Cezary Bryka: Reksio i Pucek

2012-07-26. Zarząd TVP S.A. zamierza po raz kolejny przeprowadzić zmiany w strukturze spółki. Byłyby to głównie zmiany wcześniej proponowane do których nigdy nie doszło, jak stworzenie centrum programowego grupującego wspólne dla wszystkich anten redakcje – obecnie każda antena TVP ma własne (filmowe, rozrywki, publicystyki itd.), co powoduje dublowanie zadań.. Rzeczniczka prasowa telewizji potwierdziła wiadomość: „Zarząd rzeczywiście powołał zespół pracujący nad nową strukturą organizacyjną spółki”. (źródło: „Presserwis”).

Trzeba wierzyć w ludzi. Trzeba myśleć życzeniowo. Jeśli się czegoś bardzo mocno chce, to na pewno się to osiągnie. Bardzo mocno chcę, żeby cokolwiek, choćby i kataklizm, uratowało instytucję w którą przez całe dorosłe życie inwestowałem czas, wiedzę i serce. Żeby wygrać na loterii, trzeba kupić los – powiedział Pan Bóg.

„Wielu pracowników powątpiewa w realność tej zmiany: »A co by zarząd zrobił z tymi wszystkimi dyrektorami? Nie po to się rozdaje stanowiska, żeby je odbierać«” – pisze Presserwis.

Kupuję los: zaraz doradzę, co zrobić z dwoma dyrektorami, obdarzonymi zaszczytnym mianem niezatapialnych. Mój pomysł jest niestandardowy: należy ich mianowicie wyrzucić. Do tej pory restrukturyzacje polegały na wyrzucaniu pracowników i tasowaniu dyrektorów, tym razem proponuję wyrzucenie dyrektorów bez tasowania pracowników.

To fantastyczny pomysł, bo i pieniądze zaoszczędzone, i prestiż – również międzynarodowy – podbudowany i pracownicy mogliby zacząć podejrzewać, że a nuż coś się zmieni na lepsze.

Reksio i Pucek (samowtór)

Panowie, o których mowa, tylko raz wystąpili w duecie, za to skutek ich wspólnej działalności należy do rekordowych w dziedzinie objawiania absurdalności zasad, na jakich bazuje działalność Telewizji Publicznej. Znacie? Znamy. No to…

W listopadzie 2010 r. 25-letni Paweł Miter dokonał prowokacji (jak twierdzi), lub przekrętu (jak twierdzi telewizja): wysłał do ówczesnego prezesa TVP Włodzimierza Ławniczaka list – rzekomo od szefa Kancelarii Prezydenta. W liście rzekomy minister, rzekomo na prośbę prezydenta, poprosił o zwrócenie uwagi na młodego dziennikarza Pawła Mitera i jego pomysł na program. Ciężko chory prezes Ławniczak przed pójściem do szpitala przekazał sprawę dyrektorowi Biura Zarządu, Marianowi Kubalicy. który wraz z dyrektorem Agencji Produkcji Telewizyjnej, Andrzejem Jeziorkiem przystąpili do rozmów z domniemanym protegowanym prezydenta. W rezultacie tych rozmów Paweł Miter podpisał opiewającą na 39 000 zł. trzymiesięczną umowę o dzieło. Za każdy odcinek programu miał otrzymać dodatkowo ok. 7,5 tys. zł. Dostał do dyspozycji samochód z kierowcą, oraz VIP-owską przepustkę na wejście do wszystkich stref zastrzeżonych (np. do zespołów emisyjnych). Według Mitera nikt w TVP nigdy, nawet podczas podpisywania umowy, ani razu go nie wylegitymował:
– Wszystkie dane podawałem z pamięci. W rezultacie mój adres w dowodzie jest inny niż ten na podpisanej z TVP umowie. Ale nikt tego nie wyłapał, bo nikt na oczy nie widział żadnego mojego dokumentu. Mogłem im podać całkowicie fikcyjne nazwisko.

Paweł Miter przetrwał jako współpracownik TVP dwa i pół miesiąca, a umowę można byłoby przedłużać w nieskończoność, gdyby nie zachciało mu się naprawdę zrobić programu. Szef redakcji nie zaakceptował scenariusza, sprawa się rypła i wybuchł skandal. Paweł Miter o swojej telewizyjnej karierze opowiedział „Rzeczpospolitej”, komentując: „Czasem było to dość zabawne, że grono poważnych panów w garniturach nadskakuje gówniarzowi w trampkach i bluzie z kapturem”.

