Ks. Wojciech Lemański: Kolonijna wycieczka

2012-08-23. Kilka dni temu znów pojechałem do Treblinki. Tym razem, by pochylić się nad grobem tysięcy Żydów z Otwocka, Falenicy i Rembertowa, którzy dokładnie 70 lat temu zostali tam zawiezieni i zamordowani. Czekając na przyjaciół z Otwocka, którzy mieli za chwilę przyjechać, usiadłem na ławeczce i wsłuchałem się w opowieści ciszy zielonej, o której napisała przed laty Halina Birenbaum w swoim wierszu-apelu “Jedźcie do Treblinki” . Właściwie w Treblince to dziś już chyba tylko cisza jest taka sama jak wtedy, gdy otulała to miejsce w tamte straszne miesiące 1942 i 1943 roku. Las wyrósł już po wojnie, kamienie zwieziono z odległych kamieniołomów, bruk na drodze i na rampie czuje się tu zapewne równie nieswojo jak ludzie odwiedzający to miejsce i chodzący po nim. Do tego betonowe bloki ułożone na piasku w kształt kolejowej drogi do obozu śmierci i sterczące z ziemi głazy, by uzmysłowić sobie, gdzie było to miejsce, w którym Żydzi byli mile widziani i do którego zwożono ich zewsząd.

W pewnym momencie tę ciszę zakłócił warkot motoru i na parking wtoczył się kolorowy autobus, z którego wysypały się dzieciaki z pobliskiej kolonii letniej. Jedne szukały toalety, inne rozglądały się za budką z lodami i za sklepem z pamiątkami. Wesoła gromadka, którą przywieziono do muzeum znanego na całym świecie. Opiekunki wycieczki zapytały w informacji o przewodnika, w odpowiedzi zobaczyły bezradnie rozłożone ręce. Zapadło krępujące milczenie. To może ja was tam zaprowadzę – zaproponowałem. Moi przyjaciele jeszcze nie przyjechali, pracownica muzeum odetchnęła z ulgą, a dzieciaki zaczęły już przestępować z nogi na nogę w oczekiwaniu jakichś atrakcji. Opiekunki ustawiły dzieci parami i wyruszyliśmy.

Co tam będziemy oglądać? Jakie zobaczymy zabytki? Co tam jest ciekawego? A mnie już nogi bolą, czy moglibyśmy chwilę odpocząć? Długo jeszcze? – słyszałem szczebiotanie dzieci. Ciekawe, czy Janusz Korczak słyszał podobne pytania i uwagi, gdy szedł z dzieciakami po warszawskich ulicach do podstawionego pociągu. Czy powinniśmy dzieci wprowadzać w nasz dorosły, okrutny świat, pełen bolesnych wspomnień, krwawych obrazów, opowieści o umieraniu, o mordowaniu, o Treblince? Szukałem w sercu słów, w które mógłbym ubrać opowieść o tym miejscu i o tym, co się tu wydarzyło. Co swoim dzieciom mówił wtedy Janusz Korczak? Jak odpowiadał na ich pytania, na ich prośby, na przerażenie malujące się na ich twarzach? To była jedna z najtrudniejszych lekcji, jakie do tej pory prowadziłem. Jaka szkoda, że w roku korczakowskim nie zadbano o odpowiednio przygotowanych przewodników, którzy by czekali w Treblince na odwiedzających, by opowiedzieć im do Starym Doktorze, o Stefanii Wilczyńskiej, o dzieciakach z warszawskiego getta, o pociągach, o namalowanym na ścianie zegarze, o łaźni, w której nie było wody i o ciszy, która otuliła Treblinkę.

Ks. Wojciech Lemański

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Kot Mordechaj 2012-08-23
  2. Janusz Kocoj 2012-08-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com