Jacek Parol: Zapateryzm Zapatero

2012-07-30. Niewątpliwie przyjdzie kiedyś taki moment w historii, gdy nasz Niedoszły Umiłowany Przywódca Jarosław Kaczyński osieroci ten biedy naród i przejdzie do historii. Poza śmiałymi ideami, które z całą pewnością zostaną spisane w formie biografii „Moje życie” przez nieutulonych w żalu posłów PiS, pozostanie po nim kilka niezapomnianych powiedzeń i bon motów. Mało kto pamięta, że poza „ziemią wolską” i „oczywistą oczywistością”, „zdradą o świcie” i „niebywałą wręcz..”, również określenie „zapateryzm” jest autorstwa Jarosława Kaczyńskiego.

Trzeba uczciwie przyznać, że określenie opisujące pewien zbiór zjawisk i proces społeczny jest wyjątkowo udane. Warto również pochylić się bardziej zarówno nad samym zapateryzmem, jako zjawiskiem, jak i nad analogiami między katolicyzmem polskim, a hiszpańskim. Żeby, jednak to zrobić, trzeba sięgnąć do historii kościoła katolickiego w Hiszpanii.

Hiszpański Kościół katolicki w swojej historii ma takie karty jak Konkwistę i Wielką Inkwizycję. Ma również wiele lat  pozycji bardzo mocnej, wpływu na władzę i żarliwej wiary wiernego ludu, czym zasłużył sobie na miano najwierniejszej córy Kościoła. W 1939 roku, gdy władzę w kraju przejął generał Franco, Kościół katolicki skorzystał z okazji i stał się podporą i legitymacją dla faszystowskiego reżimu. Przez kolejne 20 lat umacniał swoją pozycję, zdobywał przywileje i majątek wspierając i uświęcając działania Franco. Gdy pod koniec lat 50. reżim zaczął chylić się ku upadkowi, Kościół zaczął się coraz energiczniej od niego dystansować  – by po upadku rządu włączyć się w demokratyzację kraju. W momencie upadku rządu Franco Kościół miał w swoich rękach 30% czasopism, połowę dzienników krajowych i nieograniczony dostęp do telewizji i radia państwowego.

Hiszpanie nigdy nie zapomnieli urzędnikom Kościoła mariażu z reżimem faszystowskim, nie zapomnieli politycznego zaangażowania i skorzystania na najcięższych narodowych doświadczeniach. W 2004 roku do władzy w Hiszpanii doszli socjaliści z premierem José Luisem Rodríguezem Zapatero. Zapatero, wyczuwając oczekiwania społeczne, bardzo energicznie wziął się za regulowanie stosunków między Kościołem a państwem, ograniczanie wpływu Kościoła na różne dziedziny życia i ograniczanie wydatków na różne kościelne instytucje i organizacje. Rząd Zapatero – mając poparcie społeczne – doprowadził do legalizacji małżeństw homoseksualnych z prawem do adopcji dzieci, ułatwił procedurę rozwodową, wycofał nauczanie religii ze szkół publicznych oraz zmniejszył dotacje państwa na rzecz Kościoła katolickiego. Doprowadził również do liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, zakazał również symboliki religijnej w miejscach publicznych.

Tyle o Hiszpanii, natomiast w Polsce termin raz użyty przez Kaczyńskiego znalazł żyzną glebę w umysłach i publikacjach prawicowych. Używany z oczywistą negatywną konotacją stał się skrótem myślowym dla określenia każdej próby ograniczenia przywilejów Kościoła, każdej próby wprzęgnięcia instytucji Kościoła do narodowego planu oszczędzania. Zapateryzmem jest oczywiście również każde działanie ograniczające wykorzystanie religii i symboliki religijnej przez PiS i środowiska z lasu smoleńskiego. Zapateryzmem w ustach biskupa Głódzia była zapowiedź ograniczenia liczby kapelanów wojskowych. Zapateryzmem było przeniesienia Krzyża z Krakowskiego Przedmieścia do Kościoła. Zapateryzmem jest próba zniesienia Funduszu Kościelnego na warunkach niewygodnych dla Kościoła.

Gdzie zatem ta analogia między Kościołem i zapateryzmem hiszpańskim, a Kościołem i zapateryzmem polskim? Analogia polega na zaangażowaniu Kościoła i jego urzędników po jednej stronie politycznej.

Oczywiście, porównywanie kogokolwiek do Franco i jego faszystów byłoby krzywdzące i nie mam takiej intencji, chodzi mi o to, że opowiedzenie się w sposób jasny po jednej ze stron sporu politycznego MUSI przynieść, mówiąc językiem biblijnym, zły owoc.

Kościół Hiszpański przez dwadzieścia lat korzystał z przywilejów kościoła narodowego i sojusznika siły rządzącej. To zaangażowanie zapewne przyniosło mu władzę i pieniądze, ale również spektakularną katastrofę w sferze wiary.

Dziś Najwierniejsza Córa Kościoła przeżywa ucieczkę od kościoła nienotowaną w żadnym kraju Europy. Wedle danych kościelnych na msze uczęszcza 13% wiernych, a tych deklarujących wiarę ubywa z roku na rok. W Polsce oczywiście sytuację mamy inną. Nie mamy polskiego Zapatero. Nie widać nawet kandydata (być może taką rolę wybrał dla siebie Janusz Palikot), natomiast urzędnicy Kościoła w sposób jasny w znakomitej większości zadeklarowali się po stronie jednej opcji politycznej.

Przedziwne oświadczenia Episkopatu, nieustanne próby wpływania na decyzje polityczne i zmiany w prawie, wojna radia toruńskiego z instytucją państwa, polityczne kazania w kościołach i poświęcanie nawet najbardziej skrajnych szopek politycznych przez obecność biskupów i księży, to ten sam mechanizm i ta sama droga.

Mam wrażenie, że polski Kościół nie obudzi się sam. Jak w bajce o Śpiącej Królewnie, czeka na swojego Zapatero.

Jacek Parol

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. andsol 2012-07-30
  2. Hazelhard 2012-07-30
    • kuba 2012-07-31
    • Aleksy 2012-08-05
  3. kuba 2012-07-30
  4. hazelhard 2012-07-31
  5. Lhamo 2012-08-01
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com