Cezary Bryka: Opowieść dla dzieciny

2012-08-30. Od 2005 roku rocznica podpisania porozumień sierpniowych jest oficjalnym świętem państwowym o nazwie Dzień Solidarności i Wolności. Jednak hucznie obchodzona rocznica sukcesu, którym możemy się szczycić – i ci, którzy do niego doprowadzili i ci, którzy im z serca kibicowali – od dwóch lat traci wymiar ogólnonarodowej dumy. W tym roku nawet uroczystość tak, zdawałoby się,  oczywista jak złożenie kwiatów pod wywalczonym w sierpniu 1980 roku pomnikiem Poległych Stoczniowców odbyła się cichcem: dwa dni za wcześnie i wyłącznie w gronie władz obecnej „Solidarności”. Jej przywódca przemówienie rocznicowe poświęcił omawianiu zmarnowanych osiągnięć, choć – jak stwierdził – gdyby nie strajki robotników w sierpniu 1980 r., to „na pewno nie byłoby w Polsce w tym roku Euro 2012″, bo zamiast Ukrainy nadal istniałby Związek Radziecki.

Jedną z najsłynniejszych piosenek, jakie zostały po tamtym Sierpniu, jest „Piosenka dla córki”.

– Znacie?
– Znamy!
– Ale nie w tym wykonaniu:

„Jeszcze trochę poczekaj, dorośnij,
Opowiemy ci o tych wypadkach”…

Pytanie brzmi: a czyjąż wersję tych wypadków pozna dziecina? Bo oprócz znanej od 32 lat z relacji uczestników, od dwóch lat mamy nową, przebudowaną. A skoro tak, dorzucę dziecinie swoją. Jak się bawić, to się bawić. 

Wybuchy społecznego gniewu sprzed Sierpnia 1980 r. (październik 1956, marzec 1968, grudzień 1979, czerwiec 1976) kończyły sie tragicznie głownie dlatego, że każdy z nich był samotną walką jednej grupy społecznej. A to inteligencja nie poparła robotników, a to robotnicy nie poparli studentów i tak się to toczyło: od masakry do masakry. Przełom nastąpił właśnie w sierpniu 1980 r,. kiedy w Stoczni Gdańskiej pojawili się doradcy, głównie przedstawiciele KOR. Przywieźli apel 64 intelektualistów wzywający komisję rządową do wszczęcia rozmów z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, ale też nawołujący strajkujących do „umiaru w słusznej walce społeczeństwa o swoje prawa”.

Po 30 latach, podczas uroczystych obchodów rocznicy Sierpnia w 2010 roku, jeden z najważniejszych gości – prezes głównej partii opozycyjnej – przedstawił własną wizję działania doradców: „Przybyła tam (do Stoczni – C.B.) grupa ludzi o znanych nazwiskach, z autorytetem, ludzi – w żadnym razie tego nie kwestionuję – najlepszej woli. Ale mieli oni inny plan, mieli plan kompromisu, który w istocie, gdyby go realizować, okazał się pozorem, który szybko by się rozwiał. Mój śp. brat miał wtedy zadanie, które było wielkim zaszczytem – reprezentował robotniczą polską odwagę wobec tych ludzi, rozmawiał z nimi, choć przecież sam robotnikiem nie był, ale rozmawiał w imię tych robotniczych, odważnych racji”. Mowa o sporze między strajkującymi a ekspertami na temat postulatu utworzenia wolnych związków zawodowych.

Wizję przewodniczącego PiS zdementował kilka lat przed jej powstaniem brat mówcy, nieżyjący juz prezydent RP,  Według relacji prof. Antoniego Dudka z IPN, Lech Kaczyński powiedział: „Eksperci rozumieli, że wolne związki to coś bardzo trudnego do przełknięcia dla władz. Nie chciało im się wierzyć, że do czegoś takiego w ogóle dojdzie. We mnie też walczył entuzjazm z »mędrca szkiełkiem i okiem«. Musiałem pokazać, że nie pękam, odbierano mnie tam w końcu jako przedstawiciela KOR, Borusewicza. A zarazem do końca w powodzenie planu maksymalnego nie wierzyłem”.

