Wojciech Mazowiecki: Nie ma opozycji

2012-09-04. Całodniowa debata sejmowa w ostatni czwartek, poświęcona sprawie Amber Gold, okazała się spektakularną porażką zjed­noczonej opozycji. PiS, SLD oraz Ruch Palikota wspólnie pokazały i udowod­niły, że do niczego poza totalną nega­cją rządu i państwa nie są zdolne. Me­toda Tuska – zagadania przeciwników aż do zamęczenia – znów okazała się skuteczna. Wszystko to każe wątpić, że tak hucznie zapowiadana na jesień ofensywa opozycji przyniesie jakikol­wiek efekt.

Premier wraz z ministrami oraz prokurator generalny mówili, jak w tej sprawie działały i jednocześnie nie działały ważne instytucje państwo­we. Istotą przedstawionej przez nich informacji było jednak nieowijanie w bawełnę. Wszyscy oni zmierzył! się z prawdą dla nich niewygodną, bo mu­sieli się tłumaczyć z błędów podlega­jących im urzędników. Niekomfortowe musiało być również to, że nie dyspo­nowali jeszcze pełną wiedzą i często mogli jedynie powiedzieć, że na ra­zie coś jest wyjaśniane. Padło jednak trochę konkretów, a także terminów – z czego roztropni krytycy potrafiliby . później rozliczyć i rząd, i niezależną prokuraturę.

Prokuratura – wcześniej główny oskarżony o zaniechania wobec Am­ber Gold – tym razem obroniła się le­piej, bo okazało się, że poważne błędy popełniły też inne urzędy, zwłaszcza służby skarbowe. Prokurator gene­ralny ujawnił, że próbował reformo­wać i usprawniać tryb postępowań dyscyplinarnych wobec prokuratorów z możliwością odwoływania się do są­dów w drugiej instancji, ale projekt ten utknął w Sejmie poprzedniej i obecnej kadencji.

Dość niefrasobliwie z zarzutu o brak reakcji na wprowadzające w błąd reklamy Amber Gold tłuma­czyła się szefowa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Według niej w świetle obowiązującego prawa wszystko było OK, choć przyznała, że ma świadomość, jak niesmacznie to brzmi. Z kolei minister sprawiedliwo­ści, który wcześniej rozgrzeszył sądy za nieodwieszanie wyroków szefowi Amber Gold, musiał tym razem przy­znać, że gdyby nie brak przepływu informacji do sądu w 2009 r., niektóre można było odwiesić.

Jednocześnie posłowie mogli się dowiedzieć, gdyby tylko chcieli to usłyszeć, jak wiele służb państwo­wych jednak zadziałało poprawnie i szybko. Ale opozycja nie była w sta­nie przyznać, że z państwem polskim jest trochę jak ze szklanką, która dla jednych jest do połowy pełna, a dla drugich do połowy pusta. Tego bo­wiem nie daje się zauważyć, jeśli to­talnie się odrzuca państwo polskie pod rządami PO i Tuska. Dziś taką postawę przyjęły nie tylko PiS i jego odłam w postaci Solidarnej Polski – co nie dziwi, bo tak było zawsze – lecz także partia Millera i coraz bardziej niezborna grupa Palikota.

PiS i pozostałym wcale nie chodzi o zadawanie trudnych pytań, ale o możliwość efektownego przywalania rządzącym”.

Bezsensownie wydłużono deba­tę sejmową poprzez kilkugodzinne powtarzanie przez wiele osób często tych samych pytań-insynuacji wobec premiera i rządzących. Głos w tak zwa­nej dyskusji zabrało 175 posłów – nie wiadomo, po co aż tylu. Tak zwanej, bo opozycja wyraźnie nie rozumie, co to jest dyskusja. Gdyby potrafiła się zor­ganizować, głos zabrałby jeden przed­stawiciel każdej partii – poza wystąpie­niami w imieniu klubów. Wtedy można by postawić trudne pytania i zmusić rząd do dłuższych, konkretniejszych, bardziej wyczerpujących odpowiedzi. I dociskać.

