Benfranklin: Ziutek, to się nie nadaje do prasy!

2012-08-24. Przyznam się bez bicia, że spośród wszystkich gatunków i rodzajów dziennikarstwa najmniej mnie ciekawi dziennikarstwo śledcze. Przyglądając się od kilku lat efektom działalności kilku czołowych dziennikarzy śledczych, dochodzę tylko do jednego wniosku: nigdy w życiu nie chciałbym się zajmować tym, co jeden poseł X powiedział innemu posłowi w sejmowej toalecie, a babcia klozetowa z zemsty to nagrała, gdyż poseł X jest przeciwnikiem posła Y, który załatwił jej tę robotę i tak dalej i tym podobne – ku coraz większemu bagnu. Szuwary, bagna, śmietniska i bijący z nich odór to zdecydowanie nie są moje klimaty (zwłaszcza towarzysko). Dziennikarstwo śledcze to więc nigdy nie będą moje buty. I choć wiem, że jest potrzebne, to nie ukrywam pogardy wobec wykonujących ten rodzaj dziennikarstwa ludzi. Są oni dla mnie pariasami wśród dziennikarzy, najniższą kastą wykonującą ten piękny przecież zawód.

Przyglądając się dziennikarstwu śledczemu made in Poland dochodzę do wniosku, że niekoniecznie pomogło ono wyjaśnić np. sprawę Olewników czy też okoliczności śmierci Barbary Blidy. Z pewnością natomiast wywołało wokół tych spraw tyle zamieszania, że nie mogło to ułatwić pracy stosownym organom powołanym do ich wyjaśniania. Wydano za to kilka książek, które sprzedały się lepiej lub gorzej – ale generalnie, gdyby ich nie wydano, to niczego by to nie zmieniało przy wyjaśnianiu powyższych spraw. Nie ferowałbym także nadmiernie pochopnie jakichkolwiek wyroków w sprawie Amber Gold na podstawie pracy dziennikarzy śledczych, gdyż ci niejednokrotnie już pokazywali, że ich oceny i „wyroki” różnią się niekiedy znacznie od wyroków sądowych.

Pisze o tym z jednego powodu: oto na jesień zapowiedziano ofensywę wiadomej partii opozycyjnej. Przyglądając się przekazowi medialnemu dochodzę do wniosku, że dziennikarstwo śledcze będzie jednym z głównych elementów tejże. Mieliśmy jako przystawkę aferę taśmową w PSL, teraz mamy Amber Gold, agent Tomek pokazuje nam taśmy z kolejnym działaczem PSL. Być może to nie koniec jeszcze, wszak posłowie dopiero wracają z wakacji. Będziemy więc z pewnością na ekranach naszych zmęczonych coraz bardziej telewizorów obserwować kolejne, mniejsze lub większe „afery” z udziałem polityków rządzącego obozu, ujawniane zapewne za pośrednictwem dziennikarzy śledczych. Oczywiście to normalne całkowicie zjawisko, że dziennikarz śledczy musi pełnić funkcję sprzedawcy w sklepie, do którego przynosi się wszelkie możliwe nieczystości. Sprzedawca takiego sklepu musi się znać na brudach i uwielbiać je skoro zdecydował się na taką robotę. Tylko dlaczego klientami tych sklepów są zawsze ci sami ludzie, a towar oddawany w komis jest zawsze i niezmiennie tego samego pochodzenia i lichej jakości? Gdzie też są szefowie sprzedawców w tych medialnych sklepach z fekaliami? Wszak każdy z nich mógłby zawsze powiedzieć: Ziutek, no i co Ty mi tu kupiłeś? Jakiegoś Pałysa z parkingami!? Daj spokój, to się nie nadaje do prasy! Już nikt zdrowy nie będzie na to reagował. Już za moment nikt nie będzie tego oglądał, czytał, ani kupował.

Benfranklin

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. medard 2012-08-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com