Przy tak poważnej różnicy zdań między rodzonymi i zazwyczaj zgodnymi braćmi, warto chyba podać więcej szczegółów sporu. Pierwszym i uważanym przez strajkujących za najważniejszy spośród 21 postulatów było utworzenie „niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych”. Eksperci, traktując tę wersję jako wariant „A”, zaproponowali tez wariant „B”: propozycję wpasowania nowych związków do istniejących już struktur po ich zreformowaniu. Strajkujący nie zgodzili się wziąć pod uwagę tego wariantu. Ekspert służy do wyrażania opinii, opinia może być wzięta pod uwagę, lub odrzucona. Ta została odrzucona. I tyle.

Jakoś umknęło zbiorowej pamięci, że do kompromisu i tak doszło: żeby Komitet Centralny PZPR przyjął do „zatwierdzającej wiadomości” porozumienie, trzeba było zmienić przymiotnik „wolne” (związki) na „samorządne”, oraz dodać zapis, że nowe związki zawodowe uznają kierowniczą rolę PZPR w państwie.

Była też druga różnica zdań, o której dziś się nie pamięta, a przez którą w ostatniej chwili, 31 sierpnia, mogło dojść do tragedii. Dzień wcześniej strajkujący postanowili uzależnić podpisanie porozumienia od uwolnienia więźniów politycznych. Eksperci byli przeciwni dodaniu warunku już po uzgodnieniu treści porozumień, argumentując, że uwolnienie więźniów w przypadku sukcesu wydaje się automatyczne – jednak po głosowaniu wniosek przeszedł. Większość źródeł tak opisuje ostatni dzień strajku: „Kwestią sporną było zwolnienie więźniów politycznych, czego domagał się Wałęsa. Wicepremier Jagielski ostatecznie wyraził zgodę na pisemne gwarancje zwolnienia więźniów. O godzinie 16 podpisano dokument końcowy porozumień. Strajk dobiegł końca”.

Pozwolę sobie opisać, co widziałem na własne oczy, a o czym zapewne wie niewiele osób. Pracowałem wówczas jako realizator, przydzielony do Dziennika Telewizyjnego. 30 i 31 sierpnia kto tylko mógł, od rana siedział w redakcji DTV na Placu Powstańców: po pierwsze żeby w razie konieczności pomóc w przygotowaniu programu, po drugie – z ciekawości (blokada informacji była wówczas tak szczelna, że kto nie słuchał „wrogich” radiostacji ten wiedział tyle co nic. Jednak obrady w Stoczni Gdańskiej były rejestrowane przez DTV w całości, więc mogliśmy je tam oglądać).

30 sierpnia zostało bezkonfliktowo podpisane porozumienie szczecińskie. Z wzruszeniem i radością oglądaliśmy w kółko fragment – ciekawe, czy ktoś go jeszcze pamięta – kiedy rozpłakał się młody mikrofoniarz. Podczas podpisywania i końcowych przemówień stał pośrodku sali obrad i płakał, nie mogąc wycierać łez, bo ręce miał zajęte trzymaniem tyczki mikrofonu. To był moment, kiedy wydawało się, że happy end jest pewny.

Następnego dnia ta pewność dramatycznie się załamała. Rano, na początku spotkania MKS-u z komisją rządową, Lech Wałęsa przekazał żądanie natychmiastowego uwolnienia więźniów politycznych. Przewodniczący komisji rządowej, wicepremier Jagielski, nie mógł udzielić odpowiedzi bez konsultacji, więc komisja opuściła Stocznię i pojechała do siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR po zalecenia z Warszawy.

Przerwa trwała kilka godzin. Napięcie rosło. Pod ścianą sali gdzie odbywały się obrady pozostawiono włączoną kamerę która pokazywała nieostry kawałek ściany z przesuwającymi się cieniami, włączony był również dźwięk. W ciągu całej przerwy słychać było tylko nieczytelny gwar, aż wreszcie rozległ się kilkakrotnie powtórzony przez głośniki komunikat:

– Czternastu silnych i gotowych na wszystko mężczyzn prosimy pod bramę główną do ochrony komisji rządowej. Czternastu silnych…

Powiało grozą. Dopiero to wezwanie uświadomiło nam rzeczywistość: tłum zmęczonych mężczyzn, przebywających tygodniami w odcięciu od świata, mających w pamięci grudzień 1970 r. a więc zdających sobie sprawę że w każdej chwili może nastąpić atak, że jeśli przeżyją to mogą wylądować w więzieniach, a jeśli nie – to już nigdy nie znajdą pracy, nakręconych poczuciem dziejowej misji, widujących rodziny tylko przez płot – ten tłum od wczoraj czekał w dołkach startowych na zwycięstwo. Gdyby komisja rządowa wróciła z negatywną decyzją, nawet czternastu silnych i gotowych na wszystko mężczyzn mogło sobie nie poradzić z jej chronieniem.   