Donald Tusk i PO pozwolili opozycji wygadać się do syta
Nic takiego nie miało jednak miej­sca. To Donald Tusk i PO pozwolili opozycji wygadać się do syta. Bo daw­no już zrozumieli, że PiS i pozostałym wcale nie chodzi o zadawanie trudnych pytań, ale o możliwość efektownego przywalania rządzącym. No to niech sobie gadają i przywalają bezmyśl­nie. Co to dało, każdy mógł zobaczyć w telewizji. Od rozpoczęcia porannego wystąpienia premiera do ostatecznego głosowania w sprawie przyjęcia jego informacji i powołania komisji śled­czej – zakończonego pozytywnie dla rządzących – minęło ponad 15 godzin. Zapewne posłowie wychodzili z Sejmu w środku nocy z poczuciem, że nieźle się napracowali. Wątpliwe, czy ktoś z zewnątrz tę opinię podziela.

Jest zdumiewające, że poszczegól­ne kawałki opozycji potrafią mówić o sobie nawzajem jedynie z nieskry­wanym obrzydzeniem, żeby jakoś się odróżnić od pozostałych, a jed­nocześnie nie przeszkadza im to za­wierać sojuszy, byle tylko dokopać rządzącym. Jednak nawet przy takim współdziałaniu opozycja jako całość okazała się kompletnie niezdolna do przedstawienia na czas spójne­go i wolnego od błędów prawnych wniosku o powołanie komisji śledczej w sprawie Amber Gold, której tak bar­dzo ponoć pragnęła.

Rekord absurdu pobił przedstawi­ciel Ruchu Palikota, redaktor pisma „Fakty i Mity”, ten sam, któremu pra­wicowi politycy i publicyści zarzucali jeszcze nie tak dawno współpracę re­dakcyjną z mordercą ks. Popiełuszki. Otóż ów były ksiądz, powołując się na Biblię, wytłumaczył, jak złe jest PiS i jednocześnie dlaczego poprze wniosek partii Kaczyńskiego. Prawu i Sprawiedliwości wcale to poparcie nie śmierdziało, nawet w tak upokarza­jącym wydaniu. Podobnie Solidarnej Polsce, która przy tej okazji złamała śluby czystości, nieskalania się nigdy współpracą z grupą Palikota. A właści­wie zrobiła to już wcześniej, zbierając podpisyposłów tego klubu pod swoim wnioskiem, tyle że nie potrafiła go na czas poprawnie przygotować.

„Opozycja nie bierze pod uwagę, że przegrane przez nią głosowania wzmacniają, a nie osłabiają krytykowanych”.

Słabiutko wypadł SLD. Wystąpie­nie premiera atakował Ryszard Kalisz, który coraz bardziej przemienia się w trybuna ludowego – tym razem tłu­macząc, że będzie krzyczał w imieniu oszukanych obywateli. Gdzie jest ten racjonalny niegdyś i świetnie argu­mentujący prawnik Kalisz? Od pewne­go czasu coraz silniejsze staje się wra­żenie, że to nam się tylko przyśniło.

Tadeusz Iwiński skarżył się na ogra­niczanie przez rządzących funkcji kon­trolnej Sejmu. Ach, jakie to byty piękne czasy sejmokracji za rządu Belki, kie­dy niczego nie można było w Sejmie uchwalić, ten zaś wtrącał się kontrolnie do wszystkiego, nawet do polityki za­granicznej. Tylko czemu poseł Iwiński nie widzi, jak Sejm sam dziś się ogra­nicza poprzez nieskuteczne działanie opozycji?

Przypomniał się też SLD-owski geniusz marketingu politycznego Grzegorz Napieralski, który rozłożył tę partię w ostatnich wyborach parla­mentarnych. Zarzucił premierowi, że ma związek z Amber Gold, bo… spła­ca kredyt mieszkaniowy syna. Niecały rok temu zdawało się, że SLD dopiero wchodzi na równię pochyłą. Tymcza­sem nie doceniamy, jak daleko już za­szedł na tej drodze.

Leszek Miller i Jarosław Kaczyński nie zabrali głosu w sejmowej dyskusji o Amber Gold. Może i należałyby się im za to pochwały, gdyby nie to, kogo wysłali na mównicę.

Przedstawiciele PiS powtarzali przez cały dzień jak mantrę, że Amber Gold to trójmjejski układ PO i że tylko po­przez komisję śledczą możemy poznać prawdę, która nas wyzwoli. Jedynym jednak dowodem, jaki potrafili przed­stawić, było zdjęcie z otwarcia firmy lotniczej OLT Express, której udziałowcem było Amber Gold, z udziałem polityków PO z Wybrzeża. Oczywiście chwały to samorządowcom z partii rządzącej nie przynosi, ale jako koron­ny dowód na insynuowany mafijny układ polityki z biznesem przedstawia się słabo.

