Andrzej Lewandowski: Nowe – po staremu, czy wreszcie – po nowemu?

2012-08-27. ECHA WYDARZEŃ: Nie jest to temat, który nie daje mi spać, ale widzę, że nie da się go obejść. Wybory w PZPN. Dni niosą nowe wieści, jest coraz więcej chętnych do prezesowania. I nawet, jeśli by się miało okazać, że przyszłym prezesem nadal będzie obecny, trzeba widzieć, że konkurencja jest. Ale czy zapowiada odnowę? Przecież filozofia wiąże się z tym, kto ją głosi.

Czyli – co i kto? Były sekretarz generalny, jako sternik? Dał ciała – jak się to mówi – musieli go odwołać, więc teraz czas na premię? Bez żartów.

Kiedyś świetny piłkarz, dziś błyskotliwy komentator? A czego dokonał, jako wiceprezes, jak się spisał, jako trener reprezentacji? Kolejny kredyt zaufania i wiara, że jeśli było pod górkę, to musi już być z górki?

Raz jeszcze wszędobylski europoseł. Po raz n-ty. Nie recenzuję. Mogę, ale nie chcę. Wedle mnie kandydatura na poziomie „mniej niż zero”. I populistycznie bzdurny pomysł, by w przyszłości prezesa wybierali kibice. Jako określona przepisami UEFA oraz rejestracją KRS-u, statutem i regulaminem organizacja pozarządowa? Toż to za boki się brać. Zwłaszcza, że taka ma być przyszłość, ale najpierw… powinniście mnie wybrać. Mogę nie mieć najlepszego zdania o tzw. środowisku, ale nie wierzę, by wybrali.

Teraz zapowiedział stanięcie w szranki ekspiłkarz i do tego aktualny poseł. Ciekawa kandydatura. Po pierwsze – dlatego, że… jeszcze nie był, więc kartę ma czyściutką. Po drugie – bo robi wrażenie spokojnego i solidnego. Po trzecie – jako działacz już wykazał aktywność i oddanie. Raczej nie dla poklasku – lecz dla piłki i futbolowej młodzieży. To więcej niż opowiadanie… Pewien kłopot wietrzę w… mediach. Jak o europośle mówią, wiążąc osobę z jego dzisiejszą formacją polityczną, tak piłkarza – posła przedstawia się, jako mającego rządową rekomendację. Wyborcy czasem nie lubią tego rodzaju konotacji. Nawiasem, federacje międzynarodowe – też; dla nich związki krajowe mają być bez reszty „pozarządowe”… Przynajmniej w sensie litery.

Miałem nie pisać o PZPN, a jednak… już tyle zdań napisałem. Bijąc się w pierś za pozornie zbyt dużą wierność tezie, że jest sport, jaki taki, i jest futbol – jako „siła przewodnia” – daję przykład PZPN także w innej intencji. W ogóle sytuacji w związkach sportowych, w PKOl. Zazwyczaj wybory wieńczą cykl olimpijski. A finalizowany w Londynie pełni radości nam nie przyniósł. Medali wprawdzie 10, ale… krytyk więcej niż oklasków. I wniosków, by kolejne akcje wyborcze przyniosły odnowę.

Mówiąc konkretniej – żeby kadry programujące i kierujące odmłodzić, więcej tam świeżej krwi wlać, skostniałe szablony zmienić na inne i tak dalej. Jako człowiek z niezłą pamięcią  -pozwalam sobie przypomnieć, że ten problem i ten postulat nie jest świeżutki. Raczej… sędziwy. Kiedyś zastosowano nawet zabieg osobliwy – namówiono związki by miały wiceprezesów do spraw wychowawczych, a w szranki stanęli działacze organizacji młodzieżowych. Gwoli sprawiedliwości – kilku tak dobrze zdało egzamin, że w kolejnych elekcjach wybrano ich na prezesów związku. I to ważnych – kolarstwo, piłka, lekka atletyka, siatkówka; przypominam, listy pewnie nie wyczerpując.

Z czasem zaczęło być różnie. Znów. Tzw. elektorat nie podlegał ewolucji i autoodświeżaniu; grona kierownicze znów się zahermetyzowały. Naciski konkurentów „ z dołu” zmalał. A jak ma nie maleć, jeśli sekcji i klubów nie przybywa, a ubywa?

Rozsypała się teoria o działaniu społecznym, zaczęła o fachowości. A fachowość nie zawsze przyszła z hasłem… Czyli – do władzy trenerzy, sędziowie, czasem – ale nie za często – byli zawodnicy. Ale w przewadze – to samo grono. Zgrane, także w tym, by ani centymetra nie oddać. Coś podobnego zobaczyłem potem w parlamencie – gdy spodziewałem się, że „ w rezerwie” dojrzewają następcy, okazało się, że ławeczki nie tylko krótkie, lecz jeszcze pochyłe…

W ruchu sportowym te niedostatki widać gołym okiem. Nie tylko u nas – żeby było jasne, w federacjach międzynarodowych – też. Z MKOl – włącznie. Widzieli Państwo londyńską defiladę otwarcia? Sportowcy – owszem, ale prawie w równowadze osoby tak dojrzałe, że „niestartowe”. I w ten oto sposób lata hermetyzacji środowisk spowodowały, że w sporcie, który w jądrze jest przecież ruchem młodzieżowym, programiści, sternicy, manipulatorzy są bliżej oldbojów niż juniorów starszych. Myślę, że komercja – czyli kasa ten trend – wzmocniła… Ci sami wybierają spośród tych samych. I skąd ma przyjść powiew świeżości? Przecież, że nie z ministerium… Choćby dlatego, iż ono może najwyżej recenzować, biadolić, sugerować; niektóre kanały finansowe otwierać, zwężać, zamykać…

Przesadzam? I tak, i nie. Na „tak” znajdę przykłady, ale na „nie” – więcej. I problem nie w tym, ilu się zgłosi chętnych do prezesowania, ale ilu wepchną na te pozycje rzeczywiste, i świeże osiągnięcia sportowo -osobiste. Świeże – powtarzam, nie te dawne, za które już były zaszczyty, ordery i premie, ale dziś świeżość poglądu, doświadczeń, programu przybladły. Jeśli jedno się zlewa z „dziś” – OK., ale wyjątki i tak ledwie wesprą regułę.

Jaka będzie fotografia poolimpijskich skutków kampanii wyborczych? Obawiam się, że podobna do obecnej. Bo niezadowolenie wyczuwam, jako doraźne, płytkie, PR-owskie; oparte na wojenkach personalnych; bez podglebia wyobraźni i twórczości. Chętnie przyznam się do pomyłki. Chciałbym nową fotografią zostać do tego zmuszony… Marzę o tym!

Andrzej Lewandowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com