Marian Marzyński: Żyd w polskim salonie

marzynski 32014-12-11.

Zbliżająca się do setki nieśmiertelna żydowska sierota, która dzięki sowieckim komuchom zagładę przeżyła w Samarkandzie, tak zareagowała na mój blog o Muzeum Historii Żydów Polskich: „pięknie napisany, nie widziałam, ale czytałam, jestem pewna, że się zgadzam”. A tak mój nieżydowski rówieśnik, kolega z czerwonej polskiej telewizji: „to pierwsze takie spojrzenie, wyobraź sobie, że moi przyjaciele (imaginuj sobie – „Dzieci Holocaustu” i ich dzieci) – wyszli zachwyceni, ja oczywiście podzielam twoją opinię”.

Kilku emigrantów marcowych zapewniło mnie, że z tym muzeum nie jest tak źle, że antysemickie pomyje są tam cytowane w dużych ilościach i czy nie uważam, że od polskiego muzeum wymagało to dużej odwagi cywilnej. Nie uważam i chętnie bym trochę tych pomyj odcedził, bo dobrze skonstruowana opowieść nie ilością, a jakością się broni. W warszawskim muzeum jest „wszystko” i to pewnie wystarcza pewnym Żydom, którym po zaproszeniu do polskiego salonu nie wypada pluć we własną grządkę.

Do muzeum wybrałem się z wybitnym historykiem, konsultantem jednej z wystaw, który tak wyraził swoje frustracje: „mieliśmy do zagospodarowania tysiąc lat historii, dla porównania Muzeum Powstania Warszawskiego miało tylko 63 dni”.   Głupio było mi mu odpowiedzieć, ze Muzeum Powstania uważam za historyczne kłamstwo, które – mam nadzieję – nie było modelem do naśladowania, chociaż to dzięki tamtemu pomysłowi w ramach polsko-żydowskiego „meczu”, Lech Kaczyński otworzył państwową kasę dla żydowskiego muzeum, które później, dla zmiękczenia nazwy, nazwano „Polin”.

Ja, dzieciak warszawskiego getta, doceniając skarby, jakie tam pomieszczono, jak również olbrzymi ludzki i finansowy wysiłek, który do tego doprowadził, nie najlepiej czuję się w tym salonie.  Wracają do mnie myśli z czasów, gdy robiłem film „Żyd pośród Niemców”, o niemieckim dylemacie: jak powinien wyglądać pomnik pamięci wymordowanych Żydów Europy, który miał stanąć na eleganckim placu w środku Berlina, wśród szklanych wieżowców niemieckich korporacji. „Wolałbym, żebyśmy wciąż o tym pomniku dyskutowali i nigdy go nie zbudowali”, powiedział ktoś do mojej kamery.

Pomniki zamurowujące pamięć i muzea, pakujące ludzkie doświadczenie w ikony i eksponaty, stają się niebezpieczne bez krytycznego komentarza. Chciałem coś z tą martwotą zrobić, pisałem dla polskiego nie-żyda, podpowiadając mu: na co powinien być wrażliwy, bo od tej wrażliwości  zależeć będzie co opowie swoim dzieciom o czasach, których już nikt nie będzie pamiętał.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com