Zdumiewające, że poszczególne kawałki opozycji potrafią mówić o sobie nawzajem z obrzydzeniem, a jednocześnie nie przeszkadza im to zawierać sojuszy, byle tylko dokopać rządzącym”.

Kaczyński dał sygnał swoim harcownikom podczas pierwszej przerwy, oświadczając dziennikarzom, że dziś głosowanie przeciw komisji śledczej jest przyznaniem się do winy. Potem ten szantaż powracał wielokrotnie na sali sejmowej w wykonaniu PiS-owców, nawet po północy, tuż przed głosowaniem.

W ten sposób PiS, a za nim resz­ta postawiły sprawę na ostrzu noża – wszystko albo nic – osiągając to drugie, choć od początku Kaczyński słusznie przewidywał, że do powołania komisji śledczej nie dojdzie. Posłowie stawiali zarzuty nawet Komisji Nadzo­ru Finansowego, która akurat w tym przypadku zadziałała wzorcowo: a to, że ograniczała się do pisania papier­ków, a to, że można je było przeczytać tylko w internecie… Zero zaufania do instytucji państwa mści się na krytyku­jących. Pokazuje ich zacietrzewienie, często niewiedzę.

opozycja nie potrafi­ła zaskoczyć rządzących
Szkoda, że opozycja nie potrafi­ła zaskoczyć rządzących i przyjąć za dobrą monetę zapowiedzi, że proku­ratura i służby skarbowe niebawem wyjaśnią, jak doszło do wielu urzędniczych zaniechań oraz kto konkretnie za co odpowiada. Gdyby opozycja na to przystała i wyznaczyła termin – np. do końca września – bardzo trudno byłoby później i PO, i PSL nie dopu­ścić do powstania komisji śledczej. O ile oczywiście nie byłoby takich satysfakcjonujących wyjaśnień, jak zapowiedziano.

Opozycja nie bierze też pod uwa­gę, że przegrane przez nią głosowania wzmacniają, a nie osłabiają krytyko­wanych. Tak się dzieje już od jakiegoś czasu, gdy wzmacniają się kolejni mi­nistrowie przy okazji nieudanych gło­sowań nad wotum nieufności. Tak się stało i teraz, gdy komisji śledczej mimo krzyku, szantażu i insynuacji opozycyj­nych posłów nie powołano.

Zapewne posłowie wychodzili z Sejmu w środku nocy z poczuciem, że nieźle się napracowali. Wątpliwe, czy ktoś z zewnątrz tę opinię podziela”.

Nie można wykluczyć, że w tej spra­wie Platforma Obywatelska sama zde­cyduje się na komisję śledczą. Naj­pierw jednak da szansę wyjaśnienia sprawy instytucjom do tego powołanym. PO ma już doświadczenie i wie, jak komisje śledcze potrafią się kompromitować. Chętnie zatem to opozycji ułatwi, pokazując jednocześnie, że nie ma nic do ukrycia. Przy okazji zechce pewnie wykorzystać propagandowo sprawę Amber Gold przeciw spółdziel­czym kasom oszczędnościowo-kredytowym, które dziś z pomocą PiS bronią się przed poddaniem ich państwowe­mu nadzorowi bankowemu, choć jego brak jest niekorzystny dla klientów.

Po ostatniej debacie sejmowej w sprawie Amber Gold po raz kolej­ny PO i rządzący mogą mówić, że PiS i reszta opozycyjnych partii są odporne na argumenty czy informacje. To nie jest dobre dla państwa, bo skala ujaw­nionych choćby podczas tej debaty nieprawidłowości, przejawiających się w niezrozumiałej i długotrwałej pobłaż­liwości wobec Amber Gold, głównie w prokuraturze i urzędach skarbowych -jest mocno niepokojąca. I z tego ktoś powinien skutecznie rozliczyć rządzą­cych i prokuratora generalnego – jak również z terminów, które sami sobie wyznaczyli. Nie ma jednak kto, bo dziś w Polsce praktycznie nie ma opozycji.

Wojciech Mazowiecki

Tekst ukazał się również w tygodniku „Przegląd”. Nr. 36/2012

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. bisnetus 2012-09-04
    • Hanna 2012-09-05
  2. Hanna 2012-09-04
  3. Gustaw Chlubek 2012-09-04
  4. Roman Strokosz 2012-09-04
  5. elkaem 2012-09-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com