aż przyjdzie i mnie pochwali. Dumna byłam z roboty. Doczekałam się jednego zdania: “Tak właśnie przegrałaś złoto na igrzyskach w Turynie”. I poszedł. Krótko mówiąc: skoro się już porwałaś, to dokończ.”…

Nie wspaniała ocena 16 lat i jednego człowieka? … Przez drugiego, i tak sławnego…

Andrzej Lewandowski

 

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Less 2014-12-05
  2. W.Bujak 2014-12-05
  3. Andrzej Lewandowski 2014-12-05
  4. Grosicki 2014-12-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com