Po ujawnieniu skandalu przez „Rzeczpospolitą” pisały o nim liczne media, wyciągnięcia konsekwencji żądały telewizyjne związki zawodowe i rada pracownicza TVP, pisma do przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka skierowały Centrum Monitoringu Wolności Prasy i Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy. TVP S.A. wszczęła kontrolę, dyrektorzy Kubalica i Jeziorek całą winę zrzucali na nieżyjącego już w tym momencie prezesa Ławniczaka.

5 marca w Radiu TokFM ówczesny p.o. prezesa TVP, Juliusz Braun, skomentował aferę: „Ta procedura była skrajnie patologiczna” i dodał, że Miter nie powinien być jedyną osobą, która poniesie konsekwencje prowokacji: „Gdyby jedynie ten chłopak miał ponieść karę to byłoby nie do przyjęcia. Czekam więc na wyniki wewnętrznego śledztwa”.

Lipiec 2012 r.: Marian Kubalica po krótkim okresie zawieszenia został ukarany przeniesieniem na stanowisko wiceszefa TV Sport, Andrzej Jeziorek nadal kieruje Agencją Produkcji Telewizyjnej.

Gdyby telewizyjna kariera sprawcy zamieszania była jedynym sukcesem Panów Dyrektorów – można by było odpuścić, choć poważnie zaszkodzili wizerunkowi Telewizji Publicznej. Nie takie programy się kładło, jak mawiają realizatorzy. Jednak każdy z panów ma też osiągnięcia indywidualne.

Reksio (samopas)

Trudno jest ustalić drogę zawodową dyrektora Mariana Kubalicy: w wyszukiwarkach po wpisaniu jego nazwiska pojawia się kilkadziesiąt stron linków do afery Mitera i kilka na temat kanału sportowego TVP. Pamiętam jednak że, rekomendowany przez Stowarzyszenie Ordynacka, pełnił ważne funkcje od czasów prezesury Roberta Kwiatkowskiego. Po osiągnięciu stanowiska członka zarządu TVP, dyr. Kubalica pozostał na nim aż do czasu wspomnianej afery, z przerwą na okres wyrżnięcia lewicy przez prawicę.

Jako wicedyrektor kanału sportowego TVP przyczynił się do rozsławienia poziomu kompetencji TVP w kraju i za granicą w lutym bieżącego roku, kiedy w Jakuszycach koło Szklarskiej Poręby po raz pierwszy w Polsce odbyły się zawody Pucharu Świata w narciarstwie biegowym. Po tak prestiżowej imprezie organizatorzy zebrali wiele pochwał, tylko TVP okazała się nieprzygotowana. Pisały o tym polskie i zagraniczne media, protestowali również telewidzowie. Red. Andrzej Lewandowski podsumował w Studiu Opinii: „Prasa skandynawska wytknęła »gospodarzom sygnału« daleko posuniętą indolencję”

Problem wziął się stąd, że TVP wysłała zbyt słabo wyposażony na taką imprezę wóz transmisyjny. Kiedy mgła ograniczyła zasięg widzenia zbyt rzadko rozstawionych na trasie biegu kamer, widać było białe, gęste nic z którego od czasu do czasu w ostatniej chwili wyłaniała się zawodniczka. Według technika, do niedawna pracującego w transmisji TVP, przy osiemnastu kamerach jakimi dysponuje jedyny warszawski wóz HD, po obstawieniu mety i studia, na trasę mogło przypaść naj­wy­żej dzie­więć kamer. Na takiej tra­sie roz­sta­wia się do 30 kamer z dwóch wozów, zaś profesjonaliści wiedzą, gdzie można od ręki wypożyczyć sprzęt. „Jednak o licz­bie kamer decy­duje redak­cja, zama­wia­jąc je na pod­sta­wie zało­żeń kosz­to­rysu, a nie spe­cy­fiki trans­mi­to­wa­nej imprezy”. Po nieudanej próbie zrzucenia winy na realizatorów, sprawę wyciszono. Nie zmieniono procedur zamawiania sprzętu, nie doinwestowano transmisji. Za sprawy administracyjno-finansowe w kanale TVP Sport odpowiadał już wtedy dyr. Marian Kubalica.