Na szczęście decyzja była pozytywna, porozumienie zostało podpisane i odśpiewanie hymnu rozpoczęło okres triumfu, nazywany „karnawałem Solidarności”.

Z wiedzą, że do ostatniej chwili zwycięstwo wisiało na włosku, jeszcze bardziej chciałoby się ten dzień świętować. Niestety: obraźliwe dla ekspertów wystąpienie prezesa PiS wywołało wielodniową awanturę, przez którą XXX rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych stała się ostatnią uroczyście obchodzoną. A bywało tak pięknie, wzruszająco i wspólnie: 

Fragmenty tego koncertu, uświetniającego 25 rocznicę powstania „Solidarności” pokazywały telewizje całego świata, przy okazji przypominając o polskim zrywie. A teraz my sobie opowiadamy o wpływie robotniczego buntu na możliwość zorganizowania turnieju piłki nożnej, zaś świat obalenie komunizmu coraz częściej wiąże z upadkiem muru berlińskiego. Taka to nasza duma narodowa, o której trąbią Prawdziwi Polacy. 

*   *   *

W trakcie cytowanego przemówienia prezes PiS powiedział również: „Wszyscy, którzy pamiętają tamte dni, pamiętać muszą, jak często posługiwano się pojęciem manipulacji. Nie wolno ludźmi manipulować, nie wolno ludzi oszukiwać. Trzeba mówić jak jest”.  Skoro tak, to może i ja spróbuję?

Otóż moim zdaniem jest tak, że niemal na siłę zacierana jest pamięć o grupie ludzi, bez których nie byłoby Sierpnia 80, a jeśli byłby, to z innym finałem.

Pierwszy krok do sierpniowego zwycięstwa został zrobiony we wrześniu 1976 roku, kiedy grupa 14 osób w reakcji na czerwcowe wydarzenia w Radomiu i Ursusie, w obronie więzionych i katowanych robotników wystosowała „Apel do społeczeństwa i władz PRL”. Od apelu zaczął się czas działania Komitetu Obrony Robotników.

Liczba członków KOR, skupiającego osoby o różnych światopoglądach, różnych zawodach i z różnych pokoleń, złączone potrzebą przeciwstawienia się niesprawiedliwościom systemu, rosła. Działali jawnie: biuletyn KOR podawał ich adresy i telefony. Członkowie i sympatycy KOR, stale narażeni sie na szykany i represje – od pozbawienia pracy czy wyrzucenia ze studiów po aresztowania – stali się symbolami walki z komunizmem i to nie tylko w Polsce: w innych krajach obozu socjalistycznego pojawiali się ich naśladowcy. W lipcu 1977 roku, po wyciągnięciu z więzienia ostatniego represjonowanego za czerwiec 76, KOR przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej KOR który reagował wszędzie tam, gdzie dochodziło do konfliktów społeczeństwa z władzą, bronił pokrzywdzonych, starał się mediować. Ukoronowaniem działalności Komitetu stał się sierpień 1980 r., po którym KSS KOR rozwiązał się zakładając że w nowej rzeczywistości nie będzie już potrzebny.

Po latach rolę członków KOR w sierpniowym przełomie stopniowo pomniejszano, brutalnie dezawuując najbardziej rozpoznawalnych: Bronisława Geremka i Adama Michnika. Zależnie od wyboru opcji politycznej, dawni członkowie KOR zostali podzieleni na: 1) bohaterów, 2) agentów i Żydów, 3) nieboszczyków  (choć nawet Jacka Kuronia usiłowano przenieść z kategorii 3 do 2, ogłaszając go pośmiertnie tajnym współpracownikiem SB – jednak dzięki jego popularności pomysł nie wypalił).

Skoro skończył się czas radosnego świętowania rocznic Sierpnia 80, proponuję ustanowienie 31 sierpnia Dniem Obsmarowanego Opozycjonisty. Możemy zacząć w tym roku.

Cezary Bryka

Nienalezna.pl

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. bisnetus 2012-08-30
  2. andrzej Pokonos 2012-08-30
    • Cezary Bryka 2012-08-30
  3. andrzej Pokonos 2012-08-30
    • bisnetus 2012-08-30
  4. Marian . 2012-08-30
  5. Gustaw Chlubek 2012-08-31
  6. Marian . 2012-08-31
  7. Aleksy 2012-09-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com