Marcin Fedoruk: Ocaleni przez kryzys

2012-09-16. Mówi się o tak zwanych dziejowych szansach. W najnowszej historii Polski były to: wydarzenia Okrągłego Stołu, wstąpienie do Unii Europejskiej,  a ostatnio inwestycje dofinansowane z Funduszów Europejskich. Do tej wyliczanki można dopisać kryzys finansowy.

Kryzys jest szansą, a nie tylko zagrożeniem. Takie głosy dało się słyszeć w debatach sprzed roku albo nieco wcześniejszych. Dzisiaj mało kto ośmiela się mówić to publicznie. Jak gdyby nie wypadało mówić takich rzeczy ludziom w sytuacji, kiedy cena litra benzyny osiąga 6 zł. Oczywiście nikt rozsądny nie uwierzyłby dziś w zapewnienia, że dzięki załamaniu na rynkach Polska ma szansę zmniejszyć dystans dzielący ją w zestawieniach od europejskich liderów rozwoju. Taka argumentacja byłaby nader bezczelną propagandą. Spójrzmy prawdzie w oczy, od naszych zachodnich sąsiadów dzieli nas cywilizacyjna otchłań. Zasypywanie tej otchłani zajmie dziesiątki lat, i to przy dobrych układach. A jednak kryzys jest szansą.

Szansa, o której mówię, wynika z potrzeby. Oto bowiem stanęliśmy pod ścianą i mamy do wyboru: poprawić coś albo przepaść z kretesem.

Niepokoi mnie, że w dalszym ciągu rozmawia się na poziomie bardzo ogólnym, o strategii wychodzenia z kryzysu. Nie czas na takie teoretyczne rozważania – punkt jest krytyczny. Na szczęście wiadomo co robić.

Naprawy wymagają niemal wszystkie obszary działalności państwa. Każda, najmniejsza choćby poprawka jest warta szybkiego wprowadzenia w życie. Każdą nowelizację przepisów, jeśli tylko na lepsze, warto popierać i nagradzać oklaskami. Zejdźmy wreszcie z poziomu akademickiej katedry. Na nikim nie robi już wrażenia hasło: „reformy”. Porzućmy wielkie słowa, a zacznijmy doceniać małe kroki.

Nie uchroni nas przed skutkami kryzysu polityka prorodzinna. Może co najwyżej poprawi nam samopoczucie. System emerytalny będzie trzeba dostosować do nowych warunków demograficznych. Koniec, kropka. Programy mające na celu aktywizację społeczną nie uchronią nas także. Stara Polska, jak stara Europa, ma skostniałe struktury, cierpi na niedowład ośrodków decyzyjnych. Lecz kryzys jest niczym przesilenie w chorobie.

Politycy mają strach w oczach. Rządzący zdają sobie sprawę z odium, które wisi nad nimi jak miecz Damoklesa. Opozycja też musi uważać, by nie przesadzić z obietnicami. Wyborcom brakuje rozeznania w wielkich sprawach, ale potrafią liczyć pieniądze i są pamiętliwi. Żadnej ze stron politycznego sporu nie jest dzisiaj na rękę brać odpowiedzialność za wychodzenie z kryzysu. To misja straceńców. Dlatego spodziewam się, iż odpowiedzialność zostanie przerzucona na środowiska pozarządowe. Tylko we wrześniu wyjątkowo często słyszało się o „ekspertach”. To dobry znak.

Zdesperowane społeczeństwo będzie wywierało coraz silniejszą presję. Wybrańcy narodu mają instynkt samozachowawczy i ugną się wcześniej czy później. Ostatecznie, żeby ratować własną skórę, zwrócą się o pomoc do tych, którymi pogardzali – specjalistów, działaczy społecznych i naukowców.

Tak przewiduję i obym się nie mylił.

Marcin Fedoruk

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. jsg 2012-09-16
  2. medard 2012-09-17
  3. adam furtak 2012-09-18
  4. nexton 2012-09-18
    • adam furtak 2012-09-18
  5. Krzysztof Mazur 2012-09-18
    • JMP 2012-09-18
  6. Baczyński 2012-09-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com