Następną wielką sportową imprezą w Polsce były mistrzostwa EURO 2012. Dzień po ich zakoń­cze­niu poja­wiły się zarzuty, że urządzenie plenerowego studia mistrzostw na dachu fabryki słodyczy – z obowiązkiem podawania przez prowadzących nazwy firmy – mogło być loko­wa­niem pro­duktu, które jest zabronione na równi z emisją reklam w czasie pro­gra­mów infor­ma­cyj­nych, publi­cy­stycz­nych i dla dzieci (programów dla dzieci istotnie z dachu fabryki nie nadawano). Za wszelkie tego typu umowy odpowiada wicedyrektor ds. administracyjno-finansowych w kanale TVP Sport, czyli Marian Kubalica (ze względu na tajność umowy nie da się sprawdzić, czy dyr. Kubalica osobiście ją podpisał, jednak wszystko wskazuje, że tak było. Zarząd TVP jak zobowiązał się sprawdzić szczegóły umowy, tak zapewne dotąd sprawdza).

Pucek (samopas)

Dyr. Andrzej Jeziorek pełni stanowiska kierownicze w TVP od 2000 roku i to jest piękne: należy do nielicznych szefów, których nie wyrzuciła żadna partia polityczna. Na wizerunek Telewizji publicznej wpłynął trzykrotnie i za każdym razem było to mocne uderzenie.

Pierwszym, jeszcze przed sprawą Pawła Mitera, było doprowadzenie do niestandardowej akcji protestacyjnej pod hasłem „Czy dziura w dupie decyduje o pracy twórców w TVP?” Stopniowo, przy pomocy okazywania pracownikom jawnej pogardy i pozbywania się podstawowych grup zawodowych, dyrektor zdołał doprowadzić agencję do stanu wrzenia. Wreszcie – udało się! Jednym zręcznym zdaniem, wypowiedzianym do operatora kamery: „O tym czy operator dostanie u mnie pracę, będzie decydowała dziura od dupy” – dyrektor doprowadził do dużego i z zapałem relacjonowanego przez media protestu: przed siedzibą TVP zebrało się ponad stu pracowników, ubranych w koszulki z napisami: „Jestem tu niepotrzebny”, „Telewizja bez operatorów”, „Telewizja bez realizatorów”, „Telewizja bez dziennikarzy”, „Telewizja bez montażystów”:

Odczytano petycję do premiera rządu oraz wotum nieufności dla władz TVP. Jeszcze przed wiecem grupujący pracowników twórczych Związek Zawodowy „Wizja” złożył na ręce prezesa pismo z żądaniem wyciągnięcia wobec dyr. Jeziorka konsekwencji służbowych. Dyrektor ma się dobrze i nadal okazuje swoim podwładnym należny szacunek, wygłaszając sentencje w rodzaju: „Twórcy którzy pracują w TVP na etatach, to nieudacznicy, którzy się chowają za nimi. Na mieście nie daliby sobie rady”.

Następną wizerunkową akcją dyr. Jeziorka była sprawa Mitera, a potem skończyły się żarty: doszło do tragedii. W kwietniu 2012 roku zaszczuty pracownik popełnił samobójstwo. Nie potrafię opowiadać o tym bez popadania w patos, więc pozwalam sobie zacytować sam siebie. Prosta lojalność zwierzchnika, który nie mógł nie wiedzieć o działalności zmarłego, mogła zapobiec tragedii. Przeważyła żądza bezpiecznego pozbycia się kłopotu.

Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami

Nie jestem za krzywdzeniem jakichkolwiek istot bożych, dlatego nie zamierzam twierdzić, że Reksia i Pucka trzeba uśpić. Myślę jednak, że oddanie ich w dobre, mocne ręce byłoby właściwym wstępem do restrukturyzacji. Pracownicy nie gęsi (przymiotnik!) lecz swój rozum mają i bywa, że rozważają jakim cudem ich firma przechowuje dwóch tak oczywistych szkodników. Nie jest dobrze, jeśli jedyne logicznie brzmiące wyjaśnienie brzmi: „tamci muszą mieć na kogoś haki”. Oczywiście ja w to nie wierzę, bo żadne haki niestraszne kryształowym postaciom – zakładam więc, że Reksio i Pucek przechowywani są z litości. Dlatego postuluję znalezienie im odpowiedniej rodziny zastępczej, a za nimi niech pójdą ich pchły. Dopiero wówczas, po dezynsekcji i deratyzacji, będzie można przystąpić do przemeblowywania gabinetów jako tradycyjnego sposobu restrukturyzacji firmy.

Cezary Bryka

Nienalezna.pl

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. BM 2012-07-26
  2. Goławiecki 2012-07-27
  3. Cezary Bryka 2012-07-27
  4. narciarz2 2012-07-27
    • Goławiecki 2012-07-27
      • Cezary Bryka 2012-07-27
  5. narciarz2 2012-07-27
    • Gustaw Clubek 2012-07-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com